"Nowa jakość rządzenia"

Obrazek użytkownika WTQ
Kraj

I wcale nie chodzi w tym temacie o posła Palikota, który od ostatniej afery nt. "chama" znacznie przycichł. Nie będę się tu także czepiał mistrza riposty posła Stefana Niesiołowskiego, który ze zwykłego pytania o swoje wakacje potrafi przejść do ofensywy pod adresem PiSu nie szczędząc takich epitetów jak: "żenujące" ,"irytujące", "załgane", "buce" i wiele wiele innych.

Dzisiejszy artykuł traktował będzie o braku wychowania kilku czołowych polityków PO, w tym wicepremiera Schetyny, a także człowieka, który zajmuje się na co dzień wizerunkiem premiera. Mowa tu oczywiście o Sławomirze Nowaku. Wpadki które zaprezentowali ci dwaj panowie, dopingowani przez posła Chlebowskiego nie są wprawdzie tak widoczne, ale dla każdej osoby która orientuje się w podstawach państwowej normy zachowań będą to zachowania rażące.

Pierwszym przypadkiem niefrasobliwości pana Nowaka jest doradzanie premierowi przeprowadzenia orędzie do narodu w obliczu finalizacji porozumienia z amerykanami w sprawie tarczy. Oczywiście cała sprawa mogła zostać szybko wycofana i przejść bez echa, jednak spece od wizerunku PO starali się wejść z butami na siłę. W pewnym momencie jednak odpuścili, najpewniej obawiając się spadku poparcia. Grzegorz Schetyna przy tej okazji nie omieszkał jednak zaatakować i przy okazji wywiadu, w którym stwierdził, że 2 orędzie byłyby ośmieszeniem Polski, zapowiedział, że premier Tusk przeprowadzi swoje orędzie na konferencji prasowej, skoro w telewizji go nie chcą. Jest to ewidentny przykład prowadzenia prywatnej wojenki politycznej na tle interesów państwa. Rozważny polityk zwyczajnie by sprawę przemilczał.

Drugim przypadkiem łamania politycznych norm było wystąpienie premiera przy okazji wizyty amerykańskiego sekretarza stanu. Donald Tusk wówczas pod namową swoich specjalistów od PR przemówił w języku angielskim. O ile był to gest niewątpliwie miły, o tyle okazało się, że premierowscy specjaliści od wizerunku kompletnie nie orientują się w międzynarodowej etykiecie. Co gorsze, nie sprostował ich żaden polityk, ani nawet sam premier. A etykieta jest prosta. Zawsze gospodarz w swoim kraju witając gości przemawia w ojczystym języku. Nie ma na świecie drugiego kraju, który by tą zasadę złamał. Jest to ewidentna wpadka całego sztabu Donalda Tuska. Media jednak tą wpadkę bagatelizowały atakując jednocześnie prezydenta i jego słabą znajomość języków. Może i Lech Kaczyński poliglotą nie jest, ale takiej gafy nie popełnił nigdy.

Trzecim przypadkiem i zarazem najbardziej aktualną wpadką ludzi premiera jest szczyt Unii Europejskiej, który ma odbyć się 1 września w Brukseli. Problem polega na przepychankach kadrowych, a konkretniej na sporze o obecność prezydenta Kaczyńskiego na tym szczycie. Jest to wprawdzie spotkanie szefów rządów wszystkich państw członkowskich, ale czy prezydent Sarkozy się tam nie zjawi? Poza tym, prezydent Kaczyński otrzymał zaproszenie na ten szczyt. Tak więc wypowiedź zarówno posła Chlebowskiego, jak i wicepremiera Schetyny są obecnie pozbawione sensu. A obaj nie wyobrażali sobie, aby prezydent miał polecieć. Trudno jednak nie gościć na szczycie osoby, która sprawami Gruzji interesuje się od dawna, a w momencie kryzysowym podjęła radykalne działania dla obrony tego kraju. Premier Tusk z kolei sytuację Gruzji bagatelizował od kiedy został premierem, a teraz chciał lecieć jako reprezentant i głowa naszego kraju. Doradcy premiera zapomnieli po raz kolejny o protokole, który jest w takich wypadkach jasny. Jeśli leci prezydent, to zawsze on jest przewodniczącym delegacji. 

Bardzo niepokoi mnie jednak zachowanie Sławomira Nowaka, który zajmuje się wizerunkiem premiera. Oto słowa, które ostatnio wypowiedział: "Premier Donald Tusk będzie szefem delegacji Polski w Brukseli. To jest w Europie niespotykana sytuacja, w której ktoś się dobija, ktoś podskakuje, na scenie politycznej krzyczy: "mnie weźcie", tak jak w "Shreku", mnie weźcie, mnie wybierz na wyjazd do Brukseli." 

Jest to nie tylko wyjątkowo nietrafione zachowanie, które można usprawiedliwić w prawdzie niemocą, jednak świadczy ono o kompletnej nieznajomości przez Sławomira Nowaka podstaw protokołu, w którym jasno jest napisane, że to prezydent w wypadku obecności w delegacji przejmuje rolę szefa delegacji. A porównanie do osła z kreskówki sami oceńcie.

Takich przykładów można dopatrzyć się znacznie więcej, a powyższe trzy miały miejsce w zbliżonym okresie czasowym. Chciałem w prawdzie dorzucić do nich jeszcze wpadkę z zaproszeniem dla "Pana Lecha Kaczyńskiego", jednak Radosław Sikorski przeprosił za tą wpadkę, tak też i ja czepiał się o to nie będę. Spośród ludzi z otoczenia Tuska tylko minister Sikorski potrafi przeprosić.

A jak to było przy okazji wyborów? "Nowa jakość rządzenia"?

Rzeczywiście.

Ocena wpisu: 
Brak głosów