Ballada o skradzionym rowerze, część 3, ostatnia

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Młody Sitko siedział na komisariacie i nadal nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
- Mój ojciec tu przyjechał??? Przecież kiedy wychodziłem z domu, to on tam jeszcze był!
- Przyjechał taksówką, więc pana wyprzedził - tłumaczył dyżurny.
- Mój ojciec taksówką??? - młody Sitko nadal nie mógł w to uwierzyć. - I jeszcze przywiózł sprawcę kradzieży mojego roweru??? Kiedy on go złapał??? Jak???
- Niech pan pyta ojca - i dyżurny zaprowadził go do pokoju, w którym siedzieli oficer śledczy, pan Sitko i przywieziony przez niego sprawca. młody Sitko spojrzał na sprawcę i osłupiał. Znal go dobrze. Był to niejaki pan Miecio, kompan od butelki pana Sitko (celowo piszę nie "od kieliszka", tylko "od butelki", bo panowie się hańbili używaniem kieliszków). Pan Miecio miał ksywę "taktak", a wzięła się ona stąd, że pan Miecio nigdy nikomu nie odmawiał i zawsze we wszystkim się zgadzał. Rozgarnięty też specjalnie nie był. Na wsi robiłby za wioskowego głupka. No, ale to było miasto.
- Panie Mieciu! - zdumiał się młody Sitko. - To pan???
- Tak, tak - potwierdził pan Miecio.
- To pan mi ukradł rower???
- No przecież się przyznał! - krzyknął pan Sitko.
- Tak, tak! - pośpiesznie potwierdził sprawca.
- Jak ty żeś go złapał?
- Bardzo prosto! Zaraz po twoim wyjściu pan Miecio przyszedł do nas i się przyznał!
- Tak, tak!
Zapadła cisza.
- Jak to, tak? Tak po prostu? - pytał podejrzliwie młody Sitko.
- Tak, tak!
- Panie Mieciu, nie pana pytam! Ale już tak przy okazji, jak pan to zrobił?
- Wziąłem i zabrałem...
- A gdzie jest mój rower?!
- Przywieźliśmy go ze sobą - oznajmił pan Sitko i wskazał leżącą na biurku oficer reklamówkę foliową. Oficer bez słowa wysypał jej zawartość na blat. Był w niej tylko kłębek drutu.
- To wszystko, co zostało z twojego roweru - oznajmił pan Sitko.
- Tak, tak! - potwierdził pospiesznie pan Miecio.
- Jak to, tylko tyle? - młody Sitko był zdruzgotany. - Jak to się stało?
- Jechałem nim i pukłem o krawężnik - wyznał sprawca.
- A potem dachował nim czternaście razy - dorzucił oficer.
- Skąd pan to wie? - zapytał go młody Sitko.
- Od niego - oficer wskazał pana Sitko.
- A ja od niego - pan Sitko pokazał pana Miecia.
- A ja od niego - pan Miecio pokazał oficera.
Młody Sitko zacisnął z rozpaczą oczy.
- Dlaczego ten rower jest tak zmasakrowany? - zwrócił się z pytaniem do oficera.
- Mówi, że wiózł brata na ramie...
- Tak, tak!
- Przecież ten rower nie miał ramy!
- E... Tego... No... Brat patrzył z boku! Był świadkiem! - powiedział pan Sitko.
- No dobrze, ale co z tym rowerem? Czemu tak potwornie zniszczony? - nalegał młody Sitko.
- Przecież ustaliliśmy - wtrącił się oficer. - Dlatego, że brat sprawcy patrzył z boku.
- Przecież pan Miecio nie ma brata... - przypomniał sobie młody Sitko. - To jest kpina! To jest skandal! Przecież on łże! Każde jego słowo jest kłamstwem! Nie wierzę panu Mieciowi za grosz! Jego wiarygodność jest zerowa! To na pewno jest jaki spisek!
Pan Sitko z pobłażaniem się uśmiechał i patrząc na oficera rysował kółka na czole.
- Dobrze, to ja już powiem - wyznał niespodziewanie pan Miecio cichym głosem. - Chłopcze, to twój ojciec maczał palce w zniknięciu twojego roweru. Ja dowodów nie mam, ale to najpewniej on oprowadził go do skupu złomu, sprzedał i przepił. Zapłacił mi, żebym się przyznał i wziął winę na siebie...
- Acha!!! - triumfował młody Sitko. - Od początku to podejrzewałem!!! Widzicie?! Pan Miecio ma rację!!! I co ty na to?!
- Noc - odparł beztrosko pan Sitko. - Sam powiedziałeś, że nie wierzysz panu Mieciowi i że jego wiarygodność jest zerowa. Więc czemu nagle mielibyśmy zacząć mu wierzyć? Czemu nagle ta koncepcja miałaby być prawdziwa spośród tysiąca innych, fałszywych?
Młody Sitko stał i usiłował pozbierać myśli.
- No, to to by było na tyle - rzekł z zadowoleniem pan Sitko. Zebrali resztki roweru do siatki. Oficer z zadowoleniem zamknął śledztwo. Pan Miecio - co ciekawe - również był zadowolony.
Tylko młody Sitko był niepocieszony i nie mógł się pozbyć przykrego uczucia, że został zrobiony w konia.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Maczał brudne paluchy w zniknieciu roweru.
Jak przewidywałem:sprzedał i przepił razem z Mieciem "tak,tak"
Ale jedno jest w tej opowieści Marcina nieprawdopodobne...
że młody Sitko odzyskał częsci!!!
Nawet mu zapakowali do reklamówki!!
Przesadziłes Marcinie...przesadziłeś.
Gdyby mu umyli,nawoskowali i obiecali,ze jak zakończą śledztwo,to oddadzą...wtedy bym to zrozumiał.
Niepoprawny optymizm wyglądnął z spod klawiatury Brixena.
PS.Też odpowiedziałem na odpowiedź :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#247817

No tak, resztki "roweru" odzyskał... A zatem pełen sukces i zdany egzamin...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#248104

...zdany egzamin na kartę rowerową.
:-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#248110

Trzymajmy się faktów . Miecio jest notorycznym kłamczuchem. Kłamał , że ukradł. Kłamał. że ukradł  Sitko.  Po za tym zastanawia imię kierowcy roweru Miecio .  Nie  to  Bolek. Stąd szybkie umorzenie sprawy. Sąd był jeszcze szybszy.

Dziękuję za opowiadanie.Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#248119

Proszę bardzo, pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#248472