ROSJA ZOSTAŁA BEZ SUMIENIA

Obrazek użytkownika adamkuz
Blog

W Rosji od niepamiętnych czasów ważną społeczną rolę pełnił stariec, człowiek niekoniecznie wiekowy ale prawy i uczciwy. Diametralnie różnił się od jurodiwego, miewającego wizję, nawiedzonego szaleńca Bożego. Źródłem jego niezwykłej mądrości było nie tylko mistyczne natchnienie ale cierpienie, ciężko doświadczony przez los był dla swojego otoczenia czymś w rodzaju przewodnika, nauczyciela. Nigdy nie narzucał się ze swoimi radami i był bardzo skromny zdając sobie sprawę, że jest jedynie niedoskonałym przekaźnikiem woli Bożej. Szanowano go choć nie zawsze słuchano. Dokładnie kimś takim był niedawno zmarły Aleksander Sołżenicyn, powtarzana w kółko w rosyjskiej telewizji formułka, ze był on sumieniem Rosji jest prawdziwa.

Aleksander Isajewicz Sołżenicyn doszedłby w Związku Radzieckim do najwyższych stanowisk, miał ku temu wszelkie dane, wszechstronnie uzdolniony i wierzący w ideały marksizmu-leninizmu. Nieopatrzna uwaga dotycząca sposobu dowodzenia Armią Czerwoną w Prusach Wschodnich spowodowała, że młody i odznaczony kapitan w 1945 roku wprost z frontu trafił do łagru. I tak miał sporo szczęścia ponieważ początkowo trafił do szaraszki – specjalnego łagru dla naukowców pracujących na chwałę socjalistycznej ojczyzny. Było to miejsce wręcz ekskluzywne, pobyt tam zaliczyli najwybitniejsi uczeni i konstruktorzy tacy jak twórca sowieckiego programu kosmicznego Siergiej Korolew.

Władza radziecka zapewniła jednak przyszłemu pisarzowi zapoznanie się z wszystkimi kręgami łagrowego piekła. W „Archipelagu Gułag” autor bez ogródek pisze jak został obozowym stukaczem- szpiclem o pseudonimie Wietrow i jak zerwał hańbiąćą współpracę. Za tą szczerość trudno go nie szanować zwłaszcza jak się czyta o „Bolku”.

Po wyjściu z łagru Sołżenicyn został nauczycielem w Kazachstanie, wkrótce w ramach postalinowskiej odwilży zezwolono na mu publikację. Sławę literacką zapewniło mu opowiadanie Jeden dzień Iwana Denisowicza w którym pozornie beznamiętna narracja ukazuje nieludzki koszmar łagrowego świata. Charakterystyczny jest główny bohater, prosty, obdarzony zdrowym rozsądkiem człowiek, kolejna wersja tołstojowskiego Płatona Karatajewa. Dla mnie najwybitniejszym dziełem Aleksandra Isajewicza jest „Oddział chorych na raka”. Można w nim odczuć szeroki oddech wielkiej rosyjskiej prozy Tołstoja i Dostojewskiego traktującej o sprawach ostatecznych- sensie życia i śmierci, chorobie, samotności i przede wszystkim o miłości. Ta genialna powieść jest właściwie mało znana, chociaż zarówno w Rosji jak i w Polsce i Ameryce zdarzyło mi się spotkać ludzi uważających historię łagiernika i pięknej lekarki za dzieło kultowe.

Najbardziej znana książka rosyjskiego pisarza to wielotomowy „Archipelag Gułag” opisujący system sowieckiego terroru. W Rosji to dzieło było nie do zaakceptowania, na Zachodzie gdzie znalazł schronienie autor trafiło na swój czas. W latach 50-tych nikt w „wolnym świecie” przyjmował do wiadomości tego co opisał Herling- Grudziński w „Innym świecie”. Lewicowi intelektualiści zarzucali mu antykomunizm i antyrosyjska fobię. Dwadzieścia lat później książka rosyjskiego pisarza traktującego o sprawach w gruncie rzeczy znanych stało się dla wielu objawieniem. Aleksander Isajewicz, który musiał szukać schronienia na Zachodzie o trzymał literackiego Nobla i odegrał istotna rolę w okrywaniu prawdziwej twarzy komunizmu wobec licznych pożytecznych idiotów w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych.

Stariec to w rosyjskiej tradycji przede wszystkim „lekarz duszy” potrafiący dotrzeć do najgłębszych obszarów ludzkiej psychiki i wykryć tkwiący w niej grzech. Aleksander Isajewicz postanowił odnaleźć w duszy swojego narodu przyczyny trapiącego ją zła jakim był komunizm. Trudno jednak zgodzić się z diagnozą przedstawiona w słynnej mowie harvardzkiej. Sołżenicyn powtarza argumentacje Dostojewskiego, że wszystko to wina Zachodu, który popadł w ateizm i materializm i co gorsza zainfekował tym Rosję. Komunizm w tym ujęciu byłby czymś zupełnie obcym Rosjanom i importowanym z zewnątrz. Teza ta jest jedynie pozornie słuszna ze względu na fakt, że marksizm był wytworem myśli zachodniej. Analiza praktyki realnego socjalizmu wskazuje jednak, że stanowił on bez wątpienia kulminację kultywowanego przez carów mongolsko- bizantyjskiego zamordyzmu. Czerwony carat różnił się od białego jedynie pseudonaukowym szyldem i ilością ofiar.

W Stanach Aleksander Isajewicz osiadł w lesistym Vermoncie przypominającym mu ojczyste strony gdzie napisał największe dzieło swojego życia- monumentalny „Czerwony Krąg” traktujący o upadku caratu. Ten liczący tysiące stron tekst nie znalazł uznania czytelników, ze względu na swoje rozmiary okazał się nie do przebrnięcia nawet w Rosji. Okazało się jednak, że można z niego wyciąć niezwykle interesujące fragmenty, jeden z ciekawszych „Lenin w Zurychu” został nawet przetłumaczony na język polski.

Po upadku komunizmu Sołżenicyn powrócił do ojczyzny jednak to co zastał w kraju napełniało go głębokim obrzydzeniem. Demokracja w wydaniu Jelcynowskim była po prostu władzą oligarchów, którzy ochoczo przystąpili do rabowania własnego państwa. Pomimo, że zarówno Gorbaczow jak i Jelcyn czynili Aleksandrowi Isajewiczowi liczne honory to pozostawał on ich surowym krytykiem. Trudno nawet się dziwić, że z ulgą przyjął objęcie władzy przez byłego czekistę Putina, który przynajmniej poskromił oligarchów.

Stariec bywał niekiedy prozorliwym- prorokiem przenikającym przeszłość, przewidującym przyszłość i wskazującym właściwą drogę postępowanie. Rosjanie wierzyli, że jeżeli ktoś odrzuca taką sugestię to czeka go marny koniec. Sołżenicyn w swojej publicystyce przedstawił spójną wizję przyszłości Rosji w oparciu o analizę jej przeszłości. Jego teksty zawierają także czytelne ostrzeżenie dla przyszłych pokoleń. O ile trudno zgodzić się z poglądami autora „Archipelagu Gułag” na genezę komunizmu o tyle jego koncepcja przyszłej Rosji zasługują na baczną uwagę. Powszechnie uważa się go za nacjonalistę, jest to jednak uproszczenia ponieważ rosyjski nacjonalizm jest organicznie złączony z imperializmem. Sołżenicyn uważał politykę imperialna za błąd mogący doprowadzić do jak najgorszych skutków. Twierdził, że należy wycofać się na północ, na tereny rdzennie rosyjskie dając sobie spokój z Azją Środkową i Kaukazem. Kierunkiem ekspansji powinna być Syberia z jej nieograniczonymi bogactwami. Jedynym wrogiem Rosji byłyby wtedy Chiny mające ochotę na kolonizacje tych terenów. W tym ujęciu imperialna polityka carska i sowiecka był karygodnym marnowaniem narodowego potencjału z którego korzystały jedynie inne narody cywilizujące się kosztem Rosjan. Według Aleksandra Isajewicza przyszła Rosja powinna być państwem demokratycznym ale w oparciu o rodzime formy ludowładztwa ograniczane przez carat i całkowicie zniszczone przez komunizm. Doświadczenia w wielu krajach udowadniają jego tezę, że bezpośrednie przenoszenie zachodnich wzorów do innych warunków kulturowych jest bezsensowne i szkodliwe.

Dla nas Polaków realizacja projektów Sołżenicyna byłaby idealnym rozwiązaniem. W interesie Polski jest silna gospodarczo i stabilna politycznie Rosją, której władcy zajmują się podniesieniem poziomu życia obywateli a nie agresywną polityką zagraniczną. Taki kraj byłby istotnym elementem stabilizacji militarnej w naszej części globu. Niestety ekipa Putina zdaje się iść w zupełnie innym kierunku realizując cele tradycyjnej rosyjskiej ekspansji na wszystkich azymutach. W dzisiejszej Rosji nikt nie myśli o niezbędnych reformach poprzestając na eksploatacji złóż gazu ziemnego, który kiedyś się skończy a wtedy Rosjanom zostaną jedynie imperialne ambicje i odwieczna bieda co stanowi fatalne połączenie.

Wydaje mi się, że Aleksander Isajewicz, sumienie Rosji i jej rozum musiał zdawać sobie z tego sprawę. Umarł nie jako zadowolony z dzieła swojego życia dziadzio ale jak starotestamentowy prorok bezskutecznie przestrzegający swój naród, który uważał za wybrany.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

śmiem twierdzić, że w interesie Polski jest słaba i zależna od Europy Rosja.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#946