"Winna tylko moralnie", czyli cnota prostytutki

Obrazek użytkownika Peacemaker
Kraj

Czy Policja może skontrolować faceta, który przez kilka godzin gapi się na szkolne boisko z małymi dziećmi? Nie tylko może, ale powinna. Powiem więcej - ma taki obowiązek. Więc o co ten jazgot wokół działań CBA wobec Sawickiej? No ale tu chodzi o bezbronną kobietę, a tam o pedofila. Czyżby? A przecież facet może być ojcem jednego z dzieci lub artystą szukającym inspiracji. Jednak należy to sprawdzić zanim któremuś z dzieci stanie się krzywda. Natomiast Sawicka nie była "bezbronną kobietą" tylko Posłanką na Sejm RP, która powinna sprawować swój urząd dla dobra Obywateli, a nie wykorzystywać go do załatwiania nielegalnych rzeczy kochasiom, wyciągania przy tym stu tysięcy łapówki na kampanię wyborczą i "kręcenia lodów" na prywatyzacji Służby Zdrowia. Osoba o takim podejściu stanowi zagrożenie dla społeczeństwa i należy uniemożliwić jej działanie zanim złupi obywateli. A jak inaczej udowodnić jej złe intencje (jeśli nawet chwali się nimi na lewo i na prawo) jak nie podstawiając jej spreparowaną "okazję"? Obrzydliwe? Ale czy nie w taki sposób unieszkodliwia się rozmaite grupy przestępcze?

---
Wiosną 2008 roku do naszej firmy zapukał ktoś wyglądający na drobnego biznesmena. Pytał o programistów, którzy chcieliby dorobić. Cały nasz zespół był zapracowany, więc dałem mu kontakt do chwilowo bezrobotnego kolegi. Wieczorem kolega zadzwonił do mnie:

- Ostrzeż chłopaków, bo facet chce robić jakieś nielegalne interesy. Chodziło mu nie o programistę, ale konkretnie o kontakt z kimś, kto obsługuje handel drewnem i ma dostęp do danych o przetargach. I uważaj, bo zanim się domyśliłem o co mu chodzi zdążył wyciągnąć ode mnie twój prywatny numer telefonu.

Następnego dnia z samego rana przekazałem kolegom z pracy co się święci. Po kilku dniach odebrałem telefon od tamtego jegomościa. Rzeczywiście, ubierając to w altruistyczne słówka chciał zamówić aplikację, która podglądając oferty konkurencji pozwoli mu kupować hurtowo drewno od Lasów Państwowych po jak najniższej cenie. Stanowczo odmówiłem stwierdzając, że to by było działanie na szkodę mojego głównego zleceniodawcy. Odmowy nie przyjął. Próbował mi wmawiać, że nie ma w tym nic złego - coś takiego jak "Snajper" na "Allegro". Odmówiłem po raz drugi. Wreszcie zapytał

- No czego się pan boi, przecież władza się zmieniła, to już nie te czasy, żeby CBA polowało na ludzi?

Natychmiast się rozłączyłem, bo miałem 100% pewności, że albo to przestępca, albo ktoś, kto mnie podpuszcza i chce na czymś przyłapać. Następnego dnia opowiedziałem o wszystkim kolegom z pracy. Facet próbował jeszcze z innym z moich współpracowników, ale jego reakcja była taka sama. Nikt z nas się nie dał namówić: pisowcy, platformersi, niezainteresowani polityką - nikt.

Dzięki temu nie musimy się zastanawiać czy to był cwaniaczek, gangster, agent CBA, ABW lub cholera wie czego, czy też wysłannik konkurencji, która chciała nas skompromitować przed Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych. Nas to już nie obchodzi!
---

Gdyby posłanka Beata Sawicka wykazała się taką postawą jak zwykli pracownicy niewielkiej firmy programistcznej - sprawa by nie istniała. Podobnie gdyby w swojej naiwności powiedziała "no dobrze, załatwię to dla ciebie, nie chcę nic w zamian" - też nikt by jej nic nie miał prawa zrobić. Gdyby to agent Tomek pierwszy zaproponował łapówkę - wtedy jeszcze wyrok uniewinniający można by było zrozumieć. Gdyby wreszcie nawet przy łapówce padły słowa "ale to będzie pierwszy i ostatni raz" - wtedy ostatecznie można by było mieć jakieś wątpliwości.

Ale nie wtedy, gdy:

- posłanka sama doskonale wiedziała, że łamie prawo i co ryzykuje,

- sama zażądała łapówki, wyznaczyła jej wysokość, określiła sposób przekazania i nawet uargumentowała cel, na który zostanie przeznaczona (kampania wyborcza),

- polecała się na przyszłość z ofertą "kręcenia prawdziwych lodów" na prywatyzacji służby zdrowia po przejęciu władzy przez PO.

Jest więc wnioskiem nie podlegającym żadnej dyskusji, że dla Beaty Sawickiej sensem i celem działalności politycznej było odnoszenie bezprawnych korzyści majątkowych. Sama, nie będąc kuszoną przez organy państwa postanowiła zażądać stu tysięcy złotych za nielegalną "przysługę" z możliwością robienia podobnych "interesów" w przyszłości na znacznie większą skalę. Jedyną "pokusą" była fikcyjna oferta zakupu działki na Helu i składający ją fikcyjny biznesmen będący agentem CBA.

O ile wbrew pozorom można zgwałcić prostytutkę (po godzinach pracy, lub przez brutalność działań klienta) to nie sposób pozbawić jej cnoty. Więc parafrazując wyrok można stwierdzić, że to co bezprawne i niegodne może być bezkarne i wygodne.

Uważam, że prawo powinno jasno precyzować zakres możliwych działań funkcjonariuszy podejmujących prowokację. Powinien być określony maksymalny czas trwania akcji (np. 3 miesiące) maksymalna liczba niezgodnych z prawem propozycji (np. po trzeciej odmowie bezwarunkowo odstępujemy) granice, których nie wolno przekroczyć (np. intymny kontakt fizyczny, wiązanie uczuciowe). Miłym gestem byłoby wręczanie stosownego certyfikatu osobom, które przeszły przez próbę zachowując normy prawne i etyczne - niech mają się czym pochwalić przed konkurencją.

Jednak jeśli funkcjonariusze CBA działali zgodnie z prawem (co zostało potwierdzone prawomocnym wyrokiem) a podejrzani ewidentnie świadomie złamali prawo (co zostało potwierdzone nieprawomocnym wyrokiem i uwzględnione w prawomocnym wyroku), to w tym przypadku powinien zapaść wyrok skazujący.

To uniewinnienie jest jak piłatowe obmycie rąk - nie chcę, żeby mnie posądzono o wrogość wobec Cezara, więc ukrzyżujcie sobie niewinnego Jezusa, uniewinnijcie winnego Barabasza, tylko dajcie mi święty spokój.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie ma żadnego "jeśli", Peacemaker. "Zatrute drzewo" (czy jak tam), to najgorszy prawniczy idiotyzm wymyślony od czasów sprzed Hammurabiego!

Jeżeli wina przestępcy jest ewidentna, to nawet mimo błędów proceduralnych, czy nielegalnie zdobytych dowodów powinien on zostać skazany. Owszem, śledczy - jeżeli zdobywając dowody, naruszyli prawo, też powinni odpowiedzieć stosownie do swojego przewinienia - dyscyplinarnie, czy nawet karnie. Ale nie może być tak, że morderca śmieje się w nos, bo nie została dotrzymana jakaś procedura.

Wymiar sprawiedliwości to nie skoki narciarskie, gdzie obowiazują, nota bene coraz bardziej idiotyczne reguły (facet mimo że skoczył najdalej, nie wygrywa zawodów, bo jeden jego rywal miał bardziej przepisową sylwetkę w czasie lotu, a drugi - bardziej przeciwny wiatr). 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

<p>ro</p>

#353850