O dziennikarskich hienach i bohaterskim Władku

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

 

 

 

 

 

Podczas dorocznego wręczania Oscarów czy Pulitzerów niemal na sto procent można przewidzieć, że laureat bądź laureatka w czasie wygłaszania mowy dziękczynnej nigdy nie zapomni wymienić mamy czy taty, babci i dziadka lub wszystkich ich naraz z podkreśleniem wkładu, jaki włożyli w sukces. Najczęściej słychać, że byli wzorem, drogowskazem, skałą i opoką, na której można było się wesprzeć czy po prostu bazować na niezachwianej wierze, jaką w swoja pociechę pokładali rodzice i dziadkowie.

W Polsce, co zastanawiające, środowiska, które uwielbiają małpować zachodnie wzorce i snobistycznie naśladować wszystko to, co płynie z postępowego świata, pod tym względem okazują jakieś dziwne i wstydliwe zahamowania.

Oczywiście piszę to nieco ze złośliwą ironią gdyż nasi celebryci podczas wręczania im jakiś Grand Press czy Wiktorów są w nieco głupiej sytuacji, mimo, że swoim najbliższym mogą zawdzięczać znacznie więcej niż ich zachodni odpowiednicy.

No, bo przecież taki Piotr Kraśko nie wyjdzie przed publikę i nie uroni łzy dziękując swojemu dziadkowi, Wincentemu Kraśce, członkowi Komitetu Centralnego PZPR i kierownikowi Wydziału Kultury KC.

Monika Olejnik nie rozpłacze się w błysku fleszy dziękując swojemu ojcu, wysokiej rangi oficerowi SB w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, a laureatka Wiktora, była unijna komisarz Danuta Huebner nie będzie przecież publicznie ujawniać, że zarówno jej dziadek jak i ojciec to byli ubecy z Niska oraz współpracownicy kata Polskich patriotów, Stanisława Supruniuka, któremu IPN postawił 80 zarzutów fizycznego i psychicznego maltretowania uwięzionych członków niepodległościowego podziemia.  

„Alek” Kwaśniewski nie będzie przecież wywlekał publicznie roli w swojej błyskotliwej karierze politycznej jego ojca, towarzysza Stolzmana, czy protektora Jaruzelskiego, a Marek Siwiec nie rozbeczy się przecież dziękując publicznie swojej mamie, komunistycznej prokurator.

Na tym tle tylko z pozoru może dziwić postawa Tomasza Lisa, laureata wielu nagród, który również wzdraga się przed oddaniem hołdu choćby swojemu ojcu, który pracował przecież tylko, jako inseminator.

Lis jest w trudniejszej sytuacji, gdyż ktoś mógłby mu złośliwie zarzucić, że ojciec wślizgiwał się krowom ledwie po łokieć, kiedy zaś syn szczelnie pokryty wazeliną włazi w tyłek establishmentu III RP tak głęboko, że nie widać nawet butów. 

 Aż dziw bierze, że przy takich genealogicznych ciekawostkach z historii rodzinnych salonowych tuzów i to historii popartych udokumentowanymi informacjami, tygodnik Newsweek kierowany przez Tomasza Lisa zajął się dziejami Rajmunda Kaczyńskiego, ojca Jarosława, notując kompromitującą wpadkę.

Okazało się, że z powodu niezgodności opisywanych zdarzeń z faktami, insynuacji oraz zwykłych kłamstw, autor paszkwilu, Cezary Łazarewicz został nominowany do tytułu i antynagrody o nazwie „Hiena roku”.

Teraz wypada wyjaśnić tym mniej zorientowanym czytelnikom, dlaczego dziennikarze typu Lis i spółka nie sięgają do tych życiorysów, w których wszystko jest jasne, istnieją historyczne źródła z podstawowymi informacjami pozwalającymi na bardziej trafne i celne opracowania i wyciągane wnioski niż chybiony atak na Rajmunda Kaczyńskiego?

Co więcej, według dziennikarza śledczego, Sylwestra Latkowskiego Tomasz Lis z Tomaszem Machałą, synem posłanki PO, planowali również atak na matkę Jarosława Kaczyńskiego w czasie, kiedy przebywała ona w szpitalu.

Otóż tak naprawdę medialnym sługusom salonu trzeba współczuć gdyż to oni najgłośniej w Polsce krzyczą o III RP, jako demokratycznym państwie prawa, w którym zagwarantowana jest wolność słowa, a dziennikarze mają pełną swobodę w swojej pracy.

Niestety tak naprawdę są oni jednak stadem posłusznego bydła, które może się wypasać na ściśle określonym terenie, ogrodzonym swego rodzaju elektrycznym pastuchem. Poza to ogrodzenie nie wolno im wyjść gdyż na przykład komuś może nagle zabraknąć empatii i zrozumienia tego, że „Tomek kupił dom w Konstancinie i musi płacić wysokie alimenty”. 

Do tego ogrodzenia pod napięciem zbliżyli się ostatnio wykazując lekkomyślność, Kuba Wojewódzki, syn komunistycznego prokuratora oraz Michał Figurski, potomek reżimowego aparatczyka i dyrektora generalnego FOZZ, a po wykryciu afery w funduszu, jego zaufanego likwidatora. Zapomnieli, że wolno im się żywic jedynie pluciem na Polskość i Polaków, Kościół oraz atakowaniem opozycji z naciskiem na „moherowe berety, pisowców i „smoleńską sektę”. Nic więc dziwnego, że elektryczny pastuch lekko i profilaktycznie nimi trzepnął.

Na koniec krótka historyjka z III RP, której niejednokrotnie z podziwem wysłuchiwali „najwyżej cenieni dziennikarze”, a za ich pośrednictwem my widzowie. Chodzi mi o legendę familii Kuroniów, czyli „bohaterskiego” dziadka Władka, pseudonim partyjny „Julek”, którego pamięć czczona była w rodzinie  przez sto lat. Tej historii wiodące media i dziennikarskie kwiecie nigdy nie zweryfikowały. Jest to doskonały przykład kłamstwa, w jakim żyjemy.

Tak Maciej Kuroń opowiadał o dumie rodziny:

" Władek Kuroń był bohaterem. Podobno rzucił kiedyś rozgrzanym żeliwnym piecem w carskich żandarmów."

Do tego niewątpliwie bohaterskiego czynu można dorzucić kilka mniej znaczących epizodów z życia Władka.

 Oprócz licznych napadów rabunkowych z bronią w ręku dziarski chwat zastrzelił podczas strajku dyrektora kopalni "Reden" (Reden to dzisiaj dzielnica Dąbrowy Górniczej). Kolejnym wyczynem było zamordowanie katolickiego księdza za krytykę z ambony metod lewackich bojówkarzy. Żywot zakończył na stryczku, gdyż nie doceniono wówczas bohaterskich dokonań dzielnego Władka.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że ów Władek dowodził bojówką, która obrabowała w 1907 roku fabrykę należącą do pradziadka Romana Giertycha. Robotnicy nie otrzymali należnych im pensji a fabryka wkrótce zbankrutowała.

Czyżby powrót mecenasa Giertycha na salony wiązał się z jakimś naprawieniem jego rodzinnej krzywdy i wyrównaniu mu strat sprzed stu lat?

Myślę, że bitwa na grzebanie w życiorysach jest dla establishmentu III RP bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, bo może się okazać, że liczne spektakularne kariery po 89 roku zostały robione dzięki szemranym powiązaniom i komuszo-esbeckim układom dziadków, babć, tatusiów i mamuś.

Pan Tomasz Lis powinien przede wszystkim zapoznać się z historią rodzinną swojej obecnej małżonki, Hanny Lis z domu Kedaj.   

Źródła:

http://www.asme.pl/116945701345517.shtml

http://www.wprost.pl/ar/?O=109235

http://www.kuron.pl/osobie_cz3d.html

http://janpinski.nowyekran.pl/post/69838,tomasz-lis-szukal-hakow-na-jadwige-kaczynska-byly-podwladny-oskarza

http://niezalezna.pl/31281-tylko-u-nas-j-kaczynski-odpowiada-newsweekowi

http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/69980,autor-tekstu-o-ojcu-kaczynskich-hiena-roku

Artykuł opublikowany w tygodniku Warszawska Gazeta

Polecam moja książkę:

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Można by powiedzieć, że świństwem jest obwinianie dzieci/wnuków za grzechy ojców/dziadków. Nie zawsze pochodzenie i wychowanie wypacza charakter człowieka, czego przykładem może być niejaki Gustaw Ehrenberg, naturalny syn cara Aleksandra. Tatuś łożył na jego wykształcenie i zapewnił mu dzieciństwo w luksusie, a ten niewdzięcznik, gdy dorósł, zaczął uparcie zwalczać - czynem i poezją - to wszystko, czego symbolem był tatuś. No właśnie - ale czy nasi celebryci zdobyli się na coś takiego? A przecież dziś za walkę o prawdę nie grozi Sybir.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282252

Wg mnie odpowiadają za czyny swoich dziadków i tatusiów, bo bez ich protekcji nie zrobili by żadnej kariery, tak jak wielu młodych zdolnych, którzy nie mają żadnych szans na wybicie się.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282261

Czerpanie korzyści z łotrostw rodziców czy dziadków jest niemoralne i należy to nagłaśniać, odrzucając skrupuły. Co innego, jeśli ktoś rezygnuje z tak nabytych przywilejów, jak wspomniany przeze mnie poeta - wtedy wypominanie mu np. ojca-cara jest faktycznie nieładne.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282274

W dniu16 kwietnia 1989 roku, do wszystkich oddziałów Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych (WUSW), generał Czesława Kiszczak wysłał rozkaz, aby natychmiast rozpocząć akcję pod kryptonimem „Elekcja”. Plan zawierał wytyczne ogólne, takie jak zapewnienie spokoju przed i w czasie wyborów 4 czerwca, ale przede wszystkim odnosił się do podjęcia wszelkich kroków umożliwiających zwycięstwo kandydatów PZPR w „częściowo wolnych wyborach”. Szczegółowe zalecenia były dość charakterystyczne i dla Czesława Kiszczaka i całej szeroko pojętej bezpieki. Funkcjonariusze mieli się zająć środowiskiem opozycji oraz duchownymi. W tym celu ludzie Kiszczaka byli zobowiązani przeprowadzić szereg inwigilacji działaczy Solidarności, księży katolickich oraz, co było swego rodzaju nowością, żołnierzy ówczesnego LWP. Rozkaz generała Kiszczaka siłą rzeczy dotarł do WUSW w Zielonej Górze, a głównym nadzorującym i koordynującym akcję „Elekcja” w tym regionie, był dobrze znany Stefanowi Lisowi, zastępca szefa WUSW, płk Ryszard Warzecha. Do prac operacyjnych oddelegowano około 300 funkcjonariuszy, którzy zajęli się zbieraniem kompromitujących materiałów i organizowaniem prowokacji wobec przewodniczących i aktywnych działaczy Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”.

 

Calosc:

 

http://kontrowersje.net/tresc/jaka_role_odegral_stefan_lis_w_akcji_elekcja_zorganizowanej_przez_czeslawa_kiszczaka

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282298