Wizyta w muzeum, część 3

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Wnętrze Muzeum Porażek Polskich prezentowało się imponująco. Marmury, klinkiery, klimatyzacja. Napisy w wielu językach, przewodnicy. Muzeum można było zwiedzać jedynie w zorganizowanych grupach z przewodnikiem. Akurat dochodziła okrągła godzina, przewodnik już zwoływał chętnych do zwiedzania, zatem Łukaszek z dziadkiem i kuzynką z Warszawy wmieszali się w wielojęzyczny tłum.
- Witam państwa serdecznie w Muzeum Porażek Polskich - powiedziała pani przewodnik w czterech językach: po polsku, niemiecku, rosyjsku i angielsku. - Jest to poznańska filia, w Warszawie jest muzeum główne, o wiele większe i bogatsze od naszego. Ale my też mamy się czym pochwalić!
- Litości! - załamał się dziadek - Niech pani nie używa słowa "pochwalić się" we zestawieniu z polskimi porażkami!
- Pan da spokój - uśmiechnęła się pobłażliwie pani przewodnik. - Dużo zwiedzających na początku tak mówi, ale potem jednak widzą, że porażki to znaczna część polskiej historii! Co, mamy własną historię cenzurować, wycinać? Trzeba przełamywać tabu i mówić o pewnych rzeczach otwarcie! A taki temat nie jest niczym złym, na zachodzie podobne kwestie są już podejmowane od dawna, prawda? - zapytała zwiedzających. Jeden stary pan kiwnął głową i łamaną polszczyzną powiedziała:
- Aber ja, u nas w muzeum w Luegendorf często wystawiają wystawę o polnische poraszken. I ta wystawa jest bardzo popular.
Niemieckojęzyczna część zwiedzających zarechotała. Kuzynka z Warszawy poczerwieniała z gniewu.
Wystawa była olbrzymia. Rzeczywiście pokazywała duży przekrój polskiej historii.
Pierwsza część pod tytułem "Nie wstydźmy się naszej historii". Między innymi: biskup Stanisław ze Szczepanowa. Rozbicie dzielnicowe. Bitwa pod Warną 1444. Potop szwedzki - ale tylko pierwsza faza. Rządy Sasów. Liberum veto. Targowica. Rozbiory. Samosierra, włącznie z listą poległych. Powstanie listopadowe. Rzeź galicyjska. Powstanie styczniowe.
Druga część znajdowała się w następnym skrzydle budynku i nosiła hasło "Kury wam szczać prowadzać". Zaczynała się od Pierwszego Powstania Śląskiego. Drugiego i trzeciego nie było. Wyprawa na Kijów. Zabójstwo Narutowicza. Cytaty z Polskiego Sejmu. Ofiary zamachu majowego. Bereza Kartuska. Zatargi graniczne z Czechosłowacją.
Część trzecia nosiła niedokończone motto Bismarcka: "Dajcie Polakom rządzić...". I zaczynała się od ataku na radio Gliwice. Potem była szarża konna na czołgi. Zaleszczyki. Uciekający Niemcy w 1944 i 1945. Akcja "Wisła". Interwencja w Czechosłowacji w 1968. Panel zatytułowany "Za garść srebrników..." z wystawionymi zobowiązaniami współpracy z SB znanych osób (podano informacje co podpisujący zyskał - a to paszport, a to prawo jazdy).
Część czwarta, imienia Jana Tadeusza Grossa, nosiła tytuł wzięty z odezwy kongresmenów USA wzywających Polskę do zapłacenia odszkodowań wojennych Żydom (ostatnio nawet Fidżi zapłaciło gigantyczne odszkodowania za to, że w czasie drugiej wojny światowej nie ratowało Żydów). Getta ławkowe. Jedwabne. Pogrom kielecki. Transparenty kibiców na meczach.
Po przejściu tych wszystkich ekspozycji zagraniczna część wycieczki była przyjaźnie zaintrygowana. Nieliczni Polacy, w tym dziadek i kuzynka byli bardzo źli. Łukaszek nudził się i nic z tego nie rozumiał.
- Co to jest? Co to ma być? - denerwował się dziadek. - Pieniędzy na emerytury nie ma a kasa na takie coś to jest? Ile to kosztowało? Jaki to będzie mieć wpływ na młode pokolenia?
- Spokojnie, pieniądze dała Unia Europejska - poinformowała dziadka pani przewodnik.
- A nie można było zrobić muzeum z polskimi zwycięstwami?
- Nie, bo to byłby nacjonalizm i szowinizm - pouczyła pani przewodnik. - Poza tym Unia Europejska powiedziała w imieniu swoim i innych sponsorów, że albo muzeum porażek albo nic. No to co, lepiej tak niż żeby młodzież w ogóle nie uczyła się historii.
- Pani powiedziała: innych sponsorów...
- A tak, bo w ramach zacieśniania stosunków polsko-niemieckich część pieniędzy na to muzeum dał niemiecki Związek Przepędzonych. Dużo pieniędzy dali...

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Przypominają mi się stare opowiadania political fiction z lat 90-tych.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#983

Świetny tekst.
Czekam na ciąg dalszy.
Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#985