Wanda Błeńska - Matka trędowatych

Obrazek użytkownika GosiaNowa
Idee

Chcę dzisiaj napisać o wyjątkowej kobiecie. Była jedna z niewielu misjonarek świeckich. 30 października 2010 roku dr Wanda Błeńska ukończyła 99 lat. Przez ponad czterdzieści lat opiekowała się osobami trędowatymi w Ugandzie. 16 grudnia tego roku odebrała w Poznaniu Nagrodę Honorową Rzecznika Praw Dziecka. Jest ona przyznawana osobom i organizacjom szczególnie zasłużonym w działalności na rzecz dzieci i obrony ich praw.
Nagrodę wręczono w Piątkowskiej Szkole Społecznej, która nosi imię laureatki, uroczystość poprzedziły jasełka zaprezentowane przez uczniów szkoły.

- To dla mnie ogromny zaszczyt, że nagradzam osobę tak wyjątkową dla Polski, Wielkopolski i całego świata. (…) Jest Pani kimś między Matką Teresą z Kalkuty a Ireną Sendlerową - powiedział Marek Michalak dr Wandzie Błeńskiej.
- Nie jestem godna- odparła z niekłamaną skromnością laureatka. – Ale dziękuję, bo wiem, że za każdą taką nagrodą są wasze serca”.
Wanda Błeńska urodziła się 30 października 1911 roku w Poznaniu.
W 1934 r. ukończyła w Poznaniu studia medyczne. Przez 16 lat pracowała w szpitalach w Toruniu, w Gdyni i w Gdańsku.
Nie to było jej celem życia, bo od dziecka marzyła o misjach. To głównie dlatego poszła na medycynę. Jednak przed II Wojną Światową świeckie kobiety nie były wysyłane na misje. Szanse na wyjazd miały tylko zakonnice. Błeńska mała zamiar fikcyjne wstąpić do zakonu, żeby móc wyjechać. Zdesperowana poszła do jednej z przełożonych i wyznała szczerze, że wstąpi do nich, a jak już pojedzie na misje – to odejdzie. Potem wybuchła wojna. Błeńska wstąpiła do Armii Krajowej. Po wojnie wyemigrowała z komunistycznej Polski na Zachód, by studiować w Londynie medycynę tropikalną. W roku 1950 spełniło się jej marzenie – jako lekarka pojechała do Afryki.
Kiedy w połowie ubiegłego wieku zaczynała pracę, trąd budził jeszcze powszechne przerażenie – podobne do tego, jakie dziś wywołuje zarażenie wirusem HIV.
– Wytrwałam dzięki wierze – wyznała – Mój wyjazd do Afryki to było ofiarowanie kawałka życia Panu Bogu.
Trafiła wtedy do Ugandy, do miejscowości Buluba nad jeziorem Victoria. Odważnie pomagała trędowatym, nie zakładając rękawiczek podczas leczenia, by chorych nie przestraszyć i nie zniechęcić. Dzięki niej tysiące ludzi zostało wyleczonych, a mieszkańcy nazwali ją Matką Trędowatych
Prawdę mówiąc trędowatymi zajęła się przez przypadek. – Biskup w Ugandzie, do którego się udałam jako misjonarka, dostał akurat od rządu propozycję otwarcia leprozorium dla trędowatych i podał jej nazwisko. Leprozorium jednak nie powstało, a Błeńska pojechała nad jeziorem Wiktoria. Siostry franciszkanki z Irlandii prowadziły tam zakład dla chorych na trąd. Zaczęła u nich pracować. Pracowała w prymitywnych warunkach. Sala operacyjna to był ciemny, maleńki pokoik. Żeby mieć więcej światła, kazała zdjąć kawałek dachu i wstawić okno. Nie miała stołu operacyjnego z prawdziwego zdarzenia. Operowała więc na... polowym łóżku.
– Tak ciężko było tylko przez pierwszych dwadzieścia lat – opowiada teraz z humorem. Na początku lat siedemdziesiątych do Buluby zaczęli przyjeżdżać inni lekarze z Polski. Dziś jest tam wielki ośrodek z nowoczesnym szpitalem, domami dla trędowatych, szkołą i kościołem. Dzięki poznańskiej lekarce tamtejsza placówka sióstr franciszkanek zyskała światową sławę i nosi dziś nazwę „Wanda Blenska Training”.
„Gdy wieść o tym, że trąd jest uleczalny, zaczęła rozchodzić się po Ugandzie, do Buluby przyjeżdżali zarażeni chorobą duchowni, nauczyciele, oficerowie armii. Gdy wracali do zdrowia, byli naszą żywą reklamą „– mówi Błeńska.
W 1992 roku, po 42 latach spędzonych w Afryce, Wanda Błeńska wróciła do Polski. Zamieszkała w rodzinnym Poznaniu. O Afryce i trędowatych nie zapomniała. Mimo sędziwego wieku nadal prowadzi zajęcia z medycyny tropikalnej w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Przylgnął do niej przydomek: „Matka Trędowatych”. Nie przepada za tym określeniem. – „Wolałabym, żeby zostało ono przy Matce Teresie” – mówi.
Na poznańskich uczelniach jest wielu jej naśladowców w Akademickim Kole Misjologicznym. Studenci wyjeżdżają np. do Ziemi Świętej pomagać pracującym tam misjonarzom. O tym jednak napiszę kiedyś w osobnej notce.
Od papieża Jana Pawła II Wanda Błeńska otrzymała najwyższe odznaczenie przyznawane świeckim zaangażowanym w życie Kościoła, Order Świętego Sylwestra. Jest odznaczona Krzyżem Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, oraz przyznawanym przez dzieci Orderem Uśmiechu.
Jest honorową obywatelką Ugandy i miasta Poznania.
Ta skromna niepozorna kobieta nie chce zaszczytów i sławy. Nie pcha się na okładki Pism, nie poprawia sobie urody, nie walczy z upływającym czasem. Wystarczy jednak spojrzeć w jej dobre mądre oczy, by zobaczyć tam prawdziwe piękno. Piękno duszy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dzięki za to świadectwo pięknego życia wspaniałej Polki. Pozdrawiam

Sigma

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#120683

przeczytać o tej wspaniałej kobiecie.
Lepiej pisac o celebrytach, bo to wszystkich interesuje.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

GosiaNowa

#120777

Dziękuję Bogu że wśród nas żyją jeszcze tacy ludzie jak pani Błeńska. To dodaje otuchy że nie jesteśmy szczelnie otoczeni cynizmem ,znieprawieniem które nadaje ton współczesnym Polakom, obyśmy jak najprędzej otrzeźwieli, potrafili docenić takie osoby jak ta pani i je naśladować. Dzięki też autorce za ten artykuł.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#120783

Dzięki Bogu za takich LUDZI.Niewymowny podziw.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#122865