Obrońcom Krzyża Smoleńskiego

Obrazek użytkownika weronka
Blog

Na początku nie wiedzieli, że nimi są. Zbierali się przed Pałacem Prezydenckim w pierwszych dniach żałoby narodowej, potem ustawiali się w kolejce do Pałacu, aby osobiście pożegnać Parę Prezydencką. Niektórzy z nich zostali uchwyceni na filmie "Solidarni 2010"; to chyba wówczas w debacie publicznej pojawił się temat upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej właśnie tam, w miejscu gromadzącym najliczniej żałobników.

Miesiące mijały, a oni nadal spotykali się przed Pałacem, przyjeżdżali z całego kraju, zostawali tak długo, jak mogli, a potem wracali do swoich domów, do codziennego życia. Nie precyzując konkretnego celu, z wewnętrznej potrzeby, której nie musieli definiować. Nikomu nie przeszkadzali i im nie przeszkadzał nikt, bo powód ich gromadzenia się w tym miejscu był oczywisty. A gromadzili się wokół krzyża postawionego tam w poczatkach załoby; to pod nim odbywały się modlitwy za dusze tragicznie zmarłych i za ojczyznę, aby przetrwała wobec niewyobrażalnej tragedii.

Kiedy wybory prezydenckie włoniły nastepcę Lecha Kaczyńskiego, na kilka dni przed jego nominacją przed Pałac wyruszyła grupa duchownych i harcerzy aby przenieść Krzyż do pobliskiego kościoła, a potem udać się z nim na pielgrzeymkę do Częstochowy. Wtedy wypowiedzieli się poraz pierwszy. Ich protest był tak zdecydowany i słyszalny, że Krzyż przed Pałacem pozostał.

To również wtedy poraz pierwszy służby porządkowe stolicy oddzieliły krzyż od tłumu, a oni, stojący najbliżej zostali nazwani Obrońcami Krzyża.

Owego dnia w tłumie przeważali żałobnicy pragnący wziąć udział w uroczystości, ale również wyrazić protest wobec usunięcia jedynego wtedy symbolu żałoby narodowej w tym miejscu.

Krzyż pozostał a oni z żałobników stali się orędownikami godnego upamietnienia ofiar tragedii smoleńskiej przed Pałacem. Bo ich - dotąd po prostu żałobników zbierających się aby wspominać, modlić się - nikt o zdanie nie spytał, a wybrany termin usunięcia Krzyża w wyraźny sposób sugerował przyszłą niechęć do kultywowania pamięci katastrofy, chęć wymazania z pamięci wraz z nią zmarłej Pary Prezydenckiej i pozostałych ofiar.

Występując przeciw zarządzeniu władzy Obrońcy Krzyża stali się - jesli nawet wbrew intencjom - opozycją. A skoro opozycją, to polityczną, bo polityka wkroczyła do konfliktu natychmiast. Jako oponenci polityczni zostali przedstawieni i tak odtąd zaczęto ich traktować, chociaż żadna z partii opozycyjnych nie nie miała wpływu na to, że zdecydowali się nadal pozostawać przed Pałacem, jak nie z dowolnej inspiracji pozostawali tam wcześniej.

Od tego czasu zaczęli ich krytykować przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości, bo z tej partii wywodził się Prezydent i z nia było związanych wielu spośród tych, którzy zgineli. Również ta partia najgłośniej krytykowała sposób przeprowadzania śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Do krytyków PiS dołączyli przeciwnicy obecności krzyży jako symboli religijnych w przestrzeni publicznej. Anarchiści rozpoczęli zbieranie podpisów przeciwko pozostawania krzyża w okolicy Pałacu. Przy co najmniej akceptacji partii sprawującej władzę odbyła się demonstracja przeciwników krzyża pierwotnie zakładająca próbę jego przeniesienia siłą i ponownie służby porządkowe oddzieliły osoby pozostające najbliżej niego od tłumu. Ponownie tłum składał się w większości z osób, które chciały, aby pozostał: jako symbol religijny czy gwarant powstania w tej lokalizacji pomnika ofiar.

Jednak to organizatorzy demonstracji mieli przede wszystkim prawo głosu, a demonstracja przekształciła się manifest podobny do manif ateistów; to wtedy miejsce celu w postaci upamietniania ofiar tragedii i oddawania im szacunku zajęła w publicznym przekazie debata na temat symboli religijnych w przestrzeni publicznej. O opinie pytano duchownych Kościoła Katolickiego obwiniając ich o niechęć zajęcia wyrażnego stanowiska.

Obrońcy Krzyża starali się przetrwać fluktuacje przekazu publicznego nie godząc się na wywiady albo powtarzając, że pragną godnego upamiętnienia ofiar katastrofy.

Wtedy pojawili się negocjatorzy proponując uzgodnienie formy godnego upamietnienia katastrofy przede wszystkim z władzami, tu: przedstawicielami kancelarii nowego prezydenta. Ale negocjacje nie wyszły poza etap wstepnych ustaleń, bo oto pewnego poranka na ścianie Pałacu pojawiła się niewielka tablica mająca upamietniać tragedię. O jej odsłonięciu nie poinformowano nikogo, odbyło się we wczesnych godzinach porannych i byli przy nim obecni jedynie przedstwiciel kancelarii i urzędu miejskiego.

Nie chciano dawać pretekstu do gromadzenia się tłumu, skoro podjęto samodzielną decyzję o miejscu i formie.

Tablica nie wzbudziła entuzjazmu zarówno Obrońców Krzyza, jak i ich przeciwników. Nie spodobała się mediom, również z powodu sposobu jej odsłonięcia, który niezależnie od intencji, ktorą było pewnie spowodowanie odstapienia Obrońców Krzyża. Pojawiły się akty dewastacji, jednak nie w wykonaniu Obrońców.

W atmosferze konfliktu coraz częściej dochodziło do ataków nie tylko na Obrońców Krzyza, ale i na sam Krzyż Smoleński i to skłoniło służby porządkowe do trzeciej już akcji oddzielenia krzyża od tłumu - tym razem jednak krzyż został ogrodzony w sposób nie dający dostępu Obrońcom. Usunięto ich, w niektórych przypadkach siłą i wystawiono solidny, podwójny mur przymocowany do chodnika.

A Oni przykleili na nim napis "Wytrwamy" i gromadzili się nadal za podwójnym murem modląc się i czuwając, choć już nie mogli zapobiec usunięciu krzyża. I pewnego dnia - znów o poranku, nie uprzedzając nikogo - krzyż został zabrany, ale nie do kościoła, gdzie pierwotnie miał się znaleźć. Trafił do kaplicy pałacowej, jego dalszy los pozostaje nieznany. Nie odprowadzała go grupa wiernych, nie było duchownych ani harcerzy. Żaden reporter nie sfilmował przeniesienia Krzyza Smoleńskiego. Stało sie to w miesiąc po objęciu władzy przez nowego prezydenta, po pięciu miesiącach od Tragedii smoleńskiej.

Przed Pałacem pozostają nadal podwójne mury, a przed nimi Obrońcy Krzyża. Którzy czekają na ... zrozumienie

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Otóż to, żałobnicy. Którzy dosyć szybko nabrali przekonania, że opłakują ofiary zbrodni, a nie wypadku. Orędownicy oddania czci poległym a potem z konieczności dodatkowo obrońcy Krzyża.
Doskonałe rozłożenie akcentów.
Dzięki.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#87117