Nie ma złych pytań, a złych odpowiedzi tym bardziej

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Już od dłuższego czasu w bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, działo się coś dziwnego. Jakieś potajemne rozmowy, szepty, uśmieszki. Wreszcie gruchnęła wiadomość - grupa mieszkańców wzięła udział w teleturnieju! Nadal jednak nie było wiadomo kto to był, jaki to był teleturniej - i przede wszystkim - czy wygrali. Wreszcie poszła od drzwi do drzwi informacji, aby oglądać niedzielne wydanie teleturnieju "Społeczne podziały". Program polegał na tym, że o zwycięstwo walczyli przedstawiciele społeczeństwa podzielonego według pewnego kryterium. Wysocy kontra niscy. Kobiety kontra mężczyźni. Kierowcy kontra piesi. Geje kontra homofobi. Pożyteczni idioci kontra ludzie myślący (idioci wygrali miażdżącą przewagą). Żydzi kontra antysemici (na to wydanie zmieniono reguły, bo Żydów przyszło tylko dwóch - więcej się nie znalazło). Myśliwi kontra miłośnicy bobrów. Młodzi wykształceni z wielkich miast kontra ludzie mający stałą umowę o pracę. Zwolennicy wsi kontra zwolennicy miast. Zwolennicy teorii spiskowej katastrofy w Smoleńsku kontra zwolennicy bezwarunkowych dobrych stosunków z Rosją. I tak dalej...
Kiedy Hiobowscy zasiedli przed telewizor i nadszedł czas emisji okazało się, że zmierzą się ze sobą mieszkańcy bloków i mieszkańcy willi. Mieszkańcy bloków w całości pochodzili z bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, a ich pięcioosobową ekipę zamykał...
- Ja chyba śnię! - zawołała babcia Łukaszka. - Pan Sitko!!
- Co on tam robi? - spytała mama Łukaszka. - Przecież trzeba mieć jakąś wiedzę, żeby startować w teleturnieju. A on nic tylko pije wino pod sklepem!
- Witam wszystkich i na początek tradycyjny dowcip - powiedział prowadzący. - Przychodzi baba do lekarza i mówi: Co za lekarstwo mi pan ostatnio przepisał? Zamiast polepszyć to mi się pogorszyło! Składam reklamację! A lekarz na to: reklamację? Na jakiej podstawie? Ma pani paragon?
Z głośników telewizora gruchnął śmiech. Jednocześnie na ekranie pojawiła się siedząca w słupieniu publiczność. Nikt nie klaskał, ani się nie śmiał. Prowadzący rozpoczął rywalizację. Zawodnicy to z jednej to z drugiej drużyny usiłowali odgadnąć odpowiedzi na zadane pytanie. Odpowiedzi były ukryte na tablicy, zadano je wcześniej stu planowo wybranym osobom.
Rywalizacja "bloki" kontra "wille" była bardzo zacięta. Niestety, trzeba przyznać, że pan Sitko był raczej ciężarem dla swojej drużyny. Jego odpowiedzi były krótkie, głośne, nerwowe i nieprawidłowe. Tym bardziej więc dziwiła decyzja pani kapitan drużyny "bloków". Kiedy "blokom" udało się ostatecznie wejść do finału, powiedziała:
- W finale zagrają następujące osoby: ja i pan Sitko!
- O rany! - jęknęli załamani Hiobowscy. - Przegrają jak nic!
- No to pani pierwsza, a pana zapraszamy do naszego kącika muzycznego... - poprosił prowadzący. Pan Sitko krokiem defiladowym żołnierza Korei Północnej wymaszerował z kadru.
- Czytam pytania, ma pani ich pięć. Gotowa?
- Tak!!! Jeszcze cztery,
- To było pytanie kontrolne - zmitygował ją prowadzący. - Uwaga, czytam pierwsze pytanie. Kolor w kartach?
- Karo.
- Atrybut mszy?
- Ee... Ksiądz...
- Co pijemy do obiadu?
- Kompot.
- Idealny prezent dla znajomej?
- Kwiaty.
- Z czego można zrobić ocet?
- Ze spirytusu.
Na tablicy zamigotały odpowiedzi. Pani kapitan uzyskała jedynie siedemdziesiąt sześć punktów z potrzebnych dwustu.
- No to pozamiatane - tata Łukaszka odchylił się w fotelu. Nie ma szans, żeby pan Sitko zdobył sto dwadzieścia cztery punkty!
- A teraz zapraszam drugiego finalistę! - zawołał prowadzący. Pan Sitko wmaszerował w kadr w słuchawkach na głowie ciągnąc za sobą urwany kabel. Nastąpiło krótkie zamieszanie i po paru chwilach pan Sitko stał obok prowadzącego gotowy do finału. Był bardzo blady, nie mrugał i nie oddychał.
- Z uwagi na to, ze odpowiada pan jako drugi, ma pan więcej czasu. Ten dźwięk...
BRZDĘK!
- ...sygnalizuje, że taka odpowiedź już była i trzeba dać inną. Zaczynamy. Kolor w kartach?
Pan Sitko wytrzeszczył jeszcze bardziej oczy i dał pierwszą odpowiedź, która mu przyszła do głowy.
- Wino!!
- Atrybut mszy?
- Wino!!
- Co pijemy do obiadu?
- Wino!!
- Idealny prezent dla znajomej?
- Wino!!
- Z czego można zrobić ocet?
- Wino!!
No i pan Sitko ustukał sto trzydzieści dwa punkty. "Bloki " wygrały finał. Z sufitu posypał się deszcz konfetti na uradowanych uczestników, zagrały fanfary, a prowadzący zapytał stojącego obok niego zawodnika:
- Co pan kupi za swoją część wygranej?
Pan Sitko nerwowo przełknął ślinę i odparł:
- Wino!!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

genialne :)))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#125742

Dziękuję :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#125889