Obama, safari i globalne ocieplenie...

Obrazek użytkownika Jacek K.M.
Świat

Wyziębiony kolejnymi skandalami, tudzież chłodnym reakcjami Chińczyków i Putina w odpowiedzi na prośby o zatrzymanie i przekazanie zbiegłego z tajemnicami analityka Edwarda Snowdena, prezydent Obama wybiera się na afrykańskie safari, zaraz po wyznaniu i potwierdzeniu swojej wiary w globalne ocieplenie.

Prawdziwie królewskie 8 dniowe wakacje Obamy i jego dworu rozpoczeły się we środę i potrwają do 3 lipca. Obama wylądował w Senegalu, w jego stolicy Dakarze, podróżując Air Force One, którego godzina lotu kosztuje $180,000.00. Z najbliższej rodziny Prezydentowi towarzyszy żona Michelle i dwie córki Malia i Sasha. Następnie odwiedzi jeszcze (w niedzielę) Republikę Południowej Afryki i Tanzanię.

Koszta całej tej wakacyjnej eskapady szacuje się na $100, 000,000.00! To przecież $12,5 mln dziennie. Przypomnijmy tylko, że w ramach trwającego kryzysu i oszczędności administracja Obamy skasowała popularny program zwiedzania Białego Domu dla uczniów szkół i zwykłych Amerykanów...

Obamie towarzyszą wojskowe samoloty transportowe, które dostarczą wypoczywającej Pierwszej Rodzinie i ich gościom 56 samochodów (w tym 14 limuzyn). Pomyśleć tylko, że koszt wakacyjnej eskapady Obamy mógłby pokryć utrzymanie programu zwiedzania B.D. aż na 1,350 tygodni!

Bezpieczeństwa rodziny Obamów będzie pilnował amerykański lotniskowiec, z którego przez cały okres wakacji na zmianę będą startować samoloty bojowe, obok setek agentów tajnych amerykańskich służb. W razie potrzeby na wybrzeżach państw goszczących Prezydenta będzie również czuwał pływający szpital...

Wizyta Obamy w RPA będzie przebiegała w cieniu choroby będącego w stanie krytycznym 94 letniego byłego prezydenta Nelsona Mandeli.

Generalnie mówiąc Afrykanie są rozczarowani, że pierwszego czarnego prezydenta USA Afryka nie bardzo interesuje. Obama w ciągu swojej pierwszej kadencji spędził w Afryce tylko jeden dzień (w Ghanie), więcej czasu poświęcając Europie, Ameryce Płd. i Azji.

Mwangi Kimenyi, znawca Afryki z Brookings Instytution zauważył:

„Kiedy Obama został wybrany Prezydentem, Afrykanie byli bardzo poruszeni i oczekiwali głębszego zaangażowania USA (...) Afrykanie stopniowo rozczarowali się, zwłaszcza jeśli porównywali obecną prezydenturę z poprzednimi prezydenta Clintona i Prezydenta G.W. Busha, którzy wiele zrobili dla Afryki”

Prezydent Obama w Senegalu zwiedzi historyczny słynny punkt przeładunkowy handlu niewolnikami mieszczący się na wyspie Goree. W RPA zatrzyma się na wyspie Robben na której w słynnym więzieniu umierający dziś Nelson Mandela spędził 18 ze swoich więziennych 27 lat . Rozkład Obamy przewiduje spotkanie z rodziną Mandeli.

Obama nie przybywa do Afryki z jakimś rewelacyjnym programem, zamierza ogłosić utworzenie nowego funduszu Power Africa, wspierającego infrastrukturę elektryfikacji z mieszanym kapitałem prywatno- rządowym, zamierza też promować intensyfikację wzajemnej wymiany.

Amerykańskie giganty takie jak Walmart, General Electric i Bechtel nie chcą przegapić nowego i dynamicznego afrykańskiego rynku. Obamie towarzyszą także przedstawiciele amerykańskiego biznesu, który chciałby czynniej zaangażować się w tamtejsze rynki.

Według Banku Światowego w ubiegłym roku 6 z 10 najszybciej rozwijających się ekonomii pochodziło właśnie z Afryki. Dotychczas dla amerykańskiego biznesu Afryka nie stanowiła priorytetu.

Wyprawa Obamy do Afryki ma miejsce w obliczu agresywnej inwazji chińskiego kapitału, który pompuje miliady dolarów w miejscowe wydobycie ropy i górnictwo, wyprzedzając już w 2009 roku USA jako największy partner handlowy czarnego kontynentu. W Afryce króluje biznes chiński, indyjski, brazylijski a nawet turecki. W ubiegłym roku wartość chińskiej wymiany z Afryką wynosiła $200 mld, w porównaniu z $95 mld wymiany amerykańskiej.

W tym samym czasie w Afryce przebywa były prezydent G.W. Bush, który patronuje inicjatywom ochrony zdrowia w Zambii, a którego żona Laura spotka się z Michelle Obamą 2 lipca na African First Ladies Summit.

Przy okazji porównania dwóch prezydentów warto przypomnieć, że G.W. Bush większość swoich wakacji spędzał na swoim ranczu w Crawford, w Teksasie i nie grał w golfa od kiedy Ameryka prowadziła wojny w Afganistanie i Iraku.

Miejmy nadzieję, że głęboko wierzący w globalne ocieplenie prezydent Obama nie wywoła ekonomicznej zimnej wojny z agresywnym na terenie Afryki chińskim kolosem...

Jacek K. Matysiak

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

gość z drogi

ciekawe ,co o tym powiedzieli fachowcy od psyche ?

pozdrowienia z 10

PS

oby nasz królik tym się nie zaraził...bo nie dość,że żyje na nasz koszt,ubiera siebie i żonę

za nasze pieniądze...i lata też na nasz koszt...to oby mu się Afryka nie zamarzyła  z całą obstawą wojskową...i marynarką morską,którą właśnie wykańcza..

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#366632