Miasto Ruin

Obrazek użytkownika Łażący_Łazarz
Kraj

Nie zdawałem sobie sprawy.

Pomimo pokaźnego ładunku książek o Powstaniu Warszawskim, jakie udało mi się połknąć, pomimo wielu publikacji, które czytałem, zdjęć, albumów i filmów dokumentalnych, jakie widziałem na ten temat, a nawet pomimo bardzo sugestywnych komiksów, jakie pojawiły się ostatnio muszę się przyznać, że nie byłem przygotowany na ten materiał. Do Muzeum Powstania Warszawskiego zabrałem kilka dni temu mojego 17-letniego syna i jego kolegę. Byliśmy tam już wcześniej, ale teraz głównym celem było „Miasto Ruin” – szeroko nagłaśniana trójwymiarowa wizualizacja wojennych zniszczeń Warszawy. Jak podaje firma Platige Image – twórca projektu na zlecenie Muzeum Powstania Warszawskiego – realizacja tej animacji trwała ponad dwa lata i wymagała m.in. stworzenia 63 tys. ręcznie wymodelowanych ruin budynków, nad którymi pracowała ekipa 30 grafików. Wszystko z zachowaniem szczegółów. Dwa miesiące nieprzerwanej pracy komputerów trwało uzyskanie ostatecznego rezultatu na ekranie. Jak wypowiadają się Ryszard Mączewski i dr Krzysztof Jaszczyński z fundacji Warszawa1939.pl. którzy nadzorowali merytorycznie powstawanie projektu rekonstrukcja została przeprowadzona z zachowaniem szczególnej dbałości o odwzorowanie kształtu powojennej stolicy:

Zgodnie z założeniami miasto miało zostać „zbudowane” na ortofotomapie wykonanej w 1945 r. natomiast jego wygląd powstać na podstawie licznych zdjęć wykonywanych po II wojnie światowej dokumentujących zniszczenia wojenne poszczególnych fragmentów miasta, w szczególności ponad 600 sowieckich zdjęć lotniczych. Wśród materiału ikonograficznego, do którego dotarliśmy, a który stał się bazą do stworzenia przez grafików ze studia Platige Image trójwymiarowych modeli poszczególnych warszawskich kamienic znalazły się zarówno publikowane w różnych książkach i czasopismach powojenne zdjęcia lotnicze, powojenne zdjęcia wykonywane przez fotografów stojących przed zniszczonymi obiektami jak i przedwojenne zdjęcia przedstawiające Warszawę.

To jednak co w Internecie jest tylko suchym tekstem mającym wywołać zainteresowanie, w rzeczywistości wywołuje wrażenie, które nie ma nic wspólnego z odbiorem dzieła filmowego lub konsumpcją projektu graficznego.Te aż 5 i tylko 5 minut trójwymiarowej projekcji jest, bowiem jak smagnięcie biczem po twarzy. Jak kubeł zimnej wody, który spłukuje wszystko, co dodatkowe, co nierealne, co oklepane.

Nagle (będę pisał za siebie, bo nie wiem, co poczuł 17-to latek) znalazłem się w Liberatorze, który nadlatywał do Warszawy od południa, wzdłuż Wisły. Zobaczyłem miasto szare, całkowicie spalone, martwe. Od razu dwa spostrzeżenia: zawalone mosty i obcość obrazu. Znam Warszawę, mieszkam w niej od wielu, wielu lat, ale nic nie mogłem poznać. I nie tylko, dlatego, że zburzona – po prostu kompletnie inne miasto, z inną topografią, charakterem, innym duchem. Obce i zniszczone, ale jakby bardziej swojskie, polskie, moje. Trudno to wyrazić. To ten niuans bliski każdemu patriocie i miłośnikowi historii, jaki obecny jest w odbiorze chociażby fragmentu, zniszczonej, zdewastowanej części uzbrojenia będącego, autentycznym świadkiem historii i uczestnikiem prawdziwych walk, który się zachował wśród gleby i krwi, a całym czołgiem, działem, armatką stojącymi jako eksponat będącymi doskonałą, ale jednak tylko repliką. Odtworzeniem, tego, co zniszczone, co autentyczne. Tu widziałem autentyczne miasto i prawdziwego ducha miasta, w którym żyję dzisiaj. I pomimo, że ten film jest tylko animacją, repliką to nagle sam się poczułem jakbym żył współcześnie w replice Warszawy, która już Warszawą nie jest, która jest następcą prawnym, uzurpatorem, matrioszką tego Miasta, które wtedy zostało zabite.

Ale lecimy.

Gdzieś nad zawalonym Mostem Kierbedzia odbijamy od Wisły i skręcamy w lewo. Morze kikutów, wypalonych domów, jakichś kamienic bez dachu, pokościołów i ścian jak rzeszoto wciska w fotel. Jak to możliwe by zniszczyć tak kompletnie dorobek setek lat. Kultura, sztuka, ludzie – wszystko sprowadzone do lasu kamieni, labiryntu na Szczelińcu Wielkim. Kościotrup Warszawy. Ale oto, nagle na wprost i lekko po lewo widzę coś, co oddala tamte myśli a wyciska łzy. W samym środku miasta pojawia się wielka, wyrównana jak walcem łacha piachu. Nie widzę tam żadnych ruin, złamanego fragmentu domu, nie ma nawet śladu ulicy. Wielki nieregularny plac NICZEGO. Cała dzielnica (jak cały Pruszków czy może nawet Kalisz). Wygląda jak epicentrum wybuchu bomby atomowej – tyle, że trochę za mało regularne i kanciaste. Płaskie pole z niewielkimi kopczykami kamieni. To Getto. A raczej miejsce, gdzie wcześniej ono było zanim Niemcy nie wywieźli wszystkich Żydów i nie wymordowali tych. Którzy postanowili umrzeć godnie.

 

To dopiero przykład szwabskiej zaciekłości, organizacji i logistyki. Żadnej tam hitlerowskiej i nazistowskiej. Ideologie nie mają organizacji. Niemcy najpierw opróżnili z ludzi wszystkie zawszone i podeszłe grzybem kamienice Getta. Starcy, Kobiety, Dzieci oraz wszyscy mężczyźni, co dali się złapać zostali wywiezieni i zagazowani oraz spaleni. Tych, którzy zostali próbując zabrać ze sobą kilku szkopów zmasakrował Jurgen Stroop ze swoimi bandziorami. Zwyrodnialcy mówili po niemiecku, łotewsku lub ukraińsku, mieli swoje rodziny, żony dzieci, zmartwienia i marzenia, ale odsunęli te sprawy na bok by ze szmaiserem i z granatami w ręku, lub lepiej, z miotaczem ognia łazić od kamienicy do kamienicy i wykurzać podludzi oraz wypalać oficyny. Gdy getto padło zaczęła się systematyczna robota eliminacji wszelkiej pozostałości treści z tego miejsca.

 

Mój teść, który jako dziecko pamięta tamte czasy, opowiadał mi jak teren po Getcie Niemcy zamienili w olbrzymi plac rozbiórki, przypominający plac budowy. Oprócz komand palących mury, okna, wnętrza, dachy i piwnice pojawiły się buldożery i ekipy budowlane. Państwo Niemieckie zarządziło podciągnięcie wąskotorowej linii kolejowej, by ładować gruz na wywrotkowe wagoniki i wywozić poza teren okupowanej Warszawy. Koparki, spychacze i dźwigi pracowały dzień i noc likwidując żydowskie kamieniczki, polskie zabytki, warszawską kulturę i rozszarpując serca Warszawiakom. Czy potraficie sobie wyobrazić, co czuli pozostali mieszkańcy Warszawy, gdy widzieli jak metodycznie i skutecznie niszczone jest ich miasto? Czy wyobrażacie sobie, co musieli czuć ludzie, którzy nagle się przekonali naocznie (widząc to dzień w dzień, a myśląc o tym także w nocy), że może zniknąć kilkaset tysięcy ludzi a pozostałe po nich ruiny miasta, ruiny, ale wciąż Miasto, można wskutek diabelskiego planu zamienić w proch, niebyt, ugór, zlikwidować miejsce tak, jakby go tam nigdy nie było? Jakby nigdy nie było podwórek na ulicy Miłej, latarenek na Stawkach, sklepików na Konwiktorskiej. Jak musiały krwawić Warszawskie serca widząc taką grozę i żyjąc obok niej, jeżeli ja, pięciominutowy świadek jej animacji poczułem się tak, jakby śmierć przeszła koło mnie? Czy po takim świadectwie, pokazie likwidacji nie tylko ludzi, ale i przestrzeni po nich (a nawet czasoprzestrzeni) mamy prawo zastanawiać się, czy Powstanie musiało wybuchnąć? Czy w ogóle, wśród takich doświadczeń, wśród takiego gniewu i żyjącego przykładu losu tych, co nie podjęli walki, (bo jednak Żydów walczyła tylko garstka) mogło nie być Powstania Warszawskiego? Czy ten krzyk rozpaczy i wrzask odwetu mógłby nie zabrzmieć, nawet gdyby rozkaz nie padł? Nagle, w ułamku sekundy, zrozumiałem, że losy Warszawy po prostu musiały się tak potoczyć, a nie inaczej, jak potoczyły się 1 sierpnia.

 

Wtedy, siedząc przed tym ekranem, sam miałem ochotę wygarnąć z Wisa w ryj bezczelnej Stainbach i cycatej Merkel, za to, że nie tylko Niemcy nigdy nie zapłacili nam złamanego grosza za zarżnięcie Polski i jej Stolicy, ale dziś mają czelność czegokolwiek się domagać od Polaków i robić znów biznesy z Ruskimi, ponad naszymi głowami.

Samolot okrążył tymczasem dziurę po Getcie od strony Żoliborza. Ujrzałem po lewo coś jak jedne wielkie wykopaliska. Jakby ktoś z bardzo rozbudowanej piwnicy zdjął strop. Odkryte podziemia rzymskiego Coloseum, lub odtworzony fragment Pompei. Co to jest? Zrozumiałem za chwilę, gdy powyżej ujrzałem kopczyk ze znanym kształtem z tysięcy fotografii. To pozostałość po Zamku Królewskim, więc to wcześniej to... Starówka. Stare Miasto bez jednego dachu, bez kawałka zachowanej w całości ściany. Taki rozbudowany wszerz zamek Ogrodzieniec. Tyle, że tamten niszczał sto lat wskutek bandyckiego systemu podatkowego zanim zamienił się w kupę gruzu. Panowie Szlachta tak w XVII w. Zdewastowali cały szlak Orlich Gniazd, zrywając dachy zamków na swoim terenie by nie musieć płacić podymnego. Bo podymne, aż do 1775 r. płaciło się nie od komina, lecz od dachu. Resztę robiły deszcze i mróz. Czasy jednak poszły naprzód i tadam (!), w 1944 r. Niemcom wystarczyło już tylko kilka miesięcy by najstarszą, najbardziej zwartą i zabytkową część Warszawy zamienić w ruinę. Ten naród filozofów i miłośników własnej historii bez skrupułów oddał mocz na miejsce, gdzie przez prawie 70 lat królowała saska dynastia Wettynów. Kątem oka próbuję dojrzeć miejsce gdzie wybuchł czołg-pułapka, podstawiony powstańcom przez szwabów. Niestety nie potrafię znaleźć okolic Podwala i Długiej. Umknęło.

Ale wypatruję dalej. Znów nie poznaję. Jakże ta Warszawa była inna. Zabudowane centrum. Co to za ogród? Saski. Nomen omen. Poznałem, bo znajdował się niemal na linii bardzo charakterystycznie zawiniętej ulicy. Potem pozostałość Kościoła Św. Krzyża i ulica Świętokrzyska. Przecina inną. To pewnie Marszałkowska. Jakże cieniutkie obydwie, jak schowane, ledwie smugi. I co najważniejsze, bez tego wielkiego stalinowskiego wypierdu.

Prawdziwe Miasto Warszawa.

 

Tyle, że martwe, zabite, zniszczone do podszewki. Gdy lecimy dalej wzdłuż Traktu Królewskiego nad kamienicami, to widać ich fundamenty. Widać od zewnątrz. Przez dachy i piwnice. Siedzę wciśnięty w okrągłą poduszkę. Czuję, że czas się kończy, bo znów znajomo, oś Alei Ujazdowskich tak wtedy jak i teraz rozdwaja się na Belwederską i Al. Szucha. Gdyby nie brak Trasy Łazienkowskiej to byłoby całkiem znajomo. Jednak zamiast Łazienek wypalone krzaki, a Mokotów zupełnie inny. Tyle, że też zniszczony. Jak zwykle, ledwo kamień na kamieniu. Warszawa zostaje za mną. Nasuwa mi się jeszcze jedno skojarzenie: bruk z czaszek oczodołami do góry. Jeszcze w czasie Powstania nie były to czaszki ale twarze. Konkretne, walczących ludzi i tych ukrywających się przed skurwielami od Oskara Dirlewangera. Twarze młodych dziewcząt, które dopadnięte zostały, gwałcone i rżnięte na pół (od podbrzusza po piersi) przez bestie Bronisława Kamińskiego. Rozwalonego w końcu przez kumpli SS-manów za niesubordynację. Gdy szwaby zamieniały polskie twarze, twarze Warszawiaków w trupie czaszki, inne, czerwone skurwysyny stały już za Wisłą i czekały, aż dzieło gwałcenia, rżnięcia, palenia i burzenia Warszawy zostanie dokończone. Czekali i uniemożliwiali pomoc. A czekać trzeba było długo, bo i robota wielka to była. Jakbyśmy dzisiaj powiedzieli: Poważny Projekt.

 

Zabić, spalić, wykastrować, zniszczyć Stolicę Polski, w której przed wrześniem 1939 mieszkało 1.300.000 mieszkańców to przedsięwzięcie, że hoho. Project Monster. Godny Niemieckiej organizacji. Gdy Powstanie upadło wciąż stało jeszcze 90% budynków znajdujących się na zewnątrz byłego getta. Teraz każdy trzeba było zidentyfikować, przeszukać, opróżnić z rzeczy wartościowych, pod każdy wysłać kilkuosobowy patrol z 2-3 miotaczami ognia, środkami wybuchowymi i minami, a potem poświęcić kilka godzin każdemu budynkowi, każdej kamieniczce, kościołowi, urzędowi, sklepikowi by załatwić sprawę. A do roboty jest rozległe miasto, jedne z największych w Europie Środkowej. Jaki to wysiłek? Jaka kasa? Ile środków ludzkich, sprzętu, amunicji, paliwa i trotylu przydatnych na wojnie? I kurwa po co?

No, niech mi jakiś Niemiec współczesny odpowie, znający mentalność swojego narodu i będący bliżej mentalności Niemców lat 40-tych: Kurwa, po co to robili? Bo rozkaz Hitlera? Śmiech na sali, ileż to rozkazów Hitlera nie wypełniono od Stalingradu? By Warszawa nie została twierdzą? Ależ sami nie mieli zamiaru jej bronić, a z ruin, jakie zostawili, (bo jednak zostawili kikuty ruin, a nie klepisko jak po getcie) można tak samo się bronić lub tak samo atakować, jak i z zachowanych domów. Co było przyczyną tak naprawdę tej zemsty na pozostałych murach? Gdy film się kończył zrozumiałem chyba jak było naprawdę. To nie mógłby być pusty rozkaz. Hitler nie zostawiłby takiej grupy żołnierzy w Warszawie i nie dał im tyle wyposażenia, tylko po to by pokazać, jakimi Niemcy potrafią być barbarzyńcami. Nie tylko bestiami postępującymi według swojej antropologicznej i chorej logiki, ale też barbarianami ponad miarę, ponad zdrowy rozsądek. Egzekutorami murów. Nie niemożliwe, ten naród jest zbyt pragmatyczny. Moim zdaniem po prostu dogadał się Skurwysyn Czarny ze Skurwysynem Czerwonym. Dla jednych i drugich wyznawców lewackiego porządku świata i mocarstwowych aspiracji Polska i Polacy byli przecież nieustającą  przeszkodą. Jedni potrzebowali PR-u, a drudzy czasu. Obydwaj potrzebowali trupa Polki, trupa Warszawy i upokorzonych, zgnębionych Polaków. Tak na przyszłość, na wszelaki słuczaj.

 

Bolszewia Ruska więc dostała zastrzyk popagandowy mieniąc się dobrem i wyzwolicielem walczącym z hitlerowskim barbarzyństwem, Fryce z hakenkrojcem mogli się oderwać spokojnie od przeciwnika i umocnić na Odrze, oraz Wale Pomorskim. Co więcej, myślę, że ten deal został klepnięty już na początku wybuchu Powstania.

***

Zgasł film, zapalono światła. Sięgnąłem po okulary do 3-wymiarowego obrazu i zorientowałem się, że łzy, które być może pojawiły się wcześniej już wyschły. Teraz byłem tylko zaszokowany i wściekły.

- I jak? – zapytałem wychodzącego z pokazu syna.

Fajne!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Naród, który zapomina swoją historię staje się narodem niewolników.

Ten, który troszczył się o to muzeum nie żyje

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81344

Piszesz:
" Moim zdaniem po prostu dogadał się Skurwysyn Czarny ze Skurwysynem Czerwonym. Dla jednych i drugich wyznawców lewackiego porządku świata i mocarstwowych aspiracji Polska i Polacy byli przecież nieustającą przeszkodą. Jedni potrzebowali PR-u, a drudzy czasu. Obydwaj potrzebowali trupa Polki, trupa Warszawy i upokorzonych, zgnębionych Polaków. Tak na przyszłość, na wszelaki słuczaj."

Z tymi dwoma 65 lat po wojnie dogadał się Białoczerwony Skurwysyn i w duszach i umysłach Polaków czyni takie same ruiny i zgliszcza. A może nawet większe bo najtrudniej wyleczyć rany zadane zdrajczą ręką - ona najlepiej wie jak walnąć i gdzie by dokonać niejcięższych i najtrwalszych zniszczeń...
Pozdrawiam.

contessa

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#81355

Tyle, czy ten sukinsyn jest naprawdę białoczerwony? Może czarny albo niebieski z gwiazdkami. 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#81476

 Chcę coś napisać, chcę skomentować ale zabrakło mi słów. To jak napisałeś o Warszawie i Polsce rozrywa serce, łzy się cisną gromadą broda się trzęsie ........

Dzięki za to wzruszenie 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81359

Jeśli jeszcze istnieją Ci którym ono jest dane Polska nie jest bezbronna 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#81477

Gdy zaprzańskie Państwo juz tego nie chce robić 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#81474

I właśnie dlatego, wszelakie lewactwo wymusza dziurę w historii, która zaczęła się od Powstania i trwa do dziś.
Aby trudniej było Nam odróżnić przyjaciół od śmiertelnych wrogów, a Wumle mogły robić wodę z mózgu.
Pozdrawiam myślących.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81412

na początku lat pięćdziesiątych. Jako małe dziecko, jeździłem z Bielan z Mamą tramwajem, do ciotki mieszkającej róg Alei Jerozolimskich i Chałubińskiego pod numerem 81/83. Od Hali Mirowskiej, dalej już tylko nieliczne ocalałe domy i morze gruzów. Wszechobecny smród spalonej papy i smoły. Przed Alejami na prawo i lewo tylko ruiny. Same Aleje Jerozolimskie zachowane nieźle, ale tylko nieparzysta strona ulicy. Choć miałem tylko trzy, cztery lata, widok tych ruin do dziś powraca w snach. To było bardzo traumatyczne przeżycie. Później, jako dwudziestolatek zamieszkałem w Alejach pod numerem 89. Ale to był już rok 1969 i Warszawa wyglądała zupełnie inaczej. Od dwudziestu pięciu lat mieszkam na Mazurach. Dziś kiedy myślę o swoim dzieciństwie, widzę tylko zielone ukochane Bielany, klasztor OO. Marianów i ten las spalonych domów w centrum.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81469

Warto o tym pisać i przypominać, by pamięć się nie zakorzeniła tylko na ówczesnych "Panach Anatolach" 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#81478

Oczywiście zgadzam się z Tobą! Ale... tego, że barwy białoczerwone to niestety tylko KAMUFLAZ, lemingi w życiu do swej świadomości nie dopuszczą, ani nie uwierzą.

Pozdrawiam i dziękuję za ten wzruszający tekst. Obym miała możliwość jak najszybciej film ten obejrzeć.
contessa

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#81545