Wizyta w muzeum, część 2

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Zgodnie z planem spotkali się na mieście. Z jednej strony przyjechali Łukaszek z babcią i dziadkiem, z drugiej przyszła kuzynka z Warszawy. Spotkali się przy jednej z głównych ulic miasta, przed budynkiem, który w zamierzeniach miał być wielkim hotelem dla gości na Euro 2012 (które, jak pamiętamy, władze piłkarskie przeniosły w 2011 roku do Włoch). Hotel został więc w błyskawicznym tempie poddany przeróbkom i niedawno otwarty, a mieściło się w nim tajemnicze MPP.
- Ładnie tu u was w Poznaniu, tylko czemu tak trawniki niszczą? - kuzynka pokazała ekipę robotników masakrujących pas zieleni pomiędzy jezdniami.
- Y... To nie trawnik... - wybąkał dziadek.
- Przecież widzę.
- To znaczy... Bo był u nas premier Schetyna z gospodarską wizytą... Uczestniczyć w otwarciu nowego przejścia podziemnego... I żeby tak goło nie było, to... żyto wysiali...
- Prawie jak Gierek - zachichotała babcia.
- I teraz... Jak już pojechał to... trawę... - plątał się dziadek. Kuzynka przerwała mu machnięciem ręki i zapytała czy to już tu.
- Tu - powiedział dziadek i pokazał wielki budynek, z wielkim napisem, składającym się ze złotych liter przytwierdzonych do fasady z najlepszego, włoskiego marmuru. - Muzeum Porażek Polskich - odczytał napis.
- Ja chyba śnię - przeżegnała się kuzynka. - Co to za antychrysty to tutaj ustawiły?
- Z Warszawy - dziadek nie mógł sobie darować złośliwości. - przecież to filia tego co się u was wyrabia.
- To jakaś prowokacja! - uniosła się gniewem babcia. - Jak tak można? Czcić własne porażki? Czego my uczymy własne dzieci? A... - i wtedy wszyscy zdali sobie sprawę, że nie ma Łukaszka. Rozejrzeli się szybko i struchleli. Łukaszek stał na skraju dwupasmowej jezdni i najwyraźniej wypatrywał luki pomiędzy samochodami aby przebiec na drugą stronę. Nagle poczuł jak ktoś łapie go za kołnierz.
- Ha! tuś mi, huncwocie! - dyszał dziadek. - W ostatniej chwili cię złapałem! A dokąd to się wybieramy?
Łukaszek pokazał stojącą po drugiej stronie jezdni budkę z napisem "zapiekanki".
- No wiesz! - oburzyła się kuzynka. - My idziemy do muzeum, historię podziwiać, a tobie zapiekanki w głowie.
- Nudna jest ta wasza historia - skarżył się Łukaszek holowany za obie ręce do wejścia.
- Zobaczysz... Ciekawe rzeczy... o powstaniu... - sapał dziadek ciągnąc wnuka.
- Co to jest powstanie? - zapytał Łukaszek.
- Powstanie jest wtedy, gdy grupa niewinnych, prześladowanych ludzi buntuje się przeciwko wrogowi - wyjaśniła kuzynka.
- O! To jak my w szkole i nasza wychowawczyni! - skojarzył Łukaszek. - Ona jest okropna, naprawdę!
- Nie drzyj się tak, bo kombatantów przestraszysz - dziadek wskazał grupę staruszków wysiadających z dychawicznego Ikarusa na parkingu pod muzeum. Stało tam zresztą wiele innych aut, ale najwięcej było Mercedesów. Na rejestracjach niemieckich i rosyjskich.
- Kto to jest kombatant? - Łukaszek bezskutecznie próbował wyrwać się kuzynce, ale ta tylko zacieśniła uchwyt i wyjaśniła, że to ktoś, kto walczył całe życie.
- To jak pan Sitko! On walczy całe życie, tak mówi pani Sitko.
- Bzdura! - zdenerwował się dziadek. - Pan Sitko nie jest kombatantem, tylko, powiedzmy to sobie szczerze, żulem.
- A czym to się różni?
- Kombatant walczył z wrogiem, a pan Sitko walczy z nałogiem - objaśnił dziadek. Razem z kuzynką doholowali Łukaszka do wejścia i wtedy zorientowali się, że tym razem nie babci. Babcia stała na parkingu i oświadczyła, że jej noga w tym czymś nie postanie.
- PRL jaki był, taki był, ale wtedy zbudowanie czegoś takiego byłoby nie do pomyślenia - powiedziała babcia i trzęsąc się ze złości pokazała palcem budynek. - To obraża cały naród!
- Zabawne, jak komunista mówi o narodzie - powiedziała cicho kuzynka.
- To dokąd pójdziesz? - zaniepokoił się dziadek.
Babcia wyjaśniła, że przy wejściu, schowana za śmietnikiem była maleńka tabliczka z napisem "do muzeum polskich zwycięstw". I ona idzie zobaczyć tamto muzeum. I poszła.
- No dobrze, to my zwiedzimy to - powiedziała kuzynka zdecydowanym tonem i załapała Łukaszka za ramiona. - No młody człowieku, czas na odrobinę historii.
I weszli.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)