Pochwała Piractwa - demaskacja kłamstwa firm fonograficznych

Obrazek użytkownika Łażący_Łazarz
Kraj

W ramach wstępu, chcę zwrócić uwagę na skalę manipulacji społecznej, polegającej na wmówieniu pospólstwu (czyli nam - wam), że tzw „piraci” dokonują kradzieży dóbr intelektualnych gdyż łamią prawo autorskie. Owszem, łamią bandyckie prawo zwane „autorskim” które najmniej chroni autorów i twórców a najbardziej firmy fonograficzne, wydawnictwa i ich dystrybutorów.

Aby to wykazać musimy wrócić do dalszej części dialogu rozpoczętego tutaj, pomiędzy 40 - letnim Andrzejem (On) a jego ukochaną Ewą (Ona).
.
Pożegnaliśmy ich poprzednio, bo leżąc w łóżku Ewa wyłączyła się na moment i zajęła gadającym Andrzejem. Facet musiał wiec przerwać rozmowę i zrobić z Ewą to, co wielokrotnie dziennie powinien robić z piękną kobietą szanujący się czterdziestoletni mężczyzna.
.
Dialog cz. 2
.
Trochę to trwało, zakochani już leciutko odpoczęli i wrócili do pasjonującej dyskusji.
.
Ewa: - Stwierdziłeś, że „pirat” nie jest złodziejem. Nie rozumiem tego, przecież kradnie własność intelektualną artystów, ograbiając ich nawet z tych marnych zarobków, jakie otrzymują z łaski film fonograficznych.
.
Andrzej: - Tak. I podtrzymuję to twierdzenie lansowane przez media. Sam termin „piraci” jest paszkwilem mającym chronić interesy firm fonograficznych i wytwórni filmowych rządzących przecież także mediami.
Tymczasem tzw „piractwo” jest naturalną, oddolną obroną społeczeństwa przed dyktatem tej mafii medialnej. Piraci wprawdzie korzystają z czyjegoś dorobku i nie płacą tantiemów, ale są zjawiskiem bardzo korzystnym.
.
Ona: - korzystnym? Żartujesz?
.
On: - Ani trochę. Paradoksalnie są na równi korzystni dla odbiorców jak i dla artystów. Tak na prawdę, jedyni, którzy tracą przez piratów to mafiozi-dystrybutorzy. W Polsce, dotyka to głównie byłych SB-eków i cwaniaków, którzy tworzą pod siebie prawo by żerować na twórcy, państwie i społeczeństwie nie dając w zamian żadnej wartości dodanej. Przeforsowali prawo czyniące z przedsiębiorczych handlowców i odbiorców piratów a z piratów przestępców by uprawiać spokojnie swoje pasożytnictwo, o którym rozmawialiśmy.
.
Ona: - Kochanie, co Ty bredzisz? Popierasz piratów. W głowie mi sie nie mieści. Przecież to oni są pasożytami, bo to oni kradną czyjąś pracę nie dając artyście w zamian nic - oczywiście oprócz strat. Gdyby tych strat nie było to by ich nie ścigali To logiczne.
- Popieram skarbie piratów z całego serca i to z wielu powodów. Nie oburzaj sie tak proszę, nie nakręcaj i nie złość, bo Ci się zmarcha - o tutaj - pojawia.
.
- Phi, będę sie złościła jak będę chciała. Dlaczego w zasadzie ich popierasz? Jakie są te Twoje argumenty?
- Dla wielu powodów. Zacznijmy od tej tak zwanej kradzieży. Bo tu jest pierwsze przełamanie. Złamanie ustawy o prawie autorskim to jeszcze nie kradzież.
.
- Jak to nie?!
.
- Takto. Jeżeli ktoś ukradnie Ci samochód to, kto ma ten samochód w posiadaniu, kto nim rozporządza, Ty czy złodziej?
.
- Złodziej?
.
- A Ty nie?
.
- A jak ja mam nim rozporządzać, jeśli mi złodziej go ukradł?! Durne pytania, jak Boga kocham.
. 
- No widzisz, a jak „pirat” ukradł płytę, to znaczy przegrał i sprzedał w iluś tam egzemplarzach to, kto dalej rozporządza tym tytułem?
.
- No pirat.
.
- A artysta nie?
.
- No artysta też, bo dalej jest właścicielem.
.
- Artysta, moje Złotko to juz dawno nie dysponuje swoim tytułem, bo został zmuszony do zrzeczenia się swoich 99% praw na rzecz mafii fonograficznej.
.
- Ale zgodnie z prawem. Podpisał kontrakt i takie tam... coś z tego ma.
.
- Tak ma, jałmużnę od mafii. A mafia straciła te prawa? Straciła tytuł? Bo jeśli ten pirat ukradł...
.
- No nie straciła. Dalej nim dysponuje, ale mnie sprzeda przez piratów, czyli straci pieniądze a jednocześnie zarobią piraci. Czyli może to nie jest kradzież, ale prawie tak jak kradzież. To czysta sofistyka.
.
- Tylko ustalanie stanu faktycznego - Andrzej uśmiechnął się do niej przepraszająco - więc przyznałaś, że nie jest to kradzież jednak. Pirat, więc nie jest złodziejem, ale tylko osobą, która pozbawiła mafię fonograficzną części wpływów.
.
Ona: - I artystę też.
.
On: - To akurat nie jest takie jednoznaczne. Jeszcze wrócimy do tego. Tymczasem pojawił sie już tak niejednoznaczny wybór moralny, co wolimy: bogacącą się potężną i wszechwładną mafię i tzw pirata, czyli drobnego handlowca, który łamie, co prawda prawo ale za to pozbawia tą mafię części dochodów i nie pozwala bogacić się bezkarnie i absolutnie naszym kosztem. Z jednej strony mamy bezduszną i pasożytniczą maszynę a z drugiej człowieka, który podejmuje ryzyko i ma niskie publicity, ale dzięki niemu my możemy pozwolić sobie na więcej muzyki, filmów i kultury za nasze ograniczone pieniądze. Typowy Janosik medialny, zabierający bogatym a oddający biednym. Andrzej roześmiał się wesoło, dumny z porównania.
.
Ona: - przesadzasz, to relatywizm moralny i tyle.
.
On: - mylisz się, to tylko tak wygląda, bo bardzo się pogodziliśmy z serwowana powszechnie opinią, że pirat jest zły. Tymczasem to piraci właśnie spełniają jedyną funkcję regulacyjną rynku medialnego. To tylko dzięki nim oraz zwykłym ludziom, takim jak my, którzy tworzą programy do ściągania plików z Internetu, a dokładnie: do wymiany informacji pomiędzy poszczególnymi komputerami domowymi lub ich tylko używają (a imię ich milion)
Mamy w ogóle jakiś punkt odniesienia ile może i powinien kosztować produkt medialny oraz wyjście bezpieczeństwa, w przypadku zbyt radykalnego nadużycia władzy przez mafię polegającej na wstrzymaniu dystrybucji lub wprowadzeniu cen zaporowych. Dzięki piratom właśnie (a piratami, złodziejami lub paserami teraz nazywany jest każdy, kto ściągnie plik dla siebie, pożyczy kumplowi lub kupi kopie bez hologramu) widząc płytę za 50 zł wiemy, że jej cena może być 5 razy mniejsza. Dzięki piratom, zatem nie można juz nam wmówić, że cena 50 zł. jest uzasadniona, bo sama produkcja płyty kosztuje 40. Pirat wykazuje, że jemu sie opłaca sprzedawać ta płytę za dychę, więc produkcja musi Bryc raptem rzędu kilku złotych. Pirat obnaża, więc każdą próbę takiej mistyfikacji i powoduje, że rozsądny człowiek rozpoznałby z miejsca takie kłamstwo. Dzięki piratowi, mafiozi nie mogą, więc windować ceny w nieskończoność, pomimo że byc może by im sie opłacało sprzedać połowę mniej, narobić sie o połowę mniej a za to zgarnąć nie 400 a 800% wartości produkcji albumu CD. Jeśli więc nie może ceny windować w nieskończoność kosztem sprzedaży, a od ilości sprzedaży zależy przecież gaża autora, to autor powinien podziękować piratowi za tą regulację rynku a nie go opluwać.
.
- Tak, zgrabne i logiczne niby. Ale nie zmienia to faktu, iż ze sprzedanych przez pirata płyt i tych ściągniętych z Internetu artyści nie mają ani grosza, żadnego udziału, żadnego pożytku.
.
- Jesteś tego pewna? Pozwolę się jednak nie zgodzić. Może faktycznie nie dostają tantiemów wprost ani kasy w gotówce, ale to jeszcze nie znaczy, że nic z tego nie mają. Otóż, śmiem twierdzić, że otrzymują w zamian coś równie cennego, a nawet o wiele cenniejszego niż doraźne korzyści.
.
- A niby, co takiego?
.
- Popularność! Stworzoną przez darmowy marketing, reklamę, promocję. W najczystszej nie nadętej formie. Tworzony siłą samej muzyki, wartością utworu, bez manipulacji, kosztownych badań rynkowych, produkcji potrzeb i neurolingwistycznego programowania odbiorców. Docierają z produktem i nazwiskiem autora pod strzechy, do ludzi najwartościowszych dla artysty, tych, którzy stają się posiadaczami (kupują, ściągają lub zdobywają w inny sposób) bo chcą posłuchać, co autor ma do powiedzenia, a nie dlatego, że zostali skuszeni atrakcyjnością okładki lub działali pod wpływem snobistycznego impulsu w Empiku. To dzięki nieformalnej dystrybucji zdobyli popularność wszyscy autorzy disco-polo (bez względu na to jak my oceniamy tą muzykę), to ona stworzyła legendy polskiego rocka takie jak Budzyński, Tomek Lipiński czy Muniek Staszczyk. To, że Ci ludzie nie zarobili wtedy, gdy przegrywaliśmy z kaset na kasetę to nie znaczy, że nie odkuli się przez kolejne wiele wiele lat, istniejąc na rynku muzycznym. Podobnie staje sie dzisiaj. Popularnosc nie zaczyna się od zakupu oryginału płyty CD w sklepie, taki zakup jest jej zwieńczeniem.
.
- Zwieńczeniem? Chyba jednak przesadzasz.
.
- Naprawdę? To przypomnij sobie kiedy ostatnio czekałaś na płytę i kupiłaś ją od tak, żeby usłyszeć i zapoznać się z propozycją autora. Zazwyczaj odbywa to się drastycznie inaczej. Pojawia się zaiteresowania, zapoznanie z propozycją w formie mp3 a dopiero potem generowana jest chęć posiadania ślicznego albumu, który można postawić na półce.
.
- czyli twierdzisz, że utwór trafia teraz najpierw pod strzechy nieformalnie, na pliku lub tanim, przegranym nośniku a dopiero potem zaczyna sie jego popularność zakończona potrzebą nabycia oryginału?
.
- Dokładnie. Potrzeba zakupu i zainteresowanie wykonawcą zaczyna sie pod tymi strzechami, dzięki wymianie plików, płytom kupowanym od piratów, uchu, które razem z nami pojawiło się sie na imprezie, gdzie ktoś puścił ściągniętą torentem piosenkę. Dzięki tej podskórnej fali pirackiej, darmowej lub po prostu o wiele tańszej, odkrywamy wartość utworów, talent autorów i wykonawców. To dzięki temu właśnie artyści sie stają znani i lubiani.
.
- I radiu...
.
- I radiu. Sama jednak opowiadałaś, jakie to łapówki trzeba płacić by w radiu zaistnieć. Ja mówię o tych, którzy mają talent, ale nie mają pleców, sponsorów, tatusiów, cioć lub, chociaż wielkiego szczęścia.
Sam widzisz, to dzięki piratom i nieformalnemu obiegowi artyści stają się rozpoznawalni i popularni. To mało? To największa dla nich wartość. Popularny, oczekiwany i słuchany wykonawca staje się obiektem zainteresowania inwestorów (niestety mafijnych, ale innych praktycznie brak), dostają możliwość nagrania olejnego albumu, zaistnienia na festiwalach, podpisania kontraktów na lepszych warunkach (dla artysty nie dla mafii). Dlatego właśnie nazywanie piratów złodziejami to mistyfikacja firm fonograficznych, nadużycie i zwykłe skurwysyństwo. A powtarzanie tego kłamstwa przez artystę i odbiorcę, to czysta głupota. Tyle, że to głównie artysty na ta głupotę nie powinno być stać. Zresztą - tu Andrzej dotknął delikatnie Jej noska - zauważ, że większość artystów ma instynkt samozachowawczy i nie potępia publicznie piratów. A już w żadnej mierze osiołkowców i torrentowców.
.
Ona: - Jak to? Sama słyszałam. Maryla Rodowicz, Bajm czy U2. A nawet aktor Borys Szyc. - oni nazywali piratów złodziejami.
.
On: - Ewuniu, Szyc jest tylko aktorem, czyli komediantem, jego profesją jest zabawianie i odtwarzanie ról. Taki mu scenariusz zlecili i taka rolę zagrał. Jego sprawa, jego to nie dotyczy, sam płyty nie wyda. Natomiast pozostali są twórcami z najwyższej półki, już bogaci, już uznani i mający o kilka klas lepsze warunki kontraktów niz. inni. Z punktu widzenia tej garstki celebritis rynku fonograficznego to ma pewien sens, bowiem ich udział w zyskach już jest na takim poziomie, że w zasadzie są równoprawnym partnerem mafiosów fonograficznych a nie dojną krową jak reszta. Dla niech największą wartością jest sprzedaż oficjalna, bo popularność już mają. Przy okazji też moze wynikać to z megalomanii, bufonady, pewności siebie, pogardy dla odbiorców (których być może nie stać na oryginalny album) i życia pod salonowym kloszem, przez co nie rozumieją istoty problemu. Zresztą, nie jestem taki pewien, czy takie podejście do piratów i Internautów nie wpłynęło negatywnie na popularność tych ludzi. To, że tego nie zauważają lub nie identyfikują to jeszcze nic nie znaczy. Na przykład znany jest fakt, że wojna wytoczona Internautom przez Metallicę, prawne i faktyczne zablokowanie możliwości ściągania ich utworów, bardzo nie spodobało sie fanom i spowodowało bojkot, a w konsekwencji poważny spadek popularności tej supergrupy.
.
Ona: - rzeczywiście, słyszałam o tym. Ale prawo jest jednak prawem.
.
On; - ale nie każde łamanie prawa jest społecznie naganne. Słyszałaś o obywatelskim nieposłuszeństwie? O sofoklesowskim konflikcie pomiędzy prawem naturalnym a prawem stanowionym? O tragicznych skutkach pozytywizmu prawniczego?
.
Ona: - oj sięgasz za głęboko, do państw totalitarnych, do ustaw norymberskich i komunistycznych zbrodni sądowych. Nie o tym mówimy. To nie ten ciężar gatunkowy.
.
On: - jeszcze nie. Ale od tego sie zaczyna, od ograniczania wolności i wprowadzania regulacji niekorzystnych handlowo, finansowo i w jakikolwiek inny sposób dla większości w bimie interesów mniejszości. O gnębieniu 95% artystów w bimie prawa autorskiego i sztucznym ograniczaniu rozwoju kultury. O tym mówimy. Swoją drogą, nie uważasz, że to kompromitacja państwa, jeśli ucieka sie do ścigania piratów karnie, jak przestępców, bez badania czy czasem ich „przestępstwo” nie przyniosło więcej korzyści karazjowi, społeczeństwo i samym artystom niż szkód. Po co? Przecież jest instytucja Prawa Cywilnego? Jeżeli uważasz panie piosenkarz, że pirat wyrządził Ci szkodę, pozwij go cywilnie i udowodnij ile straciłeś. A może wyjdzie, że zyskałeś? Będąc taki uczciwy zapłacisz mu z pewnością za dobrze wykonaną robotę. A może dzięki niemu wystrzeliłeś w ogóle na rynku, może to pirat spowodował, że jesz teraz kawior i jedziesz po świecie? Oto pytania, których zadawanie powinno Państwo Polskie
umożliwiać.
.
Ona: - wiesz kochanie, jak się nad tym bliżej zastanowić...
.
On: - To dojdziemy do wniosku ze prawo karne jest zbyt potężnym narzędziem, po jakie sięga państwo. Przecież samo naruszenie prawa cywilnego nie musi być ścigane (czy ktoś wsadza do więzienia za długi?). W tym przypadkui, postepowanie Państwa jest to tak dziwne, że aż generuje poważne podejrzenie, że polski (i nie tylko) organizm państwowy stał się zakładnikiem grup interesu. Moim zdanie Prawo Cywilne jest wystarczające absolutnie. Oczywiście żeby działało musi sądownictwo być sprawne i skuteczne. Od tego nie uciekniemy. Powinno się wykreślić z prawa karnego wszelkie przepisy dotyczące ścigania tych, co złamali prawo autorskie lub ograniczające wolność słowa. Więcej, moim zdaniem prawo autorskie należałoby poważnie ukrócić. Nie uważasz, że to przesada chronić nim prawa autora (i jego spadkobierców) do książki przez kolejne 75 lat od jego śmierci? Maksimum 5 lub 10 lat od czasu publikacji dzieła.
.
Ona: - Jędruś, proponujesz rewolucję, zamach na własność.
.
- bzdura, własność zawsze podlegała jakimś prawom, różnym w różnych krajach. Inaczej dziedziczysz w Polsce, inaczej w USA. W Polsce nie szukasz spadkobierców ani ustawowo nie otrzyma spadku bratanek, jeśli mu ni zapiszesz w testamencie to przejmie państwo tzw „prawem kaduka”.
.
- Żartujesz?
.
- Ani myślę. Tak samo instytucja wywłaszczenia, podatek katastralny itd. Ograniczenia dotyczące prawa autorskiego przyniosłyby więcej dobrego niż złego. Nie byłoby możliwe duszenie dzieła przez mafię fonograficzną i gnębienie autorów. Musieliby generować wciąż nowe, sprzedające się hity. Teraz, gdy płyta jest genialna to nie opłaca się namawiać artysty (ani nawet mu pozwalać) do tworzenie nowego dzieła. Jeśli i tak się sprzedaje i widać, że będzie się sprzedawać przez następne 20-30 lat to, po co? Lepiej wznawiać i pilnować by gagatek nie popsuł atmosfery czymś nowym. Pamiętasz kazus piosenkarza Prince’a? Zgnębili go kontraktem, uniemożliwili nagrywanie i musiał biedak wydawać jako „Artysta znany kiedyś jako Prince”. Koszmar.
.
- No tak, czyli zapomniano, że w kulturze, która jest jedną z podstawowych składowych całej ludzkiej działalności fundamentalne znaczenie mają wolność i kreatywność. Jeśli jest tak jak mówisz to znaczy, że już wylano dziecko z kąpielą i wsadzono kulturę do ciasnej celi nadregulacji. A jeśli tak, to... - Tu Ona nagle skryła się pod kołdrą.
.
On: - To...?
Ona: - Oj tam - nadszedł stłumiony głos gdzieś z dołu -  nie licz na to, że przyznam Ci rację tak łatwo. Zamiast dalej gadać spróbuję sprawić by wykrzesać z Ciebie buhaja który pokocha się jeszcze ze mną!
.
- Mmm....
.
.
Kurtyna!!!!
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Zamiast dusz artysty mają biedaki duszyczki spatif,u!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#22722

No i się doczekałem :)
Prawo autorskie i ten cały ZAIKS w połączeniu dają kolejny ukryty podatek, który musimy płacić jeżeli chcemy mieć dostęp do lepszej lub gorszej kultury, jak by było mało to jeszcze od tego podatku trzeba zapłacić kolejny podatek - VAT :)

A swoją drogą to w każdej dziedzinie życia musi być jakieś prawo chore.. Oczywiście nie jestem by prawa w ogóle nie było ale to wszystko ma taki skutek by znikoma część ludzi miała olejek do opalania na Hawajach a reszta żeby miała tylko margarynę do smarowania w lodówce.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#22875