Szkoła, akcje wrześniowe

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

"Jesienią zawsze zaczyna się szkoła..." jak śpiewał pewien częstochowianin w piosence o Warszawie. W życiu Łukaszka, Grubego Maćka i innych szkoła zajmowała ważne miejsce w życiu... No, powiedzmy, że dość ważne. Co prawda w pierwszej piątce się nie mieściła (jedzenie, gry komputerowe, koledzy, piłka nożna, internet - kolejność dowolna, zależna od preferencji osobniczych). W pierwszej dziesiątce już tak - a to głównie z racji czasu, jaki pochłaniała. Uczęszczanie, nauka w domu, odrabianie lekcji. U dziewczynek te proporcje wyglądają troszeczkę inaczej (pierwsza piątka: koleżanki, internet, nauka, nauka, nauka - kolejność dowolna, zależna od preferencji osobniczych).
W każdym razie szkoła zajmowała ważne miejsce w życiu, a szkoła to nie tylko budynek, nie tylko nauka, ale też ludzie. A jeśli ludzie - to też sytuacje zachodzące pomiędzy nimi. Nie ma sensu przytaczać tutaj wszystkich, ale kilka wartych jest wspomnienia.
Polskiego w trzeciej a uczyła młoda polonistka, świeżo po studiach. Przyszła z głową nabitą opowieściami o rozwydrzonych bachorach przegryzających gardła. Tymczasem tu nic takiego nie miało miejsca. Trzecia a była senna, leniwa i oporna. W celu rozruszania dzieciaków polonistka popełniła jeden z największych błędów, mianowicie zaczęła zadawać pytania nie w temacie lekcji, pozwoliła uczniom na wykazanie się inwencją i przejęcie przez nich inicjatywy. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
- Czy czytacie w domu książki? - zapytała pani polonistka. Część dzieci odpowiedziała, że tak i pani wypytywała o szczegóły. A czy proza, a czy poezja? A jeśli poezja to kto? Nobliści? Szymborska, Miłosz? Okularnik z trzeciej ławki, czerwony jak burak, w krzyżowym ogniu pytań przyznał się do czytywania wierszy Miłosza.
- A czy możesz nam powiedzieć coś o Miłoszu? - drążyła pani polonistka hodując w sercu słodką nadzieję, że może oto trafiła na jakiegoś klasowego geniusza, romantyka, samotnika, przyszłego poetę... Okularnik z trzeciej ławki odciągnął palcem kołnierz swetra i wybąkał:
- Iwaszkiewicz go posuwał...
W klasie zapadła martwa cisza zakłócona jedynie stukotem opadającej szczęki pani polonistki.
- Coś ty powiedział?
- To nie ja, tak mówi mój ojciec! - okularnik z trzeciej ławki zaczął się gwałtownie wycofywać. Klasa eksplodowała pytaniami. Czy to prawda, kto to jest Iwaszkiewicz, kto to jest Miłosz, kto kogo i ile razy, czy to jest na youtube. I tak oto pani polonistka, narzekająca do tej pory na nudę stanęła przed zadaniem opanowania całoklasowego żywiołu dziecięcego. Mission impossible.
Podobna sytuacja zdarzyła się panu od historii. Lekcja dotyczyła starożytności i mitologii.
- Kultura grecka, zwłaszcza antyczna stworzyła podwaliny naszej kultury - pouczał pan od historii chodząc po klasie. - Dzięki jej uniwersalizmowi wiele rzeczy, które powstało wtedy jest aktualnych i dziś. Sztuka, kultura. Nie można dzisiaj funkcjonować w społeczeństwie nie znając na przykład greckiej mitologii!
Klasa siedziała wystraszona wstrzymując oddechy. Łukaszek pomyślał o panu Sitko, który na pewno nie znał greckiej mitologii, ba, pewnie nawet w ogóle Grecji nie znał, a jednak świetnie funkcjonował w społeczeństwie.
- Mitologie grecka i rzymska są do siebie podobne, na przykład w mitologii greckiej bogini zwycięstwa nazywa się Nike, a w mitologii rzymskiej... - pan od historii zawiesił głos. Niestety, nikt jakoś nie kwapił się dokończyć i pan od historii zaczynał marszczyć brew, więc Gruby Maciek postanowił wszystkich uratować i wypalił:
- Adidas!
Pan od historii załamał się i opadł na krzesło, co skrzętnie wykorzystali uczniowie. Zarzucili go innymi nazwami rzymskiej bogini zwycięstwa pochodzącymi od marek odzieżowych, potem ponad zwykły gwar wzbił się krzyk:
- A twój stary ma adidasa! - i kilku uczniów zaczęło się bić. Na szczęście pan od historii szybko oprzytomniał i zarządził kartkówkę.
Natomiast na angielskim dziwna przygoda spotkała Łukaszka. Zajęcia mieli a nowym nauczycielem, który dał się już poznać podczas awantury w sprawie munudrków. Pan od angielskiego miał dość liberalne podejście do angielskiego w piśmie, natomiast był bardzo surowy, jeśli chodziło o kwestię wymowy. Nieraz zdarzało się, że brał takiego delikwenta do tablicy, kazał mu mówić, korygował postawę, modelował (ręcznie) ułożenie klatki piersiowej, szyi, szczęki. Co ciekawe, zajmował się tak wyłącznie chłopcami. Dziewczynki mogły odpowiadać z ławki.
Podczas którejś lekcji Łukaszkowi spadł piórnik.
- Fak, szit, madafaka!
- No wiesz co, Hiobowski! - obruszył się pan od angielskiego, ale Łukaszek go nie słuchał. Wlazł pod ławkę wypinając się w stronę pana od angielskiego, podniósł piórnik i usiadł z powrotem na swoim miejscu. - Y... E... Hmm... Masz piątkę.
Klasę zamurowało.
- Za wymowę! - powiedział pan od angielskiego. - Tylko musimy popracować nad twoim hm... akcentem. Umówimy się na korepetycje u mnie w domu, dobrze?
W odpowiedzi zabrzmiał dzwonek i trzecia a podejrzanie szybko opuściła klasę. Pan od angielskiego udał się do pokoju nauczycielskiego, gdzie zaczepił go dyrektor.
- Panie kolego... Jest taka delikatna sprawa... Bo uczniowie mawiają, że jeden z nauczycieli jest chyba pedofilem...
- No wie pan - pan od angielskiego otworzył szeroko oczy. - Pierwszy bym wiedział.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

choć mogłam się dziś pośmiać, dzięki Tobie.

Pozdro.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#5438