Spacerkiem po Golinie, czyli coś dla uczczenia Powstania Warszawskiego

Obrazek użytkownika Iwona Jarecka
Blog

 

Zapraszam dziś na spacer ulicami i innymi zakątkami Goliny, będzie to spacer w czasie, ale i ten aktualny dzisiejszy.

Wędrują
po Golinie zawsze trafia się na rynek, właściwie ryneczek, otoczony
kamienicami, tudzież parterowymi domami, czasem kamienice są
odrestaurowane, czasem zieją łuszczącym się tynkiem i szarością.

Pamiętam Golinę najwcześniej z lat siedemdziesiątych, niewiele niby się od tego okresu zmieniła, ale…i bardzo.

Dzisiejszy
rynek, to kostka , którą ten rynek jest prawie cały wyłożony, prócz
klombów z kwiatami, pomnik Kazimierza Wielkiego, który dzierży w
dłoniach akt nadania nam praw miejskich.

 Ten
z lat siedemdziesiątych, to rynek wyłożony tzw. kocimi łbami,
przystanek autobusowy z wiatami, też klomby po środku i właściwie
wszystkie sklepy, mleczarnia, mięsny, drogeria i sam-spożywczy.

Widzę, też siebie biegnącą przez szosę(trasaE8)by u Kopcia, czyli w tym niby samie zakupić petity w czekoladzie.

Mam
kokardy we włosach różową sukienkę z krytą fałdą z przodu i białe
skarpetki, które wtedy nazywały się kolanówki, bo sięgały aż do kolan.

Widzę się jak przez szybę, nawet słyszę swój dziecięcy, perlisty śmiech.

Potem,
ten sam rynek widzę oczami mojej mamy, z jej wspomnień, ten
przedwojenny-zamieszkały głownie prze Żydów, cały plac Kazimierza
Wielkiego, ulica Mickiewicza i Kościuszki, czyli ulice łączące się z
rynkiem prawie w całości są częścią żydowską.

Potem
lata wojny, wszędzie Niemcy, bo tam były najelegantsze mieszkania, znów
zamieszkałe przez okupanta, przy rynku piekarz, przed wojną Polak, w
czasie Niemiec, ale podobno dość normalny, nie nazista.

Rynek ma kocie łby, brak klombów, a w miejscu Samu, Szmytke ma sklep z tzw. mydłem i powidłem.

Idziemy
dalej, skręcając w ulicę Kościelną, na jej końcu zabytkowy drewniany
kościółek z XVII wieku pod wezwaniem św. Jakuba, kościół przez czas nic
się nie zmienia, prócz lat wojny, bo Niemcy robią z niego magazyn, a
plebanię zajmują na kwatery wojskowe.

 

Od
kościoła droga znacznie opada i schodzimy do parku krajobrazowego,
naprawdę przepięknego, ale niestety dziś zaniedbanego, w tym parku jest
zabytkowy dworek(zwany pałacykiem).

Park
zmieniał się jak w kalejdoskopie, pamiętam ten zadbany, z kwiatami,
pięknymi alejkami, ławeczkami i czystymi stawami, na których żyły
łabędzie.

Z mostkiem przez jeden ze stawów, by dostać się na wysepkę.

Park
ma dwie kondygnacje, dolną i górną, na dole ten staw z wysepką, na
górze dwa stawy i z pięknym modrzewiem, który jest już zabytkiem
przyrody.

I znów zaczynam się tam snuć z tymi
kokardami we włosach, przebiegając grabową aleją, rzucającą okruchy
chleba łabędziom, czuję się odświętnie, ale był i wrzód na tym pięknym
parku z czasów mojego dzieciństwa, ów pałacyk ogrodzony cementowymi
płytami na wysokość dwóch metrów i okolonych jeszcze kolczastym drutem,
tam stacjonowała jednostka armii sowieckiej.

Wychodzimy
z parku drugą stroną, tą bardziej paradną, bo główną i znajdujemy się
na ulicy Słowackiego, kiedyś to była część majdanu, do tego dworku,
dziś nie został ani jeden czworak, ale ja jeszcze kilka pamiętam.

Ta część Goliny do dziś nazywana jest Majdanami. 

Idąc przy murze paku docieramy znów do ulicy Mickiewicza, która łączy
się z ulicą Wolności, na jej początku cmentarz parafialny i tam ci co
przeżyli nie jedno i te czasy przedwojenne i czas wojny, no i te moje
wspomnienia.

Ja pochodzę z Goliny, tu się urodziłam, wychowałam, tu zamieszkałam po ślubie i urodziłam dzieci.

Dziś
nastrój był powstańczy, a mnie z Powstaniem łączy historia,
Polskość i krewni mojego męża ze strony ojca, którzy Powstanie
Warszawskie przeżyli właśnie tam.

Jacka ojciec chłopiec 10letni, babcia i ojciec Babci, który w tym powstaniu zginął.

Ojciec, Jacka ojca był wtedy w obozie jeniecki jako żołnierz wrześniowy, potem wywieziony w głąb Niemiec.

I tylko tyle bym miała do powiedzenia, a chciałam Wam w ten dzień przybliżyć…właśnie moją Golinę.

 

Pozdrawiam serdecznie.:D

Ocena wpisu: 
Brak głosów