Passacaglia z fugą c-moll, BWV582

Obrazek użytkownika Mufti Turbanator
Kultura

Będzie zupełnie nie na temat, bo o pewnym utworze Jana Sebastiana Bacha oraz o tym, jakie rezonanse wywołuje pod turbanem.

Trochę teorii (żaden ze mnie muzykolog, tylko przepisuję; linki na dole tekstu)

Za Wikipedią: Passacaglia (czyt. passakalja; wł., z hiszp. pasacalle = piosenka uliczna). [...] Passacaglia wariacyjna wykształcona w XVII w. opiera się na wariacjach ostinatowych (stałe schematy w basie).

Ta szczególna Passacaglia, o której chcę pisać, to jedyna Passacaglia w zachowanej spuściźnie Bacha. Dla współczesnego słuchacza jest przyjazna dzięki dwóm cechom. Po pierwsze, opiera się na powtarzającym się temacie, który jest bez przerwy na tyle wyraźnie obecny, że pozwala się śledzić nawet nie zaprawionym w kontrapunkcie uszom. Po drugie, nasz zmysł muzyczny wdrożony jest raczej do słyszenia harmonii niż polifonii - a szczęśliwie właśnie na tę pierwszą Bach położył w Passacaglii nacisk.

Większość fachowców jest zgodnych, że Passacaglia pochodzi z wczesnego okresu twórczości kompozytora. Zdarzają się głosy postulujące zachowanie ostrożności w tym względzie, ja jednak - choć nie pytany - z całym przekonaniem podpisuję się pod zdaniem większości. Po prostu słyszę, że to utwór człowieka młodego! Ale - uwaga - młodego wiekiem, natomiast już ukształtowanego geniusza.
Zauważalne jeszcze tu i tam kanciastości formy co najwyżej dodają muzycznej wypowiedzi naturalizmu.

Teoretycznie mamy tu dwadzieścia wariacji, w praktyce jednak temat nie ulega większym przekształceniom; materiał dźwiękowy nabudowuje się na nim i wokół niego. W przebiegu utworu następuje kilka kulminacji, budowanych nie tylko dynamiką. Sporadycznie pojawiają się dysonanse, na które warto być przygotowanym by usłyszeć je "polifonicznie".

Rozwijamy turban

Ciekawe, że Bach w co najmniej dwóch miejscach używa podobnego chwytu formalnego: doprowadza narrację jakimś środkiem wyrazu (np. ostinato) do spiętrzenia i gdy wydaje się, że "OK, już, teraz musi nastąpic rozładowanie..." ten sam zabieg stosuje jeszcze raz, potęgując efekt.
Takie dwie charakterystyczne kulminacje to ta z narastającą dynamiką i harmonicznie niemal rażącym ostinato, oraz druga, paradoksalnie zacichająca. Niezwykła!

O ile pierwsza wyraża trudne do zniesienia spiętrzenie emocji, zmaganie młodzieńczej wrażliwości, to druga charakteryzuje się tym, że przez diminuendo (obniżenie dynamiki), dobranie odpowiedniej barwy i w końcu pozostawienie pojedynczego głosu doprowadza słuchacza do niesamowitego, wyjątkowego w charakterze skupienia.

Czy zdarzyło się Wam - nie wiem, może w dzieciństwie w jakiś leniwy, deszczowy dzień, albo na wsi w czerwcowy wieczór (lub w późniejszych latach po... no, mniejsza o to, po czym) - w każdym razie czy zdarzyło się doświadczyć takiego stanu, że codzienny świat trwał zawieszony gdzieś obok, a Wasza świadomość wędrowała przez zakamarki psyche nie bardzo wiedząc, czy to wciąż ona, Bóg czy coś, co jest już tylko wyobrażeniem?

Sam przewodni temat jest motorem kompozycji, jakąś wręcz idée fixe. Można by go odnieść do czegoś, co stanowi o tożsamości, o "ja" osoby. Ale powraca także jak memento oddzielenia i samotności, jakimi jesteśmy naznaczeni. W miarę przekształceń pokazuje się zarówno jako dar jak i ułomność, ograniczenie i oparcie. Można by powiedzieć, że to temat ludzkiego losu, ale różny od Beethovenowskiego fatum, bo jest osobisty aż po wydobywanie na powierzchnię świadomości tego, co tu i teraz, dla słuchającego stanowi "bliznę założycielską" i podstawowe egzystencjalne tło.

Wreszcie Passacaglia przechodzi w fugę, a pierwsza połowa tematu zostaje wpleciona w polifoniczną strukturę. Następuje przekształcenie nagromadzonego napięcia, przeniesienie go w inną perspektywę. Niemal fizycznie odczuwana jest ulga, kiedy przywiązane wcześniej do tematu myśli rozbiegają się, podążając za poszczególnymi liniami melodycznymi.
"Ja" tematu, zmagające się wcześniej ze sobą i światem, staje się teraz jednym z współbiegnących głosów, odnajduje swoje miejsce, przekształca się, wciąż rozpoznawalne i tożsame, ale w pełnym wolności kontekście. Nie tylko trwa, ale okazuje się być niezbędnym elementem harmonii, integralną częścią złożonej, wciąż zmieniającej się pełni.

I wszystko to w kilkanaście minut. Zdrowo, tanio, kaca nie ma i do spowiedzi iść nie trzeba. (O ile poświęciliśmy te kilkanaście minut życia i 100% uwagi słuchaniu. W przeciwnym wypadku spowiedź jest konieczna.)

Zaproponowane wyżej zobrazowanie to tylko propozycja. Rzeczywiste wrażenia są bardziej abstrakcyjne, co nie znaczy, że mniej wyraziste. Ale zdarzają się też odniesienia do konkretnych, realnych sytuacji i przeżyć.

Spośród kilku wykonań jakie mam obecnie czelność słuchać, bardzo charakterystyczna jest interpretacja Michaela Murraya (na organach w Methuen). Jest najbardziej "kolorowa", ale i delikatna, subtelna.
Z drugiej strony nagranie Petera Hurforda odbieram jako niemal wulgarne (ach, ci Amerykanie!) i zarazem głęboko, bezpardonowo poruszające.

Jeśli ktoś posłuchał Passacaglii i zechce wyrazić swoje zdanie - czy o powyższym wprowadzającym tekście, czy o samym utworze - chętnie przeczytam.

Linki:
Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Passacaglia (forma muzyczna), http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Sebastian_Bach (J. S. Bach)
Doskonała polska strona o budowie organów: http://www.organy.of.pl/
A sama Passacaglia? Też można ją znaleźć w sieci. Najczęściej ukryta jest w większych zbiorach nagrań utworów organowych Jana Sebastiana Bacha.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Tego utworu nie znam, ale nadrobię braki. Lubię Bacha, ale ekspertem nie jestem, tylko ot, takim prostym miłośnikiem na poziomie Koncertów Brandenburskich...

Ale NA PEWNO PROSZĘ o więcej takich wpisów, ok?

Pzdr, Hun

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#64273

Niezwykłe . Czołem :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#64274

T - REX  Bardzo ciekawe rozwazania muzykologiczno - hypnogogiczne . Stan sen - jawa malujaco zobrazowany .

Krotko mowiac znakomita hypotypoza  , rozekspandowana . Tylko pewnie wielu zastanawia sie czego bezposrednio dotyczaca , bo ujales to tak subtelnie , jak  wyrocznia delfijska . 

To nie zawsze najlepsza metoda : "obscurum per obscurius" , nie kazdemu pasuje . Nie kazdy wie co to prodromy . Zbyt gwaltowna dekompresja kompilacyjna  moze wywolac vertigo positionalis benigna .

Chyba spostrzegles , ze do tej pory nie moga docucic wielu chlopow ze wsi i wielu bab z miasta . Tak intensywna emitancja moze porazac odbiorcow , graniczy tez niestety z idiolatria . Impedancja standartowych ukladow kognitywno - emocjonalnych , ogranicza in praxi mozliwosci ich modulacji .

Nie lepiej bylo powiedziec po prostu - cisza przed burza . Co ciekawsze zgadza to sie w tej chwili zarowno doslownie jak i w przenosni .

" Przewrot zdal celujaco . Przeszedl do nastepnej klasy zwyciezcow " J.S. L

Pozdrawiam .

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

T - REX

#64829