Mołdawska lekcja. Czy jutro Rosjanie zaatakują nas z Kaliningradu?

Obrazek użytkownika Rewizor
Świat

W cieniu gruzińskiej tragedii dojrzewa kolejny zbrojny konflikt w Europie. Nowym ogniskiem zapalnym stał się najbiedniejszy kraj Europy  - Mołdawia,

która pod wieloma względami przypomina Białoruś, tyle że jest jeszcze uboższa od naszego wschodniego sąsiada. Sytuację Mołdawii stanowiącej coś w rodzaju rosyjskiego protektoratu dodatkowo komplikuje oderwane od niej w 1990 roku Zadniestrze – republika nieuznawana przez nikogo na świecie i rządzona przez wojsko. Jest to  kraj należący do Czerwonej Armii, nad którym dumnie powiewa oficjalna flaga z sierpem i młotem. Ale przecież taki sam jest Obwód Kaliningradzki i nikogo to u nas nie dziwi.

Liczące pół miliona  ludności Zadniestrze idealnie nadaje się do roli kolejnej Osetii. Jest rosyjską militarną enklawą, czymś w rodzaju Obwodu Kaliningradzkiego, wciśniętego między Ukrainę i ciążącą ku Rumunii Mołdawię. Na Obwód Kaliningradzki przyjdzie kolej w następnej rundzie, ale teraz dla Rosji najpilniejsza jest sprawa Ukrainy starającej się o przystąpienie do NATO. Wybuch konfliktu w Mołdawiii i na Zadniestrzu uszczelniłby od zachodu pierścień osaczający Ukrainę. Rosja niecierpliwie  przyspiesza ten konflikt, zanim jeszcze Ukraina zostanie przyjęta do NATO. Potem może być za późno.

Polskie media niewiele piszą o gorączkowych politycznych zabiegach, które mają oszczędzić Mołdawii losu Gruzji. Pod koniec zeszłego  tygodnia prezydent Rumunii Traian Basescu w ciągu dwóch dni złożył wizyty prezydentom Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Azerbejdżanu i Turcji.  Ilość kontaktów i pośpiech tych rozmów jest wymownym świadectwem powagi sytuacji. Basescu domagał się też publicznie od Unii Europejskiej i NATO większego zaangażowania w zamrożony zadniestrzański problem swego sąsiada – Mołdawii.

Mołdawia (dawna Besarabia) jest rumuńską prowincją, którą Związek Sowiecki zagarnął na mocy układu Ribbentrop-Mołotow w 1940 r. i zamienił w swą kolejną republikę. W odróżnieniu od republik bałtyckich, Gruzji czy Azerbejdżanu, Mołdawia po rozpadzie ZSSR nie zdołała wybić się na prawdziwą niepodległość. Rządzi nią od 1991 r. Rosjanin i komunista Władymir Woronin, który nie nauczył się dotąd rumuńskiego, w czym dziwnie przypomina niemówiącego po białorusku Łukaszenkę.

Woronina kusi bogata, wspomagana przez Unię Rumunia, ale wie również, że każdy zwrot Mołdawii ku Zachodowi doprowadziłby do rosyjskiej agresji od strony Zadniestrza, według wzorca sprawdzonego w Osetii i Abchazji. Kreml mimo podpisania traktatu w Stambule w 1999 r.  nie wycofał dotąd 14. armii z terenów Zadniestrza, traktując je jako rosyjską  bazę wojskową zagrażającą Europie. Tyle właśnie warte są umowy z Rosją.

Sprawa Zadniestrza powinna uświadomić Polakom i Litwinom, że Obwód Kaliningradzki jest dokładnie taką samą militarną enklawą Rosji na północy Europy. Przypadek Osetii i Zadniestrza pokazuje, że Moskwa może bez trudu i w każdej chwili wywołać konflikt militarny na naszej północnej granicy, a wtedy okaże się, że interesy energetyczne i gospodarcze Unii są ważniejsze od bezpieczeństwa jej członków – Polski i republik bałtyckich.

Ale na razie zajmijmy się problemami naszych południowych sąsiadów. Prezydent wasalnej Mołdawii, stary komunista Woronin, został przedwczoraj wezwany do Soczi na męską  rozmowę z prezydentem Miedwiediewem. Szef rosyjskiego mocarstwa zakomunikował mu, że „sprawa Zadniestrza jest poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich.” Woronin zgodził się, że problem secesji Zadniestrza trzeba załatwić w  drodze negocjacji, a to oznacza, że Mołdawia powinna zapomnieć o nadziejach na przystąpienie do UE. Rosja postanowiła zatrzymać ją w swojej strefie wpływów,  a jeśli Unia nie zaprotestuje (to akurat jest pewne!), Kreml zapewne spróbuje takiego samego szantażu wobec sąsiadów Obwodu Kaliningradzkiego.

Polska i republiki bałtyckie zbliżają się do momentu, kiedy będą musiały wybierać, czy wolą zbrojną obronę niepodległości czy powrót do rosyjskiej strefy wpływów. Losy Gruzji i Mołdawii są dla nas bezcennym doświadczeniem – pokazują jak łatwo można utracić zdobytą kilkanaście lat temu niepodległość. Wtedy poszło nam łatwo, jutro może się okazać, że obrona wolności wymaga ofiar.

Ale czy Polacy dojrzeli już do tak dramatycznego wyboru? Czy wierzą, że artykuł 5. Karty NATO rzeczywiście gwarantuje nam pomoc sojuszników? Czy Polacy rozumieją, że muszą liczyć przede wszystkim na własne siły i na ewentualną pomoc Amerykanów, bo Niemcy stali się już jawnym sojusznikiem Rosji? 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Artykuł nie do przecenienia! Stokrotne dzięki. Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego Mołdawia nie istnieje w mediach.Tak bliski kraj, a my nic o nim nie wiemy.
I co my byśmy robili bez blogów.:)?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#2940