Bogata Polska pożycza na około szmal -co z zabezpieczeniem i procentem?

Obrazek użytkownika 2-AM
Gospodarka

Dziwnych czasów dożyliśmy. Oto Polska jak za Gierka znowu należy do najbogatszych państw świata. Poziom dobrobytu w naszym kraju jaki ostatnimi czasy zagościł jest przerażająco "nieprzyzwoity" i nawet arabscy szejkowie czują się przy nas niczym ubodzy krewni z prowincji. To bogactwo objawia się rozpaczliwym poszukiwaniem przez najważniejsze czynniki państwowe sposobów by jego nadmiar od ciężaru którego aż się uginamy zrzucić z naszych obolałych pleców i przy okazji obdarować nim kogo tylko można w okolicy.

Oto właśnie miłościwie nam panujący pan p(r)ezydent - oby żył wiecznie - udał się z ostatnią zagraniczną wycieczką w tej kadencji na zaprzyjaźniona Ukrainę. Jaki jest cel tej wizyty za bardzo nie wiadomo. Czy chodzi tu o możliwość zorganizowania w ukraińskim stepie atrakcyjnego polowania wspartego profesjonalną wojskową nagonką  czy też celem było zapoznanie się z wypracowanymi przez stronę ukraińską - w co by tu nie powiedzieć ciężkim znoju - zaawansowanymi standardami demokracji ze szczególnym uwzględnieniem procedur wyborczych, które i u nas będą niedługo święciły swoje tryumfy? A może po prostu nasz "strażnik żyrandola" osobiście chciał odebrać zamówioną, większą partię pierwszorzędnych wyrobów czekoladowych produkowanych w rosyjskich fabrykach Roshen jak gdyby nigdy nic należących nadal do Petra Poroszenki?  W domu się nie przelewa, rodzina liczna, a szanowna małżonka co widać na zdjęciach ma słabość do czekoladowych łakoci. Trzeba wykorzystać okazje darmowego transportu. W razie czego to i Sziougun poniesie worek ze słodkościami, niech uczciwie zapracuje na swoje pobory. Niestety to są tylko nasze domysły, prawdziwego celu wizyty nie znamy i może nawet nie powinniśmy poznać. Jak mawiają w domu wisielca nie rozmawia sie o sznurze. Za to z krągłych ust samego Petra Poroszenki po spotkaniu z naszym "gościem" dowiedzieliśmy się, że  Polska udzieli Ukrainie kredytu na okrągłą sumkę 100 milionów Euro (LINK).

Gdyby wspomnianego kredytu udzieliła z przyznanych jej na działalność własną kancelaria prezydenta RP to pewno można by jakoś przejść nad tym do porządku dziennego. Ale wspomniana sumka pójdzie z budżetu co skutkować będzie jej ubytkiem tam gdzie była potrzebna ot na przykład zabraknie medykamentów dla chorych na raka, którym NFZ odmawia finansowania poza standardowych kuracji czy na dożywianie głodnych dzieci. Tu należy przypomnieć, iż na chwilę obecną Ukraina nie mając praktycznie żadnych zasobów dewiz i z dramatycznie osłabioną hrywną jest czasowo podtrzymywana na kroplówce jakiej udzielił jej Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) na skromną kwotę 17,5 miliarda $.  Czy na tą pożyczkę złożyła się również Polska jest kwestią nam nie znaną acz nie można tego całkowicie wykluczyć jak pokazuje dalsza część tego artykułu.  Biorąc poprawkę na stan w jakim znajduje się ukraińskie państwo na usta ciśnie się natychmiastowo pytanie - czy będzie zabezpieczenie a jeśli tak to jakie ono będzie dla udzielanej pożyczki? Ledwo wczoraj tj. Czwartek prywatni wierzyciele Ukrainy odmówili zgody na restrukturyzacje długu czyli jego częściowe lub całkowite umorzenie. Wspomniana kroplówka z MFW została podłączona do ukraińskiego korpusu po oświadczeniu pacjenta, iż środki z tej pożyczki nie zostaną użyte do spłaty wcześniejszych długów jakie zaciągnęła Ukraina względem innych kredytodawców niż MFW.     

A może pożyczymy bez zabezpieczenia lub będzie nim wyłącznie uścisk dłoni panów prezydentów i kilka ciepłych słów o "słit fociach" nie zapominając? Wydaje się, że godziwym zabezpieczeniem był by zastaw na czekoladowych fabrykach koncernu Roshen albo choćby dokumentacja lotniczych zakładów Antonowa. Pod taki zastaw do wspomnianych 100 milionów można by dorzucić całkiem gratis dożywotne i przymusowe usługi w zakresie "reformowania gospodarki" naszego wspaniałego, chwilowo bezrobotnego skarbu narodowego w postaci Leszka Balcerowicza, który ponoć już szykuje się na wdrażanie kolejnej "terapii szokowej".  

Tu trzeba wspomnieć, że ostatnimi czasy rządzący mają wyjątkowo lekką rękę do wydawania publicznych pieniędzy co mogło by poświadczać tezę o tym, że w Polsce jest tak dobrze, że aż grzechem jest byśmy nie podzielili się naszym dobrobytem z innymi. 

Oto w połowie roku 2011 premier Tusk wyrywał się jak przysłowiowy filip z konopi deklarując wszędzie gdzie mógł, że Polska zasponsoruje budżet nowo powstałego potworka pod nazwą Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji Finansowej (EFSM) będącego wehikułem finansowym pod auspicjami Europejskiego Banku Centralnego (EBC) przeznaczonym do "ratowania" bankrutującej strefy EURO, na który miały złożyć się państwa członkowskie Unii Europejskiej. Nasz trójmiejski dobrodziej oświadczył, że mimo że jak na razie nie należymy do strefy euro to jesteśmy bardzo solidarni z tymi nieszczęśnikami co tam należą i damy kasę potrzebującym bo odpukać my też kiedyś możemy potrzebować wsparcia więc dajmy je dziś to kiedyś i nam inni dadzą (ciekawe czy dadzą a jeśli nawet ot czy będą mieli z czego).

Na szczęście "bez naszej wiedzy i zgody" przebiegli Czesi i Anglicy nie zgodzili aby  Grecja była ratowana nie poprzez EFSM (LINK) i stanęło na tym, że  pożyczki pójdą z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Niestety już wkrótce zapadła decyzja, że forsę na "ratowanie Grecji" dadzą do MFW sami członkowie tego wesołego klubu i bez nadmiernego szumu medialnego wyszło, że Polska "oddała" do dyspozycji MFW swoje rezerwy walutowe NBP na kwotę nieco powyżej 6 miliardów USD (LINK).  Jednocześnie w tym samym czasie zaciągnęła w tej samej instytucji kolejną "pożyczkę" czy raczej "linię debetową" na 20 miliardów zielonych z kosztem udzielenia 60 milionów $ rocznie pod nazwą "Elastyczna Linia Kredytowa" (FCL).

Lada chwila Grecja zagra w otwarte karty tj. ujawni że w żadnym wypadku nie jest w stanie spłacić pierwszej poważniejszej transzy zaciągniętych na jej "ratowanie" długów przy czym zostanie bez finansowania bieżącej działalności państwa, jako że osławiona "trojka" przeciąga linę odmawiając podłączenia Grecji kolejnej euro-kroplówki bez gwarancji "reform" (ostatnia flaszka ouzo na koszt europejskiego podatnika pojawiła się na greckim stole w sierpniu 2014).  Wczoraj (Czwartek) Grecja spłaciła niewielką sumkę poniżej 0,5 miliarda euro ale co krzyku przy tym było o konieczności wypłaty wpierw emerytur to już historia. Fakt faktem że przed spłatą grecki premier na 2 dni pojechał do Moskwy prosić o pożyczki i tańszy gaz a dodatkowo 2 dni przed tą pielgrzymką Grecja sprzedała na tzw. „rynkach finansowych” nowych obligacji za ponad miliard euro celem spłaty starych długów. Prawdziwe transze spłat greckich kredytów zapadają dopiero w maju i będą to znacznie większe sumki niż ta z Czwartku.

Ponieważ Polska oddała wspomniane rezerwy do MFW a MFW pożyczając szmal Grecji nie wziął poza świstkami papieru żadnego wartościowego zastawu wydaje się, że pieniędzy tych nigdy już nie zobaczymy - chyba że "szalony Mario D." zleci którejś nocki "drukowanie" przesz EBC banknotów Euro tylko na pokrycie polskiego manka w kasie NBP. Przy miesięcznym drukowaniu na poziomie 60 miliardów Euro to kropla, która nie prędko przepełni czarę.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)