Cholerni "übermensch`e", mać ich...

Obrazek użytkownika mona
Kraj

Jesteśmy oto świadkami nowego zjawiska: tworzenia się nowej klasy społecznej, znanej już w historii pod  powyższą niesławną nazwą.

    Zakładając, że my jestesmy bydłem, ktoś musi być pasterzem, ale w naszym wypadku chodzi chyba raczej o pastuchów. Mamy takich, z naszego lub ich własnego, autorskiego nadania.

      Jak nas uczyli historii, tak uczyli, jednak zdołali nauczyć tyle, że była niegdyś Rzeczpospolita zwana szlachecką, zwłaszcza od czasów Statutu Wareckiego, kiedy to wyraźnie zróżnicowane zostały prawa obywateli. Jednak, co by nie mówić, był to czas wojenny, czas pospolitego ruszenia, obfitego przelewania krwi za Ojczyznę. Różnicowanie praw społecznych napawa nas, nowożytnych, niejakim niesmakiem, ale jak właściwie można było inaczej ochronić folwark, którego właściciel peregrynował z wojny na wojnę? I jak można go było usatysfakcjonować - przynajmniej w tym czasie - za tę swoista wyjątkowość w życiu?

 Faktem jest, że Rzeczpospolita wymagała krwi i że przelewała ją szlachta. A że wymuszała, co się dało - to fakt bezdyskusyjny. Dać człowiekowi palec...

I oto mamy karykaturalną powtórkę, tyle że nie popartą argumentem przelewania krwi. A jeśli ten argument nie został spełniony, to zjawisko podpada pod inna kategorię, znaną w historii pod niesławną teorią istotach zwanych "übermensch",
.

Oto marszałek sejmu, druga osoba w Rzeczpospolitej, nominalny strażnik Jej praw, wylatuje ponad te prawa, niezależnie od tego, że najpierw je ewidentnie złamał, w ewidentnie osobistej sprawie, co do czego nie ma chyba wąpliwości. Nikt nie rozumie, dlaczego Jego Najwyższa Mądrość sprawiła, że w ogóle spotkał się z Lichockim ( przepraszam, jeśli facet nosi teraz - jako podejrzany - tajemniczą ksywkę "L"), dlaczego nie zawiadomił "NIEZWŁOCZNIE" prokuratury, co jest jasnym wymogiem prawa. A już totalną kpiną z prawa jest wygłoszenie idiotycznego tekstu, że nie stawi się przed dzisiejszą Komisją, bo to on jest od kontrolowania Komisji.

     Kto w takim razie konroluje marszałka, jeśli nie mandatariusze Narodu, jacy by oni nie byli? Czyżby marszałek robił za "übermensch`a" z własnego nadania?"?

     Człowiek niewinny, jak mniemam, idzie gdzie go proszą o wyjaśnienia, jeśli nie ma sobie nic do zarzucenia. A jeśli popełnił błąd w stanie nieświadomości, idzie i mówi: "wybaczcie, nie wiedziałem, jestem historykiem, meandry prawa są mi obce".

     Ale marszałek napyskował, że to on jest od kontrolowania - po czym uciekł do Brukseli, pooglądać sobie fotografie Profesora - Mentora.

    To druga osoba w państwie. A jeśli tak samo tchórzliwie zwieje, gdyby nagle coś się temu państwu stało? Gdyby był potrzebny?

 

                   Tę listę znamy już od kilku dni, ale jednak przypomnę:

        Arendarski Andrzej, Dunikowski Marek, Görlich Krzysztof, Gil Mieczysław, Hennelowa Józefa, Kaszyński Stanisław, Kornowski Wojciech, Kydryńska Aleksandra, Lassota Józef, Małkiewicz Adam, Meysztowicz Jerzy, Ochman Wiesław, Pacuk Stanisław, Pieronek Tadeusz, Popiela Tadeusz, Radwański Kazimierz, Russek Joachim, Rybarska Maria, Skoczek Tadeusz, Szklarczyk Bogusław, Terentiew Nina, Woźniakowski Jacek, Zachwatowicz Krystyna.

      Ci państwo, jak wiadomo, sa niezmiernie zdziwieni, ale także oburzeni, że zostali usunięci ze Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Zgłaszają pretensje personalnie do prezydenta, co maglują media, wciskając ciemnotę nam, "bydłu" przed telewizorami.

     Jeśli ci państwo mają się za gatunek nobilitowany, choć krwi nie przelewają, powinni mieć na tyle jasno w głowach, aby wiedzieć, że - zgodnie z konstytucją - prezydent od tego jest, aby stać na straży ustaw. Wyeliminowała ich z honorowych stanowisk właśnie ustawa.

     A jeśli tej ustawy nie znają, to chyba trudno ich zaliczyć do grona ludzi mądrych, czyli w jakiś sposób nobilitowanych przez wiedzę i rozum. Bo inaczej znów wychodzi, że objawili nam się übermensch`e, którzy stawiaja się ponad prawem - i to bez sensownego uzasadnienia merytorycznego.

    Oczywiście w gęstym od domysłów powietrzu wisi pytanie: dlaczego nie chcą przestrzegac praw obywatelskich?

    Bo - wstyd się przyznać - ja z prowincji, ja tych państwa nie znam. Znajomość aprioryczna nie jest dla mnie żadnym credo. Zbyt często okazuje sie, że ludzie niekoniecznie są tym, za co my, "bydło" nieoswiecone, ich bierzemy. I już właśnie czytałam, że jeden z tego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji chyba będzie miał sęki w sprawie donosów.

    Nota bene: Bardzo Dostojny Pan ( jak chyba ogólnie już wiadomo), który nas ma za bydło, dla dogodzenia własnej próżności podawał się za kogoś, kim nie jest, czym bynajmniej nie pomógł nam w tej cześci bliskiej zagranicy, o którą mu tak bardzo chodziło. I ten pan, prawie dyplomata, wyłga się w Niemczech od odpowiedzialności karnej, albo się nie wyłga.

    Dziwna rzecz: osobiście słyszłam, jak ten właśnie pan relacjonował w telewizji poranne "łomotanie kolbami w drzwi", chyba w dniu internowania. Oto smutni panowie wołali: - "otwórz pan, panie Władku, furtke, bo będziemy musieli...".

    W życiu sobie nie wyobrażam, żeby - mówiąc do mnie - do mnie SB-ek pozwolił sobie na poufałości. Choć pewna zaprzyjaźniona "drukarnia" siedziała u mnie w komplecie dokładnie każdego dnia, w dzielnicy zwanej "nasza droga", gdzie każdy obcy w pobliżu każdego, niekoniecznie mojego domu, woniał SB-cją. Żaden z nich nie ośmielił się przekroczyć mojego progu, nawet po wpadce zaprzyjaźnionej "drukarni". Chyba nie wyglądałam na osobę skłonną do konwersacji, bo jak to inaczej wytłumaczyć?

   Nie trzeba się bać, wtedy nie będą "władkować".

   Czy to nie ten pan bredził coś o "dyplomatołkach"? Kolejny übermensch, któremu wolno więcej niż innym? Ale  - chyba adresy mu sie pomyliły, zapomniał, gdzie mieszka.

   A właśnie, że nie uszanuję zasług, bo dla mnie są one mocno wątpliwe. Ale to materiał na inny wpis. I napewno to ostatnie uzasadnię.

     Nie życzę sobie, żeby w moim państwie byli równi i równiejsi. Nie życzę sobie, żeby ci, co zawinili wobec mojego państwa działając we własnym, brudnym interesie, a także ci, którzy to państwo olewają razem z jego prawami, reprezentowali mnie w jakiejkolwiek sprawie. Nawet w sprawie zabytków Krakowa. Bo to jest dziedzictwo mojego narodu, który oni mają w... głębokim poważaniu.

   Nie mówiąc już o sprawach obory.

 

 

 

.

Ocena wpisu: 
Brak głosów