Życie w zgodzie

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Na początku wakacji życie Hiobowskim mijało na tak zwanej codziennej bieżączce. Dom, praca, zakupy, telewizja. Wszystko było znowu piękne i sielskie.
- Aaaaach, jak to dobrze, że znowu nie ma tych okropnych kłótni, plucia i ujadania - westchnęła z rozkoszą mama Łukaszka i założyła ręce za głowę. W studiu telewizyjnym podczas debaty panowała sterylna jednomyślność. Może dlatego, że uważnie i starannie dobrano dyskutantów. Kiedy redaktor prowadzący rzucił hasło, że stosunkach z innymi państwami najważniejsze jest to, żeby nas lubili, wszyscy od razu się z nim zgodzili.
- Rurociąg jakiś kiedyś kładli po dnie Bałtyku - przypomniał sobie dziadek. - Niby miał jakiemuś naszemu portowi zawadzać...
- Jakby zawadzał, to by powiedzieli - przerwała mu ostro mama. - A poza tym dziadek niech nie jątrzy! Co na zresztą przyjdzie z takiego rurociągu? Przecież nie da się po nim jeździć!
- A propos "jeździć" - ożywił się tata Łukaszka. - Co z tymi autostradami? Budują?
- Wczoraj pokazywali, że budują.
- To, że pokazuję, to wiem. W kółko ten sam fragment.
- To kłamstwo! - mama Łukaszka tak się zdenerwowała, że aż gazety zsunęły jej się z kolan. Poleciał na podłogę dodatek ekonomiczny z wielkim artykułem "Od zeszłego roku wstyd za to, że jesteśmy Polakami zmalał o cztery koma siedem procent!". Na nim zlądował dodatek pod nazwą "Zgoda buduje". "Jest zgoda na prywatyzację szpitali!" krzyczał jeden z tytułów. "Jest zgoda na obniżkę emerytur!" krzyczał następny.
- W kółko ten sam fragment - powtórzył z uporem tata Łukaszka. - Jak to jest, że zawsze go pokazują w grubej kurtce i na tle dwóch koparek? Jest lato!
- Latem nie ma koparek? - zapytała siostra Łukaszka i została wyrzucona z pokoju. Minęła się z babcią, która wyraźnie czymś wstrząśnięta weszła do pokoju.
- Wiecie, że były wybory na prezydenta? - wykrztusiła.
- Chyba babcia żartuje. Kiedy?
- Wczoraj!
- Co też babcia opowiada!
- A kiedy były ostatnie wybory?
- Ej, faktycznie... - Hiobowscy zaczęli medytować. - To by było już pięć lat! I lato...
- Też na to nie wpadłam! - gorączkowała się babcia. - Łukasz to wytropił!
- Łukasz! Chodź no tu! Jak ty to zrobiłeś?
- Przypadkiem! Bo wpisałem w wyszukiwarkę "podręczna bomba jądrowa" i to o tych wyborach było w pierwszej dziesiątce wyników...
- Co ty wpisałeś???!!!
Łukaszek wycofał się do swojego pokoju mrucząc pod nosem coś o szkole.
- Nieważne, nieważne - machała ręką mama Łukaszka. - Jak to, przegapilibyśmy wybory? Włączcie telewizor, zaraz będę wiadomości. Na pewno coś o tym powiedzą.
W wiadomościach mówili o wielu rzeczach. Prezydent Konisław-Bromorowski kupił sobie nowy krawat. Premier Schegorz-Grzetyna wygrał w piłkę nożną z ministrem zdrowia Tunaldem-Doskiem (Tunald-Dosk grał w worku). Reformy niestety nadal nie mogą ruszyć z miejsca. Podobno któraś z pań sprzątaczek sejmowych sympatyzuje z opozycją i blokuje jak szalona wszystkie reformy w całej Polsce. W związku z tym partia rządząca prosi wyborców o cierpliwość do czasu odzyskania składzika na szczotki w Sejmie. No bo jak tu zwalczać inflację albo powódź, kiedy to opozycyjna siła sprzątająca złośliwie zużywa zbyt dużo środków czystości narażając budżet państwa na wymierne straty? Poseł Panusz-Jalikot porównał sprzątaczki do kapo!
Poza tym na szczęście była zgoda. Niemcy się zgodzili przyjąć naszą rezygnację z wszelkich rekompensat wojennych, obejmujących obie wojny światowe oraz jedną przyszłą. Rosjanie zgodzili się, żebyśmy im sprzedawali gaz z łupków po cenie bez marży. Stany Zjednoczone Ameryki zgodziły się przedłużyć wizy polskim obywatelom na następne dziesięć lat.
- Fajnie, wszędzie zgoda - cieszyła się mama Łukaszka. - Ale co z tymi wyborami?
Dopiero w wieczornym programie "Kreska nad ź" trafili na ślad. Redaktor Onika Molejnik rozmawiała z posłem Niefanem-Stesiołowskim.
- Witam, panie pośle, podobno wczoraj odbyły się wybory na prezydenta Polski.
- A tak, odbyły się.
- I jak, nikt nic nie wiedział?
- Jak to nikt? Ja wiedziałem.
- Ale inni nie wiedzieli.
- No wie pani, jak pani sobie wyobraża? Że stanę na skrzyżowaniu i będę krzyczał? Teraz, pani redaktor, jest dwudziesty pierwszy wiek. Wszystko jest w internecie. Trzeba tylko umieć szukać.
- Ale społeczeństwo przez to nie miało szansy zagłosować?
- A po co? - zapytał poseł gestykulując zawzięcie, przez co wyglądał tak, jakby każda jego kończyna chciała iść w inną stronę. - Po co, pytam się? I tak wygrałby nasz kandydat. Zaoszczędziliśmy mnóstwo pieniędzy, a przypominam pani, że jest kryzys, a przypominam pani, że Polska jest zieloną plamką na tle tego kry... Chyba powiedziałem o jedno zdanie za dużo...
- Cha, cha, panie pośle, a skąd ta pewność, że wygrałby wasz kandydat?
- Po pierwsze, był to urzędujący prezydent, po drugie, sondaże na niego wskazywały, a po trzecie nie było innych kandydatów.
- Nie było?
- A po co mieliby być? Żeby naród ogłupić? Żeby społeczeństwo dzielić? Żeby setki, tysiące polskich rodzin przeżyło dramat podzielenia? I po co to? W imię czyich chorych ambicji?! Tego małego, zaśmierdłego, psychopatycznego agresora? Przecież gdybyśmy powiedzieli społeczeństwu, że są wybory, to oni zaraz chcieliby też startować!
- Kto?
- No ci, z opozycji! Nie pamięta już ich pani? Oni tylko jątrzą, dzielę i gwałcą!
- Teraz pan przesadził, panie pośle...
- Zasady moralne gwałcą!
- Ale wybory się odbyły?
- Tak.
- Jak wyglądały?
- Była urna, podchodziło się i wrzucało głos.
- Jaki był wynik? - zapytała redaktor Onika Molejnik.
- Sto procent na Konisława-Bromorowskiego! Najlepszy wynik w historii PR! - zakrzyknął radośnie poseł Niefan-Stesiołowski.
- Przepraszam, czego? PRL?
- Nie, PR. Polski Reklamowej.
- A frekwencja ile wynosiła?
- Dwadzieścia.
- Dwadzieścia procent?
- Nie, osób! Po co więcej? Przecież pani redaktor, wszyscy wiedzą, że Konisław-Bromorowski jest dobrym prezydentem. A jeśli ktoś tego nie wie, to znaczy, że jestem zaplutym karłem, pomiotem ksenofobii, zasrańcem pełnym agresji!
- A, panie pośle, ostatnie pytanie. Gdzie stała ta urna, do której wrzucano głosy na prezydenta?
- Pani redaktor... - zaśmiał się poseł Niefan-Stesiołowski. - A gdzie może stać urna? Oczywiście na cmentarzu!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Widząc ostatni wybryk Paligłupa (on nic nie słsyzał, ale księża potwornie zelżyli Bronia; świadków niet, ale to bez znaczenia, i tak były liczne, bestialskie naruszenia ciszy wyborczej), odbiegają mnie resztki odebranego ongiś wychowania. Z tego powodu POzwolę sobie wyrazioć jednomyślność z prezydentem (tym elektem) - Tak, ja też mam nadzieję, że "prezydent będzie gdzieś leciał samolotem, to się wszystko zmieni". I dlatego na cmentarzu. I dlatego amen.
Dycha zasłużona, jak mało która.
Amen

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#70072

jak zwykle.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#70085