Prokuratorska maszynka do mielenia.

Obrazek użytkownika Wojciech.Wybranowski
Blog

Sprawa Wojciecha Sumlińskiego podzieliła dziennikarzy, polityków, komentatorów, internautów na zwaśnione obozy. Linia podziału przebiega najczęściej zgodnie z sympatiami politycznymi. Jedni- mówią o wykorzystywaniu służb specjalnych do działań politycznych, drudzy- wykorzystują pretekst by kreować niesławnej pamięci Barbarę Blidę, na męczenniczkę. Tymczasem sprawę należałoby właściwie rozpatrywać w aspektach nie tylko potęgującej się dyskrecjonalnej wszechwładzy służb specjalnych, ale przede wszystkim swoistego państwa w państwie, jakim, nie od dziś staje się pozbawiona właściwego nadzoru prokuratura.

Te dwa problemy niekiedy wzajemnie się uzupełniają, a w połączeniu z pierwiastkiem politycznym prowadzą do spraw takich jak sprawa Wojciecha Sumlińskiego. O ile jednak dziennikarze, jak Wojtek Sumliński mają ten komfort, że będąc osobami publicznymi mogą liczyć na reakcję społeczeństwa, a przynajmniej jego znacznej części, o tyle w przypadku „szarych obywateli"- nawet w przypadku sporadycznego zainteresowania mediów, posłów, społeczników- bulwersujące, często przestępcze działania prokuratury czy spec służb praktycznie pozostają nieograniczone i bezkarne. I nie jest to choroba, która zrodziła się w czasach Ziobry czy Ćwiąkalskiego, jej korzenie sięgają początku lat dziewięćdziesiątych. Sęk w tym, że każda kolejna władza niezależnie od tego czy jest „komuchowata", „ziobrowata" czy „ ćwiąkająca" nawet nie próbuje tej patologii wyeliminować. Ewentualna próba oznaczałaby, bowiem walkę z rzeczywistymi „układami"- niezwykle groźnym systemem i kolesiostwa, politykierstwa, ochrony wzajemnych interesów, jaki od początku lat 90 systematycznie umacnia się w organach ścigania i wymiarze sprawiedliwości. Peerelowskie powiedzenie „dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf" wciąż ma swoje bezpośrednie przełożenie na pracę prokuratury nie tylko w regionach, zaś jego mutacja „dajcie mi nazwisko, a dostarczę teczkę" w służbach specjalnych. Na realną, nie deklaratywną walkęz prokuratorskimi układami w zasadzie nie zdobył się jak dotąd żaden minister sprawiedliwości.

Na początek kilka słów wyjaśnienia. Zajmując się sprawą działań ABW, jakie miały miejsce maju w domach członków Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz redaktora Wojciecha Sumlińskiego, badając tą sprawę i docierając do kolejnych informacji i materiałów- min wykazu zajętych przez ABW dokumentów, o czym pisaliśmy w „ND"- jestem przekonany, że przeszukanie domu Sumlińskiego oraz jego późniejsze zatrzymanie jest pokłosiem operacji przygotowanej przez ludzi ze służb specjalnych- tak dawnych i obecnych, w które włączyła się również aktywnie- z przyczyn politycznych prokuratura.

Dobrze się, więc stało, że środowisko dziennikarskie- najpierw niezależne media, później SDP i wreszcie od wczoraj również - choć niechętnie i ostrożnie komercyjne stacje telewizyjne włączyły się w próbę wyjaśnienia tej sprawy. Jednak to, co spotkało Wojtka Sumlińskiego nie jest wynikiem jakiegoś nagłego spaczenia w służbach specjalnych, jakiegoś wyjątkowego wyskoku prokuratury. Ten wrzód- patologia w prokuraturze narastał od lat przy niemal całkowitej obojętności mediów.

A może źle- nie mediów. Kto pierwszy jest bez winy niech rzuci kamień....

Więc chyba powiedzieć - przy obojętności nas- dziennikarzy- byłoby bardziej zasadne. Owszem, od czasu do czasu pojawiało się jakaś publikacja gazetowa, program w telewizji takiej czy owakiej, zwłaszcza, gdy trafiała się okazja dokopania tej czy innej władzy; od czasu do czasu tokowano, więc o podsłuchach wobec opozycji, a „gadające głowy" grzmiały o inwigilowaniu samych dziennikarzy, ale w rzeczywistości, tej codzienności zwykły, przeciętny obywatel RP bez politycznych powiązań, bez wysoko postawionych przyjaciół, który dostał się w tryby prokuratorsko-policyjnej machiny zostawał pozostawiony sam sobie. Przekonał się o tym najpierw Roman Kluska, ale znacznie dobitniej Władysław Olewnik ( ile musieli wycierpieć zanim znalazł się dziennikarz, który sprawę nagłośnił), właściciele JTT Computer- zniszczeni przez prokuraturę, prezes Incomu Śląskiego Lechosław Gajda, który trafił za kratki, bo nie chciał dać łapówki dolnośląskim działaczom SLD, Jacek Karaban i Robert Nowak, przedsiębiorcy z „Bestcomu", którzy zawadzali wpływowej konkurencji, więc na osiem miesięcy trafili do pudła, żona Karabana- Agnieszka Awdziejczyk, która miała czelność samemu podjąć walkę z organami państwa, więc wchłonęła ją paszcza prokuratorskiej maszynki do mielenia (koszmar tych ludzi, niczym z czasów stalinowskich trwa nadal), Mitch Nocula, któremu za zniszczenie firmy i pięcioletnią gehennę prokuratorsko-sądową proponuje się siedemset złotych odszkodowania. Ireneusz Unysko i wielu innych.

Nie są osobami publicznymi jak Wojtek Sumliński, nie mają wspólnych znajomych z Cwiąkalskim- jak prezes Filipiak..., więc tak naprawdę zostali pozostawieni sami sobie. Jednostkowym przypadkiem zajmie się od czasu do czasu ta lub inna gazeta, od czasu do czasu któryś z dziennikarzy próbuje powalczyć z rzeczywistością, przy braku wsparcia ze strony kolegów z innych redakcji ( jak o czymś napisze „Nasz Dziennik" to już nie „Wyborcza" i wzajemnie; jak „Dziennik" to nie „Rzeczpospolita", jak „Newsweek to nie „Wprost" etc etc. )

Największym błędem, niewybaczalnym grzechem zaniedbania, jaki może popełnić środowisko dziennikarskie, byłoby, gdyby na kanwie sprawy Wojciecha Sumlińskiego nie podjęło działań, które obnażyłyby przed opinią publiczną- nie tylko w Polsce prawdziwych kulisów wielu prokuratorskich śledztw i ujawniłyby- do czego dziś są wykorzystywane służby specjalne, czym jest „układ Kaucza" i dlaczego nadal funkcjonują, choć już nie na legalu „Brygady Tygrysa". Uświadomiły opinii publicznej dlaczego prokuraturze wystarczą zeznania jednego pułkownika skompromitowanych służb by wystąpić i uzyskać areszt dla dziennikarza, ale też, dlaczego wystarczą jeden, dwa anonimowe donosy do zamknięcia przedsiębiorcy, nauczyciela, lekarza, historyka, do zniszczenia jego przyszłości, zaszczucia jego rodziny. Bardzo często na zlecenie.

Przy okazji starań o wyjaśnienie sprawy represji wobec Wojtka Sumlińskiego środowisko dziennikarskie powinno wypowiedzieć walkę nie bardziej lub mniej realnymi podsłuchom zakładanym dziennikarzom, ale z całym systemem funkcjonującym w służbach, policji i prokuraturze. Systemem pełnym patologii spowodowanych tak brakiem lustracji i dekomunizacji, pozostawieniem w służbach i administracji państwowej ludzi, którzy ze względu na swoją przeszłość nie powinni w nich zasiadać jak i „nowopolskimi" układzikami, powiązaniami, politykierstwem. Skutecznie zwalczyć ludzi, którzy funkcję prokuratora traktują, jako upoważnienie do nadużywania i łamania praw człowieka czy podstawowych zasad praworządności.

Sprawa aresztu wydobywczego, zastraszania rodziny, bliskich, pozbawiania szans na normalną przyszłość to nie tylko sprawa dotykają Wojtka Sumlińskiego. Dziennikarz napisał o reakcji córeczki, która widziała jego zdjęcie skutego kajdankami. Ale, co ma napisać matka, czteroletniej dziewczynki, córeczki prezesa „Bestcomu",do którego domu wpadli uzbrojeni funkcjonariusze policji w poszukiwaniu ojca, którego żonę straszono „ zamkniemy ciebie, a dziecko do sierocińca, samochód już czeka" ( i czekał), jak mają reagować rodzice tego czteroletniego dziecka, które dzisiaj na widok radiowozu na spacerze mówi „mamusiu, ja się boję pana policjanta"? Co ma powiedzieć człowiek, który na przesłuchaniu we wrocławskim areszcie słyszy„przyznaj się do czegokolwiek, bo zajmiemy się twoją żoną", co ma powiedzieć mężczyzna przesłuchiwany przez prokuraturę wyłącznie w charakterze świadka, który dał się złamać i składał zeznania pod dyktando śledczego, bowiem podczas tegoż przesłuchania słyszał „ to, co, nie było wałków w firmie? A tak, kredyt pan wziął, ożenił się pan, dziecko ma. Trzy miesiące to z klucza pan dostanie, a kto rodzinę utrzyma. To może pan sobie cos jednak powie? „ Co ma powiedzieć przesłuchiwany w innej sprawie mężczyzna, który nie złożył zeznań, na jakie liczył śledczy; wracał po wielogodzinnych przesłuchaniach z Dolnego Śląska do Poznania, a na dworcu czekał już radiowców... i z powrotem na przesłuchanie „to może pan coś sobie jednak przypomniał?" Co ma powiedzieć kobieta, której na zlecenie prokuratury Urząd Kontroli Skarbowej wszedł do firmy, zajął dokumenty...i na 18 miesięcy sparaliżował przedsiębiorstwo praktycznie pozbawiając ją i jej rodzinę środków do życia? Tylko, dlatego, że miała czelność postawić się prokuraturze, walczyć o wolność dla męża, mimo, że ostrzegano ją „by nie fikała". Co ma powiedzieć zatrzymany na osiem miesięcy mężczyzna, pozbawiony jakichkolwiek widzeń z rodziną, bliskimi, który wyczerpany nerwowo słyszy od śledczych „ przyznaj się do czegokolwiek, to jeszcze dziś zobaczysz żonę". Co ma powiedzieć polonijny przedsiębiorca z USA, który walcząc o odszkodowanie za zniszczoną skutkiem prokuratorskiego błędu firmę słyszy od śledczych „ jeszcze raz przyjedziesz do Polski, to możesz już nie wyjechać".

Nie tak dano otrzymałem dramatyczny list od młodej kobiety z Poznania, „bizneswoman" która w wyniku działań prokuratury została doprowadzona do sytuacji, w której poważnie rozważa zrzeczenie się polskiego obywatelstwa i na stałe wyjazd z Polski. Mimo, że tutaj ma rodzinę, bliskich, przyjaciół, dom. Napisała, że bardziej niż nawet najbardziej przestępczej ulicy, najgroźniejszej „mafii" obawia się przedstawicieli naszego państwa, urzędników, prokuratorów. Bo bandyta napadnie, pobije okradnie i pójdzie. Prokurator, urzędnik, który raz złamał prawo, nadużył uprawnień będzie niszczył swoją ofiarę przez długi czas, tak by została bez środków do życia, bez pieniędzy na adwokata, załamana, zniszczona psychicznie. „(...)Wiem tylko, że w obliczu decyzji sądu o zastosowaniu względem mnie aresztu na czas śledztwa, zapewne wieloletniego śledztwa, nie mam już przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości. Zniszczono mnie, moją Bogu ducha winną rodzinę. Teraz, po zatrzymaniu mnie w areszcie może się zacząć spektakl medialny. Raz na jakiś czas być może zostanie wypuszczona informacja o "postępach w śledztwie" - i tak do wyborów, prezydenckich i parlamentarnych (w ABW jest nieformalna dyrektywa, by sprawę spowalniać). Za kilka lat nikt może nie pamiętać o mnie i mojej rodzinie, która w międzyczasie może zostać zamęczona atmosferą nagonki i zlicytowana.(...)"- pisze w swoim liście Sumliński. Ma rację. Tak się dzieje.

Jasne- mogą pisać do RPO, prosić posłów o interpelacje.... Reakcja przełożonych, przełożonych przełożonych, prominentów z Prokuratury Krajowej zawsze jest taka sama „ nie ma podstaw do kontroli", „nieprawidłowości nie stwierdzono" czy wreszcie- jeszcze bardziej kuriozalny, choć świeży przypadek pisma prokuratora Staszaka odpowiadającego na niezależne od siebie interpelacje w jednej ze spraw kilku posłów „ kontrola skarbowa przeprowadzona wykazała liczne nieprawidłowości uzasadniające możliwość przestępstwa stąd przedłużenie ( trwającego trzy lata) śledztwa jest konieczne". Tyle, że kontrolę skarbową w rzeczywistości zakończono dopiero po wydaniu takiej odpowiedzi na poselską interpelację, a więc w momencie, w której Staszak odpowiadał na poselską interpelację po prostu kłamał. Zresztą wszystko wskazuje na to, że sama kontrola gdańskiego UKS została przeprowadzona tak, by uwiarygodnić działania prokuratury, ale to inna już sprawa

To nie są przypadki wydumane, wzięte z odległej przeszłości, z PRL. To rzeczy, które działy się pod rządami Millera i jego ludzi, działy się za czasów PiS i dzieją się również obecnie. Z tą jedynie różnicą, że za czasów Ziobry na sygnały o patologiach w prokuraturach próbowano- fakt, mało skutecznie, ale jednak- reagować -, za czasów Ćwiąkalskiego, a raczej Staszaka- wobec przypadków nadużywania prawa przez prokuratorów przechodzi się obojętnie, gwarantuje się im bezkarność, wreszcie wykorzystuje do rozgrywek politycznych.

Sprawa Wojtka Sumlińskiego mogłaby być wyjątkową okazją do definitywnej walki środowiska dziennikarskiego z nieprawidłowościami, nadużywaniem władzy, łamaniem praw człowieka w polskich prokuraturach. Z tym całym systemem arogancji, niekompetencji, agresji zaprawianej urzędniczą bezczelnością. Mogłaby. Ale jak zwykle skończy się na spektakularnych apelach w sprawie Sumlińskiego, kilku pismach i odezwach, kilkunastu artykułach:"za", „kilkunastu „przeciw". A zwykły obywatel, emeryt, przedsiębiorca, każdy, kto będzie miał nieszczęście znaleźć się niekoniecznie z własnej winy w kręgu zainteresowania prokuratury? To pytanie retoryczne.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Tekst p. Wybranowskiego należy (obok tekstów kataryny) do najcięższych gatunkowo i zasługujących na szerokie upowszechnienie wypowiedzi w sprawie groźnego zjawiska, jakim jest skryta władza służb specjalnych nad wrażliwymi sektorami polskiego życia publicznego. Ze zdumieniem zauważam, że publikacja W.Wybranowskiego ma stosunkowo niewiele odsłon. Dlaczego tak się dzieje?

Najpierw zarżnęliśmy temat dopuszczając do inflacji niekoniecznie ważnych tekstów o sprawie Sumlinskiego.

Potem wlekliśmy bez umiaru ciągle ten sam wątek, odstraszając Czytelników, którzy mieli już dość międlenia w kółko o tym samym.  

No a teraz, kiedy mamy coś bardzo ważnego do przekazania, publikujemy artykuł W. Wybranowskiego w takiej samej oprawie, jaką nadawaliśmy tekstom o S. od wielu dni.

 Miałem szczęście, że zdecydowałem się dzisiaj czytać wszystko po kolei - ale do tekstu p. Wybranowskiego dotarłem dopiero  po lekturze kilku innych. A ilu takich jak ja w ogóle tego nie przeczyta, bo sądzi, że to wciąż ten sam odgrzewany kotlet?     

Rewizor

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Rewizor

#837

Blog pana Wybranowskiego usmieściliśmy na samym "topie", aby każdy internauta mógł się z nim zapoznać.  Jak z pewnością zauważyłeś,  najlepsze i najważniejsze wpisy wklejamy na niebieskiej ramówce.  Co do redagowania strony głównej, to potrzebujemy Waszych głosów, jeśli wpis jest ważny i interesujący to piszcie i oceniajcie (pod blogami). 

Inną kwestią jest to, jak "promocję blogów" rozwiązać technicznie (utrzymywanie ważniejszych blogów, tak aby nie spadały).  Na te pytania muszą odpowiedzieć Gawrion, Kuki i Doktor No.  Ja nie mam pojęcia, jakie opcje "techniczne" mogą być brane pod uwagę.

Pozdrawiam (poczekajmy teraz, na to co powiedzą nasi admini techniczni).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#845

Nie wpisywałem sie wcześniej, bo głupio tylko kiwać głową, zamiast komentować.

To dobry i wyczerpujący tekst, dlatego natychmiastowa reakcja Salonu i saloniku 24 nie dziwi.

Nadal nie rozumiem, dlaczego, koledzy, narażacie się na kontakt z Igorkami i Gniewkami (i ich "arbitraż") o reszcie nie wspomnę?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#856

Śledzę dyskusję na salonie.24, na blogu Pana Wybranowskiego i jestem coraz bardziej zaniepokojony.  To wygląda na klasyczną prowokację lewaków.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#857

To prowokacja. Zresztą mało mnie obchodzi, czy ktoś dał się sfotografować z wyciągnętą ręką. Już widzę, że nie będę mógł wkręcic żarówki, jeśli nie zasłonię wszystkich okien...

Znasz moje zdanie. Z salonem 24 nie wolno się zadawać.

Komuchy nie mają wstydu, a mięczaki typu Jankego - odwagi, żeby ich pogonić.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#858