Co się dzieje pod krzyżem?

Obrazek użytkownika Demokracja
Kraj

Dzień 25-27 sierpnia.
Ataki prowokatorów wzmocnionych przez promocyjne drinki z sąsiadującego Gesslerra, wzmogły się zwłaszcza pod debacie radnych w Radzie Miasta Warszawy, w sprawie krzyża. Wyjątkowo przykra i uciążliwa jest systematyczna akcja przeprowadzana przez młodych prowokatorów, którzy w trakcie apelu jasnogórskiego, odprawianego przez modlących się pod krzyżem wraz z kapłanem, ustawiają się tuż przy modlących się, dmuchając w ich stronę gryzącym w oczy i gardło dymem z papierosów. Właściwie trudno określić, co to jest - czy zwykłe papierosy czy jakieś narkotyki, gdyż wczoraj jedna kobieta krztusiła się przez 20 minut, nie mogąc złapać oddechu. Z oczu ciekły jej łzy. W końcu poprosiła o cukierka miętowego, by nawilżyć gardło, ktoś poradził jej przejście na inną stronę modlących, z nadzieją, że ten gryzący dym będzie tam rzadszy... Ludzie odczuwają silne drapanie w gardle i wysuszenie podniebienia, kilka osób modlących się stwierdziło u siebie zawroty głowy. Taka akcja trwa już od lipca. Wielokrotnie prosiliśmy palących mężczyzn, by nie dmuchali w modlących się ludzi, zwłaszcza, że istnieje niebezpieczeństwo alergii mogącej doprowadzić do zaburzenia oddychania. Na nic nasze perswazje i prośby. Regularnie między 21:00 a 22:00, 5-osobowa grupa ustawia się na tyłach zgromadzonych ludzi, zza pleców których daje się zauważyć gęsty biały dym, nakierowany w samo centrum zgromadzenia.
Przez całe noc, do rana uporczywie przeszkadzają w modlitwie dwaj młodzi chłopcy. Jeden z nich tak upity a prawdopodobnie i naćpany, że potyka się o własne nogi, oczy ma mętne, na wpół przymknięte i zupełnie nieobecne. Nie przeszkadza mu to z cała zapalczywością dokuczać modlącym się i czuwającym pod krzyżem. Wchodzi między nas wykrzykując na całe gardło: "nie módlcie się do krzyża, tylko do Boga!", a kiedy próbuje się go odciągnąć, obrzuca czuwających ohydnymi przekleństwami. Nad ranem 27 sierpnia spadł rzęsisty deszcz. Czuwający zaczęli chować się - gdzie kto mógł, pod wąziutkim zadaszeniem Kordegardy, pod parasole, we framugach bramy pałacu potockich. Młody pijany człowiek nadal atakował. W pewnym momencie podszedł do rzeczy należących do obrońców krzyża i zaczął je rozgarniać. Jednemu z czuwających wyrwał z rąk parasol i z całą siłą go połamał. Czuwający został bez parasola moknąc na deszczu... Ktoś zawołał przechodzącego właśnie policjanta, relacjonując zdarzenie. Policjant spojrzał obojętnie w stronę krzyża oświadczając, że to go nie interesuje... I odszedł. Na szczęście znalazł się inny policjant, o "ludzkim sercu", który zgarnął młodego człowieka do samochodu...
Wieczorem 27 VIII ataki na obrońców krzyża zlokalizowały się na ulicy. Swoją drogą zadziwiające, że Krakowskie Przedmieście zamknięte jest dla ruchu drogowego, ale przeciwnicy krzyża mogą jechać tamtędy nawet autobusami. W chwili odmawiania apelu jasnogórskiego, przed przez trasę biegnącą dokładnie przed pałacem - czyli przed modlących się, wjechała grupa rozwrzeszczanych rowerzystów. Na czele rajdu jechał samochód oświetlony jaskrawymi, kolorowymi lampami i z tubalnym nagłośnieniem, z którego ryczał głos nawołujący do usunięcia krzyża i rozgromienia "fanatyków". Akcja ta podziałała jak woda na młyn na prowokatorów. Wzmogły się wrzaski, ktoś nagłośnił okrzyki, inny włączył muzykę z magnetofonu na cały regulator, reszta zaczęła skakać i krzyczeć. W tej wrzawie trudno było dosłyszeć własne głosy. Modlitwa jednak nie ustawała... Po rajdzie zdawało się, że nastąpiła chwila oddechu, niestety... Niespełna 10 minut później Krakowskim Przedmieściem przejechał pstrokaty autobus, bez okien i bez dachu, pełen rozwrzeszczanych młodych ludzi, nad którymi unosiły się ciężkie, barowe dźwięki techno, z głośników, od których dosłownie drżał chodnik pod nogami. W momencie, kiedy autobus mijał krzyż, jeden z "pasażerów" wystawił przez okno kukłę nagiego ciała kobiecego.

Tymczasem trzeba zaznaczyć, że wśród modlących się pod krzyżem przybywa wiele nowych twarzy. Wczoraj wierni powitali oklaskami wiadomość, że na apel przybyło aż 5 kapłanów! Widać było wielu młodych ludzi, którzy przyjechali wraz ze swymi duszpasterzami z różnych parafii: z Powsina, jest grupa z Łomianek, z Podlasia... Piątą noc czuwa pod krzyżem kobieta ze Śląska. Kilkanaście parafian z Grochowa, modliło się pod krzyżem do 4:00 nad ranem...

Wielu prowokatorów przedstawia ludzi spod krzyża jako margines społeczny, dewiantów, bezdomnych lub nienormalnych. Jak wszędzie w takich okolicznościach, wśród zgromadzonych pojawia się wielu różnych ludzi. Są śród nich osoby bezdomne, pojawiają się nieraz ludzie dziwacznie ubrani lub egzaltowani. Ale jakież to ma znaczenie...? Traktowanie ich jako gorszych jest przecież echem tego, co działo się w III Rzeszy. Każdy człowiek jest bezcennym skarbem wobec Boga i takim powinien być dla nas. Każdy zasługuje na szacunek i na obronę, tym bardziej w obliczu hałaśliwych haseł o tolerancji, równych prawach itd, itd... podnoszonych ostatnio w naszym kraju.
Na koniec chcę jeszcze zwrócić się z małym apelem. Robi się coraz chłodniej, noce i poranki bywają deszczowe. Czuwający mają często mokre buty, mokre nogi, marzną... Jeżeli ktoś z posiada rzeczy, którymi mógłby się podzielić, byłoby to bardzo pomocne. Chodzi zwłaszcza o kurtki lub płaszcze przeciwdeszczowe, buty lub kalosze - na miarę możliwości - czapki, szaliki lub chusty, koce, poduszki i - co ważne - kubeczki jednorazowe.
Za wszystkie przejawy wrażliwości dziękujęmy

Ocena wpisu: 
Brak głosów