4 czerwca - 20 lat od puczu agentury

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

 

 

 

 

 

Wiem z autopsji, że dzień 4 czerwca 1992 roku to nie jest data, która większości młodym Polkom i Polakom by cokolwiek mówiła.

Jeżeli już to ów nocny zamach stanu dokonany przez komunistycznych kapusiów kojarzy się im raczej ze zwycięstwem mądrości nad głupotą, rozsądku nad nieodpowiedzialnością czy miłości nad nienawiścią, gdyż taki oto przekaz płynął przez całe lata z tak zwanych „wiodących mediów”.

Dokładnie trzy lata od kontraktowych wyborów, 4 czerwca 1992 roku stłumiono w zarodku szansę wybicia się Polski na niepodległość, która to niepodległość do dziś jest śmiertelnym wrogiem i zagrożeniem dla grupy rządzącej Polską oraz całego establishmentu III RP.

Niemal do rangi symbolu urasta fakt, że dzisiaj na czele rządu stoją dwaj panowie, premier i wicepremier, którzy w ową czerwcową noc odegrali jedne z kluczowych ról w obalaniu legalnego rządu Jana Olszewskiego, uniemożliwiając tym samym rozpoczęcie procesu uwalniania Polski od wszechwładzy komunistycznych donosicieli i obcej agentury.

To właśnie wówczas dowiedzieliśmy się, że niszczone akta PRL-owskich służb specjalnych zostały wcześniej utrwalone na mikrofilmach, z których to, co najmniej dwie kopie przekazane zostały zupełnie z premedytacją za granicę i łatwo domyślić się w czyje ręce.

Cóż to oznaczało i jakie konsekwencje tej akcji ponosimy do dziś, dwadzieścia lat od tego smutnego przełomowego i historycznego momentu naszej historii?

Oto przekazano w obce łapy aktywa służb, czyli wykazy agentury, które na lata umożliwiają naszym wrogom sterowanie sceną polityczną i procesami gospodarczymi w Polsce.

To, że „bohaterowie” filmu „Nocna zmiana”, Tusk i Pawlak, zajmują dzisiaj takie, a nie inne stanowiska w państwie to dla naiwnych wyrok, jaki zapadł w wyniku demokratycznych procedur, a dla takich jak ja oszołomów, prosta konsekwencja triumfu agentury z dnia 4 czerwca 1992 roku.

Popatrzmy na dzisiejszą pozycję „Bolka” Wałęsy czy Stefana Niesiołowskiego, których nie jest w stanie skompromitować dosłownie nic, podobnie jak „Alka” Kwaśniewskiego, którego to pijackie ekscesy w każdym poważnym państwie już dawno wyrzuciłyby na polityczny i historyczny śmietnik.

Przyjrzyjmy się hołdom oddawanym dzisiaj premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu, który był tylko zwykłym figurantem, za którego plecami Kiszczak i jego banda realizowali kremlowskie plany, nabijając się pewnie w duchu z dyspozycyjnego tchórza, który już w stalinowskich czasach był wykorzystywany do haniebnych nagonek na biskupa Kaczmarka.

Oni dalej trwają, a całe to dwudziestolecie, jakie minęło od czerwcowego zamachu stanu, a także dzień dzisiejszy, w największym skrócie podsumowują dwa cytaty z tamtego momentu naszej historii, kiedy to wystraszony przedstawiciel zamachowców i reprezentant kłamliwej propagandy mówili:

Lech Wałęsa: „Natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby mi nie przyszli do biura!”

Tomasz Lis: „Panie prezydencie niech nas pan ratuje”

Ta symbioza zdrajców w niezmienionej postaci trwa do dziś.

Rządzona przez agenturę III RP, przypomina wygrzewającego się na słońcu aligatora, po którego śmierdzącym cielsku i pod osłoną jego wyszczerzonych zębów, krząta się cała zgraja różnej maści pasożytów, obżerająca się złuszczonym naskórkiem i insektami, napychając sobie brzuchy, a przy okazji przynosząc ulgę i czyniąc przyjemność gadowi, ich pryncypałowi, dobroczyńcy i ochroniarzowi jednocześnie.

Przekazanie za granicę owych zmikrofilmowanych akt było bezprecedensową zbrodnią na państwie polskim i jednocześnie komunistycznym bandytom zagwarantowało bezkarność, a kapusiom i agentom dumne obnoszenie się z przekazywanymi im cyklicznie aż do dziś, zewnętrznymi znamionami władzy.

Przypomnijmy sobie trwającą przez całe lata walkę z lustracją i zastanówmy się, dlaczego Niemcy, którzy przepędzili na cztery wiatry NRD-owskich kapusiów z takich instytucji jak sądownictwo, nauka, edukacja, kultura czy media, akurat w Polsce wspierali życzliwie anty-lustracyjne lobby i ze zrozumieniem komentowali oraz komplementowali wszystkich tych, którzy zapobiegali ujawnieniu agentury, czyli, jak wówczas mawiano, postawili tamę „haniebnemu polowaniu na czarownice”?

No cóż, prawdziwa lustracja i dekomunizacja w Polsce oznaczałyby bezużyteczność prezentów, jakimi była tajna wiedza wyekspediowana z Polski przez agentów i zdrajców.

Warto zadać sobie dzisiaj pytanie, jaka byłaby Polska gdyby owa „nocna zmiana” zakończyła się klęską zamachowców i w Polsce doszło do przeprowadzenia dekomunizacji i lustracji?

Wiem, że wchodzimy teraz w uprawianie tak zwanej historii alternatywnej, ale warto czasami popuścić wodze fantazji i pewne rzeczy przewidzieć z dość dużym prawdopodobieństwem.

Po pierwsze dekomunizacja i lustracja uniemożliwiłyby dwie kadencje prezydenckie Aleksandra Kwaśniewskiego.

W żadnym wypadku nie mogłoby dojść do tego, aby pierwsze koncesje telewizyjne otrzymali, były PRL-owski propagandzista Mariusz Walter i posługujący się kilkoma nazwiskami i paszportami Zygmunt Solorz, zarejestrowany jak TW „Zeg”, „Zegarek”.

Dziennikarska młodzież nie byłaby wychowywana pod okiem i urokiem takich „mistrzów” zawodu, których symbolem jest Lesław Maleszka, TW „Ketman”.

Nigdy nie doszłoby do takich kuriozalnych sytuacji, że w wyjaśnianie przyczyn największej powojennej narodowej tragedii musieliby się angażować mieszkający za granicą, polscy naukowcy- patrioci, a na polskich uniwersytetach i wyższych uczelniach technicznych aż roiło się od zwykłych tchórzy i oportunistów nieczujących nie tylko misji naukowej i badawczej, ale i zwykłej przyzwoitości oraz poczucia patriotycznego obowiązku czy choćby śladowej cywilnej odwagi.

Niemożliwą byłaby sytuacja, w której ktoś nawet dysponujący wiedzą i odwagą, pomagał w wyjawieniu prawdy anonimowo, ukrywając swoją tożsamość w rzekomo wolnym i demokratycznym kraju z autonomicznymi uniwersytetami i uczelniami.

A tak zastanawiając się dłużej wydaje się niemal pewnym, że w tym innym, zlustrowanym i zdekomunizowanym państwie z działającym prawidłowo wywiadem i kontrwywiadem nigdy nie mogłoby dojść do tak potwornej zbrodni, z jaką mięliśmy do czynienia 10 kwietnia 2010 roku.

Tylko tych kilka nasuwających się, pierwszych z brzegu przykładów pokazuje nam, jak inna byłaby dzisiejsza Polska gdyby przeprowadzono te dwa niezbędne procesy, bez których nie można mówić o Polsce wolnej, demokratycznej i suwerennej.

Z dzisiejszej perspektywy wygląda to tak jakby udający troskliwość i miłość rodzice pozbawieni zupełnie instynktu macierzyńskiego, z premedytacją swoje dziecko, które przyszło na świat, pozbawili najbardziej podstawowych szczepień, narażając je celowo na szereg groźnych zakaźnych chorób, twierdząc jednocześnie, że każde ukłucie igły jest groźniejsze niż przechodzenie tężca, błonicy czy ospy.

Gdybyśmy się 20 lat temu zbuntowali i wyszli na ulice nie godząc się na przewrót dokonywany w celu obrony agentury, nasza rzeczywistość AD 2012 byłaby wolna od Millerów, Tusków, Pawlaków, Urbanów, Dukaczewskich, Czempińskich, Walterów, Solorzy, Michników, Lisów i dziennikarskich div typu Olejnik czy Pochanke, czy takich biznesmenów jak Kulczyk i Krauze.

Media, znajdujące się w zupełnie innych rękach nie wprowadziłyby aż tak ordynarnej i chamskiej dyktatury tandety lejącej się z ekranów i ogłupiającej Polaków.

Jest jeszcze coś bardziej groźnego, a nawet potwornego w naszej dzisiejszej rzeczywistości.

Zwróćmy uwagę, że dokładnie ci sami zamachowcy z 4 czerwca 1992 roku oraz dokładnie ci sami z imienia i nazwiska wspierający ich medialni manipulatorzy oraz „autorytety”, uczestniczą dzisiaj, po 20 latach, ręka w rękę w „kłamstwie smoleńskim”.

Jakiż to dziwny zbieg okoliczności, że właśnie 4 czerwca 1992 wykorzystano po raz pierwszy słowa renegata i zdrajcy, Jaruzelskiego, usprawiedliwiające wprowadzenie stanu wojennego, które to całkiem niedawno powtórzył znowu publicznie Donald Tusk grożąc, że jest gotów do radykalnych kroków dla:

„zapewnienia poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom”

Ktoś powie, że to czysty przypadek, albo kolejna spiskowa teoria dziejów, a ja na to odpowiem słowami nieodżałowanego, śp. księdza Bronisława Bozowskiego:

"Nie ma przypadków, są tylko znaki"

Mnie owe „znaki” zupełnie wystarczają do wyciągnięcia logicznych wniosków i nie potrzebuję do tego wertowania starty teczek czy analizy kilometrów akt IPN.

Powiem więcej.

Ja nawet bez tych wyprowadzonych z Polski mikrofilmów widzę ich wszystkich bardzo ostro i wyraźnie, niemal jak na dłoni lub widelcu.

Polacy nie bądźcie ślepcami przez kolejne 20 lat.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Zachęcam do kupna mojej książki:

www.polskaksiegarnianarodowa.pl

United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dobrze pamiętam tę noc. Media i autorytety karmiły nas nazajutrz (i długo, długo potem) wersją, że to urzędujący premier chciał dokonać puczu, m.in. mobilizując tzw. nadwiślańczyków.

Macierewicz zyskał wtedy pełen wymiar właściwej mu dzisiaj "złowrogość" ;-))). O ile pamiętam był to również początek "oszołomów" i "oszołomstaw", któte to terminy zadomowiły się w naszym języku politycznym. A raczej quasi-języku quasi-politycznym.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#260972

tym szybciej głupi lud to kupi. Chyba tak to leciało...

Mnie jest żal do sześcianu, bo to nie był jedyny moment na bunt. Było ich więcej. Przepadły.

Przed nami Euro 2012. Kolejna szansa na nie zaspanie gruszek w popiele. I rzecz nie w tym, aby wyjść z koktajlami Mołotowa na ulicę i siać zamęt. Można iść spokojnie z transparentami w językach obcych, aby dać światu właściwy obraz. A jak nie, to chociaż chwilę refleksji, że jednak nie wszystko jest tak, jak głosi Tusk Dżong Il. Tylko i aż tyle.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#260988

Dzieki,

Kokosie,

za przypomnienie tej ciemnej, koszmarnej nocy.

I przypomnienie, ze ten, ktory w puczu agenta Bolka & company liczyl glosy (Tusk), jest teraz premierem.

A Pawlak, wyznaczony wowczas przez agenta - prezydenta na funkcje premiera, jest teraz... wicepremierem.

Zyjemy naprawde w koszmarnych latach 3 RP.

* I goraca prosba do Adminow...

niech ten txt 'powisi' na SG przynajmniej do 4 czerwca !

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

baca.

#261029

i bardzo dobre porownania, powinien byc rozpowrzechniany gdzie tylko sie da. Niestety zadne wybory nie zmienia tego stanu rzeczy. bolszewickie psy same z wlasnej woli wladzy nie oddadza, trzeba ich oderwac sila, tylko kto to zrobi ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261036

"Gdybym przemawiał dzisiaj rano, to przemówienie byłoby inne. Byłoby pewnie dłuższe, do innych odwołałoby się argumentów, pewnie bym mówił o tym, jaki był start tego rządu, jakie napotykaliśmy trudności, aby choćby ocenić zastany stan rzeczy; ile trudności kosztowało zdyscyplinowanie finansów publicznych na elementarnym choćby poziomie. Ile włożyliśmy wysiłku w przywrócenie normalnych funkcji podstawowym gałęziom tego aparatu. Jaka była linia polityczna rządu i co robiliśmy, aby przygotować całościową reformę - reformę administracji ogólnej i gospodarczej. Jakie zostały przygotowane akty i dlaczego one nie zostały wniesione przed budżetem.

Mówiłbym pewno o tym, że ten rząd, o którym tu tyle mówiono, że żadnego programu nie ma, jeden tylko potrafił sformułować wieloletnie założenia polityki społeczno-gospodarczej, przez ten Sejm nie przyjęte, ale i jedyne, jakie zostały sformułowane i jakie są realizowane, i na których oparty jest budżet, który wy państwo jutro przyjmiecie, bo żadnego innego budżetu, opartego o inne założenia, pod groźbą katastrofy tego państwa i gospodarki nie można skonstruować. I chociaż tego rządu nie będzie, to będzie jego budżet. I przez wiele miesięcy będziecie musieli testament tego rządu wykonywać, bo nie ma innej możliwości. I przekonacie się o tym.

Ale to wszystko powiedziałbym dzisiaj rano. Teraz mówić o tym nie warto, bo nie o to teraz tu chodzi. Bo nie dlatego debatuje się nad tym, aby odwołać rząd natychmiast, zaraz, zanim jeszcze rozpocznie się następny dzień, żeby już go nie było - nie dlatego, że był zły, bo nie dawał sobie rady z gospodarką, nie dlatego, że miał złą linię polityczną, nie dlatego, że nie miał polityki informacyjnej - o czym bardzo dużo mówiono, w czym może i źdźbło prawdy jest. I nie dla stu innych powodów, które tutaj można by było i pewnie byłyby przytaczane, gdyby dyskusja toczyła się w normalnym trybie i w normalny sposób. Tylko dla zupełnie innej przyczyny, przyczyny leżącej w istocie poza rządem.

Kiedy obejmowałem moją funkcję i wcześniej, po wielokroć wcześniej, wiele miesięcy, może lat, wiedziałem, że przyjdzie nam budować nowy system władzy demokratycznej w Polsce, nowy ustrój, nową III naszą Polską Rzeczpospolitą. W sytuacji, kiedy będziemy obciążeni potwornym spadkiem pozostawionym przez tę dziedzinę, ten sektor komunistycznego reżimu, który był jego istotą. A jego istotą był aparat przemocy, był aparat policyjnej przemocy, był aparat policji politycznej. Jak ten aparat pracował, jakie były jego zasady działania - mało kto wie na tej sali tak dobrze, jak ja. Latami mogłem na to patrzeć, występując w obronie ludzi przez ten aparat ściganych. Wielu z nich jest tu dziś na tej sali.

Wiedziałem, jak tragiczne bywają przypadki, losy, fakty. Nikt nie wie tego lepiej ode mnie. Ale też nikt lepiej ode mnie nie wie, jak straszliwy jest ten spadek, jak rozległy, jak wielki, jak straszne może pociągać skutki dla losów jednostek w niego wplątanych, wtedy, kiedy te jednostki biorą udział w kierowaniu życiem politycznym. W warunkach, w których my działamy - jak tragiczne może mieć to skutki dla interesu już nie publicznego, dla interesu narodowego.

Mówiłem to po wielokroć. Wtedy, kiedy mówiłem w roku dziewięćdziesiątym, dziewięćdziesiątym pierwszym, w ruchu obywatelskim, kandydując do Sejmu. Kiedy mówiłem o dekomunizacji, kiedy polemizowałem z teorią "grubej kreski" miałem zawsze w pamięci ten problem. I kiedy objąłem funkcję premiera wiedziałem, że mój rząd musi się z nim zmierzyć. Przyjąłem pewne założenia, wiedząc, jak bardzo jest to problem ważny, jak zarazem trudny, jak ogromnie tragiczny dla wielu ludzi. Więc szukałem, starałem się szukać najlepszego z tego wyjścia. W takich sprawach, w moim przekonaniu, spieszyć się nie należy. Ale byłem w błędzie. Są sytuacje, kiedy trzeba się spieszyć.

Wydałem instrukcje, polecenia kierownictwu resortu spraw wewnętrznych, aby przygotowało akt, który będzie pozwalał bez zakreślenia pewnego czasu, bezboleśnie, możliwie jak najbardziej humanitarnie - wycofać się z życia publicznego ludziom obciążonym tym tragicznym spadkiem przeszłości, bez wystawiania kogokolwiek pod pręgierz opinii publicznej, z zachowaniem wszystkich zasad humanitaryzmu. I z zachowaniem jednocześnie i w tych przypadkach, gdzie sama osobista własna wola, czy własna decyzja zainteresowanych by nie nastąpiła lub była niewystarczająca, stworzenia rzeczywistego, gwarantującego obiektywne rozpoznanie sprawy organu i procedur, które by takie ostateczne rozliczenie zamykające tamten trudny czas i otwierające możliwości normalnego działania w życiu publicznym III Rzeczypospolitej zakończyły.

Nie doszło do tego, chociaż prace nad tym były - jak mnie informowano - zaawansowane. I ja sam muszę się przyznać tu przed Wysoką Izbą, że w natłoku zajęć, których premierowi tego rządu, żadnego zresztą rządu w Polsce, na pewno nie brakuje i nie będzie brakowało, uważałem, że nie warto tracić czasu na czytanie akt zgromadzonych przez dawne służby bezpieczeństwa. I po niczyje akta ani własne, ani moich ministrów nie sięgałem. Jeżeli byłaby sprawa, wychodziłem z takiego założenia, która wymagałaby ostatecznego rozliczenia i zakończenia, odkładałem to do momentu stworzenia takiego właśnie racjonalnego mechanizmu.

To tu, na tej sali padł wniosek, zobowiązujący do zobowiązania resortu spraw wewnętrznych przedstawienia - jak ujmował ten wniosek - listy agentów. To tutaj, na tej sali został on uchwalony. I jego wykonanie, wolą tego Sejmu, obciążyło ministra spraw wewnętrznych. Mógłbym pozostać poza tym. Mnie tam nie fatygowano. Uważałem jednak, że w tej trudnej, prawie beznadziejnej sytuacji, nie mogę uchylić się od współodpowiedzialności. Prosiłem min. Macierewicza o to, aby zostało dokonane nie zestawienie agentów - bo takiego zrobić nikt w resorcie spraw wewnętrznych nie jest władny - tylko zestawienie informacji. Takich, jakie w archiwach można znaleźć.

Wszystko jest zawsze wybiórcze i wszystko może być pomówieniem. Ja o tym doskonale wiem. Dlatego, dlatego podkreślam: po pierwsze - uważałem, że do momentu, dopóki sam Sejm nie zdecyduje, co z tym zrobić, nie można uchylić tajemnicy tych faktów. A po drugie - teraz ja rozumiem ten wesoły śmiech, bo są przecież ludzie, dla których fakt, że coś jest tajemnicą, jest w ogóle niezrozumiały. Ale ja zakładam - zakładałem, miałem prawo zakładać, że w tej Izbie, która gromadzi najwyższe przedstawicielstwo narodowe, takich ludzi nie ma.

I ponadto, starałem się o stworzenie pewnych procedur kontrolnych, w imię czego zwróciłem się do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego prof. Adama Strzembosza o podjęcie się funkcji osoby powołującej, tak się mogło wydawać, najbliższy tym sprawom organ, który mógłby dokonać choćby wstępnej pewnego rodzaju weryfikacji. Nic więcej bez woli Sejmu, we własnym zakresie rząd ani premier zrobić nie mogli. Tylko tyle.

Dzisiaj, tutaj, na tej sali, dotarł do mnie dokument, który został doręczony klubom poselskim i udostępniony posłom i senatorom. Dotarł do mnie równocześnie, a raczej o godzinę później niż do was. Z przyczyn, jak zwykle u nas pewnych niedowładów technicznych. Przeczytałem go po zakończeniu rannej sesji. Tak, to jest lektura porażająca. Teraz wiem, dlaczego temu wszystkiemu, co się tutaj dzieje nie mam prawa się dziwić - ponieważ ta lektura była porażająca, jak sądzę, nie tylko dla mnie. Myślę, że czas, który nadchodzi, da odpowiedź na wiele pytań. Rzekłbym, że w tym, co przeczytałem, jest ogromny ładunek ludzkich nieszczęść. Wiem także, że jest w tym ogromny ładunek niebezpieczeństwa dla Polski. Trzeba te dwie sprawy, dwie wartości bilansować, w bardzo trudnym wyważeniu stawiać.

Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, w jakich warunkach ten rząd działał. Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, ile jego premier i ministrowie spokojnie znosili potwarzy, pomówień, pogardliwych aluzji - nie ze zwykłej tam prasy brukowej w rodzaju tygodnika "Nie", tylko z takich pozycji i od takich osób, od których naprawdę było to ciężko znieść, a trudno było takie wypowiedzi zlekceważyć.

Ale służba publiczna to nie jest przyjemność. Jeżeli ktoś się jej podejmuje, musi być na wiele gotowy. I nie może to mnie wyprowadzić z równowagi. Jeżeli dzisiaj mówię, że nie składam w tym momencie rezygnacji - mimo że mam tych doświadczeń w ciągu ostatnich miesięcy, a zwłaszcza tygodni serdecznie dosyć - to oświadczam, że nie składam rezygnacji. I z pełną świadomością stawiam przed wami posłowie to zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za lub przeciw odwołaniu tego rządu. Czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał ten budżet do końca roku.

Że w grze jest coś więcej, że w grze jest pewien obraz Polski, jaka ona ma być. Może inaczej - czyja ona ma być. Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat - bo to jednak była Polska - własnością pewnej grupy. Własnością z dzierżawy, może nawet raczej przez kogoś nadanej. Po tym myśmy w imię racji, własnych racji politycznych, zgodzili się na pewien stan przejściowy. Na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza i nie całkiem nasza.

I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego, wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to - czyja będzie Polska - to się dopiero musi rozstrzygnąć. To się będzie rozstrzygało także w jakiejś mierze, w jakiejś cząstce dziś - tutaj, na tej sali.

Ja chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem. I jak do tej chwili mam przekonanie, że z nim wychodzę. Chciałbym mianowicie, wtedy kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten - nie ukrywam - strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy kiedy się to wreszcie skończy - będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy.

I tego wam - Panie Posłanki i Panowie Posłowie życzę po tym głosowaniu."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261039

Też pamiętam. Ale na wszelki wypadek należało podpisać, zamiast robić quiz ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261041

" Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chcę w imieniu trzech klubów: Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, Porozumienia Centrum i Porozumienia Ludowego prosić o głosowanie imienne.

Uzasadnienie. W debacie wielu posłów nie miało praktycznie żadnej możliwości wypowiedzenia się. Możliwości wypowiedzenia się w imieniu klubów także były bardzo ograniczone. Chcę prosić Izbę, żeby sytuacja była całkowicie jasna wobec społeczeństwa, aby każdy z posłów w sposób jednoznaczny wziął na siebie odpowiedzialność za to głosowanie. Z tego względu proszę o poparcie tego wniosku. "

" Ogłaszam wyniki głosowania.

W głosowaniu wzięło udział 425 posłów. Większość bezwzględna wynosi 213. Za uchwałą głosowało 273 posłów, przeciw uchwale - 119, wstrzymało się od głosu 33 posłów.

Stwierdzam, że Sejm podjął uchwałę o odwołaniu Rady Ministrów.

Zamknęliśmy kolejny rozdział naszej historii. Przyszły rząd zapisze następne karty naszych dziejów."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261046

Stefcio? ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261049

a to ostatni cytat
" Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dzisiejsza debata nie jest debatą nad takim czy innym rządem, nie jest debatą zwykłą - w demokracji rządy zmieniają się niekiedy często - jest to debata mimo tych ograniczeń, mimo tych 5 minut, o Polsce.

Ten kontekst, od którego nie uciekniemy, który stworzyły wydarzenia ostatnich godzin, właśnie o tym decyduje. Nie uciekniemy przed tym, że wielka część społeczeństwa będzie traktowała ten akt, który za chwilę będzie miał miejsce, jako akt skierowany przeciwko działaniom koniecznym z punktu widzenia fundamentalnych, podstawowych interesów państwa.

Żadne normalne państwo nie może tolerować w swoich władzach, w swoim parlamencie, w swoich strukturach ludzi, którzy byli agentami w istocie obcych służb specjalnych. (Oklaski) I żadne tłumaczenia, żadne frazesy o interesie państwa, które tutaj padały, tego faktu nie uchylą. (Oklaski)

Żadne imponujące większości, żadne przedziwne koalicje, w ramach których na przykład partia liberalna łączy się z partią, której przywódca niedawno z tej trybuny tłumaczył, że podręczniki ekonomii pisane w Moskwie - steki bzdur - i podręczniki pisane na Zachodzie są równie nieprawdziwe. (Oklaski)

Mowa była także w uzasadnieniu wniosku o odwołanie rządu o sporach między panem prezydentem a rządem. Otóż tak, były takie spory. Jest tylko pytanie, jaka była ich przyczyna. Jest pytanie, czy pewne instytucje, instytucje spersonalizowane, mają być oceniane niezależnie od faktów czy w zgodzie z faktami. Zdaje się, że wielka część tej Izby uważa, że powinny być oceniane niezależnie od faktów. Otóż my nigdy z tego rodzaju poglądem, poglądem, który godzi w demokrację, który odbiera temu najwyższemu dzisiaj w Polsce ciału prawo do oceny innych instytucji państwowych, się nie pogodzimy. (Oklaski)

W końcu sprawa najważniejsza, sprawa merytorycznej oceny tego rządu. Padały tutaj słowa brutalnej krytyki. Z całą pewnością - mogę się zgodzić z posłem Nowiną-Konopką - nikt nie jest dzisiaj doświadczonym kierowcą tego świeżo skonstruowanego samochodu. To z całą pewnością prawda. Ale jeśli tę prawdę uwzględnić, jeśli porównać osiągnięcia tego rządu z osiągnięciami rządów poprzednich, to wybaczcie państwo, ale nie ma tutaj powodów do wstydu.

Była już mowa o sytuacji gospodarczej, która się w jakiś tam sposób poprawia. Była mowa o budżecie, który został przygotowany bez kompromisów i dla którego nie ma żadnej alternatywy. Jest plan społeczno-gospodarczy Jerzego Eysymontta, dla którego też nie ma w tej chwili żadnej alternatywy. Z całą pewnością nie sytuacja gospodarcza, nie polityka gospodarcza spowodowały atak na ten rząd. Co do tego nie można mieć najmniejszych wątpliwości.

Byliśmy, Wysoka Izbo, zawsze za rządem szerokiej koalicji, ale jeśli koledzy z Kongresu Liberalno-Demokratycznego, z Unii Demokratycznej uważali, że ta koalicja ma w naszym mniemaniu powstrzymać proces przebudowy albo, użyję tutaj tak nie lubianego przez was słowa, dekomunizacji Polski, to było to nieporozumienie, wielkie nieporozumienie. W żadnym razie tak tej koalicji nie rozumieliśmy.

Nie rozumieliśmy jej tak dlatego, że proces dekomunizacji jest wielką, i można powiedzieć ciągle zwiększającą się, potrzebą tak tego kraju, jak i innych krajów postkomunistycznych. Jest to proces, który może być współorganizowany przez tę Izbę, o którym ta Izba może współdecydować, ale też jest to proces, o którym zdecyduje przede wszystkim społeczeństwo; społeczeństwo, które nas tutaj obserwuje; społeczeństwo, które zadecyduje o tym, że - chociaż wiemy, z kim mamy do czynienia, i wiemy, że dla zatrzymania tego procesu mogą być zastosowane różne, w tym także tak zwane administracyjne środki - jednak tego procesu powstrzymać się nie da. On się już zaczął - w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy, a może szczególnie w ciągu ostatnich kilku dni. (Oklaski)"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261051

Stawiałbym na J... ;-)

PS. poprzednie było łatwiejsze. Wyrażnie wskazywało na przewodniczącego KP ZCHN ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261054

zamykał wicemarszałek Andrzej Kern.
Trzeci cytat oczywiście JK.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261057

#261059

Zamknięcie pominąłem ;-). Świadomie ;-). Za łatwe było ;-).

Ale - zupełnie poważnie - cytaty trzeba podpisywać, ;-)))
Jest tu - na NP.PL - zapewne trochę 20-30 latków ;-)))

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261061

Policzyli i Polaków załatwili.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261074

Kokosa czytałem zawsze jeszcze na S24 i nigdy mnie nie zawiódł.
Dziwiło mnie że mający takie celne pióro bloger, nie bryluje na SG.
Innym świetnym blogerem był "Daredevil". Wyjątkowo intensywnie sekowany przez tamtejszych adminów.

Powoli wszystko się wyjaśnia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261079