Excalibur Borubar

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Trzecia a radośnie biegała po szkolnym boisku. Była duża przerwa. Młoda pani od polskiego stała przy płocie zawinięta w ciepły płaszcz i cierpiała z zimna. Wyganianie dzieci na dużej przerwie na dwór miało jednak swoją zaletę - po powrocie do ciepłych klas robiły się senne i był spokój. Ale to zimno...
- Jak ludzie mogą to wytrzymywać? - pomyślała młoda pani od polskiego. Na chodniku robotnicy naprawiali gazociąg. Ale oni ruszali się i było im ciepło. A za płotem szkoły stał jakiś facet. Objął sztachety dłońmi i łakomym wzrokiem wpatrywał się w szkołę.
- Jest bez rękawiczek i bez czapki - zauważyła ze zdumieniem młoda pani od polskiego. Ale dalszy tok jej rozmyślań został zakłócony przez nadjeżdżający radiowóz. Zatrzymał się tuż przed szkołą i wysiadło z niego dwóch policjantów. Naprzeciw nim wybiegł pan dyrektor w otoczeniu kilku nauczycielek. Wiedziona instynktem młoda pani od polskiego podążyła za nimi. Wiedziona instynktem grupa uczniów podążyła za nią.
- ...alarm! - gorączkował się pan dyrektor. - Zadzwonił jakiś facet i powiedział, że...
- Jest bomba? - domyślił się pierwszy policjant.
- Nie bomba tylko rakiety! - wypalił pan dyrektor.
Za słupkiem ogrodzenia siedział skulony reporter dziennika "To, co jest" i robił zdjęcia. W notatniku miał już zapisany tytuł artykułu: "Boże, oni mogli umrzeć!!! Wszyscy umrą!!!".
- Panowie, ja mam odpowiedzialność - błagał pan dyrektor. - Róbcie jakąś ewakuację czy coś! Tylko dyskretnie, żeby paniki nie wywołać!
- Nigdzie nie idziemy - wtrącił się stanowczo Łukaszek.
- Chcemy zobaczyć te rakiety - zadudnił Gruby Maciek.
- Mój stary twierdzi, że mamy takie prawo - uzupełnił okularnik z trzeciej ławki.
- Jakie prawo... Co? Co to za jedni?
- To trzecia a, panie dyrektorze.
- Słyszałem już o tej klasie - powiedział groźnie pan dyrektor.
- Wy urwisy - powiedziała pani pedagog i chwyciła nos okularnika pomiędzy dwa upierścienione palce i przekręciła do oporu. Okularnik pisnął przeraźliwie.
- No chłopcze, mama nie nauczyła cię higieny? Że się nos wyciera? - pani pedagog puściła nos okularnika i popatrzyła z niesmakiem na swoje palce. Wytarła je w kurtkę okularnika zostawiając na niej krwawo-smarkowe ślady.
- Do rzeczy proszę państwa - powiedział drugi policjant. - Może to był uczeń, który robił sobie jaja? Albo chciał uniknąć kartkówki?
- O nie, to był zdecydowanie męski głos - rzekł pan dyrektor. - I to taki starszy. I jakby z obcym akcentem.
- A co mówił?
- Wie pan, ja już zaliczyłem kilka alarmów bombowych, takich, co to uczniowie dzwonią przed sprawdzianem. Ten był zupełnie inny. Ten facet powiedział, że u nas są rakiety. Z Iranu.
- Z Iranu? Chyba z uranu - chciał zabłysnąć wiedzą pierwszy policjant.
- Iran... To taki kraj... Pamięta pan zapewne ze szkoły... - powiedziała z błyskiem w oku pani od geografii.
- Iran, stolica Teheran, państwo na Bliskim Wschodzie, ustrój... - zaczęła z szybkością Teleekspresu dziewczynka, która zazwyczaj odzywała się jako pierwsza.
- Dziecko drogie, nie bądź taka Wikipedia. I nie wtrącaj się jak dorośli rozmawiają - upomniała ją serdecznie pani pedagog, po czym wsunęła swój palec z długim tipsem w kolczyk dziewczynki i podniosła go w górę o jakieś kilkanaście centymetrów.
- Ale co ten facet powiedział?! - drugi policjant zaczął tracić cierpliwość.
- Powiedział, że mamy w szkole rakiety z Iranu. I mamy jak najszybciej opuścić szkołę.
- Teraz pan mi to mówi?!!
- Bo wie pan co, on powiedział potem, że w szkole ma zostać tylko Hamas.
- To taki kraj, w Ameryce Środkowej - wtrącił się pierwszy policjant.
- Nie Hamas, a Honduras... - pani od geografii uśmiechała się niczym kot na widok myszy.
- Cisza!!! - rozdarł się Gruby Maciek.
- Dziękuję ci chłopcze - westchnął drugi policjant. - Byłby z ciebie świetny policjant. No więc czy dowiemy się w końcu co ten facet powiedział?
- Zadzwonił i powiedział, że w szkole są rakiety z Iranu. I wszyscy mają opuścić szkołę. Ma zostać tylko Hamas. A za kwadrans szkołę zbombarduje izraelskie lotnictwo.
- Wariat jakiś - powiedział pierwszy policjant i wszyscy się z nim zgodzili, nawet pani od geografii.
- Żaden wariat! - rozległo się koło nich. To był facet spod ogrodzenia, który niespodziewanie do nich podszedł. - To ja dzwoniłem!
- Złamał pan prawo - powiedział drugi policjant.
- A czy pan wie, że Hamas zabija niewinnych? Dzieci też? Co pan, pan popierasz Hamas? Morderców? Ty morderco!
- Dokumenty poproszę - drugi policjant zachował spokój. - Pan jest dziennikarzem i robi takie dowcipy telefoniczne?
- To nie dowcip. Chciałem ostrzec niewinnych, żeby precyzyjnie wyeliminować Hamas i tylko Hamas.
- Pan da spokój z tym Hamasem panie... Excalibur Borubar - przeczytał z wysiłkiem funkcjonariusz. - Co pan tu w ogóle robi?
- Patroluję strefę gazu! - pan Excalibur Borubar wskazał robotników naprawiających gazociąg.
- Chyba Gazy. Taki kraj palestyński... - poprawiła odruchowo pani od geografii i dostała od niego w twarz.
- Co pan, kobietę pan bije? - pierwszy policjant, niepomny reprymend od pani od geografii zasłonił ją własnym ciałem.
- Nie kraj i nie palestyński!!! - pan Excalibur Borubar pociągnął mu z tzw. bańki i policjant upadł krwawiąc obficie z nosa. Agresor kopnął go parę razy w brzuch, zanim z trudem go odciągnięto. Wyrywał się i krzyczał:
- Antysemici! Faszyści!
Wybuchła straszna awantura. Przyjechał zastępca komendanta policji i ambulans. Karetka zabrała do szpitala pana Excalibura Borubara, który miał otarty naskórek na małym palcu u lewej ręki i od zbyt energicznego kopania zszedł mu paznokieć na jednym z palców u stopy. Pani od geografii, która doznała wstrząśnienia mózgu i pierwszy policjant, który miał złamany nos i pęknięte dwa żebra musieli poczekać na następną karetkę.
- Jak mogliście napaść brutalnie na spokojnego dziennikarza! - krzyczał zastępca komendanta policji i dodał, że całą trójkę oskarżą o pobicie.
- Pan chyba żartuje - powiedziała słabo pani od geografii.
- Halo, proszę pana! - krzyknęła młoda pani od polskiego. - Przecież pan jest z prasy, prawda?! Niech pan coś powie, przecież widział pan wszystko!
Reporter z "To, co jest", kiedy zorientował się, że mówią o nim, pisnął i uciekł.
Wtedy do akcji wkroczył Łukaszek.
- Nie martwcie się - powiedział do zrozpaczonej pani od geografii i obu załamanych policjantów. - Gruby Maciek sfilmował to wszystko komórką.
- Wybawco!!! - drugi policjant z radości rzucił się na kolana przed Łukaszkiem.
Niestety, Gruby Maciek to też sfilmował.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

:)

Wiemy dobrze kto się kryje pod inicjałami EB. :)

:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#11042

Pańskie teksty są doskonałe.
To tyle.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#11044