Akcje październikowe w klasie piątej

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Jeśli ktoś myśli, że szkoła ma tylko i wyłącznie uczyć, to jest w błędzie. Nie można cały czas nieść kaganka oświaty bo ręka omdleje, atmosfera stanie się zbyt gorąca, a i brwi komuś osmalić można. W związku z czym w szkołach często odbywały się najróżniejsze apele, akademie, wystawy, eventy i spotkania.
Na początku października do szkoły zawitała bardzo popularna piosenkarka młodego pokolenia. Bardzo inteligentna i uczuciowa piosenkarka. To był hit, to był szał. Cała szkoła żyła tym wydarzeniem, a inne szkoły zazdrościły bardzo tej wizyty. program przewidywał, że piosenkarka zaśpiewa aż dwie piosenki i będzie odpowiadać na pytania uczniów. Po przyjeździe okazało się, że gdzieś zaginęła połowa kostiumów gwiazdy, chórek czuje się źle i balet nie ma się gdzie pomieścić, bo scena za mała. Poza tym nie będzie szklanych kul, luster, oparów dymu i fajerwerków. A jak wiadomo, bez tego nie można śpiewać. Gwiazda jednak dała się ubłagać i obiecała, że wykona jedną piosenkę.
Gdy zgromadzona młodzież zajęła już miejsca na widowni auli, do mikrofonu podszedł pan dyrektor i zapowiedział, że piosenkarka wykona swą popularną balladę pod tytułem "Zakopane". Odsłoniła się kurtyna i zaczął się szoł. Na środku sceny stało wielkie łoże, a po nim tarzała się na plecach piosenkarka. W samej bieliźnie.
- Jastarnia... Jastarnia... - jęczała namiętnie piosenkarka miętosząc dłońmi swój biust obuty w czarne koronki. Większość uczniów była zachwycona. Część grona pedagogicznego też.
- Ależ ona ma wokal - panu dyrektorowi trzęsły się ręce.
- Raczej dwa wokale - ofuknęła go pani wicedyrektor. - Jak można takie rozpasanie pokazywać młodym ludziom! Gdzie potem będzie miejsce na dyscyplinę!
Piosenkarka odśpiewała piosenkę do końca, ubrała się, oddała w ręce stylistki, makijażystki, wizażystki, manikiurzystki i masażystki, a potem zgodziła się odpowiadać na pytania uczniów.
- Gdzie był perkusista? - wyrwał się Łukaszek.
- Właśnie! - poparł go żywiołowo okularnik a trzeciej ławki. - Gitarę też było słychać, a gitarzysty nie było...
Pan dyrektor przechwycił mikrofon i oznajmił, że więcej pytań ze strony piątej a nie będzie.
- Występ był z plejbeku - wyjaśniła bez skrępowania gwiazda rytmicznie kiwając nogą. - A czego się spodziewaliście za taką kasę? Ja odniosłam ogólnokrajowy sukces, proszę o tym pamiętać.
- Dlaczego ta piosenka nosi tytuł "Zakopane" skoro jest o Jastarni? - spytał ktoś z innej klasy. Na odpowiedź gwiazdy trzeba było chwilę poczekać, bo musiała poprawić warstwę błyszczyku na wargach
- Sama kurna nie wiem, hyhyhy - wyjaśniła wreszcie piosenkarka. I znów poprawiła błyszczyk.
- A kto pisał tą piosenkę?
- Sama se piszem piosenki! - wyjaśniła gwiazda.
- Czy można już iść do klasy? - spytał zrozpaczony Gruby Maciek, pierwszy raz chyba wysuwając podobną propozycję. Gwiazda się obraziła, a Gruby Maciek dostał naganę do dzienniczka.
- Jeszcze jedna i drugi tom będziesz musiał założyć - zauważyła smutno młoda pani od polskiego, wychowawczyni piątej a.
Po piosenkarce swą bytnością zaszczyciła szkołę jakaś ważna pani urzędnik z Brukseli. Pan dyrektor wyjechał akurat i tylko tym można tłumaczyć późniejsze katastrofalne wypadki, które doprowadziły do spięcia międzynarodowego i (co gorsza) do tego, że Gruby Maciek musiał założyć drugi tom dzienniczka. Wszystko zaczęło się od tego, że ktoś (nie udało później się ustalić kto) wpadł na pomysł, że ważna pani urzędnik może się spotkać z piątą a.
- To jest bardzo ważna pani urzędnik z Brukseli oraz jej tłumaczka - wyjaśniała półprzytomna z przerażenia młoda pani od polskiego. Uczniowie piątej a patrzyli na ważną panią z Brukseli jak wilcy na jagnię. Ważna pani z Brukseli nie zdając sobie kompletnie sprawy z zagrożenia spokojnie mieszała śmietankę beztłuszczową w kawie bezkofeinowej.
- Wiecie gdzie jest Bruksela? - zapytała słabo młoda pani od polskiego.
- Wiemy - odparła błyskawicznie dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza. - A ta pani wie gdzie jest?
I zanim wychowawczyni zdążyła zareagować, tłumaczka przetłumaczyła, a ważna pani powiedziała z uśmiechem:
- Łi!
To się piątej a bardzo spodobało. Od tej pory na każde pytanie wszyscy (no, może prawie wszyscy) głośno kwiczeli "Łi, łi!". Młoda pani od polskiego była na granicy zawału. Ale ważnej pani z Brukseli bardzo się to spodobało. Czuła się jakby rozmawiała z ważnymi polskimi funkcjonariuszami państwowymi. Tak w każdym razie stwierdziła tłumaczka.
- Bardzo się martwiła o dzieci w tym kraju - wyjaśniła pani tłumaczka. - Za granicą artykuły opisujące życie w Polsce obrazowały je bardzo źle. Że bieda, że ludożerstwo, że faszyzm się odradza, że tysiące ludzi wychodzi na ulice.
- Łi łi - potakiwała ważna pani z Brukseli. Piąta a tym razem jej nie przytaknęła. Wręcz przeciwnie.
- Kto takie głupoty pisze? - oburzył się Sajmon, uczeń na wózku.
- To nieprawda, że ludzie wychodzą na ulice? - zdumiała się tłumaczka.
- Wychodzą - potwierdził zaskakująco okularnik z trzeciej ławki. - I idą na tramwaj albo na autobus do pracy. Bo mój stary mówi, że ta Unia to tak z nas zdziera...
- I nie cierpicie z głodu? - przerwała niebezpieczny temat pani tłumaczka. Tego już Gruby Maciek nie zdzierżył.
- Czy ja wyglądam jakbym cierpiał z głodu? - spytał retorycznie. - Jasne, że są ludzie, którzy głodują. I są ci, no... Bezdomni. Ale nie można mówić, że wszyscy! Niech pani patrzy z czym mam kanapkę! Z szynką! Bułka prosto ze sklepu! Szynka też! I nie jakieś gówno, tylko moja mama kupuje jakąś lepszą, w dyskoncie, z cercyfakatem!
I tak długo napierał, aż ważna pani z Brukseli zgodziła się zjeść z nim tą kanapkę na pół. Godzinę później trzeba było wzywać karetkę. Ważna pani z Brukseli wymiotowała, gorączkowała i miała torsje.
- Ostra reakcja alergiczna - zdiagnozował lekarz i zarządził, że zabiera ją do lekarza. - Zjadła pewno coś trującego. Teraz takie gówna sprzedają w sklepach, do jedzenia, nie to co kiedyś! No, ale zrobi się płukanko, lewatywkę i postawimy panią na nogi.
- Łi - stęknęła ważna pani z Brukseli pomiędzy jedną torsją a drugą.
- A może ktoś planował zamach? - lekarz spytał dyskretnie panią tłumacz.
- Nie sądzę - westchnęła pani tłumacz patrząc na Grubego Maćka. I choć dla niego sprawa mogła zakończyć się nawet aresztowaniem przez służby specjalne, skończyła się tylko naganą do dzienniczka. Choć można byłoby przypuszczać że wolałby to pierwsze. Byłoby o czym opowiadać kolegom!
- Nic z tego nie rozumiem - tłumaczył Gruby Maciek. - Przecież to była bardzo dobra kanapka. Mnie nic nie jest!

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Jan Bogatko

łi, łi, bardzo bon,

10 pkt,

adieu,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jan Bogatko

#105450

Sękju! :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#105638

http://www.youtube.com/watch?v=64h-Jr1Cceo - co do piosenkarki.

A co do urzędniczki - http://www.youtube.com/watch?v=uj4ICHzPXzI .

Dobrze jej tak, czytającej WTP.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#115416