Wojenko, wojenko cóżeś Ty za Pani.....

Obrazek użytkownika Colas Bregnon
Blog

Że za Tobą idą, że za Tobą idą chłopcy forsą dziani.
Ano tak, już Juliusz Cezar stwierdził że „Wojna żywi wojnę” a pewne koła w USA starają się to udowodnić. Tyle że w nowoczesnych układach wojna niezbyt żywi wojnę, wojnę żywią podatnicy a wojna żywi całą masę krwiopijców.
To zresztą jest znacznie bardziej skomplikowane niż się wydaje i jest tylko częścią znacznie większego problemu.
Otóż niektóre rządy dysponują sporą ilością gotówki. W USA w roku 2008 wypracowano jako tzw. GDP (Gross Domestic Product) 14.2 Tryliona USD. Członkowie rządu zaś wraz z prezydentem mają stosunkowo niewielkie wynagrodzenie. I tak Prezydent Clinton zarabiał mizerne 200 G (tak dla wyjaśnienia G to 1000 USD a sama litera pochodzi od generała Granta, którego to facjata figuruje na amerykańskiej setce). Prezydent Bush, Junior jednakże, nie wytrzymał i podwyższył sobie, za zgodą Kongresu oczywiście, wynagrodzenie do 400 G, czyli dwukrotnie.
Ale to i tak pestka w porównaniu chociażby z zarobkami byle jakiego CEO z Wall Street.
A co dopiero powiedzieć o wice-prezydencie i innych pomniejszych dygnitarzach rządowych.
To biedacy. Niby decydują co zrobić z taką górą państwowych dolców a uszczknąć choć ociupinkę nie da rady.
No chyba żeby....
I tu dochodzimy do sedna. Jakiś czas temu Prezydent Bush Synalek usiłował przekonać Kongres i społeczeństwo żeby zgodzili się oddać management portów USA firmie z Dubai.
Wywołało to zresztą taki efekt że cały Kongres i 90% zdolnych do zrozumienia problemu Amerykanów, zgodnym rykiem wysłało ideę Prezydenta do diabła. Jakiś czas się upierał ale w końcu jak go postraszyli zwolnieniem z posady, zrezygnował. Sceptycy zaczęli sobie zadawać pytanie co mu strzeliło do łba a co cwańsi zaczęli szukać na internecie czy przypadkiem jakaś willa na tzw. Palm Island w Dubai nie jest własnością kogoś z rodziny Bush. Czy coś znaleźli historia milczy, nie mniej właścicielami superluksusowych willi na wyspie jest różnorodne, najcześciej białego koloru skóry towarzystwo, w tym kilku Amerykanów. A ponieważ wyspa nie może być jedynie wyłączną własnością członków rządu czy Kongresu USA trzeba było wykoncypować inny sposób.
I znaleźli - to wojna.
A teraz uważajcie czytelnicy:
Dnia 10 Września 2001 roku, dokładnie dzień przed tragedią 9/11, świeżo upieczony Sekretarz Obrony Donald Rumsfeld pełnym głosem wyryczał druzgocącą krytykę polityki finansowej Pentagonu oświadczając że DoD (Department of Defence) w zamówieniach zbrojeniowych zdecydowanie faworyzuje pewne wielkie firmy jak Enron, General Dynamics czy Aerospace Corporation. Wygłosił przepowiednię że taka polityka ma szanse doprowadzić do dramatycznego zubożenia sił zbrojnych USA do tego stopnia że mogą kiedyś przegrać wojnę z Bangladeszem, po czym głosem wielkim domagał się żeby do kontraktów DoD dopuścić wiekszą ilość przedstawicieli prywatnego sektora.
Następnego dnia zaś Boening 757, własność American Airlines, Flight 77 pieprznął w Pentagon. Rumi, nota bene, pomagał wyciągać z gruzów zwłoki swych kolegów, i poważnie się przy tym zakurzył, co zostało starannie zapisane na taśmach kamer należących do czołowych stacji TV.

Po tragedii 9/11 decyzją prezydenta Busha wielu prywatnych kontraktorów „dorwało się do koryta” a sam George W. Bush skomentował to jako ”największą tranformację sił zbrojnych USA od czasów Drugiej Wojny Światowej”.
Skutkiem tego gdy czołgi amerykańskie w marcu 2003 wjeżdżały do Bagdadu za nimi podążała 100 tysięczna armia prywatnych kontraktorów co niemal przewyższało ilość zawodowych żołnierzy niosących na „swych bagnetach” wolność i demokrację narodowi Irackiemu.

Wśród kontraktorów pierwsze skrzypce grała firma Halliburton mocno związana z osobą wice-prezydenta Dicka Cheney’a, który co prawda rozstał się oficjalnie z firmą zanim został mianowany na swe stanowisko, za co otrzymał na otarcie łez sumę 36 milionów dolarów, przezornie jednak pozostawił sobie niebagatelną ilość jej akcji, jak również jak wieść niesie już będąc wice-prezydentem wpadło mu od firmy jako „wyrównanie” prawie 400 tys. dolców.

Z działalnością Halliburtona związany był również Donald Rumsfeld, którego biuro miało „nadzór” na 7-miliardowym kontraktem dotyczącym odbudowy infrastruktury przemysłu wydobywczego Iraku.
Sielankę tą jednak zakłóciła niewiasta Bunnatine Greenhouse – Principal Assistant Responsible for Contracting of the United States Army Corps of Engineers, która zarzuciła Halliburtonowi że paliwo przez nich dostarczane na linię frontu jest dwa razy droższe od tego ze stacji benzynowej w Bagdadzie. Zaraz potem FBI wszczęło dochodzenie na ten temat, które potwierdziło zarzuty a Mrs. Greenhouse mimo nienagannej 20-letniej służby wyleciała z roboty na zbity pysk.

Tak na marginesie dodam że Donald Rumsfeld jest jednym z głównych posiadaczy akcji firmy Gilead Science Incorporation, będącej właścicielem Roche Laboratories jedynego producenta leku Tamiflu, będącego, jak nam wpajają, antidotum na ptasią grypę, świńską grypę i każdą inna grypę jeszcze bez nazwy. Dodam też że sprzedaż Tamiflu tylko w roku 2005 przyniosła firmie miliard dolarów.
Dodam również że żołnierze armii USA są zmuszani do przyjęcia sczepionki Tamiflu, a gdy odmówią czekają ich poważne konsekwencje służbowe.

Pozwolę sobie zakończyć moje wywody ulubioną frazą łacińską: „Pecunia non olet”, co w języku ojczystym oznacza „Pieniądz nie śmierdzi” i dodaję: Szczególnie w US of A.

Napisał: Colas Bregnon

Materiały żródłowe:
http://en.wikipedia.org/wiki/Halliburton#Involvement_in_the_Iraq_war
http://urbanlegends.about.com/library/bl_bird_flu.htm
http://www.ntu.org/main/
http://ask.yahoo.com/20010605.html )

Ocena wpisu: 
Brak głosów