Mongolia zamiast UE?! Mokre oczy premiera i ministra w czasie suszy. ! Wirus filipiński uaktywnił się. Filipińczyk prim?

Obrazek użytkownika antysalon
Kraj

Już nie kredyty Dom dla Młodych, nie HT, nie IT i nie motoryzacja lecz jurty tudzież kumys mają być ratunkiem na kryzys w Polsce. Takie to przesłanie popłynęło w świat już od momentu wylądowania pana p,rezydęta w Ułan Bator!
Już na trapie z samolotu pan Bronisław zapowiedział zdecydowaną zmianę strategii gospodarczej z dotychczasowej zapatrzonej w wysoko stechnicowaną UE na dużo mniej skomplikowaną a zatem mniej kosztowną czyli tak niemal prostą jak paradna sylwetka łucznika kampanii reprezentacyjnej naszego nowego stepowego sojusznika na małym włochatym koniku!
Tak! nasza nadzieja w prostocie.
Proste jurty zamiast skomplikowanych osiedli dewelopperów w mig zlikwidują w Polsce problem mieszkań nie tylko dla młodych!
Ale to tylko niewinna, delikatna zajawka nowego gospodarczego otwarcia pana Komorowskiego.
Podobno jego znana nam już od lat prostota, tak w zachowaniu jak i językowa oraz deklaracje wykorzystania wielkiego dorobku stepowego tej półpustynnej cywilizacji wyzwoliła u gospodarzy niesamowity entuzjazm!
Cmokania, poklepywania się po udach oraz toastów kobylomlecznych nie było końca.
Nowe przyjażnie, nowe otwarcie oraz deklaracje napływu nowych technologii jakże prostych rozwiązań nad Wisłę!
To tylko część już pewnego sukcesu.
A trzeba też wiedzieć, że ministrowie-doradcy-profesorowie jak Nałęcz, Koziej, Kużniar udali się w interior i ich spostrzeżenia, obserwacje i propozycje zapewne jak drut wspomogą i uzupełnią i ubogacą to wszystko o czym tak entuzjastycznie mówił pan Bronisław Komorowski.
Wiadomo, że zabrał ze sobą na tę środkowoazjatycką misję-wyprawę najbardziej dynamicznych ministrów.
Niestety pan Tadzio musiał zostać w domu, aczkolwiek jego prostota i niesamowity dynamizm mógłby moim skromnym zdaniem dodać jeszcze większej witalności tej prezydencko-gospodarczej misji.
Ale wiadomo samolot nie jest z gumy!
Z drugiej strony jakaś ochrona cennych żyrandoli musiała w pałacu pozostać.
Tak więc nie mają racji ci wszyscy, którzy zarzucają pałacowi brak koncepcji oraz energii.
Nowe otwarcie czyli energia mongolizmu nad Wisłą to niewątpliwie niesamowita szansa będąca alternatywą dla skostniałej i nieruchawej zastygłej w kryzysie UE!
I nie ma wątpliwości, że pan p,rezydęt postanowił być aktywniejszym graczem na polskiej scenie politycznej.
I Broń Boże! nie należy tej jego niesamowitej aktywności środkowoazjatyckiej traktować w kategoriach rywalizacji z wizytą pana premiera na sawannie!
Nic z tego!
Bo to jedna, jakże suplementarna przemyślana wizyta aczkolwiek na dwóch jakze odległych kontynentach.
Niewątpliwie łączy je jedno wielkie przestrzenio-pustkowie.

Tak! pan premier odbywa tę zsuplementowaną wyprawę po Czarnym Lądzie.
Tym razem podążył śladami nie tylko Burów tudzież ich angielskich pogromców!
Bo tam także natrafi być może na ślady swego? swoich? pradziadków, którzy to dla Bismarcka czy kaisera zdobywali nową zamorską przestrzeń.
Tak jak pan p,rezydęt już odtrąbił wielki sukces swej wyprawy, to pan premier jest tym razem mocno wstrzemiężliwy w wydawaniu zwycięskich komunikatów!
Ja tłumaczę to tym, że biały człowiek musi ostrożnie się wypowiadać na Czarnym Lądzie, aby w eurorasizm nie popaść.
Dlatego ze skąpych przekazów dotarła nad Wisłę wieść nie o zakupie kopalń złota w Zambii, a jeno o ... mokrych łzach pana Tuska oraz podobno jeszcze mokszejszych pana Arłukowicza.
Pora sucha na tych terenach, a oni mają mokre oczy!
Zaiste cały świat musiał to dostrzec!
Podobno tak się rozpłakali, tak rozkleili wizytując jeden z sierocińców!
Nie kwestionuję ich uczciwego rozczulenia i łez tam wylanych, bo takie miejsce je zawsze u każdego normalnego człowieka wyciska!
Nie mam prawa odbierać ani premierowi, ani ministrowi takich reakcji.
Jednakże chciałbym też, aby oni dwaj razem lub każdy z nich osobno, z taką samą troską i rozrzewnieniem tudzież nawet łzami podeszli do dzieci w polskich sierocińcach, rodzinach zastępczych, rodzinach wielodzietnych.
W szpitalach onkologicznych!
Panowie zapłaczcie też tak samo rzewnie nad polskimi sierotami, nad polskim chorymi dziećmi nieludzko traktowanymi nie tylko w wyniku bezmyślnych przepisów, braku sprzętu, leków czy najzwyklejszej pomocy.
A jeszcze lepiej zamiast płakać do kamery zabierzcie do uczciwej, mądrej i porządnej pracy!
Bo wy nie jesteście od łez!
I będę panowie premierze i ministrze! szczery z Wami aż do bólu!
Ba! nawet możecie mnie za to oskarżenie na ławę sądową zapędzić!
Po tym, co demonstrujecie już od lat sześciu jako rządzący, na co dzień marnotrawiąc fundusze, lekceważąc, zaniedbując szczególnie tych najmniejszych, tych bezbronnych, tych maluczkich, tych najbiedniejszych jakoś nie mogę uwierzyć w te Wasze łzy!
Trudno mi dać wiarę w wasze mokre oczy!
Chyba, że po safari i nadmiarze dzinu z tonikiem!

Co jeszcze poza rzekomym wzruszeniem premier przywiezie z Zambii?
RPA.
Kraj gdzie można popaść w chorobę od kontrastów!
Kraj przebogaty, a mimo to biedny! systematycznie samo degradujący się.
Coraz biedniejszy i niebezpieczny dla swych obywateli.
Kraj toczony trądem aids, hiv i chorobami wenerycznymi.
To współczesny trąd tej części Afryki.
Tam jest bardzo wiele takich miejsc, gdzie łzy same wprost leją się z oczu każdemu wrażliwemu na ludzką krzywdę!
Tak więc D. Tusk i Arłukowicz wypłaczą się już na zapas,na przyszłość.
Kolejna wyprawa premiera raczej chyba nie obrodzi wysypem kontraktów, nowych rynków dla polskiego biznesu!
A to z tej prostej przyczyny, że Polska od lat nie ma polityki gospodarczej.
Skoro polski rząd jej nie ma, to najzwyczajniej w świecie na efekty trudno liczyć.
To taka szamotanina!
Raz Peru!
Raz Chiny.
Teraz Afryka!
Tak więc w mojej ocenie tak jak pan Bronek! tak i pan Donek! wybrali się na kolejną wycieczkę życia!
Od strony podróżniczo-turystycznej niezaprzeczalnie to eskapada ze wszech miar ciekawa i bogata we wrażenia!
Ale czy im na to łoży polski podatnik???

Wirus filipiński znów coraz bliżej Polski.
Pierwszą jego ofiarę pamiętamy.
Cierpiała w samotności oraz publicznie.
Objawy były widoczne nie tylko na twarzy byłego prezydenta.
Nawet jego córce przed zaprzyjażnionymi kamerami tv przyszło omawiać objawy tego schorzenia.
Dzisiaj chyba znów wirus ten dopadł?
Tym razem znanego, rozchwytywanego mecenasa.
Podobno i on cierpi z powodu tego egzotycznego wirusa?
Reakcja jednakże mocno odmienna niż u poprzednika.
Tamten wiadomo z jaką pokorą nie tylko to znosił, ale nikomu sądami nie groził.
Nie myślał nawet o oskarżeniu ani tego pięknego, ludnego wyspiarskiego kraju, ani biura podróży czy hoteli gdzie mógł się zarazić, podłapać ten kłopot.
Kolejna jego ofiara? / znak ? z ostrożności procesowej!/
ma objawy zgoła odmienne.
Ten pierwszy jak pamiętamy cichutko z pokorą niemal wstydliwie!
Ten zaś od razu agresywnie! z hukiem! z impetem!
Do wora? czy jeziora?
Czyżby nie ten sam szczep wirusa? mimo, że też filipiński!
Pan mecenas od razu z grubej rury!
Grozi jak red. Tomuś z portalu parówkowego sądem oraz wielkim rujnującym odszkodowaniem.
Czyżby pan mecenas prócz wirusa opił się tomkowym energo power,em?
Swoją drogą skąd u tego drugiego ten filipiński wirus!?
Podobno na tych upojnych wyspach nie bywał.
Może więc z wora? a może z jeziora?
A może z ... chytrości!?
W tym przypadku nawet najbieglejszy epidemiolog klinicysta
będzie w kłopocie.

pzdr

Ocena wpisu: 
Brak głosów