Łapaj spekulanta!

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

Przyznam szczerze, że wiele rzeczy już widziałem, ale czegoś takiego, by rząd kraju, który gospodarczo i finansowo się chwieje w posadach, nie robił nic, to jeszcze nie widziałem. Choć, może pora i coś takiego obejrzeć na żywo.

Oczywiście, można znaleźć stosunkowo prostą analogię wobec takiej postawy choćby w czasach jaruzelszczyzny, kiedy to partyjniakom obojętne było to, że ludzie za wszystkim muszą stać w wielogodzinnych kolejkach. No ale trudno nazwać jakąś pezetpeerowską zbieraninę z sowieckim zapleczem jakimkolwiek rządem w normalnym tego słowa znaczeniu.

 

Natomiast wydaje się, że gabinet PO-PSL powstał po przeprowadzonych wyborach, a więc można go traktować jako jakiś rząd. Co właściwie powinien robić rząd? Wydaje się, że przynajmniej coś. Najlepiej byłoby, gdyby rządził, lecz do tego to już trzeba mieć ludzi mających jakieś sensowne pomysły, a z tym może być gorzej. Co innego bowiem występy w prorządowych telewizjach czy radiach, a co innego podejmowanie decyzji, które mogłyby na coś istotnego wpływać. Co innego laptopy dla każdego dziecka, boiska w każdej gminie i inne działania dla ubogich, a co innego stawianie czoła realnym problemom.

Ktoś jednak może powiedzieć, że przecież nie mamy do czynienia z leżakami (po policyjne znaczenie tego słowa odsyłam do poprzedniego mojego posta (http://freeyourmind.salon24.pl/98889,index.html)), bo co rusz a to Gleb, a to inny związany z koalicją "rządzącą" polityk, przekonuje nas, że nie było, nie ma i nie będzie kryzysu ekonomicznego w Polsce. Nawiasem mówiąc, czy ktoś pamięta, jak straszono Polaków rosnącymi kursami euro i dolara, gdy formował się rząd kaczystów? I co teraz? Nie śmiej się dziadku, z cudzego wypadku, mówi przysłowie.

No ale jednak coś drgnęło - premier stwierdził, patrząc na Polskę z Pekinu, że jest silna i zdrowa, tylko nie przypomina tytana (http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=5c7dc0d5-c848-4d30-8b17-b3834aa85822&readcomment=1#comment). No, co do tego, że tytanami nie jesteśmy, to wiedzieliśmy już od dłuższego czasu, choć trochę tytanów się u nas odchowało po rewolucji ekonomicznej rozpoczętej w 1988 r., a przypieczętowanej potem uwłaszczeniem nomenklatury po "obaleniu komunizmu". No ale, jak wiemy, z tytanami czerwonymi wyrastali też jak grzyby po deszczu tytani różowi, więc nie było tak źle, tzn. gospodarka też kwitła i wszystkim żyło się lepiej, kto się blisko tytanów odpowiednich trzymał. Eufemistycznie nazwano to "emerging market", choćby z tego powodu, że do tego tytanicznego tańca zaproszono sporo inwestorów zagranicznych, którzy urządzili sobie orkę na popeerelowskim ugorze, co dodatkowo rozruszało naszą gospodarkę. No i, żeby było weselej obywatelom nie będącym tytanami, przymknięto oko na rozwijającą się dynamicznie szarą strefę, tak żeby nie tylko tytani mogli się na handlu czy przedsiębiorczości dorobić. W ten nieskomplikowany sposób staliśmy się w krótkim czasie tygrysem Europy i przyciągnęliśmy tzw. kapitał spekulacyjny, który, jak się domyślamy, żeruje na tych, co tytaniczną uczciwością i pracą się bogacą.

Warto jednak dodać, że przekonywano nas w długich i burzliwych latach "transformacji" w wielogodzinnych debatach ekonomicznych, "zielonych stronach" "Rzepy" etc., iż kapitał już dawno przestał być związany z gospodarkami narodowymi, że to właśnie dobrze, że sobie ów wesoły kapitał krąży z kąta w kąt i dziś jest w Tokio, jutro w Buenos Aires, a pojutrze w Warszawie (albo w Żorach Gleba Chlebowskiego), bo z tego krążenia jeszcze większy pieniądz się wytwarza. Do niedawna analitycy nam tłumaczyli też, że kapitalizm spekulacyjny jest głównym źródłem obecnego kryzysu, ale - dodawali na uspokojenie - w naszym kraju (na naszych włościach) takich wrednych spekulantów było niewielu albo prawie wcale, a zdrowa gospodarka zdrowy odpór dała (i znowu da, jak przyjdzie potrzeba). No i wskaźnikami wzrostów nas zasypywali. Dzisiaj zresztą wskaźnikami też nas zasypano (dotyczącymi okresu sprzed kryzysu, jeśli dobrze pamiętam), ale nowa nuta w ogólnym zaśpiewie się pojawiła, bo oto zaczęto głosić, że to właśnie cholerni spekulanci wywracają na nice polską giełdę oraz osłabiają złotówkę. No więc, kurde, są ci spekulanci, czy ich nie ma? Jeśli są, to skąd się nagle wzięli? A jeśli zdrowy gospodarz dotąd dawał im odpór, dlaczego teraz dać nie może?

Ależ może, może, powiada nam szef NBP, i gospodarz da odpór. Słowem, zawirowanie ma charakter przejściowy. Mówiąc inaczej, trochę nam złodzieje po ogrodzie ulęgałek nakradną, ale se pójdą. Trzeba przeczekać. Z tego jednak, co coraz częściej można poczytać w co bardziej krytycznych analizach ekonomicznych (niektóre linki poniżej, warto też przejrzeć strony anglojęzyczne), to strategia "atakowania wschodzących rynków", to jeden ze sprawdzonych już (choćby na giełdach ajatyckich) sposobów pozyskiwania pieniędzy przez "pozbawionych sentymentów graczy", nie podlegający właściwie żadnej kontroli (w przeciwieństwie do usług bankowych). "Financial Times" pisze dziś o tym, że N. Sarkozy zapowiada wprowadzenie jakichś mechanizmów kontroli we Francji, ale co tam Francja, panie dzieju, skoro w samych Stanach rynek finansowy rozwijał się przez wiele lat niemalże bez jakichkolwiek ograniczeń (o czym pisze obszernie D. Graj na stronie Bankiera.pl, link poniżej), wzmacniając mechanizmy, które doprowadziły w końcu do gigantycznego krachu, ale też wywołując przy okazji poważny deficyt handlowy w USA.

Ale co nas obchodzić może jakiś krach w USA, skoro u nas siła i zdrowie w domu i w zagrodzie? Wiemy to, boć złotousty premier z Pekinu się przygląda, siedząc na chińskim smoku. Nawiasem mówiąc, widziałem, że w swetrze na lotnisko schodził - czy to miał być jakiś dyplomatyczny sygnał dotyczący naszych zamówień w sektorze chińskich tekstyliów? Można się śmiać, ale kto wie, czy właśnie na taką odzież wnet się nie będziemy musieli przerzucić, jeśli nagle się okaże, że siła i zdrowie z naszej gospodarki nieco uchodzić zaczęły. No ale nie uprzedzajmy wypadków i przestańcie ludzie, do cholery, krakać. Jednakże analitycy powiadają coraz częściej, że "teraz Polska", to znaczy, że od jakiegoś czasu spekulanci nie tyle skubią, co wprost buszują po naszym ogrodzie. Po ogłoszonej właśnie kondycji OFE oraz zwijaniu się funduszy inwestycyjnych, nie wspominając o stratach, jakich doznają spółki na GPW, widać, że już nie ulęgałki, a śliwy całe spekulant se ze spokojem wycina (zresztą zawsze to szybciej niż się bawić w zrywanie ulęgałek, a i drewno na opał zimowy będzie).       

No i w tej sytuacji zaczęli się nieco głośniej odzywać przedstawiciele wyższych sfer, tj. Ministerstwa Finansów oraz NBP, ale, co zabawniejsze, "reakcji złotego" na te zapewnienia nie było prawie wcale. Nasze papiery skarbowe, czyli obligacje nie znajdują chętnych, a więc też jakby "reakcja słaba". Analitycy zas zaczynają nam opowiadać o psychologii, o sentymentach i resentymentach i ogólnie taka jesienno-melancholijna atmosfera się robi, bo z opadaniem liści i indeksy spadają, i ranking najbogatszych Polaków się zmienia i korekta stanu emerytur co poniektórych obywateli się robi.

Gdzieś zniknęły żelazne prawa ekonomii niemalże tak jak nieubłagane konieczności dziejowe, które nakazywały tworzenie na naszych ziemiach sowieckiej republiki ze społeczeństwem bezklasowym. Na pocieszenie jednak powinniśmy sobie powtarzać już nie, że kryzysu nie ma, ale że "TO COŚ", co dopadło naszej ekonomii, ma charakter przejściowy. Jak jesienny katar. Albo nawet "grypa", którą, jak znowu pisza analitycy, "zaimportowano nam" z Węgier, czyli "naszych sąsiadów". Historia pędzi tak szybko, że człek ani się nie obejrzy, a już Polska z Węgrami sąsiaduje.

Została więc tylko kwestia przeczekania grypy. Proponuję parę piwek i problem z głowy. A może tokaj? Przecież, jak już spekulanty te śliwy se za płot wydrą, to chyba dadzą już nam spokój, nie?     

http://www.money.pl/pieniadze/wiadomosci/artykul/paniczna;wyprzedaz;zlotego,110,0,379502.html
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Czy-kryzys-finansowy-odbije-sie-na-gospodarce-1849563.html    
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=128a9b11-1ff6-4256-a9b1-f71e87171958&ref=lastadd
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=cd947a45-e876-4fbf-99df-2c1117fe9f37&ref=lastadd
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ref=topblog&BlogID=241f31db-41ed-44dd-82b2-c9373a0bcc11
http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5841267,Indeksy_ostro_w_dol___przerazajaca_slabosc_GPW_.html
http://www.money.pl/pieniadze/komentarze/artykul/rekordowe;straty;polskiej;waluty,150,0,379542.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wszystkie rządy ciężko pracują aby po pierwsze na dziś zniwelować skutki"toksycznego zagrożenia" a po drugie znależć bezpieczne rozwiązania na najbliższą przyszłość.
Rząd Tuska zajmuje się jedynie wydawaniem idiotycznych komunikatów o "oazie dobrobytu i spokoju" nad Wisłą.
Przeszacowana przez Balcerowicza na użytek spekulantów "mocna" " złotówka zderzyła się z rzeczywistością i....!
Balcerowicz zamilkł! Zniknął ze swoimi tyrado-opiniami!
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#6731