Karta Energetyczna: Rosja a Unia Europejska

Obrazek użytkownika piotr.wolejko
Gospodarka

W dniach 21-22 maja br., w Chabarowsku, odbył się kolejny szczyt Rosja-Unia Europejska. Uśmiechy, kurtuazja, elegancja. Jednak za piękną fasadą kryje się pustka merytoryczna. W kluczowej dla Europy sprawie, energetyce, Rosja zajmuje absolutnie przeciwstawne stanowisko do europejskiego. Głównym problemem jest kwestia Karty Energetycznej ( Energy Charter Treaty).

Rys historyczny

Karta Energetyczna (nie mylić z Europejską Kartą Energetyczną) to traktat, który w dość kompleksowy sposób ujmuje współpracę międzynarodową w zakresie energetyki, głównie tranzytu surowców energetycznych oraz inwestycji w sektorze energetycznym. Początki Karty sięgają pierwszej części lat 90., kiedy uznawano ją jako przyszłą podstawę relacji z zasobnymi w ropę i gaz byłymi republikami radzieckimi. Energy Charter Treaty (ECT) został podpisany w 1994 roku, a wszedł w życie w 1998 roku. Rosja, choć aktywnie uczestniczyła w tworzeniu tekstu traktatu, nigdy nie doprowadziła procesu ratyfikacji do końca. Blisko było w 1997 roku, ale zdominowany przez nacjonalistów i komunistów parlament odrzucił rządową propozycję ratyfikacji dokumentu.

Stosunek Moskwy do ECT uległ z biegiem lat ewolucji: od ostrożnego poparcia do zdecydowanego sprzeciwu. Co ciekawe, początkowo przyjęcie Karty popierał nawet Gazprom. Wkrótce jednak nastawienie państwowego monopolisty zmieniło się nie do poznania. Koncern wraz z rządem jednolicie krytykują dokument, którego przyjęcie przez Rosję wydaje się niemożliwe. Media poświęcają samemu sporowi wiele miejsca, ale nie tłumaczą, dlaczego Rosja odmawia ratyfikacji Karty, a prezydent Miedwiediew proponuje zupełnie nowe porozumienie.

Dlaczego Rosja odrzuca Kartę?

Decydującą rolę odgrywa oczywiście polityka. Karta Energetyczna pozbawiłaby Moskwę możliwości zakręcania kurka z gazem (czy z ropą) w sytuacji sporu biznesowego. Nie byłoby więc kryzysów ukraińskich, ani kryzysu białoruskiego, czyli odcinania dostaw gazu na przełomie grudnia i stycznia. Jeszcze w latach 90. rosyjscy oficjele mówili, że taka klauzula może uderzać w interesy Rosji.

Dla Rosji eksport gazu (i ropy) to być albo nie być. Dochody, w twardej walucie, ze sprzedaży surowców energetycznych stanowią znaczną część budżetu. Jak ujął to były wicepremier Borys Niemcow: " Przyszłość Gazpromu jest przyszłością Rosji ". Nie można więc podejmować żadnych kroków, które mogłyby utrudnić Gazpromowi działalność. Państwowy monopolista szybko zmienił zdanie ws. traktatu, głównie z powodu kwestii dostępu stron trzecich do własnej infrastruktury przesyłowej ( Third Party Access - TPA).

Kluczem kontrola nad Azją Centralną

Dopuszczenie innych graczy do sieci przesyłowej Gazpromu oznaczałoby, że kraje Azji Centralnej, głównie zaś Turkmenistan, mogłyby samodzielnie eksportować gaz do Europy. Na to Gazprom, ani Moskwa, pozwolić nie mogły.Zwiększenie podaży gazu doprowadziłoby do obniżki cen w Europie, a gaz turkmeński jest o wiele tańszy od rosyjskiego. TPA obliguje operatorów sieci przesyłowych do ustalenia jasnych i przejrzystych zasad korzystania z niej, a także opublikowania taryf oraz ilości wolnych zdolności przesyłowych. Co prawda Traktat nie nakazuje obligatoryjnego przyjęcia zasad TPA, ale Rosja alergicznie reaguje na każde wspomnienie o tej zasadzie.

Z Turkmenistanem, choć dotyczy do także innych krajów Azji Centralnej, jest jeszcze inny problem - zaangażowanie Ameryki i uznanie regionu Morza Kaspijskiego za kluczowy z punktu widzenia interesu narodowego. Amerykanie zaczęli mieszać na rosyjskim podwórku, vide ropociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan, podminowując pozycję Moskwy w regionie. Rosja robiła i robi wszystko, aby eksport gazu z Turkmenistanu, Uzbekistanu czy Kazachstanu odbywał się przez rosyjskie gazociągi. Pozwala jej to kontrolować podaż z tych państw, a także reeksportować tenże gaz do Europy. Oczywiście po dużo wyższej cenie.

Kto pierwszy do Turcji?

Powstanie gazociągu z Turkmenistanu do Iranu, łączącego turkmeńskie złoża z północą kraju ajatollahów, bardzo zaniepokoiło Rosjan. Z Iranu niedaleko jest do Turcji, kluczowego państwa w energetycznej układance. Choć Republika Turecka nie posiada złóż gazu ani ropy, to od niej zależy pomyślność Rosji oraz bezpieczeństwo energetyczne Europy. Zdają sobie z tego sprawę Stany Zjednoczone, aktywnie działając w regionie od upadku ZSRR.

Turcja jest wielkim konsumentem gazu, który w tej chwili czerpie głównie z Rosji . Wokół są jednak państwa posiadające ogromne złoża, mogące zagrozić rosyjskiej hegemonii: Iran i Turkmenistan. Jeśli oba te kraje byłyby zdolne przesłać do Turcji znaczące ilości błękitnego paliwa, pozycja Rosji znacząco by osłabła. Turcja to także kluczowy kraj tranzytowy - jeśli tylko gaz turkmeński czy irański będzie do niej docierał, może popłynąć dalej na Zachód. Stąd bezpardonowa walka o korytarze tranzytowe i gigantyczne wpływy budżetowe: starcie rosyjskiego pomysłu Blue Stream (gazociąg po dnie Morza Czarnego do Turcji) oraz alternatywne koncepcje zachodnie (Nabucco, Trans Caspian Pipeline).

Rosjanie robią wszystko, aby nie dopuścić do uniezależnienia się Europy od rosyjskich gazociągów jako głównego źródła gazu dla Starego Kontynentu. Urozmaicona polityka kija i marchewki stosowana wobec ex-republik radzieckich działa w miarę dobrze . Co prawda Turkmenistan czy Uzbekistan od czasu do czasu tupną nogą i wymuszą podwyżkę cen swojego gazu, ale na razie nie ma realnej groźby wyrwania się tych państw spod energetycznej kurateli Moskwy. Byłoby to zresztą katastrofą dla Gazpromu, który bez gazu z Azji Centralnej nie mógłby wywiązać się z lukratywnych kontraktów z krajami Unii Europejskiej, bo zwyczajnie wydobywa zbyt mało gazu. Patrząc przez pryzmat energetyczny można zrozumieć także politykę rosyjską wobec Iranu.

Umarł traktat, niech żyje traktat!

Traktat Karty Energetycznej nie pozwala też na blokowanie wstępu kluczowego personelu na terytorium danego państwa. Nie ma więc możliwości wykorzystania rosyjskiej drogi rozwiązywania sporów poprzez odmawianie przedłużenia/przyznania wiz pracownikom firm, które toczą spór z władzami rosyjskimi.

Kolejną kwestią sporną z Unią Europejską jest żądanie tej ostatniej traktowania całego jej obszaru jako obszaru "jednego państwa", czyli zmuszenie Rosji do traktowania Unii jako jedności, a nie związku pojedynczych państw. Nie byłoby więc rozgrywania poszczególnych członków UE przeciw sobie, w czym Rosja się lubuje. Traktat w dość szczegółowy sposób opisuje także procedurę rozwiązywania sporów. Rosja, która tylko prowizorycznie stosuje postanowienia Karty (de facto może uznaniowo zdecydować, które postanowienia zamierza stosować, a których nie) i która nie jest członkiem WTO (spory można rozwiązywać także według procedur tej organizacji) jest więc skutecznie wyłączona z tych mechanizmów. Oznacza to, że spory dotyczące kwestii energetycznych będą rozwiązane tak, jak Rosja zechce.

W poniedziałek, 25 maja br., uczestniczyłem w spotkaniu z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso, które odbyło się w Sali Ceremonialnej na Uniwersytecie Kopenhaskim. Spytałem przewodniczącego Barroso o główne punkty sporne dotyczące rozmów z Rosjanami o Karcie oraz o to, jak Unia planuje rozwiązać ten węzeł gordyjski. Odpowiedź, jak można się było spodziewać, była niezadowalająca. Barroso powtarzał jak mantrę słowo "negocjacje" oraz zapewnił, że dla Europy liczy się odpowiedzialność dostawcy oraz przejrzystość. Cała wypowiedź Jose Manuela Barroso znajduje się poniżej:

 

 

Sądzę, że nie ma możliwości porozumienia Unii Europejskiej i Rosji ws. Karty Energetycznej, czy - szerzej - wspólnego układu dotyczącego energii. Nie chodzi o odrzucanie przez Rosjan tekstu Karty w całości i determinacji Brukseli do zachowania Karty i traktowania jej jako podstawy do dalszych rozmów. Tutaj nie chodzi o traktat, tylko o pieniądze i żywotne interesy Rosji. Dla Kremla równouprawnienie na rynku gazu oznacza utratę kontroli nad dostawami gazu do Europy, czyli zarżnięcie kury składającej złote jaja. Europa zaś nie może zgodzić się na monopolistyczne i centralistyczne ciągoty Gazpromu, gdyż są one sprzeczne z europejską filozofią liberalizacji rynku gazu.

Kwestii spornych jest multum, a pola do kompromisu nie widać. Czas porzucić wielkie oczekiwania i przestać pisać po każdym szczycie, że porozumienia nie ma, ale toczą się rozmowy. I będą się toczyć, ale bezskutecznie.

Piotr Wołejko

Wcześniejsze wpisy poświęcone energetyce i polityce:

 

Więcej tekstów oraz autorów na portalu Polityka Globalna :

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"UE TO NOWY ZWIĄZEK SOWIECKI"
Napisał PiotrSkarga.pl, LifeSiteNews.com
czwartek, 28 maj 2009
W związku z intensyfikacją działań lewicowych oligarchów z Brukseli na rzecz stworzenia totalitarnego superpaństwa europejskiego, Włodzimierz Bukowski przestrzega przed tworzeniem się „nowego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich” – informuje portal LifeSiteNews.com. W najnowszej, opartej na dokumentach, książce, zatytułowanej Brytania na krawędzi Bukowski pisze: „To jest naprawdę zaskakujące dla mnie, że dopiero co pogrzebawszy jednego potwora, jakim był Związek Radziecki, tworzy się inny zadziwiająco podobny, jakim jest Unia Europejska. Ta samo ideologia – pisze dysydent – jest podstawą obu systemów. Unia Europejska jest starym modelem sowieckim prezentowanym w przebraniu zachodnim”.Bukowski, podobnie jak wiele innych znanych i mniej znanych osób obawiających się totalitaryzmu europejskiego, przestrzega przed lewicowymi oligarchami z Brukseli, którzy wraz ze swymi sojusznikami z parlamentów narodowych są w trakcie procesu tworzenia nowego komunistycznego superpaństwa zwanego Europą, w którym krajowa suwerenność i demokracja stracą jakiekolwiek znaczenie.Stwierdził on, że Unia Europejska do zwalczania opozycji stosuje „intelektualny gułag znany jako polityczna poprawność”. „Kiedy ktoś próbuje mówić zgodnie ze swoimi przekonaniami na temat rasy lub płci, lub jeśli poglądy te odbiegają od tych zaakceptowanych, poddawany jest ostracyzmowi. To początek gułagu. Początek utraty wolności” – podkreśla były więzień sowieckich zakładów psychiatrycznych.Zdaniem Bukowskiego parlament europejski pełni rolę podobną do tej, jaką pełnił parlament w Związku Sowieckim, tyle, że tam decyzje podejmowane były przez wąskie grono niewybieralnych przywódców.Bukowski, który obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii, od samego początku ostro sprzeciwiał się reżimowi sowieckiemu. Był jedną z pierwszych osób w ZSRS, u której „zdiagnozowano” fałszywie chorobę psychiczną. Przez 12 lat był więziony w obozach pracy i szpitalach psychiatrycznych.„W Związku Sowieckim - stwierdził – ludziom wpajano, żeby zapomnieli o swojej narodowości, tradycjach etnicznych i zwyczajach, by stali się nową historyczną wspólnotą obywateli radzieckich”. Unia Europejska jego zdaniem postępuje identycznie, zwalczając więzy kulturowe.„Oni nie chcą byś był Brytyjczykiem lub Francuzem. Chcą, aby wszyscy stanowili historyczną wspólnotę Europejczyków. Chcą zdusić wszystkie uczucia narodowe, pozbawić ludzi ich korzeni, by utworzyć międzynarodową wspólnotę. Taki sam cel przyświecał Związkowi Radzieckiemu, który dążył do unicestwienia państw narodowych” – pisze Bukowski.Były dysydent przestrzegł także, że UE pomimo pozornego sukcesu ekonomicznego nosi w sobie nasiona zagłady, którymi są antydemokratyczne zasady. „Niestety, kiedy ona upadnie, spowoduje ogromne zniszczenie i pozostawi po sobie wielkie problemy ekonomiczne i etniczne” – podkreślił.Bukowski jest zaangażowany w zwalczanie totalitaryzmu UE. W 50. rocznicę powstania węgierskiego z 1956 r. na spotkaniu w Brukseli powiedział, że „potwór musi być zdemontowany zanim rozwinie się w państwo totalitarne”. Na spotkaniu Hungarian Civic Forum w 2006 r. Bukowski nawiązał do dokumentów, które poznał w 1992 r., a które potwierdzały istnienie „spisku” zmierzającego do przekształcenia UE w organizację socjalistyczną.Na podstawie lektury tych dokumentów doszedł on do wniosku, że cała ta idea przekształcenia wspólnoty gospodarczej państw europejskich w państwo federalne została wcześniej uzgodniona pomiędzy lewicowymi partiami europejskimi a Moskwą. Lewacy mieli obawiać się reform Margaret Thatcher, które zagrażały osiągnięciom partii lewicowych w Europie. Dlatego zdecydowano się na stworzenie ponadnarodowego superpaństwa socjalistycznego, które miało zatrzymać „panoszenie się dzikiego kapitalizmu”.Jego zdaniem około 1985 r. lewicowa Europa doszła do wniosku, że gdy lewica państw europejskich będzie pracować razem, wówczas będzie ona w stanie nadać nowy kierunek „projektowi europejskiemu”, przekształcając wspólnotę, która powstała ze względów ekonomicznych w socjalistyczne państwo federalne.(wg, PiotrSkarga.pl, LifeSiteNews.com, AS, bibula.com) Z portalu Radio Pomost

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#21284

Polska sobie poradzi!!!!
Wszak jego zdaniem mamy 30% ze żródeł własnych a do tego węgiel.
Więc jego zdaniem nie potrzebnie się zamartwiamy.
a w ogóle to z Rosją nie ma problemów.
Zawsze jak widzę i słyszę tego ignoranta, niedouka i cwaniaczka z Pacyny to nie mam już żadnych wątpliwości co do klasy politycznej tzw IIIRP!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#21300

Znieśmy koncesję paliwową. Wtedy niech robią paliwo z czego sobie zamarzą jak na przykład z torebek foliowych - w końcu PET, kilka takich firm działało na naszym rynku, tylko Urząd Skarbowy dopatrzył się jakiś nieprawidłowości.

Przydałyby się również bardziej liberalne przepisy dotyczące wydobycia. Obecne prawo geologiczne i górnicze jest przekombinowane i przydałoby się zrobić z nim porządek. Wówczas eksploatowano by rodzime złoża gazu, więc nie musielibyśmy się aż tak mocno Matuszką Rassiją przejmować.

A dywersyfikacja? Proponuję jedną nitkę pociągnąć z Norwegii, a drugą z Iranu, teoretycznie można by z Iraku, ale to dosyć zapalny punkt, Wówczas Rosji możemy powiedzieć "do widzenia!".

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#21302

lecz w totalnym uzależnieniu wszelkiej maści urzędników polityków od Rosji, i tu jest wg mnie klucz i klincz!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#21304

generalnie problem z korupcją pojawia się tam, gdzie jest przerost kasty biurokratycznej. Jeżeli na wyrób paliw nikt nie musiałby mieć pozwolenia, tylko zostałaby zgłoszona działalność gospodarcza jak dajmy na to w przypadku wyrabiania śrubek czy łożysk kulkowych, to szereg problemów w ogóle nie zaistniałby.

Odnośnie prawa geologicznego, to jakby ktoś zgłosił, że chce wydobywać gaz albo ropę, to pewnie droczyłby się kilka lat. Dodam, że eksploatacja zwykłego ozu na cele na przykład cementowni jest w naszym kraju bardzo kłopotliwa.

To, że Rosja nam zostawiła spadek w postaci niezliczonej ilości agentów, to jest inna para kaloszy. Najgorsze, że my pozwalamy tym agentom uczestniczyć w życiu politycznym. Przecież takie partie jak SLD czy PSL to wiadomo na czyim łańcuchu chodzą.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#21312

Ważna jest też kwestia urynkowienia cen gazu. Kreml nie chce zrezygnować z regulacji cenowej którą może przecież szantażować, i świetnie mu to wychodzi w przypadku Ukrainy itd.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#21317

Włąśnie otóż to Rosja zawdzięcza swoją pozycję w zasadzie od swojego eksportu ropy i gazu na zachód. Czytalem jakiś czas temu że więcej niz połowa dochodów rosyjskiego budżetu pochodzi ze sprzedaży tych surowców. Zatem fundamentalną sprawa dla bezpieczęństwa Polski nie tylko surowcowego ale i narodowego jest uzależnienie sie od dostaw ze Wschodu. To musi być jeden z najważniejszych priorytetów polskiego rzadu, trzeba na ten cel przeznaczyć odpowiednie środki a zwrócą się one w przyszłości wielokrotnie.Jeżeli utniemy Kremlowi tą żyłę złota, straci on swoja pozycje mocarstwa, a to oznaczałoby znaczne zmniejszenie zagrożenia ze wschodu, w tym wypadku dominacja w Euroazji prawdopodobnie przeszłą by w ręce rosnących w potęgę Chin. Zreszta uwazam, że ze względu na powolne wyczerpywanie się rosyjskich złóż utrata pozycji hegemona przez Rosje na rzecz Chin jest kwestia czasu. Pytanie kiedy to nastapi

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Wiara katolicka i Duma Narodowa to moja siła

#21340