Jesteśmy nieprzemakalni, jesteśmy normalni!

Obrazek użytkownika Nerwowy
Sport

Tekst powstał po to, aby ktoś kto go przeczyta miał spojrzenie na kibiców także z drugiej strony. Aby wiedział, że nie wszystko wygląda tak, jak to przedstawia „Gazeta Wyborcza" i zbliżone do niej media. Że kibol to też człowiek.
Nie chciałem pisać tego tekstu na gorąco, gdy „Gazeta Wyborcza" i usłużnie kopiujące tematy media prowadziły przez kilka tygodni (niektórym wena nadal się nie wyczerpała) wielką nagonkę na kibiców, czy też jak nas się teraz modnie nazywa – 'kiboli'. Tak, piszę 'nas', bo sam czuję się takim kibolem. Nie mam jednak zamiaru tłumaczyć się z tego, ani udawać 'dziennikarskiego obiektywizmu' i niezależności. Jeśli coś człowieka dotyka mocno, to powinien o tym pisać i kropka. Bez silenia się na (pseudo) profesjonalny obiektywizm i 'chłodne spojrzenie'.
To tytułem przydługiego wstępu. Ad rem. Nagonka „Gazety Wyborczej" na kibiców Legii zaczęła się po derbowym meczu z Polonią Warszawa. O co poszło? O... wulgaryzmy na stadionie i odpalone race. To można byłoby przeżyć, chociaż troska mediów Agory o czystość języka jest doprawdy zadziwiająca, zwłaszcza gdy przypomina się spór o komiks o Szopenie, gdzie kompozytor na lewo i prawo rzuca 'ch...ami' i gdzie padają tak wesołe określenia jak 'cweloholokaust'. Wtedy „Gazeta" broniła wolności słowa, ostrej ironii, niekonwencjonalnego podejścia do promocji dobytku narodowego, a ludzi, którzy mieli w tej sprawie inne zdanie nazwała „rodzimymi kołtunami". Hipokryzja dziennika z Czerskiej biła także po oczach gdy po śmierci jednego z właścicieli Legii Warszawa, część kibiców krzyczała „jeszcze jeden", nawiązując do drugiego włodarza warszawskiego klubu, a na jednym z meczów pojawił się transparent „Nie płakałem po Wejchercie". Święte oburzenie jakim zapłonęła „Gazeta Wyborcza" świetnie kontrastuje z promocją na łamach tej samej gazety takich akcji jak koszulki „Nie płakałem po papieżu" czy happeningów Dominika Tarasa, gdzie pod Pałacem Prezydenckim rozrywano pluszowe kaczki, krzyżowano pluszowego misia, a także krzyczano – o, ironio! – „jeszcze jeden", odnosząc się do drugiego z braci Kaczyńskich.
Warto wspomnieć o innej sferze aktywności dziennikarzy z Czerskiej. W opisie derbowego meczu „Gazeta Wyborcza" dzielnie wspierała delegata PZPN, który wyraził oburzenie z powodu meczowej oprawy („Jedna jest siła w tym mieście, Legia to potęga, a Wy kim jesteście?"), a także nie pozwolił na wniesienie biało-czerwonej flagi z napisem „Wilno Lwów". Powód jaki podają odpowiedzialne za to osoby jest komiczny, wszak delegatom PZPN i ludziom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo na stadionie, flaga ta kojarzy się z... nacjonalizmem oraz faszyzmem. Warto również wspomnieć, że na przedmeczowej 'cenzurze' zostają zatrzymane flagi z treścią „Better dead than red" i przekreślonym sierpem i młotem. I tutaj powód jest arcyzabawny – transparenty te mają rzekomo propagować... komunizm. Nie, nie pomyliłem się. To jest sposób myślenia ludzi ze związku.
Ale to nie wszystko. O ile wcześniej opisane flagi zostały cofnięte przed wejściem, o tyle kibice Ruchu Chorzów bez problemu wnieśli olbrzymi transparent w żółto – niebieskich barwach z napisem „To my, Wielki Naród Śląski". Żeby nie było nieporozumień – nie mam nic przeciwko i takim transparentom, wszak każdy ma prawo do swoich poglądów i idei (choć niezgodnych z moimi), także nastawieni autonomicznie kibice Ruchu. Jednak chciałem zwrócić uwagę na pewną niekonsekwencję i wybiórczość ludzi odpowiedzialnych za 'czystość ideową' podczas meczu.
Kolejną sprawą była niezwykle intensywna kampania „Gazety Wyborczej" wobec „Starucha", czyli kibica prowadzącego doping na stadionie warszawskiej Legii. Osobom, które nie 'siedzą w temacie', już wyjaśniam o co chodzi. Otóż po przegranym meczu Legii z Ruchem Chorzów, „Staruch" wdał się w polemikę z jednym z piłkarzy Legii, która skończyła drobnymi rękoczynami. Już nazajutrz obaj zainteresowani wyjaśnili sobie nieporozumienie, a „Staruch" przeprosił piłkarza i został ukarany przez klub. Mało znaczący incydent, w którym obydwu panom skoczyło ciśnienie z powodu troski o swój zespół, został rozdmuchany w mediach Agory do granic możliwości. Można było przeczytać o „pobiciu piłkarza", a minister sportu Adam Giersz zapowiedział, że zwróci się do prokuratura generalnego o wszczęcie postępowania z urzędu. Tydzień później na meczu Polonii Warszawa z Lechem Poznań, napastnik „Czarnych Koszul", Euzebiusz Smolarek uderzył w twarz jednego z obrońców „Kolejorza". Nikt na Czerskiej nawet nie zająknął się o niemoralności tego czynu. Wracając jeszcze na chwilę do ministra Giersza – padł ostatnio pomysł o tym, aby kibiców... sądzić jeszcze na stadionie, tuż po meczu albo i w jego trakcie, w specjalnej sali, przez skype'a. „Gazeta" przyklasnęła temu pomysłowi, nie wspominając o prawie do obrony, do rzetelnego procesu, do tego co w innych krajach jest czymś oczywistym i o czym pamiętała ta sama „GW", gdy Zbigniew Ziobro proponował sądy dwudziestoczterogodzinne.
To wszystko byłoby nawet zabawne. Można byłoby przymykać oko na aktywność „Gazety Wyborczej", wytykać jej hipokryzję, głupotę i manipulację. Nic nowego. Ale „GW" z kibicami nie walczy tylko tekstami. Dziennikarze tego dziennika dzwonili do sponsorów warszawskiego klubu, próbując dyskredytować środowisko kibiców. Posunęli się oni nawet do interwencji w... domach dziecka, z którymi ściśle współpracuje Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, organizując dla ich wychowanków wyjścia na mecze oraz multum różnych akcji, o których w mediach jest cicho.
I dobrze, że jest cicho. Bo kibice nie robią tego dla poklasku. Tak jak nie chwalą się swoim zaangażowaniem w pomoc materialną kombatantom AK, w organizację obchodów rocznic powstania warszawskiego, we wszelakie akcje niepodległościowo – patriotyczne. Tym że można ich spotkać w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego pod domem generała Jaruzelskiego, tym że są obecni na Marszach Niepodległości, tym że na strasznej „Żylecie" można spotkać sporo kobiet, a nawet dzieci, tym że po minucie ciszy za ofiary katastrofy smoleńskiej spontanicznie odśpiewali hymn narodowy...
Żeby nie było niedomówień – nie piszę tego tekstu, aby wytworzyć jakiś anielski wizerunek kibiców. Są wśród nas osoby, które są na bakier z prawem, którzy mają niezwykłe upodobanie do wszelkiego rodzaju zadym czy rozruchów. Ale są także ludzie inteligentni, wykształceni, dobrze zarabiający. Łączy nas jedno – szczerość w odczuciach i reakcjach. To, że padają na meczu wulgaryzmy, że nierzadko po dziewięćdziesięciu minutach śpiewów nasze gardła pracują na zwolnionych obrotach przez kilka dni, że często poświęcamy cały wolny czas i pieniądze na swój klub, że bardziej od wyniku na boisku interesuje nas dobra zabawa i poczucie wspólnoty. Może to ktoś zrozumieć i w to uwierzyć, może uważać za nienormalne, ale jednego nam nikt nie zarzuci: hipokryzji i dwulicowości.
Tekst powstał po to, aby ktoś kto go przeczyta miał spojrzenie z drugiej strony. Aby wiedział, że nie wszystko wygląda tak, jak to przedstawia „Gazeta Wyborcza" i zbliżone do niej media. Że kibol to też człowiek.
Jesteśmy nieprzemakalni, jesteśmy normalni!

http://www.wpolityce.pl/view/10480/Ten_tekst_powstal_po_to__aby_ktos_kto...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dziekuję za zwrócenie uwagi, roztargnienie wieczorne,za co Przepraszam i Pana i Autora, notka już oczywiście poprawiona.
Jeszcze raz Przepraszam i dziekuje za zwrócenie uwagi na to skandaliczne niedopatrzenie:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#153213