O dwóch takich

Obrazek użytkownika Popruch
Kraj

Panuje w mediach ostatnio przestawianie wajchy medialnej naszego słoneczka. Ale ja nie o tym chciałem zupełnie.

Pan Ryszard dwojga imion (nawiasem mówiąz na bieżmowaniu wiele osób przyjmuje imię żeńskie, np Maria, ale tu chyba nie o to chodzi) podobno chce rozbierać się dla Playboya.

Tak, wiem że to żart. Ale piszę o tym, bo z ciekawości, jako że nie czytuję takich gazet mając kochającą rodzinę i piękną żonę (w związku z czym poprostu nie potrzebuję), postanowiłem sprawdzić, z czym to by pan Ryszard dwojga imion miałby potencjalnie zamiar konkurować.
Pamiętam z jakichś dawnych zdjęć, jak wyglądaly modelki tego pisma (amerykańskiej edycji) na przestrzeni lat 60-80, więc pełen najgorszych przeczuć udałem się do najbliższego saloniku prasowego i nabyłem gazetę starego dziadka mieszkającego w willi i "promującego" te wszystkie piękności.

Oj panie Ryszardzie, ciężką będzie miał pan konkurencję... Proponował bym podjąć intensywne ćwiczenia mające na celu redukcję tkanki tłuszczowej w okolicach talii i uwydatnienie biustu. Jak wiadomo idealny stosunek obwodu biustu i bioder do obwodu talii (jaki jest nam mężczyznom "wdrukowany" przez naturę wiele milionów lat temu, dzięki czemu pan panie Ryszardzie przyszedł na ten Świat) to około 2/3 (talia/obwód bioder lub piersi). W innym przypadku obawiam się, że pan Heffner nigdy nie zatwierdzi pańskiej kandydatury, obawiają się długotrwałego spadku sprzedaży swojego pisma w jednym z największych państw europejskich i utraty części dochodów na tym rynku na kilka lat. Powiem więcej, jak popatrzyłem z czym miałby pan konkurować, włosy zjeżyły mi się na karku (aż mi się koszulka uniosła, skutecznie separując od ciała plecak, który akurat miałem ze sobą). Oj oj.... jeśli już sama wyobraźnie podpowiada, że to nie jest dobry pomysł....

Poza tym, nie pamiętam, żeby Playboy kiedykolwiek prezentował w rozkładówce mężczyznę, jako że jest to pismo skierowane właśnie do tej części klientów, a odcina się skutecznie od wielu lat od współczesnej nachalnej gejodukacji.

Choć kto wie, może za kilka lat, jak już nowe pokolenie zostanie wychowane w ideologii, że pan "Ryszard to naprawdę pani Ania, a w ogóle to nie pytaj dziecko za dużo", jakieś inne pisemko, których wiele leży na półkach zlokalizowanych na terenie naszego kraju saloników prasowych zaproponuje panu udział. Obawiam się jednak, że o ile Playboy ma jako taką pozytywną opinię, to już "POstępowy Gej", albo "Adam", czy "Inna" zapewnią panu raczej popularność w klubach, do których trafił komendant policji w "Akademii policyjnej" wrobiony przez niesfornych adeptów, niż u szerszej rzeszy społeczeństwa, o co wy posłowie zabiegacie Oczywiście jeśli w ogóle można was tam tak nazwać, jako że nie rządzicie tym krajem, a raczej lody kręcicie, a to raczej praca za którą oficjalnie wam się płaci nie jest, poza tym, oj fuj, znowu skojarzenie z posłem Robercikiem.... nie przypuszczałem że pisanie tekstu satyrycznego może być takie niebezpieczne dla psychiki.

A jeśli pan Ryszard czytając ten satyryczny mój komentarz oburzy się, to ja mam to w głębokim poważaniu szczerze mówiąc. I jeśli oburzy się niezmiernie, to ja z uśmiechem godnym lepszej sprawy poproszę go o wyniki badania DNA, by przekonać się kto ma rację, czy jest tam ten Y, czy go nie ma. Proponuję równiez publiczne okazanie, by przekonać się, czy będąc kobietą, pan Ryszard pozbył się narządu, którego obecność ten rzeczony Y jawnie manifestuje w naszych ciałach. Gadanie w stylu, "ja się uważam za.... i żądam, by mnie uważać...." mam gdzieś. Ja też się uważam za, ale nikomu nie nakazuję mówić na siebie Anna. I tego samego sobie nie życzę, bo czuję się przez to dyskryminowany. O !

Drugą sprawą, którą chciałem niejako poruszyć przy okazji, ale to już mniej satyrycznie, jest ta nagonka na nasze słońce 1000 letnie. Wszyscy pitu pitu na kukiełki z zachodu jedziecie, a zapominacie niestety o szkodniku, który okupuje zabytkowe polskie żyrandole. Szkodniku tym niebezpieczniejszym, im mniej się o nim mówi. To ich domena, działać poza głównym nurtem, za kulisami. Tam robią najwięcej szkody, niczym tłusty kornik, perforujący żywą tkankę naszego kraju. Nie widać go, ale jak w pomieszczeniu się robi cicho, słychać jak wpiernicza co się da, pozostawiając po sobie tylko gąbczaste pozostałości. Jedynym sposobem pozbycia się kornika jest wyrzucenie deski, w której żeruje. Bo po jego "wizycie" nie nadaje się ona już do niczego.

Nawiasem mówiąc to "przestawienie wajchy" i podawanie już bez zahamowania, że PIS ma poparcie i może wygrać i w ogóle straszne rzeczy powinna nam wszystkim zapalić czerwoną pampkę, a ludzi z PIS skłonić do natychmiastowego działania i aweryfikacji swoich szeregów. Możecie mówić, że jestem paranoikiem, ale historia nauczyła mnie jednego: to oznacza tylko to, że środowisko PIS jest już na tyle spenetrowane przez "swoich" agentów, zdrajców i sprzedawczyków, że nawet jeśli wygra, władza nadal pozostanie we "właściwych rękach". W związku z tym proponuję poważną weryfikację szeregów. Żeby nie było, że wykrakałem.

Ocena wpisu: 
Brak głosów