Blogerzy idą na łatwiznę. Być profesjonalnym dziennikarzem to rzecz niesłychanie trudna.

Obrazek użytkownika Gawrion
Kraj
Wielokrotnie czytając, słuchając profesjonalnych, zatrudnionych w mainstreamowych mediach dziennikarzy i porównując ich pracę do pracy niezależnej blogosfery politycznej, dochodziłem do wniosku, że bycie "profesjonalistą" to rzecz relatywnie, w porównaniu do pracy blogera, trudniejsza. O ile bloger (ten niezatrudniony przez media) wykonuje swoją pracę z powołania i robi to najczęściej za darmo, w wolnej chwili, nie otrzymuje za to pieniędzy, to życie dziennikarza "profesjonalnego", jego status materialny, uzależnione jest tylko (najczęściej) od jego pióra, mowy - wyników pracy - często próżno szukać w tym powołania i radości. Poczciwy bloger ma o wiele łatwiej bo pisze to co chce, to co jego sercu i duszy najbliższe i to co uważa za prawdziwe i najważniejsze. Profesjonalista rozdzierany wewnętrznie z jednej strony przez serce i ideały, a z drugiej przez porady i wskazówki redaktora naczelnego, stawia czoła zadaniom nieslychanie trudnym. Trzeba przecież stwarzać pozory obiektywizmu, jednolitości poglądów i logiki kierującej tokiem myślenia. To wszystko wymaga nie lada zabiegów, nieprzespanych nocy i pogryzionych z nerwów paznokci. Wyjątkiem są media gdzie pracować jest łatwo - tam dziennikarz się nie musi wysilać, po prostu pisze prawdę. Jest to jednak komercyjnie nieopłacalne, bo któż da takiemu zlecenie na opisanie prawdy? Prawda po prostu jest - nie trzeba do niej zabiegów i zbyt wielu interpretacji. Czy z takich zleceń gazeta i dziennikarz się wyżywi? Są też wyjątki polegające na pisaniu tego wszystkiego, co chce szef, przy jednoczesnej zgodności duszy i serca z nieprawdziwymi serwowanymi informacjami - tutaj jednak nie szedł bym tak daleko i takich pracowników nie nazywal dziennikarzami. To osobna grupa - najemni pismacy, którzy z entuzjazmem wcielają w życie wyrafinowane strategie ogłupiania swoich szefów. Oczywiście trzeba też zauważyć wyjątki wśród blogerów. Są przecież tacy, którzy kierowani nadziejami i marzeniami na dostanie sie do świata profesjonalistów, już teraz czerpią od nich pełnymi garściami. Blogerzy to tylko pozorni, robią to z pozoru tylko, na razie za darmo..

 

Jak to wszystko wypada w praktyce? Otóż tak jak widzimy. Co chwilę "profesjonaliści" zalewają nas zastępczymi (to w mediach, to tu w salonie) tekstami nafaszerowanymi mądrymi słowami, doskonałą formą, lecz pustymi treścią i logiką. Prawdziwy "darmowy" bloger częściej idzie na łatwiznę i wali prosto z mostu i pisze przeważnie o rzeczach bardziej interesujących i ważnych. Profesjonaliście nie przystoi nawalać mięsem, także nawet obraża inaczej, bardziej kulturalnie i w sposób głęboko, lecz grubym ściegiem zaszyty. Wszędzie oczywiście są wyjątki od reguł i tym "profesjonalnym" zdarza się wyrwać z orbit poprawności politycznej i przyfasolić z grubego kalibru. Świat blogerów i świat "profesjonalnego" dziennikarstwa to jednak dwa różne światy. Jak bardzo różne moglibyśmy sie przekonac ryzykując eksperymentem zamienienia sie przez dwa środowiska miejscami chociażby na jeden tydzień. Boję się, że taka zamiana mogłaby być tylko jednorazowa - Świat (bo tez przecież tego bardziej cywilizowanego Świata opisywane zjawiska dotyczą), Polska mogłaby być w szoku po takim eksperymencie. Na zmiany jednak nie liczę. Przekonać "profesjonalistów" jest strasznie ciężko. Rzadko się bowiem zdarza, zeby czerwony z niebieskim rozmawiał z tego samego poziomu, jeszcze rzadziej żeby rozmawiał jak swój ze swoim. To dwa inne światy.
Ocena wpisu: 
Brak głosów