Zasada katyńska – Próba określenia istoty naszego nieszczęścia

Obrazek użytkownika Ciri
Kraj

Przynajmniej od czasu zaborów, a już na pewno od wojny polsko-sowieckiej w 1920 roku mamy jako naród do czynienia z serią działań wrogich nam mocarstw, która w szczególny i tragiczny sposób niszczy podstawy istnienia narodu i państwa polskiego.

Działania te przychodzą najczęściej z kierunku wschodniego, ale w określonych momentach sprzężone były również z posunięciami naszego zachodniego sąsiada.

Po zapoznaniu się z tym szczególnym ciągiem destrukcji doszedłem do wniosku, że mamy do czynienia ze zjawiskiem, które wykracza poza znane nam z historii wrogie przedsięwzięcia otaczających nas mocarstw. W pierwszym rzędzie widzimy oczywiście zbrodnię katyńską z jej ogromem bestialstwa i trudnymi do ogarnięcia skutkami dla narodu polskiego, który do dnia dzisiejszego boleśnie odczuwa konsekwencje sowieckiego mordu na polskich oficerach.

Wcześniej, przed wybuchem drugiej wojny światowej jak również po jej wybuchu oraz po 1945 roku mamy do czynienia ze swoistym holokaustem narodu polskiego. Mam tu na myśli eksterminację i masowe wywózki na Syberię ogromnej liczby Polaków
http://www.genealogia.okiem.pl/foto2/thumbnails.php?album=73
którzy zamieszkiwali kresy Rzeczpospolitej.
http://www.gazetagazeta.com/cgi-artman/exec/view.cgi?archive=137&num=169...

Do tych zbrodni dołączyć należy oczywiście nie wiele mniejsze w swoim rozmiarze zbrodnie dokonywane przez hitlerowskie Niemcy. Okres ostatniej wojny jest w zasadzie nieustannym pasmem mordów i eksterminacji narodu polskiego. Niezliczone rozstrzelania i wywózki do obozów koncentracyjnych są tego przerażającym świadectwem.

Swoistą kulminacją ciemnej nocy podwójnej okupacji był mord warszawski, czyli hekatomba Powstańców Warszawskich i mieszkańców startej następnie z powierzchni ziemi Warszawy.

Po 1945 roku okupacja trwa w zasadzie dalej i okaleczona Polska przeżywa krwawą rozprawę z jej ostatnimi obrońcami, z żołnierzami wyklętymi, którzy przez okres parunastu lat stanowili wysepki wolnej Polski w coraz bardziej gęstniejącym szlamie stalinizmu i epoki Gomułki.

Od czasu do czasu duch wolności każe powstawać Polakom z kolan i w ten sposób następuje cały ciąg wolnościowych wysiłków narodu, od 1956 roku w Poznaniu, przez bunt młodzieżowy w 1968 roku, tragedię wybrzeża w 1970 roku, wypadki radomskie sześć lat później aż po Polski Sierpień i pierwszą Solidarność. Wymowy tych wydarzeń nie zmienia fakt, że w pewnym stopniu były one prowokowane przez dane ekipy namiestnicze w celu zainicjowania nowych rozdań władzy.

Stan wojenny również jest czasem rosnącego buntu społeczeństwa i tak ciąg wolnościowych aspiracji wiedzie nas do roku 1989 i oszustwa okrągłego stołu. Potem próba odzyskania godności w 1992 roku.

Niedawna próba uwolnienia Polski z pęt zniewolenia to lata 2005-2007, których tragicznym końcem był poranek 10 kwietnia 2010 roku.

Powyższy wybór wydarzeń dotyczy spraw, że tak powiem, spektakularnych. Kolejną warstwą omawianego tu zjawiska jest destrukcja i paraliż życia narodu na wszelkich poziomach i we wszelkich możliwych obszarach. Prześladowania, więzienia, systematyczne trucie organizmu narodu przy użyciu całej masy agentów i donosicieli. Pacyfikacja przestrzeni działań społecznych, od lokalnych po ogólnokrajowe. Do tego gospodarka ustawiona na zasilanie radzieckiego mocarstwa.

Po 1989 roku ciąg dalszy tego procesu z wykorzystaniem tych samych kadr, ale w lekko zmienionym porządku ekonomicznym. Zmienionym zresztą tylko po to, aby „włodarze”, nadzorcy i namiestnicy mogli podłączyć się do realnego bogactwa krajów uprzemysłowionych. A więc następują lata wyprzedaży, rozkradania i prywaty.

Jednocześnie Polska włączona zostaje do organizmu socjalistycznego z natury organizmu Unii Europejskiej. Cele są dwa. Uzyskanie możliwości wypchnięcia bezrobotnych mas Polaków zagranicę, gdyż w przeciwnym razie mogłoby ponownie dojść do buntów i strajków, które zakłóciłyby „zarządzanie” obszarem między Odrą a Bugiem. Po drugie Polska w Unii przydatna jest Rosji, która traktuje nas jako swego rodzaju korytarz lub dywanik prowadzący legalnie do zasobów UE.

Poza resortami siłowymi, wszelkimi służbami i agentami, od tych super tajnych, przez TW aż po niezliczoną rzeszę pożytecznych idiotów system posiłkuje się coraz szerzej mediami i obszarem działań informatycznych, docierając w ten sposób do Polaków „na samym dole”, czyli w terenie i odpowiednio objaśniając im wydarzenia krajowe i światowe, a właściwie coraz bardziej je kreując poprzez manipulację informacjami i wygłuszanie tych treści, które uznaje się za niesprzyjające utrzymaniu Polaków w stanie względnie zadowolonej podległości.

Wróćmy jednak do tytułowej zasady katyńskiej. Druga Rzeczpospolita znalazła się na drodze ekspansji rewolucji bolszewickiej na Europę. Przy czym należy od razu zaznaczyć, że nie chodzi tu żadną rewolucję, lecz o ordynarny i perfidny skok na bank pod nazwą „Rosja”. Apetyty bandytów rosły, a braki na miejscu kazały zbirom ruszyć na Europę w celu zdobycia kolejnych łupów z zastosowaniem metody „rewolucyjnej”, czyli zmasakrowania danego społeczeństwa, pozbycia się elit i wszystkich tych, którzy przeszkadzaliby w plądrowaniu kraju.

Eksterminacja połączona ze zniewoleniem reszty danego społeczeństwa. Najlepiej poprzez całkowite opanowanie terrorem i następnie monitoring wszelkich obszarów życia człowieka z zastosowaniem metody wywracania do góry nogami wszelkich norm, zasad i wartości, które dotychczas konstytuowały dany naród i jego państwo.

Z tego punktu widzenia Wolna Polska była szczególną przeszkodą i zadrą w procesie zbliżenia sowiecko-niemieckiego. Obydwa mocarstwa snuły własne wizje „naprawy” świata i Polska musiała zostać wyeliminowana i zneutralizowana. Ściśle rzecz biorąc Polskość, czyli byt wolnych ludzi, budujących swoją wspólnotę na tradycji i wierze. Tego rodzaju piasek w mechanizmie totalitarnym może jedynie stanowić przeszkodę i trzeba go usunąć, nawet jeśli formalnie państwo polskie może przez jakiś czas istnieć.

Działania w ramach zasady katyńskiej polegają na sterowaniu nimi z centrali i na zleceniu wykonania i nadzoru wykonania danych działań na miejscu przez odpowiednio do tego przygotowanych ludzi. Z czasem prowadzący działania przedstawiciele mocarstwa stopniowo wycofują się i pozwalają miejscowym na przejmowanie wybranych obszarów. Miejscowi namiestnicy muszą rekrutować się z tych przedstawicieli danego narodu, którzy mają wrogie nastawienie do swoich rodaków. Do tego domieszka strachu i perspektywa korzyści materialnych z procesu grabieży i niszczenia kraju i mamy gotową ekipę namiestniczą, która będzie wiernie służyć mocodawcom i zawsze pamiętać o tym, że tylko dzięki nim uzyska dostęp do zasobów i stanowisk, które w normalnej sytuacji byłyby poza ich zasięgiem. To wiąże niczym beton.

Na czym polega działanie tych ludzi? Otóż jest to nieustanne skanowanie przestrzeni polityczno-społecznej kraju, które ma dać informacje o potencjalnych zagrożeniach dla harmonijnego, stopniowego procesu eliminacji danego narodu i państwa. U podstaw wszelkich działań jest stale obecny pokład nienawiści żywionej dla wszystkiego, co stanowi o charakterze danego narodu. To jest ten sam zespół poglądów i motywacji, który stał u zarania inicjacji procesu tworzenia zespołu uderzeniowego na przykład w 1942 roku, gdy szykowano ekipę namiestniczą na czas powojenny.

Jeśli system macierzysty dochodzi do wniosku, że dana sytuacja wymaga bezpośredniej interwencji, to bez wahania ową interwencję przeprowadza (interwencje zbrojne własnymi rękami lub rękami ekip miejscowych, mordy polityczne, stany wyjątkowe, wojenne itd., 10 kwietnia 2010). System może sam modyfikować swoją politykę i odpowiednio kierować zmianami na podległym mu terenie (okres transformacji przed 1989 i po 1989 roku). System sam decyduje o tworzeniu nowych partii politycznych, gdy dochodzi do wniosku, że dotychczasowe się zużyły (PO).

Odpowiednią otoczkę dla aktywnej obecności systemu tworzą media. System eliminuje środowiska niezależne, najpierw je marginalizując, dręcząc aż wreszcie likwidując, na przykład poprzez wykup (ostatnia sprawa „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam rze”).

W optyce systemu teren między Odrą a Bugiem ma być spokojny i czysty. Niepokorni są marginalizowani i wypychani zagranicę ze względu na sterowaną degrengoladę gospodarki. Demolowany system edukacji zapewnia odpowiednią modyfikację nauczanych treści w kierunku uzyskania rzesz powolnych i niedouczonych odbiorców reklam, z ambicjami pracy w najgorzej opłacanych obszarach usług – najlepiej zagranicą, gdyż w ten sposób uzyskuje się dodatkowo rozbicie rodzin (siedlisko Polskości) i dodatkową demoralizację, a przede wszystkim wypchnięcie poza granice namiestnicze elementu potencjalnie niebezpiecznego.

Zasada katyńska jest więc bardzo sprawna i elastyczna. Sięga od pozornie niewidocznego utrudniania życia, uwikłanie w kredyty właściwych banków, aż po akty bezpośredniej przemocy jak chociażby sprawa smoleńska.

U podstaw zasady katyńskiej leży odraza i nienawiść żywione w stosunku do Polski. Elementy te połączone są organicznie z absolutną podległością wobec mocodawców w atmosferze strachu i niepewności oraz z realnymi możliwościami niebywałego awansu materialnego i politycznego, szczególnie na tle biedy i upokorzenia reszty społeczeństwa. Pamięć miejsc, z których namiestnicy się wywodzą i pamięć o tym, że w każdej chwili mogą zostać zdegradowani lub zamordowani jest najsilniejszą z możliwych motywacji do działań namiestniczych. Ograniczenie umysłowe i edukacyjne powoduje, że ludzie ci podczepiając się pod działania geopolityczne, doznają głębokiej satysfakcji płynącej ze służby dla celów „wyższych”.

Zasada katyńska realizowana jest na różnych poziomach, od zapluwającego się nienawiścią i żałosnego marszałka sejmu, pozornie jowialnego i śmiesznego prezydenta, po zimnokrwistą ekipę premiera. Poza tym przez całą resztę wykonawców, klakierów i pożytecznych idiotów. Realizatorzy zasady katyńskiej potrafią też w razie potrzeby okazać „troskę” o środowisko prawicowe i zasugerować stworzenie partii, która będzie oczywiście o niebo lepsza od aktualnej opozycji tylko po to, aby następnie przejąć chętnych po wykonaniu zadania polegającego na osłabieniu lub rozbiciu rzeczywistej opozycji.

Dlaczego o tym piszę? Uważam, że środowiska niezależne muszą wraz z partią opozycyjną podjąć wszelkie wysiłki w celu uzyskania jak największej wygranej w ewentualnych wyborach. Nie wolno wchodzić w wymianę zdań z przedstawicielami systemu wykonującymi polecenia mocodawców w poszczególnych studiach ośrodków medialnych. Szkoda energii i czasu.

Zasada katyńska może nie sprawdzić się w przypadku, gdy opór stawi spora część narodu. Oczywiście, może nie dopuścić do wyborów i sięgnąć do środków przymusu bezpośredniego i z tym należy się zawsze liczyć, tym bardziej, że w przypadku hipotetycznej przeważającej wygranej opozycji (a tylko taka wygrana ma sens) system będzie pewien niechybnych rozliczeń w związku ze wspólnie uknutą „opcją” smoleńską.

Od wykonawców zasady katyńskiej nie możemy spodziewać się absolutnie niczego dobrego ani normalnego. Nie ma co wyłuskiwać tamtych ludzi ani bawić się w medialne debaty. Przyszedł też chyba już najwyższy czas, aby przestać okazywać zaskoczenie kolejnymi posunięciami namiestników. To jest ich norma i inaczej nie będzie.

Obecnie system toruje Rosji drogę do skoku na bank UE poprzez tzw. prezydencję Polski. Poza tym Rosja będzie realizowała proces likwidacji części swojej granicy na odcinku kaliningradzkim, aby w ten sposób wspólnie z zainteresowanymi tym rozwiązaniem Niemcami wykonać kolejny etap zbliżenia między mocarstwami krocząc po zneutralizowanym dywaniku sprowadzonej do tego poziomu Polski.

Brzmi to może wszystko dość pesymistycznie, ale takie są realia i czas zrzucić wszelkie naiwne przesłony. Modlitwa do Polskich patronów i rzeczowe działanie ze świadomością elementów geopolityki (szukanie i pozyskiwanie – już teraz – sojuszników w zwalczaniu zasady katyńskiej). I jak najwięcej środowisk namiotowych! Zaś przede wszystkim wybory! Przestańmy się dziwić i dawać wyraz naszemu zaskoczeniu. Budźmy innych ze snu konsumenckiego i serialowego.

Zasada katyńska działa dwutorowo.

Albo najpierw ma miejsce akt przemocy, a potem następuje maskowanie medialne, albo przygotowanie medialne uprzedza działania systemu, albo też obydwa elementy dzieją się równolegle.

W jaki sposób można uodpornić się na działanie zasady katyńskiej? Należy w miarę możliwości podłączyć się do obszarów, które są zwalczane przez system. W pierwszej linii wiara, tradycja, historia Wolnej Polski i związane z nią treści. Od tych prywatnych i rodzinnych po ogólnokrajowe.

Należy starać się uniezależnić od rytmu wyznaczanego przez system, a więc odłączyć się od telewizji w znaczeniu nieustannego jej oglądania i traktowania jako wypełniacz czasu. Spędzać jak najwięcej czasu z rodziną i znajomymi, z którym możemy dzielić troskę o kraj i wspólnie poznawać dzieje wolnej Rzeczpospolitej. Z premedytacją wracać do opowieści i obrazów z kresów i z tych czasów, które były jeszcze wolne od działań systemu.

Naszą bronią jest świadomość, że mimo wszystko liczba ludzi systemu nie jest aż tak wielka. Po drugie jeślibyśmy byli w stanie obudzić jakąś znaczącą liczbę rodaków, to z łatwością zerwalibyśmy powłoczkę systemu. Pamiętajmy, że tam jest nieustanny lęk i przymus sprawdzania wszystkich i wszystkiego. Po naszej stronie jest świadomość wygranej (prędzej czy później), nawet, jeśli może przyjść nam zapłacić za nią sporą cenę. Poza tym osadzenie w wierze daje rodzaj ufności i siły obcy systemowi namiestniczemu, co zresztą wzmacnia jego nerwowość i wściekłość.

Pamiętajmy więc, że zasada katyńska jest bardzo uniwersalnym narzędziem pozwalającym zarówno na realny jak też medialny strzał w tył głowy. Jest bazującym na nienawiści i strachu narzędziem eliminacji Polskości. Wszelkie medialne dyskusje i debaty prowadzone w domykanym właśnie na naszych oczach systemie nie służą żadnej wymianie zdań. W najlepszym razie przeciwnik ma zostać zagłuszony i wyśmiany. Na nic więcej nie ma miejsca.

PS: Specjalnie pominąłem kwestię udziału części hierarchii kościelnej w omawianym tu zjawisku. Wiemy o co i o kogo chodzi. To wystarczy. Polećmy ich Opatrzności i budźmy też kapłanów.

PPS: Symptomatyczne jest to, że używając w tekście określenia „zasada katyńska” prawie za każdym razem zamiast słowa „katyńska” pisałem „smoleńska”…

Suplement:

Dwa cytaty ze strony internetowej „wPolityce.pl”:

"Wczorajsza wiadomość o kupnie „Rzeczpospolitej" i „Uważam Rze" przez Gremi Media zelektryzowała środowisko dziennikarzy. Nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy. Chyba tylko wyjątkowi optymiści wierzą jeszcze, że konserwatywni dziennikarzy utrzymają się w nowej „Rzepie". Niestety również najlepiej sprzedający się tygodnik w kraju najprawdopodobniej upodobni się do Wprost. Czy to koniec mainstreamowej opozycyjnej prasy w Polsce? Na to niestety wygląda.
„System się domyka" zauważa Tomasz Terlikowski. Trudno się z nim nie zgodzić."

"Już prestiżowy „Economist" ostrzegał, że w Polsce dzieje się coś niepokojącego na rynku medialnym i nawoływał rząd Tuska by ten nie majstrował przy sprzedaży „Rzeczpospolitej". W cywilizowanym świecie naprawdę nie istnieje kraj, w którym nie byłoby ani jednej opozycyjnej gazety. My jednak pobiliśmy kolejny rekord. W dniu, w którym przejęliśmy przewodnictwo w Unii kupiono ostatni niepokorny rządowi tytuł prasowy. Ironia losu?"

Możemy więc, jak widać, w różny sposób wyrażać zaskoczenie i zdziwienie faktem utrącenia „Rzeczpospolitej" i „Uważam Rze" i dawać upust naszym wątpliwościom i żalom. Fakty są jednak nieubłagane. Jest to najświeższy i zapewne nie ostatni przykład zastosowania „zasady katyńskiej”. Środowisk medialnych tego typu NIE MA PRAWA BYĆ. Znalezienie metody i odpowiedniego momentu jest tylko kwestią czasu. Pamiętajmy, z tamtej strony nic więcej nie ma. Jeno smoleńskie szczątki i rechot z Czerskiej.

Jamci

wybór multimediów
Ciri

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Największe zagrożenie w dziejach naszego państwa i narodu, stanowił niemiecki "Drang nach Osten". Zakładał on w swojej skrajnej hitlerowskiej postaci, fizyczną eksterminację co najmniej połowy naszego narodu, nie tylko jego elit, choć od elit ową eksterminację rozpoczęto (akcja AB).

Rosjanie, w przeciwieństwie do Niemców (zwłaszcza Prusaków i Austriaków), jak również Ukraińców (tych zamieszkujących Wschodnią Galicję) i ostatnio Litwinów (ta słynna piosenka o wybijaniu Polaków) nigdy nie zamierzali nas Polaków eksterminować, tylko chcieli nami rządzić - i to nie zawsze bezpośrednio,co kolega bardzo trafnie opisał.

Sojusz niemiecko - rosyjski już dwukrotnie przyprawiał nasze państwo o zgon. Tyle, że jak pokazuje historia, owi sprzymierzeńcy skakali sobie w końcu do gardeł. Jak długo przetrwał, zadekretowany paktem Ribbentropp - Mołotow sojusz Hitlera i Stalina? No właśnie ... Dla nas płynie stąd nauka, że lepiej trzymać ze wschodnim sąsiadem, bo ma on silniejsze atuty w ręku i zawsze to lepiej, znaleźć się po zakończeniu konfliktu w obozie zwycięzców.

Co do powstania warszawskiego, to podzielam opinie profesora Jana Marii Ciechanowskiego i generała Jerzego Kirchmayera.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#170066