Dlaczego Rosja m u s i przegrać

Obrazek użytkownika Rewizor
Świat

Przed rozpoczynającym się w poniedziałek szczytem UE w Brukseli Putin wyraźnie podbił stawkę. 26 sierpnia Kreml uznał niepodległość Abchazji i Południowej Osetii, a rosyjski ambasador na nadzwyczajnym posiedzeniu OBWE oświadczył, że jest to decyzja nieodwracalna. Uprzedzając ewentualne sankcje Zachodu, Moskwa ostrzegła, że nosi się z zamiarem zerwania kontaktów z NATO i Światową Organizacją Handlu. Co więcej, Moskwa ostentacyjnie lekceważy wynegocjowane z prezydentem Sarkozym porozumienie o wycofaniu swych wojsk z Gruzji, co w sposób oczywisty upokarza i Sarkozy’ego, i całą Unię Europejską, w której prezydencję sprawuje akurat Francja.

Putin świadomie prowokuje Unię Europejską, stawiając ją przed trudnym wyborem: albo skapitulujecie do końca i bezwstydnie, tak jak skapitulowali w 1938 r. Chamberlain i Daladier, albo będziecie mieli wojnę. No, powiedzmy zimną wojnę. A zimna wojna oznacza dla UE zakręcenie kurka z gazem, wzrost wydatków na zbrojenia, zamknięcie rosyjskiego rynku przed unijnymi towarami i znany z lat zimnej wojny strach przed rosyjskimi rakietami z ładunkami jądrowymi.

Kreml wie już dzisiaj, co postanowi UE na swym wrześniowym szczycie. Unia zapewne uchwali jakieś działania pozorne czyli po prostu skapituluje. Nie będzie twardych retorsji, jakie należałoby zastosować wobec agresora.  Europa nie odważy się przecież żądać wycofania rosyjskich wojsk i wyrzeczenia się przez Rosję jej zakaukaskich aneksji terytorialnych. Byłoby to zbyt wielkim upokorzeniem, na które Kreml zareagowałby zapewne w rosyjskim stylu czyli eskalując wrogość. Nie będzie też chyba realnych ekonomicznych sankcji, bo Rosja dowiodła, że gotowa jest podbijać w tej grze stawkę czyli może jeszcze bardziej upokorzyć UE. A Unia ma wiele rozmaitych atutów z wyjątkiem jednego – brak jej bojowego ducha.

UE sądzi, że wydanie Gruzji na łup Moskwy niczym jej nie grozi. Można przecież tłumaczyć się przed światową opinią, że Gruzja nie miała żadnych porozumień z NATO i UE, że Saakaszwili popełnił błąd, że najważniejszy jest pokój. A moralność, zasady, prawda – jakież to ma znaczenie we współczesnym świecie?  Cóż to jest prawda? – pytał Piłat, patron realpolitik.  Mogłoby się więc wydawać, że Putin ma rację, usztywniając stanowisko Kremla i prowadząc politykę w stylu Stalina i Chruszczowa.

A jednak w rozumowaniu Putina kryje się błąd. Degradacja Rosji do roli europejskiego, regionalnego mocarstwa przesłoniła jej światowy wymiar gry, którą nieopatrznie podjęła w pierwszej dekadzie sierpnia. Nawet gdyby UE nie kiwnęła palcem, Putin musi liczyć się ze znacznie poważniejszym graczem – Stanami Zjednoczonymi. Wysłanie przez Putina ostrzeżenia pod adresem Waszyngtonu, że Rosja zrewiduje swą politykę wobec Iranu, jest wyzwaniem zbyt poważnym, by Bush mógł je zignorować.

Putin popełnił katastrofalny błąd, zdradzając, że Rosja chce powrócić do roli supermocarstwa i gotowa jest nawet zaryzykować agresję przeciw sojusznikowi Ameryki. Czegoś takiego Stany Zjednoczone nie mogą puścić płazem, bo następną zdobyczą Moskwy stanie się Kijów, a wówczas do listy kłopotów Busha i każdego następnego prezydenta USA doszedłby comeback supermocarstwa o najbardziej zaawansowanych technologiach nuklearnych, rakietowych i kosmicznych.

Argument powrotu zimnej wojny paraliżuje Europę, nie robi jednak większego wrażenia na Stanach Zjednoczonych. Putin myli się, jeśli myśli,  że USA rozumują tak samo jak Europejczycy. Waszyngton nie musi bać się szantażu gazowego ani rosyjskich rakiet – ma własne i to dużo lepsze. Co najważniejsze – ma też wypróbowaną metodę przycinania wybujałych aspiracji Rosji.

Najprawdopodobniej już za niewiele miesięcy, kiedy zima zablokuje drogi przez Kaukaz, sytuacja nagle się odwróci – Rosja zacznie lamentować, że „opłacani przez USA bandyci” atakują jej zakaukaskie posiadłości. Obrona Abchazji i Osetii może okazać się jeszcze trudniejsza od wojny w Afganistanie. A przecież to dopiero początek.  Po Zakaukaziu przyjdzie kolej na Czeczenię, Dagestan i Inguszetię. A co z Azerbejdżanem? Co z Uzbekami, Tadżykami i Azją Środkową?

Putin może się przeliczyć, widząc Ukrainę w roli bezbronnej ofiary Floty Czarnomorskiej i którejś-tam rosyjskiej armii. Może się nagle okazać, że Ukraina – wówczas na pewno współpracująca już z NATO – zamknie Rosjanom dostęp do Sewastopola.

Ameryka nie jest skazana na nieustanne potykanie się o kulę u nogi, jaką stała się Unia Europejska. Może tworzyć regionalne sojusze państw zaniepokojonych odradzaniem się rosyjskiego imperializmu. Na taką politykę czeka cała „bliska zagranica” byłego Związku Sowieckiego. I niech Kreml nie liczy na swój atomowy straszak. Bomby atomowe rzucane na Baku, Kiszyniów, Bukareszt albo Odessę? To już doprawdy czysta humorystyka!

Jeden z liczących się rosyjskich ekspertów napisał, że inwazja na Gruzję oraz uznanie niepodległości Abchazji i Osetii jest „nieodwracalnym punktem zwrotnym w stosunkach Rosji z Zachodem”. Moim zdaniem nie tylko nieodwracalnym, ale i katastrofalnym dla Rosji. Historyczną szansą Polski jest uczestnictwo w tej rozgrywce. Strusia polityka Francji, Włoch i Niemiec z pewnością nie przyniesie im korzyści. Bo i jakie pożytki może dać ciche wspólnictwo z moskiewskim agresorem? Aktywność Polski już podniosła jej rangę na europejskiej scenie. Jutro możemy zyskać dużo więcej.

Rewizor

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Przytomnie przypominam: tak samo myslano w latach 20tych o ZSRR.
Jasne - w koncu i ZSRR przegral.

Na pewno przegral?

Kaska

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#3304

... jak Mordor.
Chyba trzeba powtórzyć kurację.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#3314