Problemy z prawdą

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

J. Maziarski stwierdził, że prawda o polskiej historii z trudem bo z trudem, ale jednak przebija się do opinii publicznej, ja natomiast powiedziałbym, że proces ten jest zbyt powolny i rozproszony, by mógł przynieść spodziewany efekt.

Musimy mieć świadomość, że skoro fundamentem III RP było kłamstwo i niesprawiedliwość, to po długie lata będą bronić tego fundamentu ludzie, którzy pobudowali sobie na nim domostwa. Jeśli wszak uznało się wprost, że Polska od 1989 r. ma stanowić nieco odmalowaną ale realną kontynuację "kraju węgla i stali", zaś odpowiedzialni za kilkudziesięci regres cywilizacyjny oraz podtrzymywanie zbrodniczego systemu stanowiącego kulturowy obóz koncentracyjny w sowieckim stylu będą mogli nie tylko spokojnie dożywać starości, ale nawet czynnie się włączać w zycie polityczno-społeczne "wolnego kraju" - to nie można po 20 latach "transformacji" nagle tego wszystkiego wysadzić w powietrze. Co więcej, z roku na rok przybywa ludzi młodych, którzy taką filozofię polityki, jaką zaserwowano Polakom u zarania budowy "nowego państwa", nie tylko rozumieją, ale i otwarcie aprobują. Paweł Wroński, którego doprawdy sokratejską obronę agentów po raz kolejny miałem nieprzyjemność oglądać niedawno w TNP3 czy Konrad Godlewski, który ludzi oburzonych dość cyniczną postawą A. Wolszczana porównuje do "wściekłych kundelków" (określenie przywołujące na myśl język głebokiego peerelu, którego przecież Godlewski nie może pamiętać) tę smutną prawdę potwierdzają.

Wielkoduszne zaiste zrozumienie, jakie dla osób donoszących na przyjaciół, kolegów czy nawet przypadkowo napotkanych ludzi, rozlewa się od lat po naszych debatach politycznych oraz pop kulturze (czy ktoś oglądał film "Korowód" Stuhra?) dowodzi jednak tego, że kryzys kulturowy, w jaki wciągnęli nas (zupełnie wbrew naszej woli) budowniczowie III RP, nieustannie się pogłębia. Dochodzi nie tylko do tak skandalicznych postaw, jak ta niesławnego profesora, co kazał się lustratorom pajacom całować w d... (za co zebrał sowite oklaski rozmaitych salonowców), ale paradoksalnych, jak ta, którą prezentuje Godlewski, który problem widzi w tych, co kwestionują morale ewidetnego donosiciela. Konstrukcja, jaką przywołuje do obrony swojego stanowiska jest jednak tak karkołomna, że aż dziw, iż sam jej pomysłodawca nie dostrzega jej absurdalności.

Należałoby pewnie zacząć od tego, że kto za pomocą świadomego donosicielstwa i współpracy ze służbami sowieckimi toruje sobie drogę kariery, ten może budzić nie tylko pewną odrazę moralną, ale i wątpliwości, co do ewentualnych sukcesów na niwie naukowej. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że dobrego agenta po procesie prowadzenia w kraju przejmują za granicą inni funkcjonariusze, by mościć mu miejsce w nowym środowisku. Godlewski przywołuje gest jednego z amerykańskich generałów, który okazał spolegliwość wobec japońskich zbrodniarzy z obozu 731 - lepszym jednak przykładem byłoby, uważam, rosyjskie towarzystwo psychiatryczne, które po "upadku komunizmu" nie tknęło twórców psychiatrii represyjnej w ZSSR, pozostawiając na stanowiskach i pozwalając dalej "wykonywać zawód". Problem tylko w tym, że wobec ludzi obywatelstwa amerykańskiego służących wrogowi władze USA sięgały po o wiele drastyczniejsze środki, że wspomnę przypadek E. Pounda czy "naukowców" E. i J. Rosenbergów.

Należałoby od tego zacząć, powiadam, ale podejrzewam, iż ludziom takim jak Godlewski trzeba by skomplikowaną materię odpowiedzialności moralnej za postępowanie w swoim środowisku zawodowym wyłożyć na prostych przykładach.Wyobraźmy sobie, że w redakcji, w której pracuje Godlewski pojawia się młody stażysta, który pisze słabe teksty, ale w ciągu krótkiego czasu robi błyskotliwą karierę i zostaje zastępcą naczelnego, podczas gdy sam Godlewski, mimo swojego znakomitego pióra, ciuła biedagrosz, publikując raz na tydzień swoje felietony i topiąc smutki w taniej wódce. Któregoś dnia okazuje się, że naczelny, który ma wyjątkową słabość do poznawania sekretów życia swoich pracowników (co pozwala mu potem rozstawiać ich po kątach i zlecać tymże pracownikom odpowiednie naświetlanie dyżurnych tematów), tak wysoko posadził owego niedawnego stażystę, ponieważ regularnie donosił on na kolegów. Podążając tokiem myślenia Godlewskiego, to chyba sam Godlewski uznałby, że nic się nie stało, gdyż donosicielstwo w robieniu zawodowej kariery nie jest niczym złym. Ciekawe, czy stwierdziłby też tak, gdyby po którymś donosie wyleciał z pracy? Nieważne.

Oczywiście donos donosowi nierówny. W dzisiejszych czasach w każdej większej firmie są bez wątpienia donosiciele i rozmaite, że pozwolę sobie użyć brutalnego określenia, przydupasy szefów, którzy dzięki swojej niemoralnej działalności zyskują uznanie władz firmy i wysokie premie. W czasach sowietyzmu świadome donosicielstwo jednak przekładało się na psychiczne, a niejednokrotnie i fizyczne łamanie ludzi, a więc miało o wiele gorsze skutki niż dzisiejsze represje, jakie spotykają pracowników, na których rozmaici życzliwi kapują. W kontekście komunizmu sprawa nie zamyka się więc na osobistej karierze danego donosiciela, ale też na zamknięciu drogi kariery innym ludziom. Jeden donos przesądzał o tym, czy ktoś "niewygodny" zostanie asystentem, adiunktem lub będzie miał możliwość uzyskania habilitacji. Jeden donoś przesądzał, czy ktoś będzie mógł wziąć udział w konferencji naukowej krajowej lub zagranicznej i czy będzie mógł publikować w ogólnopolskim periodyku, czy nie. Jeden donos przesądzał o tym, czy ktoś będzie miał zajęcia ze studentami, czy też ani wykłady, ani ćwiczenia się dla niego "nie znajdą" w harmonogramie. Godlewski może w te subtelności nie wchodzić, lecz niezorientowanym warto o tym przypomnieć, aczkolwiek ostro i przekonująco o tym napisał też w swoim komentarzu u Ł. Warzechy Eine.

Jeśli uznajemy peerelowskie służby specjalne za zbrodnicze i (co chyba jasne) służące obcemu mocarstwu, to niestety, świadoma (a zwłaszcza dobrowolna) służba w ich szeregach (właśnie w postaci płatnego donosicielstwa w elitarnych środowiskach, a do takich przecież należy zaliczyć akademicko-naukowe) była zbrodnicza i niosła ze sobą katastrofalne konsekwencje w postaci utrwalania się zupełnie fałszywych hierarchii w polskiej nauce, które, śmiem z całkowitym przekonaniem twierdzić, pozostały niemal nietknięte do dziś. Zresztą, w innych dziedzinach (kultura, literatura) także.

 

Maziarski, jak wspomniałem na początku, konstatuje, że mimo wszystko prawda o naszej historii jakoś się przebija. Można jednak powiedzieć: co z tego, iż się przebija, skoro są całe zastępy tych, którzy natychmiast chcą tę prawdę zatupać, zagłuszyć, obśmiać, wyszydzić, zniekształcić lub zwyczajnie zelżyć? Jeśli państwo się zbudowało na historycznym kłamstwie i historycznej niesprawiedliwości, to nie ma szans na to, by prawda mogła nagle tryumfować. Widać to jak na patelni w działaniach imperium Michnika, rządu, marszałka sejmu etc., czy wreszcie rozmaitych dozgonnych autorytetów, które odezwały się niedawno ze stołecznego Krakowa.

A propos, kiedyś Wałęsa zabłysnął sformułowaniem, że nawet pomyślenie o nim, iż współpracował z Bezpieką jest zbrodnią. Do podobnej konstatacji doszło środowisko skupione w SKOZK. Bp Pieronek stwierdza, że "To, co wyprawia prezydent Kaczyński, żądając lustracji członków SKOZK, to upolitycznienie gremium, które działa charytatywnie i społecznie", jakby to Kaczyński jakimś dekretem o polowaniu na czarownice nakazywał poddawania się lustracji, a nie ustawa. Z kolei Kozłowski, solidaryzując się z "wykluczonymi" dodaje od siebie: "W efekcie miejsce w SKOZK utracili na wskroś porządni ludzie, a ja, który wedle absurdalnych przepisów ustawy miałbym być funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa PRL (bo wszedłem w mundurowe struktury MSW na polecenie premiera Mazowieckiego już w marcu 1990 r.), mogę nadal pracować w SKOZK." I także "domaga się odwołania".

Pamiętam, co Kozłowski wygadywał na planie filmu "Trzej kumple" po zdemaskowaniu L. Maleszki i tak sobie myślę w kontekście tego, co napisał Maziarski, że nie tylko prawda opornie i zbyt późno wychodzi na jaw, ale i te odwołania przychodzą poniewczasie. 
             

http://www.niepoprawni.pl/blog/234/prawda-i-tak-wyjdzie-na-wierzch-nawet-po-latach
http://konradgodlewski.salon24.pl/94082,index.html
http://wyborcza.pl/1,88975,5714375,Kozlowski_do_prezydenta__prosze_mnie_skreslic.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pięknie zgasiłeś optymistyczne tony rodzące się wokół posta pana Maziarskiego.

Mimo wszystko, rzeczywiście ciężko jest przebić się z prawdą do szerszych kręgów polskiego społeczeństwo.

ALE

Ale gdyby nie było ciężko, to nie mielibyśmy o co walczyć słowem i działaniem. A chyba między innymi po to się tu wszyscy komunikujemy.

Zamiast opisywać potęgę antypolskiej propagandy, sugerowałbym poszukiwanie sposobów na jej zwalczanie. Ale to oczywiście moje spojrzenie i masz prawo do swego.

Pozdrawiam:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#4788

"Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że dobrego agenta po procesie prowadzenia w kraju przejmują za granicą inni funkcjonariusze, by mościć mu miejsce w nowym środowisku."

W tym zdaniu na mój prosty, nieuczony rozum brakuje chyba jakiegoś dodatkowego "nie".

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Optymizm jest tchórzostwem. (Oswald Spengler)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#4791

za wp:Policja przerwała odbywający w Kolonii Kongres przeciw Islamizacji. Decyzję tę uzasadniono troską o bezpieczeństwo mieszkańców miasta. Decyzja o przerwaniu wiecu wywołała oburzenie zwolenników prawicowego ruchu "Pro Koeln". Koniec demokracji w naszym kraju! Koniec wolności słowa! - krzyczeli. Przeciwnicy "Pro Koeln" starli się z policją.

Wiec na jednym z centralnych placów Kolonii - Heumarkt, zorganizowany przez prawicowo-populistyczny ruch "Pro Koeln", ("Dla Kolonii") przebiegał spokojnie. Również pokojowy charakter miała kontrdemonstracja na rzecz tolerancji i wielokulturowości z udziałem około 40 tysięcy osób.

Doszło jednak do incydentów, wywołanych przez przeciwników "Pro Koeln" z grup lewackich. Agresywni demonstranci zaatakowali policję. Były próby pozbawienia funkcjonariuszy broni - powiedział rzecznik policji Wolfgang Baldes.

Do starć doszło m.in. na stacji miejskiej kolejki w pobliżu lotniska. Członkowie organizacji lewicowych i antyfaszystowskich uniemożliwili zaproszonym przez "Pro Koeln" zagranicznym skrajnie prawicowym politykom, m.in. z Belgii i Austrii, przyjazd do centrum Kolonii. Zablokowano także drogi prowadzące na Heumarkt, wskutek czego dotarło tam niespełna 100 z 1000 zapowiedzianych uczestników.

Przedstawiciel władz ugrupowania Pro Koeln Manfred Rouhs porównał sytuację w Kolonii do Białorusi, gdzie prześladowana jest opozycja i nie ma wolności zgromadzeń. Usiłuje się pozbawić nas prawa do przeprowadzenia legalnej demonstracji i wyrażenia krytycznych opinii - mówił. Zapowiedział, że Kongres przeciw Islamizacji zostanie powtórzony.

Pretekstem do jego organizacji są plany budowy w Kolonii wielkiego meczetu o 37-metrowej kopule i z minaretami wysokości 55 metrów. 120 tysięcy z ponad miliona mieszkańców miasta to muzułmanie."
Czyżby Allach był większy i ważniejszy od Jezusa Chrystusa!
w Kolonii?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#4800

Tą tematyke znam bardzo dobrze, i mogę powiedzieć, że jest pewien problem; faktycznie pod ruch anmtyislamizacyjny podpinają się neonazistowskie szumowiny...

Trudna sprawa, co gorsza multikulturalistycznemu establishmentowi ta sytuacja jest bardzo na rękę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#4808

Wiem, że społeczność muzułmańska w Koln torpeduje pomysł budowy nowego kościoła!A znam także zachowanie tych środowisk w UK, więc nie "neoszumowiny" sa problemem ale agresywność muslim"ów! Tak mi się wydaje!
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#4817

problemem jest i to, i to, pytanie tylko co jest problemem bardziej palącym

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#4882