Wyspa stabilności

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Gospodarka

Co się może stać na "wyspie stabilności"? Nic, jak się domyślamy. A jeśli jednak się stanie? Wtedy - zobaczymy.

Parę dni temu D. Wielowieyska na łamach "GW" sugerowała, że na trudne czasy przydałby się premier L. Balcerowicz. Na trudne czasy? A od kiedy na wyspie stabilności są trudne czasy? O ile pamiętam, to najgorzej było dla kaczyzmu, kiedy to dziennikarze śledzili każde wahnięcie w notowaniach GPW, cen paliw etc., by straszyć widmem stojącej na skraju przepaści polskiej gospodarki. Nawet, jeśli wskaźniki ekonomiczne nie potwierdzały żadnej z czarnych prognoz, to i tak wieszczono, że "zaraz się zacznie", że "uwaga, nadchodzi". Potem przyszli fachowcy z PO przecież i gospodarka ruszyła z kopyta.

Dziś natomiast, kiedy przez świat (nie przez jakąś zaoceaniczną Amerykę, lecz przez wszystkie kontynenty) przetacza się fala kryzysu, u nas wśród polityków rządowych panuje nastrój, jakbyśmy faktycznie żyli na jakiejś wyspie świętego spokoju lub na obcej planecie. Można taką postawę nazwać też księżycowym myśleniem.

Mieliśmy aż nadto przykładów księżycowego myślenia i zaklinania rzeczywistości w ub. tygodniu, gdy przemawiał do ludu min. Rostowski czy niesamowity Gleb Chlebowski, ale przecież i legendarny Balcerowicz uspokajał sytuację. Po czarnym piątku na warszawskiej giełdzie nastąpił okres "niespokojnego czuwania" przez weekend, potem wskaźniki na GPW nieco odbiły na plus, co tłumaczono "reakcją na pozytywne sygnały z amerykańskich giełd", choć przecież wcześniej twierdzono, że to, co tam się dzieje nie ma wielkiego wpływu na to, co się dzieje u nas.

Powtarzano nieustannie niemalże, że u nas obywatele nie biorą tak kredytów na pałę, jak ci tępi Amerykanie, że nie ma prawie w ogóle kapitału spekulacyjnego, a system bankowy jest mocny jak diabli etc. - można było więc odnieść wrażenie, że to ekonomiści i analitycy zachodni powinni na korepetycje do Polski w sytuacji totalnego kryzysu przyjeżdżać, a nie odwrotnie. Przy okazji tacy pobierający korepetycje ekonomiści i analitycy mogłiby zobaczyć, jak wygląda uprzemysłowienie, zurbanizowanie, stan dróg i poziom zinformatyzowania kraju zwanego "wyspą stabilności". W tych względach takie tłuki z Zachodu mogliby się naprawdę wiele dowiedzieć, czegoś takiego wszak w swoich zacofanych gospodarkach nie mają. No ale mniejsza z tym, na nauki zawsze przejdzie czas i kto wie, czy to w Polsce nie powstanie ogólnoświatowy sztab antykryzysowy.

Na "wyspie stabilności" zaczęły się dziać jednak - rzecz jasna zupełnie bez związku z tym, co zachodzi na świecie - rzeczy dziwne i ciekawe. Nie tylko GPW zaczęła nagle ni stąd ni zowąd w środę, jak to obrazowo ujmują eksperci, "pikować w dół", a nawet "ostro pikować", ba, nawet się okazało, że "spadła w przepaść", ale i zaczęły się pojawiać poważne problemy na rynku kredytów mieszkaniowych. Gdzie niegdzie o tym się już nieśmiało mówi i pisze, lecz, rzecz jasna, nie w charakterze prognozowania kryzysu - ot, przejściowe trudności (jak za peerelu ze sznurami do snopowiązałek w czasie żniw). Banki zaczęły wstrzymywać (już przyznane) decyzje o kredytach lub drastycznie zmieniać warunki (dotyczące wysokości wkładów, wysokości rat itd.), zarówno deweloperzy, jak i zwykli, prywatni krydotobiorcy zostali z ręką w nocniku.

Tu już nie chodzi o to, jak się D. Tusk wyśmiewał z J. Kaczyńskiego nt. budownictwa mieszkaniowego w czasie słynnej debaty telewizyjnej, gdyż obietnice obecnego premiera możemy włożyć między bajki - tu chodzi o plany przeciętnych ludzi, którzy z kredytami wiązali poważne nadzieje. Już jednak analitycy radzą pożyczać od znajomych czy zaufanych osób - co brzmi tym komiczniej, że do tego typu rozwiązań to ekspertów od ekonomii czy bankowości nikt nie potrzebuje. Ja osobiście zaś nie znam nikogo (choć obracam się w środowisku ludzi całkiem nieźle sytuowanych), kto byłby w stanie z marszu pożyczyć mi, dajmy na to, 150 tys. złotych. Może powinienem się gdzieś indziej rozejrzeć?

Ale to nie koniec. "Wyspa stabilności", jak wiemy, żyje własnym, gospodarczym i biznesowym życiem, wobec tego nawet jakieś załamanie się w sferze budownictwa nie musi wieszczyć wielkiego kryzysu (zresztą, jak pisałem kiedyś u kogoś w komentarzu - czy Polska w ogóle wyszła z dotychczasowego permanentnego stanu kryzysu gospodarczego, w jaki wpędzili nas po wojnie komuniści? czy tylko nieliczne grupy uprzywilejowane po 1989 r. faktycznie "stanęły finansowo na nogi"?; no, nie wchodźmy w szczegóły tym razem :) - choć przecież "pikowanie w dół" w trakcie piątkowych notowań na GPW, tłumaczyli analitycy, związane było z plotką dotyczącą węgierskiego banku "będącego w strategicznych planach PKO BP".

Jedna plotka i taka panika wśród inwestorów? Dziwne, ale przecież w świecie finansowym możliwe. Już w poniedziałek po południu analitycy twierdzili, że panika była irracjonalna i że oni sami niepotrzebnie spanikowali, bo sytuacja się już stabilizuje i sprawę kryzysu uznano właściwie za pozamiataną. Tym bardziej w sferach rządowych nie zawracano sobie gitary kryzysem. No i słusznie, jak wiemy od Michalkiewicza, "na mieście inne już były treście" i zaczęła się "afera krzesłowa", skutecznie podkręcana do granic absurdu przez media.

Naraz jednak przez wszystkie ważniejsze giełdy znowu przejechał walec, no i GPW znowu zakończyła, jak wspomniałem, notowania na paroprocentowym minusie. Tym razem analitycy zaczęli twierdzić, że to w reakcji na to, co się dzieje na światowych, zwł. amerykańskich giełdach, ale wciąż nie ma mowy o kryzysie, który może dotknąć Polskę. Dow Jones osiągnął wartość najniższą od 21 lat, lecz przecież nad Wisłą nic się stać nie może. Recesja grozi potęgom gospodarczym, ale czy może zagrozić takiej potędze, jak nasza? Skoro miał być gospodarczy cud? Doprawdy, tylko jakiś wyjątkowy złośliwiec lub niewdzięcznik tak może myśleć. Nasza gospodarka i nasze finanse są w najlepszych rękach.

Proszę więc śledzić dzisiejsze notowania GPW dla świętego spokoju, a Rostowskiemu i Tuskowi życzyć smacznego na kolejnych bankietach w Bruseli.

http://www.gpw.pl/

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ten polski lud naprawdę nie ma jaj, że Tusk jeszcze tutaj chce z tej Brukseli wrócić. Jaj ani rozumu zresztą.

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#6422