To wszystko i jeszcze więcej budzi zgrozę

Obrazek użytkownika baltowcom
Kraj

 

 

 

Coraz głośniej rozlegają się w Polsce głosy nie tylko domagające się szybkiego wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, ale i wskazania w kraju osób odpowiedzialnych za nią od strony logistycznej.

Tuż po katastrofie nasunęły mi się proste pytania, kto był odpowiedzialny za wizytę i bezpieczeństwo podczas wizyty głowy państwa i towarzyszących mu osób w obcym kraju. Minęło dwa tygodnie od katastrofy i nikt ze strony rządu na to pytanie nie udzielił odpowiedzi. Generał G. Czempiński, były szef UOP, generał S. Petelicki, twórca i były szef Gromu, były minister obrony narodowej R. Szeremietiew ślą listy otwarte do premiera polskiego rządu wskazując na odpowiedzialność MON-u. Minister w Kancelarii Prezydenta W. Waszczykowski wskazuje także na szefa Kancelarii Premiera. Stwierdził on, że transport organizują trzy instytucje, MON, dowództwo wojskowe i Kancelaria Premiera. Prezydent zgłasza listę osób, dowództwo wojskowe informuje ile samolotów ma do dyspozycji, a Kancelaria Premiera, ściślej szef tej Kancelarii przydziela samoloty i organizuje rozkład osób. Kancelaria Prezydenta organizuje transport jedynie w przypadku gdy Kancelaria Premiera odmówi przydzielenia samolotów. Amerykanie, mimo że B. Obama nie przyleciał, już mieli własną obsługę na lotnisku w Balicach. Dlaczego odpowiedzialni za stronę techniczną, logistyczną wyprawy do Katynia nie przygotowali planu B, na okoliczność, gdyby warunki pogodowe na lotnisku w Smoleńsku były na tyle złe, że uniemożliwiłyby lądowanie. Premier D. Tusk milczy. Milczy, pełniący obowiązki prezydenta, marszałek Sejmu B. Komorowski. Odpowiedź na te pytania, to także odpowiedź na pytanie o siłę państwa, Polski. A więc wcześniej, czy później musimy ją poznać.
Romuald Szeremietiew w liście otwartym do premiera D. Tuska pisze: „W dniu 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie samolotu z 36 Pułku Specjalnego Lotnictwa Transportowego straciło życie 96 osób zajmujących ważne w państwie stanowiska i pozycje. Wśród nich był Najwyższy Zwierzchnik Sił Zbrojnych Prezydent RP Lech Kaczyński. Zginęli wiceminister Obrony Narodowej Stanisław Komorowski i wszyscy najwyżsi dowódcy: generał Franciszek Gągor Szef Sztabu Generalnego WP, generał broni Bronisław Kwiatkowski Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych, generał broni Andrzej Błasik Dowódca Sił Powietrznych, generał dywizji Tadeusz Buk Dowódca Wojsk Lądowych, wiceadmirał Andrzej Karweta Dowódca Marynarki Wojennej, generał dywizji Włodzimierz Potasiński Dowódca Wojsk  Specjalnych, generał brygady Kazimierz Gilarski Dowódca Garnizonu Warszawa. Wśród zabitych znaleźli się naczelni kapelani Wojska Polskiego: generał dywizji biskup Tadeusz Płoski – ordynariusz polowy Wojska Polskiego, generał brygady arcybiskup Miron Chodakowski – prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, pułkownik ksiądz Adam Pilch – ewangelickie duszpasterstwo polowe Wojska Polskiego, podpułkownik ksiądz Jan Osiński – Ordynariat Polowy Wojska Polskiego. Zginęli zasłużeni kombatanci: generał brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki Kanclerz Orderu Wojennego Virtutti Militari i członek kapituły tego orderu podpułkownik Zbigniew Dębski. Zginął także podpułkownik Czesław Cywiński prezes Światowego Związku Żołnierzy AK. Po tym bezprecedensowym w rozmiarze i skutkach zdarzeniu minister Klich oświadczył, że w czasie feralnego lotu do Smoleńska zachowano wszystkie procedury. Można by więc sądzić, że prezydent RP i dowódcy zginęli „zgodnie z przepisami” MON. Minister obrony zbagatelizował stratę najwyższych dowódców twierdząc, że wojsko funkcjonuje bez zakłóceń, albowiem obowiązki po zabitych przejęli ich zastępcy. Nie zauważył, że śmierć wszystkich najwyższych dowódców w jednym czasie i miejscu nie zdarzyła się dotąd w żadnym państwie nawet w czasie wojny. Minister ON ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu w dniu 10 kwietnia br. To on lekkomyślnie zgodził się, aby najwyżsi dowódcy wojskowi odbywali drogę na uroczystości w Katyniu na pokładzie jednego samolotu. Twierdzenie, że było to zgodne z procedurami, jest kompromitujące. Zwykły zdrowy rozsądek powinien ministra ostrzec przed potencjalnym zagrożeniem. Skandalicznym zaniedbaniem był brak stosownych zabezpieczeń w miejscu lądowania samolotu. Służby podległe ministrowi powinny były zbadać stan lotniska, jego wyposażenie i przygotowanie na przyjęcie samolotu przewożącego osoby zajmujące ważne stanowiska w państwie i w siłach zbrojnych. Służby MON powinny też monitorować pracę obsługi lotniska w trakcie naprowadzania i lądowania polskiego samolotu.
Dla strony rosyjskiej wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu miała charakter prywatny. Nie mogła być taką dla polskiego ministra obrony. Bezpieczeństwo prezydenta RP i towarzyszących mu osób było zbyt ważne, aby zdawać się tylko na stronę przyjmującą polski samolot. Można sądzić, że gdyby minister Klich nie zaniedbał obowiązków, to nie doszłoby do katastrofy. Obecny kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP jako minister obrony twierdził, że polski lotnik potrafi latać na wrotach od stodoły. Minister Klich zdaje się sprawdzał prawdziwość tego powiedzenia. Sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa Tomasz Hypki napisał: „W okresie ponad 2 lat rządów Bogdana Klicha w MON w katastrofach lotniczych niezwiązanych z wykonywaniem zadań bojowych zginęło 121 osób, w tym dwaj Prezydenci RP i najwyżsi rangą dowódcy. Ilu ludzi jeszcze zginie, zanim Klich opuści MON?” Dr hab. n. wojsk. Romuald Szeremietiew, prof KUL”. na WP pisze:”Lekceważenie Prezydenta, lekceważenie przepisów, celowe obniżanie rangi wizyty, brak zabezpieczenia wizyty przez służby specjalne złożyły się w ostateczności na dopuszczenie do lądowania na nieprzygotowanym lotnisku, bez przysługującej Prezydentowi oprawy ze strony kraju gospodarza. Taka konkluzja z punktu widzenia zbliżających się wyborów byłaby dla PO zabójcza, stąd zatem milczenie na ten temat ze strony rządu. Na szczęście od paru dni jednak nieodparcie nasuwają się, hamowane dotąd podejrzenia, że to jednak nie było zdarzenie losowe. Działania ABW, opowieść Sikorskiego, że o śmierci Prezydenta dowiedział się około 9 z telefonu od ambasadora ( dlaczego to on się pierwszy dowiedział, a nie premier, dlaczego od ambasadora, a nie służb specjalnych), brak ostatecznej informacji o godzinie katastrofy, związane ręce prokuratury - ta bez wsparcia rządu, czy też wprost jego inicjatywy, rzeczywiście chyba musi działać w ramach obowiązujących konwencji i umów, skoordynowana akcja rządu i wspierających go mediów oraz tzw. autorytetów, to wszystko co uważałem za hańbiące zaniechania, a składałem dotychczas na karb amoralnej kalkulacji politycznych zysków i strat, to wszystko i jeszcze więcej budzi zgrozę”.
Autor : Danuta Rucińska            e-mail -         ruc2@wp.pl
 
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów