Polski doktor Faust

Obrazek użytkownika Rewizor
Kraj

Jest taki cudzoziemski historyk, który od ćwierć wieku dobrze i życzliwie pisze o Polsce. Nazwisko nieważne, bo nie zamierzam tu pisać o konkretnej osobie, ale o typowej, jak sądzę, trajektorii kariery uczonego w III RP.

Ćwierć wieku temu prof. Michel Beaujolais ( będziemy go tak dla wygody nazywać, choć jest to nazwisko zmyślone) opublikował jedną, a potem drugą i trzecią książkę o Polsce. Były to prace obiektywne i nonkonformistyczne. Pokazał w nich niesprawiedliwe traktowanie Polski przez europejskie elity. Nie przejmował się polityczną poprawnością – i stracił z tego powodu katedrę na prestiżowym zagranicznym uniwersytecie. Mógłby żyć jak książę, gdyby pisał, że Polacy zawsze byli nacjonalistycznymi szowinistami, którzy krzywdzili rozmaite mniejszości. Przeciwnie, prof. Beaujolais pokazał, że mniejszościom wiodło się Polsce całkiem nieźle. I dlatego właśnie w niej się osiedlały, mnożyły, rozwijały swoje kultury i cieszyły się dużo większą wolnością niż u sąsiadów.

Podważenie poprawnościowego dogmatu, że Polska była i jest czarną dziurą Europy, feudalnym a potem nacjonal-faszystowskim piekłem zjednało profesorowi Beaujolais sympatię polskich czytelników. Pojawił się w czasach, gdy Polacy tracili już wiarę, że ktokolwiek za granicą będzie o ich losach i kulturze pisał uczciwie. Było to tak niezwykłe, że stał się jednym z najpopularniejszych autorów w Polsce. Był lubiany przez miliony ludzi i może jakoś lubią go nadal, choć nie wiem, czy tak samo jak dawniej.

Co innego jednak popularność u czytelników, a co innego opinia środowiska naukowego. Prominenci polskiej historii obrazili się na Michela Beaujolais. Kpili, że jest tylko zdolnym popularyzatorem. Zarzucali mu schlebianie Polakom. Opletli go siecią intryg i zepchnęli na margines. Doszło do tego, że musiał zrezygnować z pracy w pierwszorzędnej polskiej uczelni. Guru polskich historyków, nazwijmy go Prezesem, nie potrafił mówić o nim bez irytacji – pienił się i obrzucał go karczemnymi wyzwiskami. Złośliwi mówili, że Prezesowi nawet nie chodziło o nonkonformizm Beaujolais, choć i to było ważne, ale raczej o jego popularność u czytelników.

Kilka lat temu słyszałem, że Beaujolais zamierza wynieść się z Polski – po prostu poczuł się zaszczuty. Chyba nawet na krótko wyjechał.

Potem coś się zmieniło. Prof. Beaujolais zaczął dawać wywiady w pismach czytywanych przez naukowy establishment III RP, a w jego wypowiedziach coraz częściej pojawiały się akcenty polityczne. Oczywiście, jak najbardziej poprawne, jakby odpisane z „Gazety Wyborczej”. Profesor potępił na przykład faszyzująca nagonkę, jaką Kaczyńscy zgotowali polskiej profesurze i porównał ustawę wymagającą składania oświadczeń lustracyjnych do zachowania ludożerców, którzy większością głosów przegłosowali, że ugotują i pożrą mniejszość.

Trajektoria losów profesora Beaujolais, która dotąd zmierzała w dół, ku upadkowi, nagle zmieniła kierunek i poszybowała ku szczytom sławy. Wszędzie go było pełno – w różnych telewizjach, gazetach, tygodnikach, nawet na mocno upolitycznionych wiecach polskiego środowiska naukowego.

Tytuł doktora honoris causa bardzo ważnej uczelni wręczył mu sam Prezes. Z ust tego uczonego męża nieoczekiwanie popłynęła wezbrana rzeka hołdów i komplementów. Dla wtajemniczonych było to po prostu zdumiewające – zupełnie jakby wąż wpełznął na mównicę, zamienił się w pięknego królewicza i bohaterskim tenorem odśpiewał hymn ku czci Dostojnego Laureata.

Ostatni raz profesor Beaujolais mignął mi na ekranie telewizora, kiedy składał czysto polityczne, koniunkturalne hołdy Wałęsie. Czy nie zdawał sobie sprawy, że jest instrumentalnie wykorzystywany przez cwanych graczy politycznych? Myślę, że doskonale wiedział. Czy nie czytał książki Gontarczyka i Cenckiewicza? Czy nie dotarły do niego informacje o zagadkowym zniknięciu dokumentów z teczki byłego prezydenta? No cóż, gdybym był na miejscu Michela Beaujolais mocno zastanowiłbym się, czy uczonemu wypada brać udział w takich polityczno-reklamowych imprezach. Przyglądałem się jego twarzy – była pogodna i całkowicie wolna od wstydu.

Historia profesora Beaujolais kończy się więc happy endem. Nikt już go nie bojkotuje - z ust polskiej profesury słyszy same komplementy. Jest obsypywany zaszczytami, a jego książki ukazują się olbrzymich nakładach. Jest to wzorcowa kariera człowieka, który złapał wiatr w żagle i wreszcie wypłynął na szerokie wody.

A jednak spotykam ludzi, którzy kręcą głowami: biedny Beaujolais - dużo zyskał, ale i coś niecoś stracił. Ale co stracił? Pisząc to uświadomiłem sobie, że jego kariera jest polską wersją opowieści o doktorze Fauście.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Niemcy zamieniaja nas w bohaterów, Sowieci - w gówno" (z pamięci) J. Mackiewicz. Postsowieci takoż.
Bardzo mi żal profesora Normana D. Rzeczywiście pisał o Polsce ładnie, mądrze i pokazywał nawet polskim historykom ( tym skomunizowanym do kości z dziada-pradziada) nowy punkt widzenia. Szczególnie wzruszyło mnie jego pełne szacunku podejście do oplutej od stóp do głów sarmackiej "demokracji szlacheckiej", którą uznawał za pierwszą w Europie od czasów rzymskich i posiadającą podobne zalety.
Cóż, czas leci, człowiek się starzeje, a postkomuna trwa... Zmęczenie materiału to nie żarty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#6080

mona
Ale Davies właściwie wypowiadał się wcześniej. Nie kwestionował samych zarzutów, tylko potraktował sprawę...jakoś tak marketingowo: "niepotrzebnie psujemy, co mamy na export".
Widziałam ten cyrk ( bardzo mi się podobał mar/szczałek), byłam trochę zdumiona, ale pomyslałam, że może to wyrwano z kontekstu...
Z nim jest chyba tak: "Boże igrzysko" wspaniałe, "Powstanie`44" - nie mogłam doczytać do końca, dławiło mnie,odkładałam na kilka dni, choć nie ma chyba książki na ten temat, której nie znam.
Ale z tym Breslau spodziewano się j e d n a k czegoś bardziej "polskiego" - a tego nie było.I chyba było trochę pretensji, więc facet odrabia. W końcu - gdzie, tak na skalę masową - sprzeda ksiązki o historii Polski?
Cholera, szkoda!
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mona

#6082