POLOWANIE NA MURZYNÓW ROZPOCZĘTE

Obrazek użytkownika Łażący_Łazarz
Świat

Ostatnie wybory prezydenckie w USA były bardzo ciekawe. Ze względu na przebieg jak i na wnioski. Przebieg był czytelny dla wszystkich, bo walczył nie żaden demokrata z republikaninem, nie jakiś lewak z prawakiem i broń Boże nie młody ze starym. Walczył Czarny z Białym.

Jak w szachach. Czy jest bardziej znana i czytelna gra dla entelegentów?

Nawet nie trzeba regulować czarnobiałego odbiornika biwakowego. Wszystko jasne. Tu strona Ciemna tam strona Jasna. Do tego dochodzą roszady, gambity i pasjonujące bicia.

 

W dniu, gdy Biały Król położył się na obie łopatki zmatowany przez Czarnego, posiadającego wielka przewagę, nastąpiła emisja w świat arcyciekawego Wniosku:

 

ISTNIEJE SYSTEM NA WYGRANĄ.

CHCESZ WYGRAĆ WYBORY PREZYDENCKIE W DZISIEJSZYM ZNUDZONYM I OBRAZKOWYM ŚWIECIE?

 

– WYSTAW CZARNEGO !!!

 

CZARNY PREZYDENT to ZMIANA.

CZARNY Prezes FIFA to NOWA JAKOŚĆ.

CZARNY (albo, chociaż ŚNIADY) PAPIEŻ to POSTĘP.

 

 

Słowem CZARNY to NOWOCZESNOŚĆ. Przy tym bez znaczenia jest to czy CZARNY powie z sensem czy bez sensu. Nikt na to nie będzie zwracał przecież uwagi tylko patrzył jak malowniczo CZARNY od tła się odcina. To może okrutne, co mówię, ale dla większości białych i czarnych to kolor skóry CZARNEGO KANDYDATA jest najważniejszy. Dla BIAŁYCH wyborców to, bowiem ciekawostka przykuwająca uwagę (każdy BIAŁY wie, że od gęby CZARNEGO trudniej wzrok oderwać) i miłe łechcąca duszę: „zagłosuję na niego by udowodnić urbi et orbi, a przede wszystkim sobie, że nie jestem rasistą”. Poza tym daje wesołe poczucie udziału w olbrzymiej krotochwili: „ale jaja, zobaczymy, co się stanie”. Wielu zlewicowiałych BIAŁYCH uznaje świat za wielki kabaret i eksperyment. Dlatego chętnie żywcem przenosi CZARNEGO (w cylindrze czy bez) z desek teatru w Nowym Orleanie lub ulic Brooklynu na scenę ogólno krajową, lub światową. Bawmy się. Natomiast dla CZARNEGO CZARNY Prezydent to: ZIOMAL, SWOJAK, DUMA i co najważniejsze: KOPNIAK dla głupiego BIAŁASA.

 

Przypominam czytelnikom, że glanowanie BIAŁASA przez BLACK POWER to nie jest rasizm bynajmniej. "Rasizm" to w drugą stronę lub np. gdy BIAŁY nie lubi CZARNEGO a tylko TOLERUJE. A czasem wystarczy, że jakiś "zacofany" BIAŁY CZARNEGO nie wywyższa ponad stan i nie promuje, bo ten murzyn jest wyjątowo zarozumiały, leniwy, głupi, nieokrzesany, bez doświadczenia i z niejasną przeszłością. Rasizmem jest także gdy BIAŁY róznicę w kolorze skóry w ogóle zauważa, rozmawia o tym lub (O ZGROZO!) ma w związku z tym pewne spostrzeżenia.

 

I tak: polskie wyzwolone dziewczyny nie odmawiały CZARNEMU Molowi użyczania swoich kuperków bez zabezpieczenia by nie wyjść na RASISTKI.

W tramwaju z niesmakiem odsuwamy się od BIAŁEGO śmierdzącego kloszarda ale już na smród CZARNEGO krzywić się nie wypada.

 

  

Za to:

Gdy CZARNY skuje ryj BIAŁEMU to jest to sprawiedliwość dziejowa i postęp. BIAŁEMU po zębach się należy. Za kolonializm. Za niewolnictwo. Za lata wygody, wykształcenia i dominacji. Za całokształt. Bić BIAŁEGO poza tym jest modnie i na fali. Bity BIAŁY i TRIUMF CZARNEGO to obrazek oczekiwany przez cały KOLOROWY ŚWIAT i ciemniaków z lewicy (jeżeli jakiś lewak nie jest takim ciemniakiem to chylę głowę).

A więc ½ USA, ¾ Ameryki Płd., ¾ Europy i 9/10 Azji.

 

Od dnia wybrania CZARNEGO do BIAŁEGO DOMU już wiadomo: CHCESZ WYGRAĆ WYBORY?

 

ŁAPAJ MURZYNA!!!

 

 

(albo sam się zjaraj na heban)

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A propos pierwszego zdjęcia polecam arcyciekawy dla każdego Polaka tekst:

http://www.najmici.net/haiti_rz.htm

O czarnym Polaku z Haiti.

Ryszard Zambrzycki

Gdy w Europie po traktacie pokojowym z 1795 roku, w Campo Furio, pomiędzy Republiką Francuską a Cesarstwem Austrii, zakończono walki w północnych Włoszech, właściwie nie było co zrobić z kilkoma tysiącami wojska polskiego. Była to tak zwana Legia Włoska Republiki Cizalpińskiej i Pierwszy Konsul Republiki Francuskiej Napoleon Buonaparte postanowił wysłać te wojska do Terytoriów Zamorskich Francji. Do Indii Zachodnich i na wyspę Sw. Dominika. To ostatnie terytorium nazywała się obecnie Haiti. Haiti było właściwie kolonią francuską produkującą cukier, kakao, kawę i tytoń na wielkich plantacjach. W tych czasach, w Europie, były to cenne towary.

Murzyni na czele z generałem Toussaint L'Ouverture - "Czarnym Jakobinem", zbyt dosłownie przyjęli ideały Rewolucji Francuskiej, znieśli niewolnictwo i przestali produkować cukier. W odpowiedzi na te fanaberie czarnych, Napoleon wysłał osiemdziesięciotysięczny korpus expedycyjny. W jego skład wchodził oddział Polaków, którzy żyli we Włoszech w poczuciu zdrady interesów polskich i w zagrożeniu oddania ich spowrotem do wojska austriackiego, z którego byli uciekinierami. Zadaniem korpusu expedycyjnego było przywrócenie poprzedniego stanu a zwłaszcza restauracji niewolnictwa. Wojsko murzyńskie nie chcieło oddać broni. Należało ich rozbroić, a tych, którzy się nie poddali - eksterminować. Powierzono to Polakom. Polacy zdając sobie sprawę że służą interesom kupców z Bordeaux, a nie ideałom rewolucji, odmówili wykonania rozkazu i w nocy uciekli w góry wraz z murzyńskim wojskiem i przyłączyli się do powstania generała Toussaint L'Ouverture. Zdyscyplinowane oddziały zawodowych żołnierzy biły się dzielnie i skutecznie po stronie generała Toussaint, tym bardziej, że już teraz nie miały wyjścia. Poległo 350 tysięcy osób, by pierwszego stycznia 1804 roku ogłosić niepodległość Haiti. Toussaint L'Ouverture nie dożył tego momentu. Po powstaniu żołnierze założyli rodziny i wrośli do swych czarnych wiosek. To było prawie dwieście lat temu.

Znacznie później, tym razem podczas pierwszej amerykańskiej okupacji Haiti (circa 1916), amerykański marynarz polskiego pochodzenia, przemierzał bezdroża Haiti. Ponieważ usługi były tanie, miał pieniądze i że nie w ciemię był bity więc wynajął dwóch murzynów by go nieśli w lektyce. Dzień był grący i murzyni w pocie czoła zapracowywali na zielone banknoty. Po pokonaniu kamienistego pagórka jeden z tragarzy miał tego dość, postawił lektykę z zawartością i warknął "psiakrew". Marynarz nie dowierzał własnym uszom. Murzyni nie tylko znali kilka polskich słów, lecz dumnie obnosili swoje polskie pochodzenie. Wówczas on objawił im swoją narodowość. W tym momencie urósł do rangi kolejnego wybawcy - mesjasza. Okazał się również przebojem wśród okolicznych dziewczyn, które także obnosiły się swoją polskością. Marynarz został na Haiti i nieco później ogłosił się "Imperatorem Gonave" (małej wysepki u wybrzeża Haiti). To spowodowało drobny incydent dyplomatyczny i w końcu wysłano byłych towarzyszy marynarza, by go przywołać do rozsądku i osiedlić spowrotem w Stanach. Tym razem z tytułem "Inmate"

W latach osiemdziesiątych pracowałem w Nowym Yorku w fabryce szkła budowlanego. W czasie przerwy śniadaniowej, każdy siedząc na drewnianych kontenerach jadł co przyniósł z domu. Obok mnie siadywał niski, sprężysty murzyn. Tak czarnych murzynów nie widać w USA. On był z Haiti. Nazywali go Dominik, co nie było ani jego prawdziwym nazwiskiem ani imieniem. Dominik trenował kiedyś boks i był nie do uchwycenia. Żywe srebro. Lubiłem na niego patrzeć, gdy walczył "na niby" z portoricami. Przypuszczam, że gdyby ktoś się nim zajął, zrobiłby karierę zawodowego boksera. Nigdy nie przynosił ze sobą jedzenia, więc dawałem mu połowę swego lub przynosiłem poprostu więcej. Pamiętam, że musiałem go prosić, by przyjął poczęstunek. Był człowiekiem honoru. Zaprzyjaźniliśmy się na zasadzie kontrastów. On mały, czarny, zwinny, ja nieruchawy, wytrwały, olbrzym.

Pewnego razu Dominik zapytał mnie czy nie będę się śmiał gdy powie mi swoją tajemnicę. Oczywiście że nie - odpowiedziałem. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Wiesz, powiedział Dominik ja też jestem biały i jestem częściowo Polakiem. Musiałem szeroko otworzyć oczy. Nie mam twarzy pokerzysty. Wytłumacz mi - powiedziałem. Dominik zaczął opowiadać o swojej wiosce w górach, gdzie ma matkę i rodzeństwo. To im wysyłał wszystkie swoje pieniądze. W małej chatce z desek i blachy, na głównym miejscu wisiała dziwna czapka o białoczerwonych kolorach, kwadratowa u góry. Do dziś takie czapki przechowywane są w niektórych wioskach. To czapka moich przodków - powiedział. Białych żołnierzy naszej armi z czasów wojny o niepodległość. Oni byli Polakami i nie mówili po francusku. Mówili tak jak my, po kreolsku. Złapał oddech i zwrócił się do mnie.

- Czy to możliwe Richy? - Pytał patrząc prosto w moje oczy.
Oczywiście, że tak, uczyłem się o tym w szkole.

Oczy płonęły my zachwytem. Ja potwierdziłem jego przynależność do rasy białych ludzi i dziwnego narodu Polaków, o którym tyle słyszał od rodziców i dziadków. Nobilitowałem go. Odtąd Dominik stał się moim oddanym przyjacielem. Żyliśmy przecież na śmietniku, gdzie liczy się naprawdę tylko męska przyjaźń i prawo noża, zwanego również kosą lub siostrą. Dominik posiadał dużych rozniarów "siostrę", którą zawsze nosił w kieszeni. Pewnego dnia odszedł z fabryki. Przypuszczam, że znalazł lepszą pracę. Później, wiele razy zdradzali mnie mężczyźni, którym ofiarowywałem swoją przyjaźń i kobiety którym dawałem swoją miłość, ale wiem, jestem głęboko przekonany, że w wielkim śmietniku zwanym również Nowym Jorkiem, żyje gdzieś mały, czarny Dominik z Haiti, który skoczy mi na pomoc, gdy strudzony będę wracał do domu w nocy. On nigdy nie zapomni tej rozmowy na stercie z desek. Przecież jest w części białym no i Polakiem.

Im jestem starszy tym bardziej świadomośc przyjaźni jest mi potrzebna. Może on tak samo myśli? Czy będę próbował go znaleść? Nie. Te przyjaźnie powstają i rozwiewają się na zasadzie ruchów Browna w szklanej kuli. To moja obsesyjna świadomośc nie wymuszanych i nie kontrolowanych spotkań w wielkich grupach społecznych. Ludzie się spotykają, przeżywają coś i rozchodzą w różne strony. Czy można zatrzymać zdarzenie? Można, czasami. Z Dominikiem nie wyszło. Za dużo mieliśmy własmych niespójnych kłopotów. On i Ja niewiele mówiliśmy o sobie. On używał języka kreolskiego, który jest dialektem francuskim i angielskiego z Jamajki. Jest trudny do zrozumienia nawet dla lingwisty. Ja mówiłem językiem śmietników, czyli dialektem z Brooklyn'u. Więc co nas łączyło? Biała rasa, wspólna narodowoś i rozmowy na deskach w wielkiej hali fabrycznej?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#7071

To co się stało jest symptomatyczne, w czasach mediokracji o losach świata decydują zmanipulowani bezmózgowcy wierzący w "change", "drugą Irlandię", czy "lepsze życie". Z Obamy zrobiono "charyzmatycznego mówcę", problemem jest to, że w tych jego mowach nie ma "charyzmy". Można dużo pisać, jedno jest pewne, zmierzamy w kierunku "liberalizacji" i "cywilizacji śmierci". Obama w białym domu, to zła wiadomość dla "normalnych ludzi".
Pozdro.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#7073

Czarne Pantery wyszły ze swoje radykalnej nory:

http://hotair.com/archives/2008/11/04/fox-black-panther-poll-intimidatio...

To nie są zdjęcia z roku 1968, a 2008.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7076

Podobno po tym mozna ocenić stan aktywnosci i wykorzystania mózgu. A interesuje mnie by chłoptaś nie narobił zbyt wielu głupstw w polityce międzynarodowej.

I druga dygresja: ciekawe, czy w nastepnej kampanii wyborczej zacznie rapować by dotrzeć do wszystkich Pum.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#7105

Jeśli nie będzie wystarczająco silny to ster przejmą odpowiedni ludzie, którzy dobrze wiedzą co leży w interesie USA, a Barack Hussein pozostanie pacynką do robienia szerokich uśmiechów na zdjęciach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7107

Chciałoby się rzec na przekór szachowemu przysłowiu:

Czarne zawsze wygrywają;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7108