Sprawa Sumlińskiego- oświadczenie dziennikarza.

Obrazek użytkownika Wojciech.Wybranowski
Kraj

W najbliższy czwartek przed sejmową Komisją ds. Służb Specjalnych stanie red. Wojciech Sumliński. Na  Jego „zeznania" czekają nie tylko posłowie PiS: Wassermann i Zieliński, którzy wystąpili o zwołanie posiedzenia sejmowej Komisji w nadzwyczajnym trybie, ale również Marek Biernacki (PO), który już wcześniej zapowiedział, że działalności ppłk Leszka Tobiasza, negatywnie zweryfikowanego oficera WSI, koordynatora nielegalnej operacji „Anioł" i jednocześnie dziś- głównego i obok red Anny Marszałek jedynego świadka prokuratury w sprawie rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Z tego co wiem wyjaśnienia, jakie red Sumliński złoży przed sejmową Komisją zapowiadają się na = mówiąc najprościej- wstrząsające i najprawdopodobniej zaowocują zawiadomieniami, złożonymi jeśli nie kolektywnie przez Komisję ( ach te partyjne priorytety) to przez poszczególnych posłów do prokuratury. W dużej części będą one zapewne dotyczyć upublicznionych już przez „ND" rozbieżności w zeznaniach Leszka Tobiasza i Bronisława Komorowskiego. Różnych od siebie tak jeżeli chodzi o czasokres i chronologię spotkań Komorowskiego z negatywnie zweryfikowanymi oficerami WSI, jak i zatajonego przez niego, tajnego spotkania Marszałka Sejmu z Tobiaszem, szefem ABW- Bondarykiem i Pawłem Grasiem, wiceszefem spec-komisji. Tajnego spotkania, które poprzedziło późniejszą akcję ABW wobec członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i red Sumlińskiego.  Spotkania, które dało pretekst ABW do prowadzenia przez kilka tygodni nielegalnych, nie mających podstaw prawnych działań operacyjnych wobec Leszka Pietrzaka, Piotra Bączka i Wojciecha Sumlińskiego

             Już kilka tygodni przed przesłuchaniem przez spec-komisję w środowisku dziennikarskim ( nie cierpię tego określenia) pojawiły się informacje, że tak ABW jak i niedobitki WSI są mocno zaniepokojeni tym, co może zeznać Sumliński. I tym co zapewne po posiedzeniu Komisji wypłynie do mediów, jakie reperkusje może to wywołać.  Zwłaszcza, że do tej pory prowadzone działania polegające na „sprzedawaniu" w środowisku plotek podważających wiarygodność Sumlińskiego na zasadzie „ no wiesz, jakieś pieniądze, jakiś plagiat" przyniosła bardzo skromne efekty. Pojawiły się też informacje, że agenci spec-służb działający pod płaszczykiem „informatorów"  czy też „dziennikarzy" mają zainspirować  pojawienie się tuż przed posiedzeniem Spec-Komisji publikacji w jednym z tygodników stawiających Sumlińskiego w niekorzystnym świetle.Głównie na zasadzie- plujmy, to coś się przylepi. 

To działa, pracując nad tekstem o udziale płk Leszka Tobiasza w operacji „Anioł" zbierając opinię od posłów ze spec-komisji nie dało się pominąć tematu Sumlińskiego.  I oto od jednego z parlamentarzystów usłyszałem takie zdanie „ wie pan, ale o tym Sumlińskim to się mówi różne rzeczy". Zapytałem- a skąd pan wie, skąd pan słyszał? I usłyszałem zaskakującą, a zarazem przerażającą odpowiedź „ a był u mnie dziennikarz, który powiedział, że Sumliński to i to". Oficjalnie ów dziennikarz spotkał się z moim rozmówcą pod pretekstem przygotowywanego materiału. Ale taki, w jego autorstwie nigdy się nie pojawił. Jaką więc rolę i na czyje zlecenie odegrał rozmówca posła?  Obawiam się, że jest to pytanie wyłącznie retoryczne

W miniony poniedziałek, na kilka dni przed posiedzeniem Komisji ds. Służb Specjalnych pojawił się artykuł szkalujący Wojciecha Sumlińskiego w tygodniku „Newsweek".

http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=31464

Nie mam  podstaw by twierdzić, że to tekst, o którym przebąkiwano już wcześniej, że „taki ma się pojawić". Tak jak nie mam podstaw twierdzić, że publikacja red Szadkowskiej  to prywata „trzęsącego Newsweekiem" Bertolda Kittela  mającego osobisty konflikt z Sumlińskim.  Ale sam artykuł budzi  bardzo wiele uzasadnionych wątpliwości. Co do etyki dziennikarskiej i rzetelności jego przygotowania.  I tak na przykład- nie zamieszczono- choć wystąpiono o taką i ją otrzymano- odpowiedzi Wojciecha Sumlińskiego w takiej formie jak przekazał ją tygodnikowi, Nie przekazano tekstu do autoryzacji, której Sumliński się -zgodnie z prawem prasowym- domagał. A jego żądanie autoryzacji pod rygorem odpowiedzialności prawnej przedstawiono- jako próbę zastraszania i pogróżek.

Żenada.

Dlatego też pozwalam sobie poniżej zamieścić, korzystając z bloga- oświadczenie Wojciecha Sumlińskiego w tej sprawie

Wojciech Wybranowski

***************************************************

 

OŚWIADCZENIE WOJCIECHA SUMLIŃSKIEGO 

Im więcej informacji o aferze aneksowej wychodzi na światło dzienne, tym większą dostrzegam tendencję do „zaciszania" tematu, bądź odwracania uwagi opinii publicznej od głównego nurtu wydarzeń. Zastanawiające jest zwłaszcza noszące znamiona nagonki tropienie przez „Newsweek" wyłącznie pobocznych, i to wyłącznie w negatywnym dla mnie kontekście, aspektów sprawy. Pierwszy był artykuł, w którym kwestionowano moją rzetelność. Twierdzono, że napisałem we „Wprost", iż Zbigniew Siemiątkowski współpracował z mafią pruszkowską. Wystarczyło tymczasem sięgnąć do tekstu „To tylko mafia", by zobaczyć, że napisałem, iż nie wiadomo, czy świadek koronny mówił o szefie Agencji Wywiadu, czy o innym Siemiątkowskim, ponieważ informacji nie uszczegółowił. (Zbigniew Siemiątkowski nie chciał się wypowiadać). Po raz kolejny „wyciągnięto" też historię publikacji w Życiu o Janie Olszewskim, której sens w skutek poprawek redakcyjnych - dokonanych bez mojej wiedzy - wypaczono. Dziennikarz „Newsweeka" zarzucił mi, że pisząc ów tekst nie skontaktowałem się z premierem. A wystarczyło - vide „ przypadek Siemiątkowskiego"- sięgnąć do publikacji, by zobaczyć, że z premierem się skontaktowałem. Dziennikarz sam będąc nierzetelnym zarzucił nierzetelność mnie. (Bilans mojej „nierzetelności"- na 13 procesów z 13 lat dziennikarstwa śledczego  w ogólnopolskich redakcjach prasowych i telewizyjnych: 10 wygrałem, 2 zakończyły się ugodą, 1 - z Waldemarem Chrostowskim, w pierwszej instancji, przegrałem.)

 Ciąg dalszy nagonki nastąpił, gdy na zlecenie prokuratury przeprowadzono kontrolę w programie „30 minut", w którym realizowałem reportaże o WSI i Księdzu Popiełuszce. I choć nieprawidłowości nie stwierdzono, dziennikarze Tygodnika miesiąc drążyli temat. Kolejnym wątkiem, który zainteresował Tygodnik, były przelewy między mną i Leszkiem Pietrzakiem z Komisji Weryfikacyjnej WSI. Okazało się, że przelewy dotyczą udziału Pietrzaka - eksperta od działalności SB - w trzech odcinkach programu „Oblicza prawdy" i opiewają  łącznie na tysiąc pięćset złotych. Temat kolejny raz okazał się mało atrakcyjny.

Ale ostatnio dziennikarze „Newsweeka" zainteresowali się, z czego żyję oraz czy łączyłem działalność PR z dziennikarstwem. Ponieważ na odpowiedź wyznaczono mi niewielką objętość, obok wypowiedzi przekazanej Tygodnikowi, wyjaśniam sprawę publicznie. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy zajmowałem się realizacją programu „Oblicza prawdy" emitowanego w TVP Lublin i traktującego głównie o działalności SB na Lubelszczyźnie, pracowałem dla „30 minut" w TVP 3 (do wiosny 2007), miałem kontrakt w Tygodniku „Wprost" (wygasł w ubiegłym roku). Zajmowałem się także szkoleniem dziennikarzy zorganizowanym przez Katolickie Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych, scenariuszami filmowymi dla TVP, pisaniem książek dla Frondy - o tajnych operacjach służb specjalnych PRL oraz o WSI (zarekwirowane przez ABW). Od wiosny 2007 roku pracowałem na własny rachunek, nie pracowałem dla żadnej redakcji - poza TVP Lublin. W owym czasie moja żona, która od pewnego czasu wdrażała się w działalność medialną (poznając mechanizmy tego rynku dalej wdrażać się nie zamierza) w imieniu naszej firmy podpisała i realizowała trzymiesięczną umowę z Elektrownią Kozienice, polegającą na doradzaniu zespołowi prasowemu. Ani w TVP Lublin, ani nigdzie indziej nigdy nie poruszałem zagadnień z tego zakresu, działalność ta nie miała żadnych „punktów stykowych" z moją pracą.

Być może jednak w najbliższym czasie dowiem się o sobie interesujących rzeczy, być może wzorem sprawy Szeremietiewa zobaczę w „Newsweeku" zdjęcie domu w Białej Podlaskiej opatrzone podpisem: „Skąd miał pieniądze?" Być może też kolegom po piórze nie przyjdzie do głowy, by to sprawdzić, dlatego wyjaśniam: dom postawili rodzice żony w roku 2003 na darowanej nam przez nich działce - byli jej właścicielami od lat kilkudziesięciu - aby kontynuować budowę, teściowie sprzedali mieszkanie w Białej Podlaskiej, w którym mieszkaliśmy od lat trzynastu i nawet to nie pozwoliło na doprowadzenie domu do stanu pozwalającego na zamieszkanie z małymi dziećmi, w efekcie moja rodzina mieszka kątem u teściów. Ale to zapewne redakcji nie interesuje, bo, jak w przypływie szczerości wytłumaczyła mi dziennikarka „Newsweeka" w kontekście mojej sprawy najbardziej „interesujące są informacje negatywne" i jako dziennikarz, powinienem to zrozumieć.* Czy aby na pewno powinienem?   ]

WOJCIECH SUMLIŃSKI

 

 

( wytłuszczenie moje- WW)

 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A kto czyta "Newsweeka" Przecież to jeden wielki ściek pomyj i
brudów wylewanych na opozycję.Lewacki śmieć którego nie warto brać do ręki.A Wojciecha Sumlińskiego należy bronić wszelkimi możliwymi metodami.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#14009