Po co nam socjalizm?

Obrazek użytkownika Bartosz Wasilewski
Gospodarka

Motywy napisania tego tekstu były dwa: po pierwsze mile zaskoczyła mnie reakcja na mój poprzedni artykuł.

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że tak długi tekst, w dodatku napisany mało finezyjnym językiem (praca miała przynajmniej nosić znamiona naukowej), zbierze pod sobą jakiekolwiek komentarze. Tymczasem napisano ich, jak na moje standardy, niemało. To zmotywowało mnie do rozwinięcia dyskusji nad współczesną myślą ekonomiczną.

Drugą przesłanką powstania tego tekstu był artykuł profesora Tadeusza Kowalika w mocno lewicowym pisemku "Forum Klubowe" kolportowanym na naszym Uniwersytecie Warszawskim. Muszę przyznać, że wziąłem je do ręki trochę dla zabawy, spodziewając się raczej śmiesznej lektury. Tymczasem artykuł profesora Kowalika pozytywnie mnie zaskoczył. Jeśli komuś uda się znaleźć źródło, chodzi o tekst Po co są ekonomiści?, "Forum Klubowe" nr. 3-4 (45 i 46) 2009, będący tak naprawdę zapisem wystapienia na konferencji "Lewica: wartości a tożsamość. Droga do praktyki."

Profesor Kowalik sugeruje, że socjalizm, jako ideologia stricte ekonomiczna został wyparty z programu partii lewicowych przez pragmatyzm wyborczy. Z olbrzymim dystansem odnosi się do Clintona, Blaira i im podobnych, twierdząc, skądinąd słusznie, że z lewicą mają oni związki tylko deklaratywne, że ich programy i czyny nie mają już z nią niczego wspólnego. Ten sam zarzut pada w stosunku do ekonomistów uważających się za lewicowych.

Centralnym problemem dla ekonomistów jest pytanie o elastyczność kapitalizmu, o to , jak dalece można go uspołeczniać i oto, jak dalece jest trwałe to uspołecznienie. - pisze Kowalik i zauważa, że owo uspołecznienie kapitalizmu jest właśnie największą zasługa socjalizmu. Cóż, trudno się z tym nie zgodzić nawet mnie, gospodarczemu liberałowi. Ciekawe i bardzo ważne pozostaje pytanie o kształt dzisiejszego kapitalizmu bez wpływu ideologii socjaldemokratycznej. Dla prof. Kowalika odpowiedź jest oczywista: aspołeczny kapitalizm równałby się kapitalizmowi agresywnemu, klasowemu, temu dziewiętnastowiecznemu. Moje zdanie na ten temat jest może nieco inne, ale nie znajduję argumentów aby obalić wizję prof. Kowalika - przyznaję, że jest ona przekonywująca.

Co najbardziej zaimponowało mi w tym krótkim tekście to stosunek prof. Kowalika do spuścizny komunistycznej. Zawsze wydawało mi się, że lewicowe pojmowanie czasów socjalizmu realnego polega na oficjalnym potępieniu aspektu politycznego i coraz bardziej śmiałą nostalgią za aspektem ekonomicznym. Prof. Kowalik, choć nie jest wolny od tej nostlagi, przyznaje, że komunizm jest wypaczeniem socjalizmu, pisze: Teraz wiem, że ta estetyka była fałszowana, że plany były bardzo bezplanowe, niemniej istniało pełne zatrudnienie i miniumum socjalne w takich krajach jak Chiny komunistyczne.Cóż, nie będę się spierał o faktyczny wymiar tych dobrodziejstw, bo to zepchnęłoby tylko dyskusję w ramy ideologiczne. Bardzo ważne w tekście zdecydowanego socjalisty jest odcięcie się od komunistycznej przeszłości, powiedzenie: tak, należy mówić o pozytywnym wpływie socjalizmu realnego na zachodni kapitalizm i pewne socjalne gwarancje, ale trzeba zdecydowanie podkreślić, że była to całkowicie błędna droga. Ja przynajmniej tak odczytuję sens słów prof. Kowalika, chodzi tu o inne rozłożenie akcentów.

Dalej, przekonuje prof. Kowalik, że myśl socjaldemokratyczna (już nie komunistyczna) wywarła wielki wpływ na zachodnie pojmowanie kapitalizmu. Wymienia tu sukcesy ekonomistów szwedzkich, którzy mieli doprowadzić do uznania przez Bank Światowy równości jako czynnika produkcji. Cieszy się profesor, że pogoda na socjaldemokratyczne poglady nigdy nie była tak dobra jak obecnie, że skoro już BŚ, bastion "konserwy i ortodoksji ekonomicznej" przyznaje, że coś jest na rzeczy, to naprawdę wiele już zrobiono. W tym punkcie jedna uwaga (kto nie lubi teorii, może ten akapit pominąć) - szczerze powiedziawszy, nie bardzo rozumiem, co ma na myśli prof. Kowalik mówiąc o uznaniu równości za czynnik produkcji. Jeśli tak byłoby w istocie, to wystąpiłby poważny problem - jak można włączyć ten nowy czynnik do funkcji produkcji? Jak kwantyfikować "równość"? Prawda - pewnym matematycznym obrazem równości może być indeks Giniego [wikipedia], ale jego zastosowanie wiąże się z kolejnym problemem - jak porównywać go do innych czynników produkcji, jaką przyjąć jego wagę? Jeśli założymy, że funkcja produkcji jest postaci Cobba Douglasa - to ile wynosiłaby stopa substytucji powiedzmy kapitału i owej "równości"? Doprawdy nie wiem. Jeśli zaś owo "uznanie równości za czynnik produkcji" nastapiłoby tylko na poziomie deklaratywnym, nie naukowym, to byłby to marny sukces, z którego prof. Kowalik raczej by się tak nie cieszył.

Radość prof. Kowalika mąci stagnacja, jaka według niego zapanowała w procesie przenikania myśli socjalnej do ortodoksji. Pisze: Co więcej, właśnie dlatego że jesteśmy w innej sytuacji, niż w okresie Wielkiego Kryzysu, że nie ma rywalizacji dwóch różnych systemów - jestem pesymistą. Prof. Kowalik dotyka tutaj niezwykle ciekawego problemu noszącego znamiona paradoksu: kryzys finansowy, uderzający przecież w filary neoliberalnej ekonomii nie przyniósł kryzysu tej ideologii. Ba, przyniósł spadek popularności idei socjaldemokratycznych. Jedyny lewicowy zwycięzca wyborczy doby kryzysu - Obama - jak zauważa sam Kowalik kontynuuje tylko "reaganomics" i "clintonomics". Wszystko to napawa profesora zdumieniem i smutkiem. Szkoda, że nie zadaje on sobie pytania, kluczowego dla tez jego artykułu: dlaczego tak się dzieje? A może owe sukcesy socjaldemokracji wyczerpały już jej potencjał? Może dalej nie da się juz uspołeczniać kapitalizmu? Może historyczna misja socjalizmu właśnie dobiegła końca? Na razie te pytania pozostawiam bez odpowiedzi.

 

Bartosz Wasilewski

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Istotnie w łeb dostało wszystko i jak się wydaje trudno przewideć co dalej.
Dążenie do jedności w "równości" ,osiągnęło granice możliwości stworzonego prawa (Polska coś 0.3)- Ucieczka jedynki = pogoń z predkością światła dla 0.1.
Kapitalizm nie jest w stanie złatwić tego "Paradoksu dobrobytu".
Pojęcie produkcj w proponowanych wzorach jest odpowiednie dla ubiegłego wieku.
W ujęciu globalnym nie ma wyceny :wartości intelektualnej , szybkości przepływów informacji ect. ect .

uczeni w piśmie nadal promują "Geocentryzm":)

Dalszy rozwój oparty być musi na prawie naturalnym -

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#34596