Niech nie będzie niczego

Obrazek użytkownika Bartosz Wasilewski
Kraj

Pamiętacie państwo niejakiego Krzysztofa Kononowicza, który proponował, żeby "nie było niczego". Przypomniała mi się ta smutna raczej niż groteskowa postać w kontekście debaty o systemie emeyrtalnym w Polsce.

Myślę, że populizmem można nazwać skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie polityków zmierzających do osiągnięcia doraźnych korzyści pewnej grupie wyborców, które to działania w przyszłości zaowocują daleko bardziej szkodliwymi skutkami. Ale jak nazwać działanie, które jest nie tylko skrajnie nieodpowiedzialne, ale jeszcze nikomu pożytku nie przynosi?

Styczeń 2009. Środek kryzysu i wielkich spadków na warszawskiej giełdzie. OFE straciły w krótkim czasie 22 miliardy złotych oszczędności przyszłych emerytów. Populistyczna "Trybuna" piórem Marka Czarkowskiego nawołuje do całkowitej likwidacji OFE. Głos, wydawać by się mogło egzotyczny i mało w publicznej debacie znaczący. Nic bardziej mylnego. Największa partia opozycyjna w Polsce w tym samym niemal czasie występuje zupełnie otwarcie i na serio z podobnymi propozycjami.

Jarosław Kaczyński nie mówi wprost - zlikwidujmy OFE. Mówi: niech każdy sobie wybierze: OFE czy ZUS. W momencie społecznego niezadowolenia i rozczarowania z działanie OFE, takie rozwiązanie równałoby się jednak lawinowym napływem wniosków o powrót do ZUS, czyli na garnuszek państwa. To byłoby poważne obciążenie budżetu państwa, który już ledwo zipie. Ale nie to jest najważniejsze. Takie przyzwolenie definitywnie przekreślałoby ideę OFE.

Reforma z 1999 była przeprowadzona w bardzo dobrym kierunku. Nie tylko zmniejszała obciążenia państwa, ale upodmiotowała pieniądze odkładane na emeyrturę. Środki zgromadzone w OFE są własnością ich członków (co potwierdza na przykłąd fakt ich wchodzenia w masę spadkową w przypadku śmierci członka OFE), pieniądze przekazane ZUS to zwykły podatek, nigdy więcej ich nie zobaczymy. Nie należą do nas i nikt nas ich nigdy nie odda. Jeśli kiedyś na emeryturze dostaniemy jakieś pieniądze z ZUS, to będą to pieniądze przekazane przez młodszych, tych którzy jeszcze pracują.

Całe szczęście, że pomysł PiS nie zyskał szerszego poparcia w Parlamencie. Ale dwa poważne ciosy zostały skierowane przeciwko OFE. Pierszy, to umożliwienie tym, którzy mają prawo do wcześniejszej emerytury odejście z OFE do ZUS. Drugi, to decyzja rządu PO o pozwoleniu na ucieczkę do ZUS tym, których emerytura zaczyna się już za 5 lat. Zapadła ona w lutym, czyli miesiacu najniższych notowań na warszawskiej giełdzie. Od tego czasu OFE odrobiły już sporą część strat. To był akurat najgorszy moment, aby sprzedać swoje jednostki w funduszach. Ten błąd popełniło już 25 tysięcy osób.

Bartosz Wasilewski

www.ego.riki.pl

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

już nawet osoby odpowiedzialne za reformę takie jak prof. Góra mówią, ze w obecnej formie system jest dla przyszłych emerytów bardzo nieopłacalny, że lepiej oszczędzać samemu po 100 zł miesięcznie niż odprowadzać składki (wiec po co mamy je w ogóle odprowadzać?). Dwa dni temu okazało się, że w obecnym systemie emerytura może wynosić 30% pensji. Utrącenie propozycji PiS umożliwiło kradzież w biały dzień odkładanych pieniędzy (poprzez utrącenia wspólnego funduszu małżonków). Pytanie jest więc tylko jedno: pracujesz w którymś OFE?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#32088