Polska jako szambo dla każdego

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

Wszyscy weźmy się za ręce - taki wniosek można wysnuć nie tylko z postawy L. Wałęsy, który podał dłoń W. Jaruzelskiemu i stwierdził, że należałoby rozliczyć tych, co nas wrobili w komunizm w 1939 i 1945 r., ale sekundującemu tej postawie W. Kuczyńskiemu, który w artykule w "Rz" postawił sprawę polskiej współczesnej historii w sposób charakterystyczny dla środowiska różowych, czyli "po mazowieckiemu i kompaniji", tzn. na głowie.

Z tym różem owego środowiska to już chyba przesada, boć przecie powstanie LiD-u nieco go zdmuchnęlo, odsłaniając starodawną czerwień, zresztą sam Kuczyński był doradcą i Mazowieckiego, i Cimoszewicza, czego przecież szerzej komentować nie trzeba.

Najśmieszniejsze jest to, że ja, ujrzawszy najpierw Wałęsę naprzeciw Jaruzela na procesie dot. sprawców Grudnia '70 oraz czytając podpis, z którego - gdyby tak się wgryźć w głębię politycznego myślenia Wałęsy - można by wywnioskować, że właściwie to za ów Grudzień odpowiadają zachodni alianci sprzed wybuchu II wojny (no i ewentualnie pod jej koniec) - sądziłem w swej nieświętej naiwności, że tego typu idiotyzmy ktoś chce skomentować po to wyłącznie, by je wyszydzić, a tu gdzie tam! Kuczyński szczerozłotą i życiodajną myśl polityczną Wałęsy rozwija i swoim pełnym polotu intelektem podpiera.

I mamy do czynienia z prawdziwym majstersztykiem:

"Podobało mi się to, co mówił Lech Wałęsa, zeznając niedawno przed sądem jako świadek w sprawie o Grudzień 1970 roku. Ale chciałbym zatrzymać się nad jednym stwierdzeniem Lecha, a mianowicie nad tym, że aby dobrze rozliczyć PRL, trzeba by najpierw rozliczyć głowy, a nie ręce. Głowy, czyli, jak powiedział, „tych, którzy nas w to wrobili, w roku 1939 i 1945”.

W tym stwierdzeniu nie było uniewinniania zbrodni politycznych PRL z roku 1970 czy lat wcześniejszych bądź późniejszych i oczywiście to nie był postulat, bo głowy roku 1939 i 1945, o których myślał Lech, od dawna są po sądzie boskim i na sądach historyków. Ale w tym stwierdzeniu zawiera się myśl ważna, choć z trudem torująca sobie drogę, a mianowicie, że nie można właściwie rozliczyć Polski Ludowej, pomijając fakt, że na jej kształt, w tym na system polityczny, nie miało wpływu społeczeństwo ani nawet jego komunistyczna część."

Oczywiście, to, co twierdzi Wałęsa na temat polskiej historii dawno już przekroczyło wszelkie granice absurdu, jednakże to, jakich znajduje on komentatorów i jakie można dorobić intelektualne konstrukcje do wałęsowskich wynurzeń, to rzecz zdecydowanie nowa w debacie publicznej. Wprawdzie sam Kuczyński na swoim blogu poleca m.in. strony Passenta, Paradowskiej, Szostkiewicza, Matki Kurki itp. oraz stronę o Jaruzelskim (tworzoną przez jakiegoś emerytowanego fana życiorysu i działań szefa WRONy) plus staż PZPR-owski, już by wiele wyjaśniało, ale przecież nie wyjaśniłoby wszystkiego. Proszę zwrócić uwagę na ten sposób myślenia: na kształt i system polityczny Polski powojennej nie miało wpływu społeczeństwo ANI NAWET JEGO KOMUNISTYCZNA CZĘŚĆ.

Aforyzm godny S. J. Leca, który we Lwowie włączył się w budowę nowej "nie-pańskiej" Polski ledwie się armia czerwona rozlokowała tam we wrześniu 1939 r. Można by powiedzieć, że nie tylko czerwonoarmiści, ale też i zrzuty sowieckich agentów, tworzenie zaprzańskich struktur (typu ZPP) dublujących (a następnie "delegalizujących") prawowite struktury polskiej władzy na obczyźnie, ani nawet mordowanie polskiej inteligencji, zsyłki, nie mówiąc o stalinowskich porządkach powojennych - to wszystko było właściwie nic wobec odpowiedzialności Zachodu za to, co się w Polsce stało po "wyzwoleniu" przez sowiecką armię. Jest to teza ciekawa, bo właściwie ludobójcze praktyki czerwonych można wziąć w nawias albo potraktować jako konsekwencję zaniedbań Zachodu.

Tego typu historiozofię można by potraktować jako "swobodne bredzenie" (ideał myślenia postmodernistycznego zaproponowany kiedyś przez B. Barana), gdyby nie to, że ktoś to pisze na serio i publikuje w jednej z czołowych polskich gazet - ktoś, kto doradzał ministrom i miał pewien wpływ na kształtowanie się rzeczywistości polskiej po 1989 r.

Zdaniem Kuczyńskiego, Wałęsa trafnie stwierdził, że "w PRL nas wrobiono":

"Polscy komuniści się z tego „wrobienia” cieszyli, reszta na odwrót, ale jedni i drudzy nie mieli nic w tej sprawie do powiedzenia.

Wrobienie z zewnątrz to istotny fakt, który czyni rozliczenie z PRL o wiele trudniejszym, niżby było przy rozliczaniu dyktatury rodzimej – jak sanacyjna, Pinocheta dla Chilijczyków bądź Franco dla Hiszpanów. Przy rozliczaniu dyktatury rodzimej odpowiedź na pytanie, czy ci, co jej służyli, powinni z samej racji służenia ponieść konsekwencje, wydaje się twierdząca – bo zrobili zło, którego bez ich udziału mogło nie być.

A jak wygląda sprawa rozliczania dyktatury narzuconej z zewnątrz? Tu odpowiedź nie jest prosta, i to w żadną stronę. Z jednej strony oceniamy ludzi, którzy uczestniczyli w czymś złym, ale z drugiej – bez nich to zło także by zaistniało. Co więcej, mogło być większym złem."

A to dopiero, prawda? Słowem, gdyby nie przywieziono czerwonych na sowieckich tankach, to i tak byłoby tragicznie, a nawet jeszcze gorzej. Nie kryję, że jeszcze podobnej bredni na temat polskiej historii nie czytałem, chyba że w jakimś "Słowniku historii Polski" z 1969 r. ewentualnie w albumowych wydawnictwach typu "XXX-lecie Polski Ludowej". Muszę zacytować, bo gdybym sparafrazował, to ktoś by mógł pomyśleć, że koloryzuję:

"Gdyby w 1945 roku Polacy gremialnie odmówili udziału w tworzeniu PRL wedle modelu sowieckiego, nie byłoby Polski wolnej, lecz jeszcze bardziej niewolna. Zamiast załogi polskiej byłaby radziecka. Kadr mieli w bród, także o polskich rodowodach. Miesiące bezpośrednio po lipcu 1944 roku pokazują, jak Rosjanie błyskawicznie stworzyli sowiecki zarząd zajętych terenów (komendantury etc.).

Polska po roku 1945 mogła w najlepszym dla nas razie istnieć jako kalekie państwo należące do radzieckiego imperium, kierowane bezpośrednio przez Polaków, ale pod nadzorem Moskwy. W gorszym przypadku mogła zostać wprost lub stopniowo wcielona do ZSRR. Trzeciego wyjścia nie było."

Nie było możliwe wyzwalanie Polski przez wojska aliantów, a nie sowietów? Najwyraźniej nie było. Co więcej, zdaniem Kuczyńskiego, kraje zachodnie nie tyle nas zdradziły, co były bezsilne, a sam Stalin wszystko już sobie wykoncypował w 1941 r. Tymczasem wydaje mi się, że w Polsce przedwojennej działała agenturalna KPP, w trakcie wojny polsko-bolszewickiej, agentura przebierała nogami, by uczynić z Polski republikę sowiecką, słowem, że chętnych do "zagospodarowania" znienawidzonej "pańskiej Polski" nie brakowało długo przed 1941 rokiem. Zresztą, prosowiecki akces rzeszy intelektualistów we Lwowie (i w paru innych miastach) po wejściu sowietów, intelektualistów, co potem stanowili "sól ziemi czerwonej", można powiedzieć, dowodził, że ochotników nie trzeba było siłą do wprowadzania bolszewickiego porządku zapędzać. Pchali się sami.

Kuczyński jednak idzie na całość, dodając sentencjonalnie:

"Ludzie są po to, by żyć i trwać a nie po to, żeby walczyć i ginąć. Walczą, kiedy czują, że ktoś ich trwaniu zagraża. Powiem herezję jeszcze większą: gdyby Hitler po roku 1939 zaoferował Polakom taką autonomię, jaką przyznał nam Stalin, mielibyśmy w latach 1939 – 1945 polskie Vichy z setkami tysięcy rodaków służących mu i z wieloma, którzy by chętnie ruszyli na podbój Wschodu i dobicie bolszewików."  

Aż dziw więc, że J. Beck, zamiast wygłaszając swoje słynne przemówienie, też nie poszedł na całość i nie przyjął oferty hitlerowskich Niemiec. Mielibyśmy nie tylko święty spokój, ale i pognalibyśmy z Wehrmachtem na Moskwę. Wiele nas zatem ominęło. Nie ma naprawdę, jak alternatywne wizje historii proponowane przez byłych PZPR-owców. Wygląda bowiem na to, że staż w partii komunistycznej żlobi tak głęboką rysę w intelekcie, że nawet jeśli się potem działa jakoś w Solidarności, to jednak marksistowska wizja dziejów i tzw. konieczności dziejowej powraca nie tyle w koszmarnych snach, co na jawie i to w stanie pełnej przytomności.

Dochodzimy zresztą do sedna sprawy w związku z tym, co powiedziałem powyżej, Kuczyński wszak twierdzi:

"w rozliczaniu PRL nie można zasadnie posługiwać się zbiorowym kryterium winy. Na przykład wymierzając sankcje, jak zakładają koncepcje dekomunizacji, za sam fakt zajmowania określonego stanowiska."

No właśnie. Już można by się wziąć za ręce nie tylko z Jaruzelskim, ale może i nawet z Urbanem i Piotrowskim, gdyby nie to, że jeszcze jacyś pogrobowcy antykomunizmu wciąż śnią o dekomunizacji. Mamma mia, toż większych zmartwień na tym świecie ni ma?

"Jednoznacznie ocenić można komunizm, system ze swej istoty nieludzki, potencjalnie i w dużej części swej historii także zbrodniczy."

Jasne jak słońce. Po czym Kuczyński dodaje:

"Ale gdy chodzi o służących mu ludzi, to – w odróżnieniu od służenia dyktaturze rodzimej – fakt bycia działaczem partyjnym, choćby najwyższego szczebla, czy milicjantem, esbekiem, cenzorem lub nawet esbeckim szpiclem nie wystarcza do tego, by taka osoba podlegała rozliczaniu."

I jesteśmy w domu. W gruncie rzeczy niewiele lat minęło od "obalenia komunizmu", a się okazuje, że służba bolszewickiemu systemowi w Polsce nie była wcale taka zła i że właściwie nie ma żadnych twardych kryteriów pozwalających kogokolwiek rozliczyć za pracę dla komunizmu. Po pierwsze wszystko to przyszło z zewnątrz i właściwie nikt tego nie chciał. Po drugie, nawet ci, co chcieli i pracowali, wcale nie musieli działać na rzecz zła.

Kuczyński konkluduje optymistycznie:

"sądzę, że te refleksje, które nasunęły mi się jako rozwinięcie tego, co powiedział Lech Wałęsa i co przypieczętował, podając rękę generałowi Jaruzelskiemu, warte są dyskusji. I w tej intencji, choć z wahaniem, postanowiłem je opublikować. Może tu jest droga do rozcięcia węzła rozliczeń, któremu nie możemy dać rady od 20 lat."

Sądzę, że te refleksje dowodzą, jakiego pokroju ludzie dokonali w Polsce transformacji i dlaczego jest właśnie tak, jak jest, że po 20 latach łapiemy się za głowę już nie z tego powodu, że Wałęsa ściska prawicę Jaruzela i wystawia mu certyfikat poczciwości, ale z tego, że wciąż są ludzie, którym nie mieści się w głowie, by mogło być inaczej. Okazuje się więc, że Polskę z wszystkiego można ulepić, nawet z... - nie chcę kończyć.        
 

http://www.rp.pl/artykul/9157,174925_Wrobieni_w_PRL.html
http://www.kuczyn.com/      

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ledwie dobrnąłem do końca, bo tak pokrętnych i karkołomnych łamańców umysłowych dawno nie widziałem.
Jak rozumiem, gdy Kuczyński widzi, jak czterech dresów kopie staruszka to się do nich przyłącza, bo to i tak nic nie zmieni. Bez niego też by go kopali, a w takiej sytuacji to każdy sąd go uniewinni bez gadania.
Trzymanie za twarz własnych rodaków jest paskudne, ale nie wiem, czy robienie tego pod dyktando wrogiego państwa nie powinno być uważane za paskudztwo do kwadratu.
Przepraszam za eufemizmy, ale zamiast nich tylko wulgaryzmy cisną mi się na usta.
Mam propozycję: niech pan Kuczyński sobie wyhaftuje na makatce napis "Do tego, aby zło zwyciężyło, wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili". Powiesi ją na ścianie i wpatruje się w nią, aż do jego pustego łba przynajmniej to wejdzie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1460

Słuchałem dzisiaj wypowiedzi szefa diaspory gruzińskiej w Polsce; w sytuacji zagrożenia ze strony Rosji, być albo nie być niepodległej Gruzji cała niemal opozycja stanęła murem z prezydentem, parlamentem. A ten debillo z POlanki plecie takie piramidalne idiotyzmy i coś tam jeszcze dorzuca o Madellein Albriht!Ten szkodnik, Wałęsa jest gotów wszystko zwulgaryzować, nadałby się najbardziej na POlitruka dla Putina!
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1465

Józef Mackiewicz napisał w jednej z książek" "Niemcy zmieniają nas w bohaterów, Sowieci w gówno". Gówno, jak wiadomo, pływa na powierzchni.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#1513