Ani słowa prawdy...

Obrazek użytkownika Wojciech.Wybranowski
Kraj

Zeznania Bronisława Komorowskiego z lipcowego przesłuchania przez Prokuraturę Krajową nie tylko w części dotyczące kontaktów z Lichockim i Tobiaszem są nieprawdziwe. Więcej- tłumacząc się przed śledczymi ze swego udziału i roli jaką odegrał w działaniach służb-specjalnych wobec Komisji Weryfikacyjnej i dziennikarza Sumlińskiego marszałek Bronisław Komorowski nie powiedział ani słowa prawdy. A nadto, okazuje się, że marszałek- miał jakże istotne z punktu widzenia „kryminalistyki"- motyw by w sprawę wrobić i w efekcie zniszczyć Sumlińskiego

Komisja ds. służb specjalnych postanowiła zaprosić redaktora Wojciecha Sumlińskiego na przynajmniej jeszcze jedno posiedzenie. Na wczorajszym, pojawiły się, bowiem wątpliwości czy może mówić o dotyczącym go śledztwie w sytuacji, gdy prokuratura może wykorzystać każdy pretekst by ponownie go posadzić- chociażby twierdząc, że ujawnia tajemnice dochodzenia, a więc istnieje groźba mataczenia. Spec-komisja postanowiła, więc zwrócić się do ministra Ćwiąkalskiego o zwolnienie dziennikarza z tajemnicy dochodzenia podczas zamkniętego przesłuchania na forum speckomisji ( członkowie tejże mają gryf dostępu do informacji niejawnych i tajnych). Wojciech Sumliński mógł, więc mówić tylko o rzeczach, które objęte tajemnicą śledztwa nie są, a dotyczą go osobiście, Bronisława Komorowskiego i Leszka Tobiasza. Efekt był taki, że po około dwóch godzinach posiedzenia posłowie wychodzili z niego- tak ci z SLD, jak z PiS i PO z wypiekami na twarzach. I chyba to, co się tam działo najlepiej oddaje stwierdzenie Zbigniewa Wassermanna- Zeznania Sumlińskiego potwierdzają, że mamy do czynienia z bardzo poważną sprawą, której wszystkie aspekty należy wyjaśnić.

Kolejne kłamstwo Bronka

A wczorajsze wyjaśnienia już przyniosły kolejne rewelacje podważające wiarygodność marszałka Bronisława Komorowskiego. Rewelacje, które praktycznie w ciągu kilku chwil można było zweryfikować. I w efekcie tego można powiedzieć- wokół Komorowskiego coraz bardziej zaciska się pętla. „ kto zadaje się z takimi ludźmi jak Tobiasz i Lichocki musi liczyć się z konsekwencjami"- powiedział mi niedawno, odnośnie Wojciecha Sumlińskiego jeden z parlamentarzystów PO.  Jakże trafnie pasują te słowa raczej do sytuacji, w której znalazł się marszałek Bronisław Komorowski.

Okazało się, bowiem, że marszałek Komorowski kłamał zeznając w lipcu w prokuraturze nie tylko w kwestiach chronologii spotkań z Tobiaszem i Lichockim czy zatajając informacje o tajnym spotkaniu równocześnie z Tobiaszem, Pawłem Grasiem i Krzysztofem Bondarykiem.  Bronisław Komorowski kłamał również pytany o jego własne kontakty z red Wojciechem Sumlińskim. 

Dlaczego? Miał powód ukrywać taką informację. Analiza kontaktów Komorowskiego z Sumlińskim wskazałaby, bowiem, że marszałek Sejmu miał czysto osobisty motyw by - zakładając, że na co wszystko wskazuje, sprawa jest prowokacją- umoczyć w niej tego dziennikarza i przyczynić się do jego zawodowej śmierci. A nie od dziś, o Komorowski mówi się, że mściwym jest.

Lipcowe przesłuchanie Bronisława Komorowskiego w prokuraturze. - 24 .07.godzina 13.07,. przesłuchujący prokurator Prokuratury Krajowej Andrzej Michalski zadaje pytanie Marszałkowi Sejmu o to czy ten zna Wojciecha Sumlińskiego. Komorowski odpowiada „Nazwisko Wojciecha Sumlińskiego kojarzę jedynie z prasy. Nie znam go osobiście. Leszka Pietrzaka także nie kojarzę."

Ale to kłamstwo!  Jak wyszło na jaw podczas posiedzenia sejmowej spec-komisji w styczniu 2007 roku Wojciech Sumliński (po raz kolejny) spotkał się osobiście z marszałkiem Bronisławem Komorowskim. Do spotkania doszło w sejmowym gabinecie dzisiejszego marszałka. Powód? Praca nad przygotowywanym wówczas dla programu „30 minut" w TVP Info materiałem o Fundacji Pro Civil.

Fundacja Pro Civili, w sprawie, której Sumliński w styczniu 2007 r. spotkał się z Komorowskim, została powołana do życia w 1994 r. i miała zajmować się ochroną pracowników służb specjalnych i ich rodzin, w rzeczywistości zaś zajmowała się szeroko pojętą działalnością biznesową. Jej działalność była zbieżna z działalnością Fundacji Bezpieczna Służba założonej m.in. przez Jeremiasza Barańskiego, w jednej i drugiej znaleźli się ludzie związani z UOP i WSI. Pro Civili, z którą związani byli współpracownicy Komorowskiego, budziła podejrzenia funkcjonariuszy CBŚ, którzy prowadzili postępowanie w sprawie jej przestępczej działalności. Policja w wyniku politycznych nacisków dochodzenia nie ukończyła.

Program, który wywołał poważne zdenerwowanie Komorowskiego wyemitowano w TVP INfo kilkanaście dni później na przełomie stycznia i lutego 2007. Zaledwie kilka miesięcy później Sumliński staje się podejrzanym w aferze, w której ludzie z WSI i Komorowski odgrywają bardzo istotną rolę. Przypadek? Nie wierzę w takie przypadki. Komorowski miał motyw, miał możliwości, a teraz plącze się w zeznaniach. Gdyby nie był osobą publiczną, prominentem koalicji, której podlega dyspozycyjny Ćwiąkalski- już miałby na głowie prokuraturę

Dziennikarstwo? Nie -prostytucja.

Zastanawiam się, po wczorajszym posiedzeniu sejmowej spec-komisji jednak, czy prawda kogokolwiek w tej sprawie interesuje. Może, jeśli nie wszyscy, ale większość przedstawicieli mediów - nie na poziomie zwykłych dziennikarzy, ale prowadzących, redaktorów działów, naczelnych, wydawców jest tak uradowana utrąceniem Komisji Weryfikacyjnej WSI i zablokowaniem publikacji aneksu z weryfikacji WSI, w którym miały się pojawić po raz kolejny informacje o związkach dziennikarzy ze służbami specjalnymi - że są gotowi przejść do porządku dziennego nad coraz bardziej oczywistą oczywistością: akcja ABW wobec członków Komisji Weryfikacyjnej WSI red Sumlińskiego była efektem prowokacji służb specjalnych: byłych i obecnych.

I nie trzeba tak naprawdę daleko szukać, wnikać w środowisko spc-służb, grzebać się w aktach. Warto rozmawiać. Na przykład z posłem Pawłem Grasiem (PO), któremu Komorowski najwyraźniej wbrew jego własnej woli próbował w tej aferze wyznaczyć pewną rolę. A poseł Graś, w krótkiej rozmowie z „ND", tuż przed posiedzeniem spec-komisji powiedział, że od samego początku „Podejrzewałem, że jest to prowokacja". Podejrzenia Grasia szły w kierunku „ chcą ośmieszyć Platformę". Jeśli już na tym etapie zeznania i wiarygodność Tobiasza były dla specjalisty od spec-służb, byłego wojskowego Grasia- prawdopodobną prowokacją, to, co spowodowało, że nagle się uwiarygodniły? To, że trafiają w PiS, a nie w PO? To, że chronią Komorowskiego?  Graś wczoraj, w krótkiej rozmowie na sejmowym korytarzu tuż przed posiedzeniem komisji mówi „ Nie miałem, nie mam i nie chce mieć nic wspólnego z Lichockim i Tobiaszem. Nie zadaję się z takimi ludźmi"- i jest to chyba aż nadto wymowne stwierdzenie.

Podobnie jak wymowny jest całkowity brak zainteresowania dziennikarzy jakichkolwiek mediów przesłuchaniem Wojtka Sumlińskiego przez spec-komisję. Przed salą posiedzeń w dniu wczorajszym nie pojawił się dosłownie żaden z dziennikarzy. Bo już wydano wyrok?  Bo lepiej nie wychylać się i nie narażać Marszałek i spółce? Zwykłe lenistwo- po co płynąć z prądem, tracić czas, poczekamy, co czas pokaże, a wtedy albo napiszemy albo przemilczymy, w zależności od dyrektyw. Zdaje się, że taką właśnie tezę lansuje gwiazda dziennikarstwa „śledczego" redaktor Jabrzyk.

Nie wiem na ile uprawniona jest teza Antoniego Macierewicza, jaką zawarł w czwartkowym wywiadzie dla „ND", że - „oddziaływanie na media, inspirowanie mediów i manipulowanie mediami było jednym z istotniejszych zadań WSI. Wydaje mi się, że duże możliwości tego typu działania lobby WSI posiada po dzień dzisiejszy. W związku z tym chcę stwierdzić raz jeszcze, że rozpowszechnianie kłamstw na temat przecieków z Komisji Weryfikacyjnej jest realizacją zadania inspirowanego, zlecanego, rozpowszechnianego przez lobby WSI i nie ma nic wspólnego z prawdą. Nie czynię nikomu personalnie żadnego zarzutu, lecz wskazuję na to, że niestety na skutek przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską nie wyciągnięto wszystkich konsekwencji z inspirowania przez WSI mediów i nadal szereg z nich jest pod wpływem służb specjalnych.", ale choćby w kontekście medialnego przemilczenia wypływających faktów wskazujących na to, że mamy do czynienia z prowokacją służb -specjalnych, wydaje się mieć ona sens.

Sprawa redaktora Sumlińskiego w mediach prowadzona jest przez spec-służby według schematu znanego już z prowokacji, której ofiarą stał się uniewinniony przed kilkoma dniami Romuald Szeremietiew. Opluć, oskarżyć, pomówić, później nie dać szans na publiczną obronę, a jeśli i tak się wybroni- to przemilczeć. To właśnie przemilczenie- stara peerelowska metoda- jest najgroźniejszą bronią.

Ocena wpisu: 
Brak głosów