Sprawa życia lub śmieci

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Sport

Ktoś dobijał się do drzwi mieszkania Hiobowskich, długo, gwałtowni i rozpaczliwie. Dzwonek, łupnięcie w drzwi.
- Otwórzcie! wiem, że tam jesteście! Otwórzcie! - darł się jakiś głos na klatce schodowej.
- Grr wrr hrr - zazgrzytał protezą zębową dziadek Łukaszka i poszedł otworzyć.
Za drzwiami stała młoda sąsiadka, zaczerwieniona, potargana, spłakana.
- Napadli panią?! - wystraszył się dziadek Łukaszka.
- To kwestia życia lub śmieci! - wykrzyknęła sąsiadka. - Musicie, błagam was, musicie pożyczyć mi wagę!!
Dziadka zatkało.
- Wagę? - spytał ostrożnie.
- Tak, taką łazienkową, do ważenia się!
Dziadek ostrożnie wycofał się wgłąb mieszkania i został przydybany przez babcię Łukaszka.
- Po co ci ta waga, dla kogo, kiedy, jak i z kim? - spytała szybko babcia.
- Sąsiadka potrzebuje - wyjaśnił sucho dziadek. - Twierdzi, że to kwestia życia lub śmierci, czy jakoś tak...
- Powiedz, że ma oddać za piętnaście minut - szepnęła babcia.
- Dlaczego? Potrzebujesz?
- Nie, ale inaczej nie odda. Ja wiem jacy ludzie są...
Dziadek wzruszył ramionami, ale okazało się, że to babcia jednak miałą rację. Bo kwadrans minął, a sąsiadka wagi nie odniosła.
- Ach, ci ludzie dzisiaj...! - babcia Łukaszka wzniosła oczy ku sufitowi. - Wiedziałam, że nie odda. Idę do niej.
- Idę z tobą - dziadek przeczuwał, że stanie się coś złego, jeśli nie zainterweniuje.
I poszli do mieszkania sąsiadki. Zadzwonili do drzwi, a sąsiadka otworzyła im w skąpym kostiumie kąpielowym. Bardzo skąpym.
- Mmmm... - rzekł dziadek i zapatrzył się na kostium. Babcia Łukaszka za to wprawnym okiem wypatrzyła siedzących w pokoju trzech panów i ustawioną na dywanie wagę łazienkową. Jej wagę.
- Rozpusta!!! Striptizerka!!! - krzyknęła babcia Łukaszka. - I na dodatek sprofanowała naszą wagę! Już nigdy nie będę się na niej ważyć!!!
Sąsiadka wciągnęła babcię i dziadka do mieszkania.
- To nie tak jak państwo myślą - tłumaczyła się. - Ja obliczam swoje BMI! Ci panowie to komisja śmieciowa! Minęło przecież pięć lat od wejścia w życia ustawy śmieciowej i teraz oni chodzą i weryfikują deklaracje śmieciowe. Sprawdzają moje BMI, ilość butelek w barku, kubaturę lodówki, miesięczne zużycie wody i tak dalej...
- Tak, byli i u nas - przypomniała sobie babcia. - Ale przyszedł tylko jeden i zajęło mu to dziesięć minut...
- A czy państwo sortujecie śmieci?
- Tak, w wersji basic.
- A ja mam wykupiony wariant extreme - i sąsiadka pokazała rząd woreczków stojących na stelażu w kuchni. Karton, drewno, gruz, folia, plastik, złom i metal, odpady niebezpieczne, odpady zmieszane komunalne, szkło białe, szkło kolorowe, odpady bio, odpady tłuste, odpady słone, elektroodpady, i tak dalej...
- Dzięki temu oszczędzam pół euro na miesiąc w stosunku do wersji basic - pochwaliła się sąsiadka.
- Długo to nie potrwa - rozległ się głos od drzwi. Stała tam mama Łukaszka. - Szukałam was - powiedziała do babci i dziadek. Sąsiadce zaś rzekła:
- Nie wiem czy pani wie, ale "Wiodący Tytuł Prasowy" podał dziś, że szef rządu rozważa wycofanie się z ustawy śmieciowej... Opozycja narobiła straszliwego bałaganu ze śmieciami, a oni teraz muszą to wszystko odkręcać. Chodźcie juz do domu - powiedziała do babci i dziadka. - Zaczyna się obowiązkowy seans filmowy...
W telewizji nadawano bowiem film "Rewolucja francuska" Lud szturmujący Bastylię domagał się kontenera na śmieci dla każdego, lepszego dostępu do informacji jak sortować śmieci oraz specjalnych worków na zgilotynowane głowy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów