Dopaść oszustów udających rodzinę zastępczą

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

Paweł Wroński w Gazecie Wyborczej napisał:  Sędzia Marek Krysztofiuk skazał na trzy miesiące Mariusza Z. z Płocka za atak na policjanta w czasie Marszu Niepodległości. Przy tej okazji zrobił krótki, acz treściwy wykład o tym, czym jest patriotyzm. Sprawiedliwość triumfowała. Mądry wyrok, mądre uzasadnienie. Tylko czy sala sądowa to miejsce, w którym 29-letniego byczka z orłem na piersi powinno się uczyć patriotyzmu?

Przypadek Mariusza Z. wygląda na komiczny. Dzień wcześniej, w czasie Marszu Niepodległości, "podjął dyskurs" z policjantem na temat istoty patriotyzmu w następujący sposób: "Ty ku... psie jeb... Ja jestem patriotą, a ty kim jesteś?". Miał przeszło 2 promile alkoholu we krwi, czyli kopiował osiągnięcia admiratora marszów posła Przemysława Wiplera.”

Muszę przypomnieć redaktorowi Wrońskiemu, że 11 listopada 2010 roku pewien byczek, ale już z miłego mu gejowskiego stadka zaatakował policjanta, Tomasza B. nie tylko słownie, ale najpierw próbował wyrwać mu z rąk pałkę, po czym uderzył go w twarz. Tym byczkiem był naczelny pederasta III RP Robert Biedroń, a łagodnym i wyrozumiałym sędzią ten sam podziwiany dzisiaj przez Wrońskiego, Marek Krzysztofiuk.

Oto triumf sprawiedliwości według Czerskiej. Byczek z orłem na piersi za kratki, a byczek z tęczą na gejowskim torsie, wkrótce po swojej „patriotycznej akcji” i opuszczeniu nazajutrz policyjnej izby zatrzymań został parlamentarzystą. Tak podziwiany przez Wrońskiego sędzia Krzysztofiuk do dzisiaj się zastanawia czy Robert Biedroń był winien choć w obu przypadkach mamy słowa pokrzywdzonych policjantów przeciwko słowom sprawców.

Z coraz większą siłą odzywają się w Wyborczej stare atawizmy i dlatego podziw dla sędziego Krzysztofiuka jest zrozumiały gdyż może na razie tylko w wersji light, ale poczuł on ducha czasu niczym kiedyś brat ojca redaktora naczelnego, stalinowski morderca sądowy Stefan Michnik.

Faryzeizm podwładnych Michnika przekracza już wszelkie granice bo przecież podobna sytuacja dotyczy „umęczonej i zbezczeszczonej” tęczy z Placu Zbawiciela, a jak pamiętamy przywódca ataku na krzyż z Krakowskiego Przedmieścia, Dominik Taras stał się bohaterem zapraszanym przez redakcyjne koleżanki Wrońskiego do udzielania ekskluzywnych wywiadów i nikomu tam nie przeszkadzało, że był on byczkiem posiadającym wyroki za przestępstwa pospolite. Gdyby nie te wyroki zapewne zasiadałby dzisiaj w ławach sejmowych tuż obok tęczowego byczka Biedronia.

Kiedy Adama Michnika przepasywano błękitną szarfą i  wieszano mu na szyi Order Orła Białego, wielu ludzi głośno wyrażało swoja dezaprobatę i złość. Myślę jednak, że w miarę upływu czasu wszyscy jego krytycy będą musieli zmienić zdanie i dojść do wniosku, że to najwyższe odznaczenie mu się należy, a jego największe zasługi dla Polski położone zostały nie w czasie opozycyjnej działalności w PRL-u czy później podczas obrony komunistów przed rozliczeniem, agentury przed ujawnieniem oraz mianowaniu przez niego Kiszczaka człowiekiem honoru, a Jaruzelskiego ojcem demokracji.

Nikt nie zrobił tyle co Michnik dla obudzenia  w Polsce nastrojów patriotyzmu i świadomości narodowej. Nikt tak jak on nie uzmysłowił katolikom jak wielkie zagrożenie dla chrześcijaństwa i Kościoła niesie lewacki postęp niesiony na sztandarach przez ludzi Wyborczej.

Od kiedy opadła ostatnia atrapa ze sztucznej fasady skrywającej prawdziwy stosunek tego całego towarzystwa z Czerskiej do Polaków, ich historii tradycji oraz katolickiej wiary. Kiedy stało się jasne, że siłą napędową tej antypolskiej zgrai jest nienawiść i pragnienie zniszczenia ducha polskości, zaczęło budzić się to coś, co według naszych wrogów miało zostać wyrugowane na zawsze z naszych serc i umysłów.

Najwidoczniej Czerska zapomniała, że jak uczy stare arabskie przysłowie, „Kto żyje na wyspie, nie powinien żyć w niezgodzie z morzem”.

Paradoksalnie Michnik oraz towarzysze dziennikarze od Blumsztajna, którzy dla zmyłki nazwali się „Towarzystwem Dziennikarskim” stali się mimowolnymi akuszerami przy narodzinach Prawdziwych Polaków i Prawdziwych Katolików gotowych walczyć  w imię hasła Bóg Honor Ojczyzna.

Pewna siebie i czująca się bezkarnie michnikowszczyzna naiwnie sądziła, że Polacy na dobre dali się zamknąć w klatce zbudowanej z poprawności politycznej i „europejskich standardów”. To właśnie przy tej klatce ustawił się tłum szyderców złorzecząc i obrzucając obelgami uwięzionego w niej orła, poszturchując go zza krat i naśmiewając się z jego stępionych szponów i opuszczonych skrzydeł niezdolnych poderwać go do lotu.

Niestety dla nich klatka nieoczekiwanie się otworzyła, a sprawiła to właśni antypolska swołocz napierając na kratę zbyt nachalnie.

Oto co wieszczy w swoim artykule „Chłopcy z zapałkami” zamieszczonym na stronie SDP, Krzysztof Kłopotowski:

Pochwałę zaborów w Dniu Niepodległości rozumiem – może błędnie - jako komunikat redaktorów, że nienawidzą wolnej Polski. Aż nienawidzą, czy tylko jej nie chcą?(…) Nie ma głębszego znaczenia propagandowy jazgot pewnych mediów, że chuligani opanowali stolicę. Po pierwsze, nieprawda. Policja zatrzymała około promila, czyli jedną tysięczną uczestników. Nie wyłapała wszystkich, ale i tak to ledwie parę promili rozrabiaków. Resztę stanowili obywatele w sprzeciwie wobec poniżania polskości. Po drugie, młodsze pokolenia zbierają na ulicy doświadczenie formacyjne – w swoim przekonaniu – walki o wolną Polskę. Takich ludzi będzie coraz więcej. Po trzecie, w tym roku wystąpiła Straż Marszu w liczbie 700 narodowców dobrze wyszkolonych w kontroli tłumu. To kandydaci na lokalnych liderów. Ruch narodowy odniósł bezcenne korzyści; będą procentować.

I cóżeś ty uczynił Sewerynie Blumsztajnie sobie i swej formacji?

Podobny skutek odniesie i już odnosi antypolska propaganda Gazety Wyborczej. Im bardziej atakujecie, tym większy wywołujecie nie tylko opór ale gniew. Co nie zabija, to wzmacnia. Albo więc zabijecie ducha polskiego oporu, albo was pokona. Jako liberał wolałbym tego nie oglądać woląc polemiczne współżycie, ale cóż, sami sobie koledzy z Czerskiej gotujecie los.

Oto nasi rodacy urodzeni w 1989 roku będą już  w przyszłym roku dwudziestopięciolatkami.

Jak reaguje  dojrzały człowiek, który dowiaduje się nagle, że wpajane mu przez te wszystkie lata kłamstwa o tym, że pochodzi z patologicznej rodziny, o której najlepiej zapomnieć i wymazać ją z pamięci okazują się zwykłymi perfidnymi kłamstwami?

Jestem pewien, że Krzysztof Kłopotowski ma bardzo uzasadnione obawy. Taki człowiek musi odreagować, a jako najlepszy na to sposób uznać może dopadnięcie bezwzględnych oszustów udających przez lata wspaniałą i postępową rodzinę zastępczą.

 Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Najnowszy numer tygodnika Polska Niepodległa już w kioskach

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

HdeS

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

HdeS

#392486