Europa kucnęła

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Świat

 

Europa podkuliła ogon? Nie ma lepszej wiadomości dla Rosji. Teraz powinniśmy się spodziewać najwyżej rosyjskich sankcji wobec naszego kraju w ramach retorsji za "polskie awanturnictwo", co słusznie przewidywał dziś dr M. Ryba.

Był kiedyś taki dowcip rysunkowy (mleczki lub Krauzego, nie pamiętam): agresywny żul zamierza się z pięścią na inteligenta, ten zaś podnosi wskazujący palec, mówiąc: "Polemizowałbym". Jak żałosnym i papierowym tworem jest UE, to widzimy właśnie w chwili poważnej próby. Jeden kraj zaatakował inne państwo, zajął część jego terenów i ogłosił, że nic się nie stało. Wprawdzie UE nie jest jeszcze w sytuacji takiej jak inteligent na wspomnianym rysunku, ale dokładnie tak się zachowała. Gdzieś kogoś łoją, eurokraci zaś pocierając zmarszczone czoła, dumają, jaką formułę polemiczną zastosować.

Żeby jednak było jasne, nie mam tu na myśli stanowiska Polski, która wspierała Gruzję w nierównej walce z Rosją od samego początku. Żywię też nadzieję, że tak jak wojna w Gruzji, tak obecny "pokaz siły UE" przemówi do rozsądku niektórym przynajmniej polskim politykom, którzy w coraz większej integracji ze "strukturami unijnymi" widzą jakieś szanse na zabezpieczanie Polski. Nic bowiem bardziej błędnego. Ba, takie pogłębianie integracji niesie zagrożenia także dla naszego kraju.

Obecnie przechodzimy nie tylko powtórkę z historii sprzed II wojny światowej (choć można znaleźć poważne analogie z czasami stalinowskimi po wojnie), ale i przyspieszony kurs eurodyplomacji. To, że Rosja skutecznie realizuje swoją imperialną politykę, to wiemy nie od dziś. To zaś, że UE przyjmuje takie działanie z dobrodziejstwem inwentarza, to wiemy właśnie od dziś.

Na filozofii chowania głowy w piasek można jakiś czas przeczekać burzliwe wydarzenia, jednakże nie przeczeka się chwili, gdy ktoś przyjdzie nas zwyczajnie kopnąć w d. UE będzie więc mogła się cieszyć z tego, że Rosja ze zrozumieniem przyjmie deklarację "potępiającą" i uzna, że eurokraci "wykazali rozsądek", jakiego Moskwa oczekiwała, lecz jest więcej niż pewne, że taką postawą UE nie tylko implicite usankcjonuje dotychczasowe działania rosyjskich bezpieczniaków i wojskowych, ale i zachęci ich do następnych tego typu działań. A jest się koło czego zakręcić. Ukraina, Mołdawia, Estonia... Mniejszości rosyjskich "zagrożonych" jest wiele i Kreml może wysłać w ich obronie kolejne "pokojowe" oddziały. Wiemy od wieków, że nikt tak jak Rosjanie nie potrafi walczyć o pokój. XX wiek pokazał to w olbrzymiej skali. Niemożliwe? Jeszcze niedawno wojna w Gruzji wydawała się wielu komentatorom niedorzecznością.

Jaka z tego wszystkiego lekcja dla nas, ludzi zamieszkujących UE? Taka, że uczestniczymi w politycznym projekcie mającym swe podstawy w całkowitej fikcji. Cała ta drętwa, napuszona mowa towarzysząca "integracji europejskiej" spisana w traktatach takich czy owakich nadaje się wyłącznie do kosza. Z jednej strony to dobrze, ponieważ nie ma co się UE bać i pewnie szybciej klęknie niż myśleliśmy - z drugiej jednak okazuje się, że dla UE argument siły to argument ostateczny, ucinający wszelką dyskusję. Na razie eurokraci nadstawiają cudzy policzek i los jakiejśtam części Gruzji im lata - łaskawie sypną groszem na otarcie łez, ale przecież "nie będą drażnić Rosji" wysyłaniem żołnierzy, którzy mogliby stanąć naprzeciw posowieckich tanków, czy - nie daj Boże - wypchnąć ich poza granice okupowanego kraju. Za niedługi czas jednak będą musieli spłacić kolejny haracz zgodnie z wymogami nakładanymi przez rosyjską filozofię rekietu, realizowaną także w polityce.

Wiadome, że cudze pieniądze wydaje się najłatwiej i najszybciej, toteż i w geopolityce najchętniej płaci się cudzymi ziemiami, cudzymi dobrami, cudzym spokojem, cudzą niepodległością. Ba, przez chwilę można się nawet nieźle zabawić w ten sposób, dopóki bandyci nie zastukają do drzwi tych, co najgłośniej się bawią. Stara Unia (pomijając UK) jednak wychodzi z założenia, że jej nic nie grozi, bo można płacić albo "ziemiami niczyimi" (jak Gruzja), albo w najgorszym razie tym, co mają do zaoferowania kraje "nowej UE".

W tej sytuacji, obok wzmacniania polityczno-militarnych relacji polsko-amerykańskich, Polsce pozostaje umacnianie więzów z krajami nadbałtyckimi, które - co widzieliśmy - rozumieją, na czym polega rosyjskie zagrożenie (Finlandia, dobrze znająca rosyjskiego sołdata, rozważa nawet wstąpienie do NATO). Ewentualny kolejny już z rzędu kryzys UE nie powinien nas martwić, troszczyć powinniśmy się bowiem o nasz własny los, wiedząc, że możemy być jednym z następnych w kolejce krajów, które zechce skarcić Moskwa.

Stworzenie szerzego bloku środkowoeuropejskiego o charakterze antyrosyjskim byłoby najlepszym wyjściem, ale to rzecz na lata, podczas gdy konsolidacja z krajami nadbałtyckimi wydaje się najprostsza w realizacji i najszybsza. Pozostaje jeszcze kwestia relacji z Ukrainą, ale w tymże kraju Rosjanie będą chcieli wywołać tektoniczne pęknięcia, których polityczne skutki nie są łatwe do przewidzenia. Ukraina wszak, widząc, jaką UE przywiązuje wagę do integralności terytorialnej krajów nieleżących w sferze jej bezpośrenich interesów, nie musi pokładać nadziei w "integracji europejskiej", ale może zawrócić na wschód, po prostu (w czym Moskwa chętnie by pomogła). O dalszym losie Gruzji to w tej chwili w ogóle trudno powiedzieć, skoro Rosji pozostawiono właściwie wolną rękę. To, że UE chce wspomóc ją humanitarnie, a nawet odbudowywać, brzmi jak jakiś ponury żart. Czy tereny zajęte przez Rosjan będą przywracane Gruzji drogą "dalszych negocjacji"? A może za pomocą wykupu? Czy może raczej integralność Gruzji będzie obejmować tereny bez Osetii Płd. i Abchazji? No, wtedy UE wykazałaby się naprawdę szerokim gestem.

Gdyby tego było mało, to problemy międzynarodowe opisywane powyżej, przekładają się w bardzo prosty sposób na sytuację wewnętrzną naszego kraju, w którym przecież "Partia Przyjaciół Rosji" w rozmaitych swoich frakcjach wciąż i wciąż jest obecna i silna. Musimy mieć świadomość, że zwycięstwo Moskwy na arenie mędzynarodowej, to znakomita wiadomość dla "PPR", która w miarę postępów w zacieśnianiu więzów polsko-amerykańskich i środkowoeuropejskich zrobi wszystko, by te więzy pozrywać. Ponadto Rosja będzie "PPR"-owi cały czas pomagać.

Jakże komicznie brzmią jakieś pradawne, buńczuczne tezy, że UE będzie konkurencją dla USA. Teraz wiemy, że UE nie jest w stanie przeciwstawić się nawet Rosji.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Gdyby w jakiejś perspektywie Finlandia, Ukraina i Gruzja wstąpiły do NATO, to wtedy można by odtrąbić porażkę Rosji.
Jednak patrząc na dyplomację i determinację Rosji i indolencje jajogłowych europejskich elit to chyba czeka nas jeszcze wiele niekoniecznie miłych wydarzeń.

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#3390

Cóz jeszcze można dodać, poza tym, że jest bat na Rosję w postaci sankcji i embarga. Trzeba tylko mieć jaja.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#3391