Noworoczny konflikt

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Noworoczny dzień zaczął się późno, powoli i niewyraźnie. Zamiast obiadu było śniadanie i w ogóle wszystko było jakieś takie poprzesuwane albo opóźnione w czasie. Siostra Łukaszka wstała ostatnia, złapała się za brzuch i popędziła do łazienki, skąd dobiegły odgłosy wymiotowania.
- Tak się kończą romantyczne randki dzisiejszej młodzieży - burknął dziadek Łukaszka, który razem z babcią grał w kuchni w scrabble. Mama Łukaszka wyskoczyła na chwilę do kiosku w markecie. Oczywiście był otwarty, ale gazety miał wczorajsze.
- Zesżłoroczne - zażartował sprzedawca. Mama Łukaszka zignorowała zaczepkę. Kupiła stare wydanie "Wiodącego Tytułu Prasowego", bo nie mogła wytrzymać nawet jednego dnia bez nabywania swojej ulubionej lektury. Kiedy wychodziła z marketu zaczepił ją pan Sitko, który zbierał na wino. Mama Łukaszka, przygnębiona tym, że nie było świeżej gazety, wyciągnęła z kieszeni półeurówkę i wrzuciła w dłoń pana Sitko.
W tym momencie pojawił się znikąd jakiś starszy pan, który rzucił się na pana Sitko, a właściwie na jego dłoń. Pan Sitko zdążył jednak zacisnąć pięść więc intruz uczepił się jedynie jego rękawa.
- Dawaj! - krzyczał. - To moje! Należy mi się!
- Co pan, fiskus jesteś? - pan Sitko z wysiłkiem wyrwał mu rękę. Odepchnięty napastnik poleciał do tyłu na chodnik. Spojrzał z nienawiścią na pana Sitko i zaczął krzyczeć:
- Należy mi się! Nikogo tak nie prześladowano jak mnie! - podniosł się na łokciach i rzucił panu sitko w twarz:
- Moja rodzina holokaust przeżyła!
- A ja - rzekł z godnością pan Sitko (urodzony po wojnie) i demonstracyjnie wsunął monetę do kieszeni spodni. - Ja nie przeżyłem holokaustu!
Zapadła cisza. Mama Łukaszka zerknęła odruchowo do "Wiodącego Tytułu Prasowego" w poszukiwaniu wskazówek, po czym przypomniała sobie, że to wczorajsza gazeta. Więc dyskretnie wycofała się do domu. W windzie jeszcze raz przejrzała znane już artykuły. Poruszały głownie jeden temat. Konflikt Izraela i Palestyny.
W domu dziadek i babcia nie chcieli o nim rozmawiać.
- Oni bronią swojego terytorium! - przejmowała się mama Łukaszka losem nacierającego Izraela.
- Jakiego swojego? - uśmiechnęł się ironicznie dziadek. - Przeflancowali ich tam po wojnie...
- Co, nie mają prawa do własnego kraju?! - krzyknęła mama Łukaszka zraniona głęboko.
- Mają gazety, telewizje i banki, po co im jeszcze państwo? - rzekł złośliwie dziadek odkrawając widelcem porcję karpia po żydowsku.
- Mają prawo - pokiwała głową babcia. - Prawo narodów do samostanowienia... - urwała, bo dziadek dziabnął ją widelcem w dłoń i zagroził, żeby nie cytowała Lenina, bo inaczej wystawi jej legitymację PZPR-u na Allegro.
- Więc Żydzi i Arabowie muszą razem pokojowo współegzystować! - rzekła w uniesieniu mama Łukaszka.
- Nie muszą - dziadek zaproponował, żeby ci pierwsi spadali z Bliskiego Wschodu.
- Dokąd? - osłupiała mama Łukaszka. - Wszystkie miejsca już zajęte.
- E tam, nie wszystkie - uspokoiła ją babcia. - Jakiś południowy skrawek Chile... albo jakaś rosyjska wyspa na Dalekiej Północy. Ostatecznie może być jakiś kawałek Sahary, że było blisko.
- I co, kto im to da? - spytała mama z powątpiewaniem.
- Kto mówi o dawaniu? - dziadek osiągnął Appalachy złośliwości. - Niech kupią! Stać ich!
- Co za antysemityzm! - wybuchnęła mama Łukaszka. - Zwierzęcy! Faszystowski! - wyszła z kuchni ścigana przez chichot babci:
- Alaskę niech se odkupią!
Łazienka nadal była zajęta przez siostrę Łukaszka. W dużym pokoju Łukaszek i tata oglądali telewizję. Akurat na ekranie rozmawiało dwóch panów.

- Pozwoliliśmy wam u nas zamieszkać i co?
- Co co?
- Nie udawajcie niewiniątek! Na początku byliście tylko w jednej osadzie a teraz zabieracie miasto za miastem, krainę za krainą!
- Obcym, innowiercom je zabieramy!
- Nam też! Łupicie nas, mordujecie, palicie, grabicie! Baczcie by się miarka nie przebrała!
- Grozicie nam? Cały świat za nami! Niech no się dowiedzą, że wy z tamtymi trzymacie, że wy ich popieracie! Może wy tacy sami jak oni?
- Ale gdzie tam! Ale wam się nie da tego przetłumaczyć! Zbroicie się tylko, na spokojnych ludzi napadacie...
- Ładni mi spokojni ludzie! Jeden to potrafi ubić kilkunastu naszych siebie poświęcając...
- Trwa to już tyle lat, a to wszystko przez was! Przyleźliście tu na tą ziemię i jako wrzód tu siedzicie, a ona jęczy pod waszym panowaniem i krwią spływa!
- Tego już za wiele! Wy nas zabijacie po troszeczku, to my was zabijemy wszystkich od razu! Gotujcie się na walną bitwę!

Mama Łukaszka spojrzała na pierwszą stronę trzymanego w rękach "Wiodącego Tytułu Prasowego". Na pierwszej stronie pysznił się nagłówek "Przygotowania do szturmu generalnego".
- To jakaś debata o konflikcie izraelsko-palestyńskim? - zapytała.
- Nie, "Krzyżaków" powtarzają - powiedział tata Łukaszka i się skrzywił. - Cholerne reklamy.
Przełączył na inny kanał. Pan o czarnych, kręconych włosach krzyczał:
- Zwyciężymy! Pozabijamy wszystkich złych terrorystów! No, przy okazji zginie trochę niewinnych, ale będzie wreszcie spokój! Tylko my wam to zapewnimy! Wybory już wkrótce! Głosujcie na nas!!!
Tata przełączył na inny kanał. Śniady pan, z brodą w turbanie, otoczony szczelnie kobietami, mówił do kamery:
- ...to my wygramy, zepchniemy ich do morza, oczywiście, że się nie poddamy... - rozległ się świst, pan szybko przykucnął i schował się za kobietami. Wyjrzał zza nich gdy ucichło i kontynuował:
- Dziękujemy wszystkim za poparcie. Jest dla nas bardzo ważne w walce z tymi rzeźnikami. W ramach wdzięczności, zamiast palić i rabować wasze ambasady będziemy je w tym roku tylko palić! - wzruszył się i otarł łzę, po czym wywalił w powietrze krótką serię z kałasznikowa. - Przysięgam wam na głowy moich dzieci! - rozejrzał się wokoło. - Mohammed! Gdzie są głowy moich dzieci?!
- Już podaję! - odezwał się głos spoza kadru.
Tata Łukaszka błyskawicznie wyłączył telewizor. Był bardzo blady.
- O co chodzi z tymi głowami? - dopytywał się Łukaszek.
- No... Tego... E... - i mama Łukaszka uciekła się do najprostszego środka ratunkowego czyli ponownie włączyła telewizor. Ale na inny kanał.
- O! Skoki narciarskie! - ucieszył się Łukaszek. - E... Już koniec... Dają wyniki! Hurra! Małysz wszedł do pierwszej pięćdziesiątki! A Mateja się nie zabił!
I na chwilę w domu Hiobowskich zapanowało wielkie szczęście.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... włączenie tępowizora i wspólne oglądanie Małysza. Brak tylko narąbanego prezia Kwacha.
Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#10303