Tarcza Sadurskiego

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

W. Sadurski z właściwym sobie wdziękiem, zgromił i odparł swoją intelektualną tarczą pałkarskie zapędy M. Rybińskiego opublikowane na łamach (jak dla mnie nazbyt pluralistycznej) "Rz", czym skłonił mnie do refleksji nad istotą debaty publicznej.

Pominę taki wzgląd, że Sadurski chciał zrobić Rybińskiemu na złość (czego nie należy wykluczyć, wystarczy prześledzić prasowe polemiki między tymi dżentelmenami), jak też taki, że el professore uwielbia dla czystego sportu stawać po stronie najbardziej skrajnych pogladów, demonstrując w ten sposób swoje wolnomyślicielstwo (choć pech chce, że nigdy nie są to poglądy patriotyczno-narodowe, ale co mi tam). Chciałbym uwzględnić wyłącznie ten aspekt, na który - z niekłamanym oburzeniem, co widać z finałowych, symfonicznych tonów artykułu - zwrócił uwagę sam Sadurski, czyli bezzasadność nazywania zaprzańcami osób, które stwierdziły, że prezydent Kaczyński swoimi wystąpieniami i postawą w Gruzji "demoluje polską politykę zagraniczną". Czynię to nie tylko z tego powodu, że taki sąd wygłosił Rybiński, ale też, że i ja sam takie sformułowanie w tępocie mojego umysłu poczyniłem.

Zacznijmy od początku, jak mawiał dawno temu mój nauczyciel historii. Należałoby chyba wyjść od pewnej konstatacji dotyczącej tego, co się w Gruzji stało. Tedy ośmielę się przypomnieć Sadurskiemu, że Rosja najechała na niepodległy kraj i zajęła się skrupulatnie jego okupacją. Niby nic, ale jednak nie sposób było tego nie zauważyć. Nie wchodząc jednak w szczegóły opisu rzeczywistości wojennej, których nam zresztą media w niejakiej obfitości dostarczały, podstawową kwestią dla państw trzecich (w tym inaszego) było i jest opowiedzenie się po jednej ze stron zbrojnego konfliktu. W polskiej historii politycznej, co przypomniał i Wildstein, i Rybiński (do obu akurat pije Sadurski) istnieje długoletnia tradycja prorosyjska, tzn. są ludzie, którzy w myśleniu o naszym kraju uwzględniają interes rosyjski w taki sposób, że to, co dobre dla Rosji, jest dobre dla Polski (wobec tego kwestionowanie tego, co dobre dla Rosji jest działaniem na szkodę Polski).

 

Jeśliby wspomnieć na imperialne praktyki carskiej Rosji (nie tylko zabory, ale zsyłki na Sybir i rusyfikację), praktyki bolszewickiej Rosji, która swoimi agentami zasypywała nasz kraj w międzywojniu, a nawet urządziła sobie marsz przez Polskę (z planem pełnego zsowietyzowania) na Europę, następnie (niewiele lat później) dokonała agresji 17 września 1939, aż w końcu stworzyła na blisko pół wieku swoją kolonię w postaci "Polski Ludowej" - to faworyzowanie rosyjskiego punktu widzenia w polskiej polityce można z pełną odpowiedzialnością nazwać zaprzaństwem i ujawnianiem się prorosyjskiej agentury.

Można, naturalnie, ubolewać, że w naszym kraju jest wciąż zaprzaństwo w modzie i agenci żyją sobie, jak u pana Boga za piecem - ja sam ubolewam nad tym, gdyż miejsce tego typu ludzi, jako ewidentnych szkodników dla polskiego interesu narodowego, widzę albo w Rosji, albo w więzieniu - nie zmienia to jednak w niczym faktu, że w obliczu zbrojnej inwazji na niepodległy kraj świadome opowiedzenie się po stronie agresora (który po wielokroć stosował ludobójcze praktyki także wobec Polaków) jest aktem zdrady narodowej, a nie, jak przedstawia sprawę Sadurski, swobodnym wyrażaniem opinii w debacie publicznej. Jeśli gruzińskie wystąpienia prezydenta piętnujące rosyjską inwazję i "prawo Rosji" do karcenia "mniejszych państw" można nazwać "demolowaniem polskiej polityki zagranicznej" to wyłącznie w języku zdrady narodowej. To, że takie zdanie wyraził W. Olejniczak, uważający jednocześnie, że podpisanie umowy polsko-amerykańskiej to "zła decyzja dla Polski", nie ma większego znaczenia (jego zdaniem należałoby doprowadzić do tego, by ta umowa nie była nigdy ratyfikowana) - twierdzę, że ktokolwiek by tak mówił, w powyższym właśnie kontekście, wyraża formułę zdrady narodowej.

Akurat Olejniczak wpisuje się w tradycję prorosyjskiego wasalstwa, z której wywodzi się całe przecież środowisko komunistyczne (działające zgodnie z tym, co powiedział o sobie jeden z sowieckich żołdaków-wyzwolicieli, który "priszoł na kwatiru" i stacjonował z paroma innymi w domu moich krewnych: "Stalin mnie wykarmił, za Stalina umrę") i chyba Sadurski ma na ten temat wiedzę - wobec tego postawa i słowa Olejniczaka są wyrazem owego wasalstwa, które po polsku można nazwać zaprzaństwem i agenturalnością. Jedynie rutynowo przypominam, że nigdy polscy czerwoni przemalowani na socjaldemokratów, czyli tzw. postkomuniści (choć oni się nawet na to określenie zżymają, tak bardzo są zakłamani) nie odcięli się od agenturalnej tradycji PPR-u i PZPR-u, co więcej, okres "Polski Ludowej" do znudzenia gloryfikowali jako czas industrializacji i "szkolnictwa powszechnego", a nie pieriekowki i gnębienia ludzkich sumień. Jednakże Sadurski wskazuje jeszcze na przypadki J. K. Mikkego i A. Wielomskiego, wzmacniając we ten sposób swoje przekonanie, że nazywający zaprzańcami tych, co "krytykują prezydenta" popadają w absurd.

O poglądach Korwina napisano już tak wiele, że wgłębianie się w niuanse jego specyficznej myśli politycznej, mija się, moim zdaniem, z celem. Pominę to, że Mikke po dziś dzień darzy olbrzymią rewerencją "Pana Generała Jaruzelskiego", a socjalistami nazywa wszystkich, którzy nie są UPR-owcami, jak też to, że termin "agent" pojawia się w jego tekstach wyjątkowo często i obawiam się, że sam Sadurski mógłby się znaleźć w gronie piętnowanych przez Korwina, znając poglądy tego pierwszego. Nie śledziłem ostatnio tekstów JKM, lecz jeśli w obliczu wojny rosyjsko-gruzińskiej postawił dokładnie taką tezę jak Olejniczak, to także wyraził formułę zdrady narodowej, czy to się komukolwiek podoba, czy nie. Powtarzam jednak, JEŚLI. Znana jest bowiem predylekcja Sadurskiego do dość swobodnego korzystania z przytoczeń cudzych wypowiedzi. Podobny mam pogląd na ewentualne opinie Wielomskiego, które swoją absurdalnością niejednokrotnie ścigają się ze złotymi myślami Passenta czy Żakowskiego. Sądy polityczne W. Wierzejskiego i jemu podobnych pozostawiam zupełnie bez komentarza, gdyż nie wiem, w jaki sposób ktoś, kto sprzeciwia się polsko-amerykańskiemu sojuszowi może siebie kwalifikować do prawicy.

 

Sadurski zresztą błędnie stawia sprawę samego sporu politycznego. Pal diabli już zupełnie rozmyte granice między lewicą a prawicą w Polsce (te terminy są permanentnie wieloznaczne, a więc zupełnie nieprzydatne do opisu polskiej debaty publicznej). Wojna Rosji z Gruzją nie wymagała żadnej głębszej politycznej świadomości, wystarczył moralny imperatyw nakazujący każdemu mającemu jakieś sumienie człowiekowi - opowiedzenie się PRZECIWKO rosyjskim agresorom. Wiele osób zresztą taki pogląd wyraziło, ba, sam Sadurski wypowiedział się otwarcie z aprobatą o przemówieniach i postawie Kaczyńskiego. Dlaczego więc el professore naraz staje w obronie tych, co uznali te przemówienia i tę postawę za "demolowanie polskiej polityki zagranicznej"? Chyba dlatego, że (dla sportu?) pomieszał pewne porządki dyskursu. Czym innym wszak jest postawa krytyczna wobec władz polskich - postawa, którą może zajmować każdy obywatel, mając do tego święte prawo swobody wypowiedzi, a czym innym kwestionowanie działań tychże władz akcentujące obcy (tu: rosyjski) punkt widzenia. Krytykować można wszystko i każdego (byle mądrze, z poważnym uzasadnieniem - nie mam na myśli ględzenia buraków pastewnych), jednakże, bywają sytuacje, w których wymagana jest jednoznaczna postawa moralna: "tak, tak", "nie, nie". Jeśli ktoś jest wyrozumiały dla poczynań agresora i uważa polskiego prezydenta za osobę, która niszczy politykę zagraniczną (tylko z tego względu, że sprzeciwia się on agresorowi) - to mamy do czynienia z postawą "nie, nie" i możemy ją z pełnym przekonaniem nazwać postawą zdrady narodowej, zaprzaństwa i agenturalności.

Oczywiście, ktoś kto, czuje się dotknięty takim określeniem może pójść po rozum do głowy i zmodyfikować swoje działanie. Nikt z nas nie jest bez grzechu, stąd i w polityce zdarzają się akty ekspiacji. Być może ludzie stający w tym świeżym wciąż konflikcie po stronie Rosji nie są jej agentami. Dobrze by jednak było, żeby sami to nam udowodnili, a nie żebyśmy my za wszelką cenę doszukiwali się jakiejś pozytywnej wartości w tak ewidentnie nagannych nie tylko politycznie, lecz i moralnie, postawach - co Sadurskiemu, znanemu moraliście, śmiem wytknąć :)  

http://www.rp.pl/artykul/9157,179361_Agenci_Rosji_i_durnie.html

  

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

1. Istotnie predylekcyjny bzdeciarz florencki ma tyle samo w sobie intelektualnego wdzięku co panie typu Jaruga-Nowicka i Senyszyn troski o dzieci poczęte a nie narodzone.
2. Lobby moskiewskie jest tak już rozbestwione i bezwstydne, że uczciwym Polakom pozostaje chyba tylko organizować się w oddziały antyterrorystyczne przeciw tym sprzedajnym typkom.
3.Co do opinii JKM to już od dłuższego czasu żadnej z jego wypowiedzi nie traktuję serio, gdyż za wszelką cenę usiłuje łączyć purnosensy przy których ionesco wydaje się przedszkolakiem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#2591