BOR i jego nowa sekcja „tajniaków”.

Obrazek użytkownika 2-AM
Kraj

Osławiona „afera podsłuchowa” kiedy podejrzani kelnerzy zatrzęśli posadami Rzeczpospolitej 3 i ¾ spowodowała, że popularne od dość dawna wśród „naszej” wyższej kasty urzędniczej obyczaje doznały niejakiego uszczerbku. Mowa tu  rytualnych już wyskokach w godzinach tzw. urzędowania co by solidnie i za nie mały pieniążek wypić i zakąsić (na koszt podatnika)

a przy okazji omówić kilka ważnych spraw państwowych czy raczej osobistych decydujących o tym czy dobry fart nas nie opuści w najbliższych miesiącach.   Obecnie na ośmiorniczki wyskakuje się już nieco rzadziej (znacznie częściej nasze zarówno te tłuste jak i chuderlawe „misie” lecą duszkiem wypić piwo a o rozmowach nie ma za bardzo mowy bo nikt nie jest pewien czy kolejny desant kelnerów nas ukradkiem nie podsłuchuje.

Co by nie powiedzieć póki co główną ofiarą „afery podsłuchowej” wydają się być wspaniałe kadry BORu zabezpieczające naszych umiłowanych przywódców (prawie wszyscy uczestnicy pogwarek z ośmiorniczkami maja się świetnie i zajmują wciąż te same posady a co niektórzy zmienili je na nieco mniej eksponowane ale  zdecydowanie bardziej dochodowe).  Bo jak należy domniemywać ich zadaniem (BORu) jest nie tylko robić za tarczę strzelniczą w zastępstwie ochranianych oficjeli czy jak wyszło ostatnio wozić służbową limuzyną kwiaty kochance na handel na bazarku.  Zadaniem BOR’u jest też zabezpieczenie miejsca spotkania notabli również w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa przed podsłuchaniem umiłowanych przywódców kiedy swobodnie rozmawiają ze sobą i nie muszą udawać intelektualistów jak przed kamerami telewizyjnymi.

W tym celu jak donoszą nam usłużne media (LINK) powołano tajną komórkę w BOR gdzie zatrudniona będzie grupa tajniaków wsparta kupą kosztowne sprzętu, która będzie śledziła miejsce spotkania i zabezpieczała teren przed inwigilacją i podsłuchem ze strony złych kelnerów lub co bardziej prawdopodobne konkurencyjnych watach bezpieczniaków w tym i tych posadowionych wewnątrz samego BORu. Kłania się tu stara zasada z czasów samego tow. Stalina będąca mottem przewodnim specjalistów z bezpieki a brzmiąca: „ufajcie i kontrolujcie!”.

Wszystko to jest bardzo sympatyczne ale pozostaje w związku z tym kilka pytań, które warto by postawić:

  1. W jaki sposób „tajniacy” będą premiowani – czy od ilości wykrytych podsłuchów, schwytanych kelnerów lub ujawnionych przez media opinii publicznej kolejnych nagrań z konsumpcji?
  2. Jakiej wysokości będzie fundusz operacyjny przewidziany na działalność „pod przykryciem” (poza zakupem sprzętu)  – jest sprawa oczywistą, że jeśli tajniacy idą z chronionymi ich politykami a ci zamawiają osławione ośmiorniczki i winko po 500zł flaszka to tajna obstawa nie powinna być gorsza i dać się zdemaskować kelnerom przez zamówienie przy sąsiednim stoliczku mineralnej i „wieśmaka”. A zatem otwarte jest pytanie czy konsumpcja ochrony z tytułu wykonywania obowiązków służbowych nie będzie kosztowała  podatnika co najmniej drugie tyle co chronionych przez BOR „obiektów”. W tym przypadku można być pewnym, że jest to ukłon w kierunku poprawy wyników finansowych nobliwych restauratorów bo zamiast skromnej kwoty 10 tysiaków za pojedyńczą konsumpcje skasują jednorazowo co najmniej 20 patyków a za wszystko zapłaci sam podatnik.
  3. Czy „zabezpieczenie” przez BOR terenu schadzki pozwoli naszytym milusińskim ponownie poczuć się komfortowo i prowadzić odpowiedzialne dyskusje o kierunkach rozwoju i bezpieczeństwie państwa polskiego? Przecież skoro kelnerom uniemożliwi się podsłuchiwanie to nadal istnieje ryzyko ze strony naszych „tajniaków” z BORu. Oni też mogą przecież potajemnie nagrywać swoje chronione „obiekty” by dorobić do emerytury albo mieć gotowe argumenty w rozmowie z szefem o podwyżce bieżącego wynagrodzenia..
Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)